Prezentacja: Houston Rockets

Drużyna Houston Rockets od kilku lat stara się wydostać z ligowej szarzyzny. Przez trzy ostatnie sezony ocierała się o czołową ósemkę Zachodu, jednak ani razu nie udało im się tam przebić w tym okresie. Kibice z sentymentem wspominają czasy kiedy w barwach Rakiet biegali Tracy McGrady, Yao Ming czy wcześniej Hakeem Olajuwon wraz z Clydem Drexlerem. Na co zatem stać podopiecznych Kevina McHale w zbliżających się rozgrywkach?

Powrót do przeszłości …

Chcąc przybliżyć historię zespołu Rakiet musimy się cofnąć do roku 1967 do słonecznej Kaliforni. Swoją genezę klub bowiem czerpie ze słonecznego San Diego, gdzie zespół spędził w NBA pierwsze pięć lat. Sama nazwa „Rockets”  odnosi się do lokalnej firmy General Dynamics, która zajmowała się m.in programami rakietowymi.

Co ciekawe pierwszym zawodnikiem jakiego San Diego wybrało w drafcie NBA był nijaki Pat Riley, którego losy splotą się z Rockets kilkanaście lat później, ale o tym napiszę niżej …

Po średnim okresie sportowym klub zmienił lokalizację w 1971 roku i zawitał do Houston, gdzie jego przydomek był nadal jak najbardziej adekwatny do miasta w którym się osiedlił.  W tym samym roku do NBA dołączyła drużyna z Denver, która wcześniej występowała w rozgrywkach ABA  także pod nazwą Rakiet. Ekipa z Kolorado jednak w NBA przybrała nazwę Nuggets, a Rakiety z NBA miały zatem swoją siedzibę w Houston. Co jak co, ale określenie Rakiet do Houston w stanie Teksas pasuje jak ulał. Przenosiny być może nie bezpośrednio, ale na pewno w jakiś sposób pomogły poprawić także wyniki zespołu. Warto wspomnieć też, że w ówczesnej drużynie prym wiedli tacy zawodnicy jak Calvin Murphy czy Rudy Tomjanovich.

Rok 1975 zespół po raz pierwszy w swej historii posmakował rywalizacji w Play-off. Ich przygoda z rozgrywkami posezonowymi trwała jednak dość krótko bo już w pierwszej rundzie ulegli New York Knicks 1:2.

Początek wyraźniejszych sukcesów to jednak lata osiemdziesiąte, a więc okres kiedy kończyła się era Mosesa Malone’a w zespole a powoli nastawał czas dwóch wież – Ralpha Sampsona oraz Akeema Olajuwona (przydomek Hakeem Nigeryjczyk przybrał na początku lat 90-tych). Obaj wysocy zawodnicy to numery jeden draftów z lat 1983 i 1984, a zarazem zapowiedź lepszych czasów dla Rakiet.

Już dwa lata po wyborze Olajuwona drużyna prowadzona przez coacha Billa Fitcha dość niespodziewanie znalazła się finałach NBA eliminując po drodze m.in naszpikowanych gwiazdami Los Angeles Lakers, którzy na ławce trenerskiej mieli wówczas wspomnianego przeze mnie wcześniej Riley’a. W starciu Twin Towers z ekipą prezentującą Showtime lepsi okazali się gracze z Teksasu i to oni stawili czoła Celtom z Bostonu w wielkim finale NBA. Tutaj ostateczny sukces odnieśli gracze z Boston garden, a Rakiety mogły się tylko obejść smakiem mistrzowskiego tytułu ulegając w stosunku 2:4. Mimo to był to największy sukces w historii drużyny … do czasu oczywiście.

Początek lat dziewięćdziesiątych to już era Hakeema Olajuwona, który był absolutnie postacią nr. 1 w zespole. Pod okiem Dona Chaneya zespół powoli popadał w ponowną przeciętność. W 1993 roku zespół został jednak przejęty przez Leslie Alexandra znanego inwestora z Wall Street,  który wykupił klub za 85 mln USD. W tym samym roku na ławce trenerskiej Rakiet pojawił się ich były gwiazdor – Rudy Tomjanovich i to był strzał w dziesiątkę.

Lata 1993-94 oraz następny sezon to okres, w którym zespół zdobył dwa tytuły mistrzowskie pokonując w finałach kolejno New York Knicks (prowadzonych przez  Pata Rileya) oraz Orlando Magic.  W tym samym okresie gwiazda Olajuwona świeciła najjaśniej. Drugie mistrzostwo ma też szczególny wymiar dla samego gracza bowiem zdobył je u boku swojego wielkiego przyjaciela oraz późniejszego gwiazdora Portland Trail BlazersClyde Drexlera. Sam fakt miał także ogromne znaczenie dla lokalnej ludności otóż dwóch absolwentów uniwersytetu w Houston prowadzi ich klub do tytułu mistrzowskiego.

Kolejne lata już nie były tak udane dla klubu pomimo, że w barwach Rakiet grał Charles Barkley, czy też po odejściu na emeryturę Drexlera – Scottie Pippen. Weterani nie zagwarantowali już kolejnych sukcesów i ponownie przyszedł czas na przebudowę …

Początek XXI wieku to czas Steve Francisa oraz Cuttino Mobleya. Obaj zachwycali kibiców swoimi zagraniami, Francis regularnie pojawiał się w Top10 tygodnia, ale nie przekładało się to na sukcesy drużyny. Wielkim wydarzeniem było pojawienie się w 2002 roku Yao Minga, który miał być nawiązaniem do wielkich centrów z lat poprzednich. Dokoptowano do składu także innego gwiazdora NBA – Tracy McGrady’ego i ekipa z Houston prowadzona przez tą dwójkę notowała najlepsze wyniki od czasów przebudowy z 1999 roku.  Niestety Rakiety poza II rundą Play off w 2009 roku ( gdzie los ironicznie wyeliminował kontuzjami z gry Yao Minga i T-mac’a) nie osiągnęły w nic więcej i nie udało się nawiązać do lat świetności. Urazy zmusiły chińskiego środkowego do zakończenia kariery, a McGrady’ego do opuszczenia drużyny, natomiast sam zespół do kolejnej przebudowy, która obecnie trwa …

Sezon 2012-13 – Oczekiwania

Jak widać z przedstawionej przeze mnie  w bardzo okrojonej formie genezie,  zespół z Houston posiada dość bogatą historię, okraszoną sukcesami oraz występami w jej barwach koszykarzy uznawanych za legendy ligi. Niestety w nadchodzącym sezonie nie będzie łatwo odnieść się do dawnych sukcesów. Zaryzykuje nawet stwierdzenie, że w obecnym kształcie będzie to niemożliwe. Obecnie drużyna znajduje się w fazie przebudowy i kibice w Houston doskonale zdają sobie z tego faktu sprawę. Rockets nie grali w Play-off od trzech lat i głównym założeniem jaki postawi przed sobą zespół Kevina Mchale’a będzie właśnie awans do rozgrywek przedsezonowych, ale nawet jeżeli się to nie uda to nikt nie będzie robił tragedii.

Przed o wiele poważniejszym wyzwaniem w najbliższym okresie stoi natomiast Deryl Morey – manager klubu z Toyota Center. Myślę, że niemal pewne jest, że Rakiety w obecnym składzie personalnym nie ukończą rozgrywek. Morey za wszelką cenę będzie starał się ściągnąć do Houston gracza formatu all-star. Pytanie tylko kogo? Pod koniec ubiegłego sezonu walczył o Dwighta Howarda, który w końcu wylądował w Los Angeles Lakers. W obszarze zainteresowania managera Teksańczyków byli także Andrew Bynum czy też Marc Gasol lub jego starszy brat Pau. Wszyscy Ci gracze to środkowi, a więc jasno można odczytać zamiary włodarzy, którzy pragną mieć znaczącą postać pod koszem. Zresztą analizując historię można analogicznie przenieść sposób budowy drużyny. Malone – Sampson – Olajuwon – Ming – pytanie teraz kto następny? Jedno jest pewne – nie będzie to Omer Asik, który do Houston trafił w zupełnie innym celu niż bycie główną gwiazdą drużyny.

 Pierwsza Piątka

Jeremy Lin

Kevin Martin

Chandler Parsons

Patrick Patterson

Omer Asik

Plusy

Zarówno za czasów trenera Ricka Adelmana jak i w poprzednim sezonie, od kiedy to na ławce rządzi Kevin McHale podstawową wartością zarówno na boisku jak i poza nim jest drużyna. W zespole nie ma świętych krów o czym przekonali się Aaron Brooks, Kyle Lowry czy nawet Tracy McGrady, który bez żalu został oddany przez Adelmana mimo wcześniejszej roli jaką odgrywał w zespole. Patrząc na obecną kadrę właśnie jedność wszystkich graczy oraz zespołowa koszykówka może przynieść im najlepsze wyniki. Kadra gwarantuje bardzo zbilansowaną koszykówkę. Na dystansie świetnie radzą sobie Kevin Martin, Carlos Delfino, Chandler Parsons czy Toney Douglas. (co do Lina to nie mam pewności więc go nie wymieniam w tej grupie). Rozgrywki przedsezonowe pokazały, że bardzo dobrze radzą sobie w grze z kontrataku – błyskawicznie jednym, dwoma podaniami przechodząc pod atakowany kosz. To głównie za sprawą Terrence’a JonesJeremy Lamba czy wspomnianych Parsonsa i Delfino. Ogromna w tym zasługa świetnie grającego na desce w defensywie Asika oraz playmakerów szybko transportujących piłkę pod drugi kosz. Właśnie mieszanką szybkiej gry w ataku z dobrą skutecznością rzutów z dystansu Rakiety wygrały 5 z siedmiu rozgrywanych meczów w pre-season.  Pokazało to, że właśnie zespołowa i szybka gra piłką – często krążącą po obwodzie w ataku pozycyjnym będzie stylem jaki przybiorą Rockets na zbliżający się sezon i osobiście pozwolę sobie wyrazić swoją opinię, że to może się sprawdzić bo w sparingach przedsezonowych wyglądało to naprawdę dobrze. Czy wystarczy na Play- off? zobaczymy …

Kolejną jasną stroną którą można dostrzec przed rozgrywkami 2012-13 jest świeżość jaką dadzą młodzi gracze. W tegorocznym drafcie zostali wybrani Jeremy Lamb, Royce White, Terrence Jones oraz Scott Machado.  Jeżeli dodamy do tego wybranego w zeszłym roku Donatasa Motiejunasa, który miniony sezon spędził w Gdyni nowo pozyskani debiutanci wyglądają bardzo ciekawie. Myślę, że największym wzmocnieniem z całej tej piątki będzie Terrence Jones. Absolwent uczelni Kentucky już w rozgrywkach przedsezonowych pokazał olbrzymi potencjał, świetną grę na tablicach, dobry rzut z dystansu jak na silnego skrzydłowego oraz popisywał się efektownymi wsadami.  Pokazał także, że jest gotowy z biegu, aby być alternatywą dla Patricka Pattersona na pozycji numer cztery. Mimo, że zdarzały mu się niezbyt udane występy w preseason ( dokładnie dwa) to wydaje się być najlepszy z trójki debiutantów wybranych w drugiej dziesiątce draftu 2012. Drugim zawodnikiem, który może nie imponował statystykami i nie grał też zbyt dużo, ale w kazdym meczu zaliczał sporo asyst jest Scott Machado i w obliczu słabej formy Lina, może okazać się drugim Isaiahem Thomasem z minionego sezonu. Zarówno ze względu na warunki fizyczna jak i sytuację bowiem Thomas w Sacramento okazał się  rewelacją drugiej części rozgrywek i przebojem wdarł się do pierwszej piątki. Zresztą w Houston potrafią wykrzesać z „jedynek” maksimum czego dowodem są Aaron Brooks, Von Wafer czy Kyle Lowry. Można też odnieść się do innej zależności od lat sprawdzającej się w Rockets ( oczywiście z wyjątkiem Yao Minga), że im dalszy numer draftu tym lepszy zawodnik. Potwierdzają to przykłady Sama Cassela, Cuttino Mobleya, Carla Landry’ego, wspomnianego Brooksa, a także Mata Maloneya. Nie wspomnę już o Chucky Hayes’ie, który w drafcie nie znalazł się nigdy. Możecie to też uznać za czysty zbieg okoliczności, ale najwidoczniej zbieg ten będzie miał ponownie miejsce także w tym roku.

Bardzo fajnie wygląda też gra Motiejunasa, który świetnie radzi sobie zarówno pod kosem jak i na dystansie. Litwin w siedmiu grach przedsezonowych notował niemal 10 pkt oraz 4,3 zbiórki. Jak widać gra w Eurolidze i na polskich parkietach w celu ogrywania się i jeżeli będzie się tak dalej rozwijał to może być w przyszłości godnym następcą Louis’a Scoli, który odszedł do Phoenix Suns.

Co do White’a z Lambem to trudno cokolwiek o nich teraz powiedzieć poza tym, że mają ogromny talent. Muszą dużo pracować, aby stać się liczącymi się postaciami w zespole. Lamb pokazał w kilku meczach, że stać go na to, aby w dalszej części sezonu nawiązać rywalizację (lub też zstąpić) z Kevinem Martinem. Musi jednak przejść okres aklimatyzacji w NBA podobnie jak cała wymieniona wcześniej trójka. Dopiero sezon regularny zweryfikuje ile są warci koszykarsko bowiem sparingi nijak nie mają się do poważnej gry. Niemniej młodzi gracze z czasem będą odgrywać w tej drużynie coraz bardziej znaczące role …

Zagrożenia

Głównym zagrożeniem jest niepewność jaką niesie ze sobą Jeremy Lin.  Najważniejsze pytanie co da drużynie absolwent Harvardu? Jeżeli będzie prezentował się tak jak w poprzednim sezonie w barwach Knickerbockers to jego postać będzie atutem drużyny.  Jednak nawet mimo wszelkich zachwytów nad jego osobą w minionych rozgrywkach to analizując jego grę dokładniej miał masę strat, a swój wystrzał formy zawdzięcza głównie indywidualnym akcjom w rozbitym wówczas zespole z Nowego Jorku. Taką grą może kompletnie rozbić zamysł taktyczny trenera McHale’a. Zupełnie inaczej grali w zeszłym sezonie Kyle Lowry czy Goran Dragić, którzy byli siłą napędową zespołu. Obaj prócz punktów dawali też niemal 10 asyst i sporo zbiórek. Sam Lowry w pewnym momencie miał średnie statystyki ocierające się o triple-double!. Lin w Knicks grał troszkę inaczej i pytanie czy da sobie radę w Houston (gdzie zaczynał minione rozgrywki, ale został zwolniony, aby zrobić miejsce w składzie dla Samuela Dalamberta)

Drugie zagrożenie jakie widzę dla drużyny Rockets to kontuzję. Doświadczeni gracze, którzy będą głównymi postaciami w zespole są strasznie kontuzjogenni. Kevin Martin cały poprzedni sezon miał problem z ramieniem, a poprzedni jego klub – Sacramento Kings pozbył się go właśnie dlatego, że Martin częściej siedział w gabinetach lekarskich niż na parkiecie. Podobnie sytuacja się ma z Patrickiem Pattersonem minione rozgrywki walczył z urazem kolana i wprawdzie zapowiadał, przed sezonem, że już wszystko w porządku to w dwóch ostatnich spotkaniach pre-season nie zagrał z powodu kontuzji. Kolejnym przykładem jest Lin, który przedsezonowe rozgrywki oprócz ostatniego meczu w Orlando miał beznadziejne. Wszystko to spowodowane jest mozolnym powrotem do zdrowia po kontuzji kolana z poprzednich rozgrywek.  Jeżeli do całej tej kolekcji dodamy bojącego się latania samolotami Royce White’a oraz niezdolnego do gry z powodu bardzo poważnego urazu oka Jona Brockmana widać co stanowi główny problem dla Kevina McHale’a. Obawiam się, że w trakcie sezonu może się to okazać bardzo deprymujące jeżeli zjawisko się to nasili lub skumuluje w jednym czasie. Okrojony skład – mimo, że bardzo uniwersalny może nie sprostać walce o Play-off, a młodzi bez doświadczenia starszych graczy raczej czołowej ósemki sezonu nie zagwarantują.

Okiem autora

Jeżeli miałbym podsumować wszystko to co dzieje się aktualnie w Houston to wyraziłbym swoje zadowolenia i poparcie dla działań managmentu i trenera. Rakiety są w fazie przebudowy, która niewątpliwe wymaga ofiar. Podejrzewam, że Kevin Martin jeszcze w tym sezonie będzie grał w innym zespole bo po pierwsze ma największy kontrakt, a po drugie jest najlepszą kartą przetargową w negocjacjach z innymi klubami NBA. Innymi graczami, którzy mogą być uzupełnieniem wymiany są Marcus Morris, Shaun Livigston, Jon Brockman lub któryś z młodych graczy. Nie wiadomo czy White będzie realnym wzmocnieniem, czy okaże się drugim Morrisem, ale on póki co jest na cenzurowanym wobec kłopotów z jakimi się boryka. Oprócz potencjału transferowego jest też potencjał ludzki. Grupa debiutantów, która wygląda solidnie, doświadczeni gracze, którzy uzupełnili kadrę wcale nie wyglądają gorzej od poprzedników. Omer Asik doskonale radzi sobie pod koszem i w tej materii wygląda nawet lepiej od Samuela Dalamberta. Przy wsparciu Jonesa, Pattersona i Motiejunasa wysocy gracze prezentują się też dobrze w porównaniu do Scoli czy Marcusa Camby’ego. Mam nadzieje, że Lin zrozumie wizję McHale podobnie jak zrozumiał Goran Dragić w minionym sezonie i nawet w obliczu siedzenia na ławce nie obrazi się na trenera (chociaż akurat mentalność azjatów raczej nie generuje takich zagrożeń – są oni bardzo pokorni).  Delfino wydaje się być lepszym, a na pewno bardziej ogranym, a co za tym idzie dojrzałym zawodnikiem od Chase Budingera, którego do Minnesoty ściągnął ex-trener Rakiet – Rick Adelman. Uniwersalny skład z możliwością głębokiej rotacji, mieszanka doświadczenia z młodością, duch jedności, który będzie chciał zaszczepić zawodnikom coach Rakiet będą elementami, które przyczynią się do progresu tego zespołu. Nie wiem czy są oni w stanie awansować do play-off w tym sezonie, ponieważ konkurencja na Zachodzie jest ogromna. Jestem jednak głęboko przekonany, że Houston Rockets uzyskają dodatni bilans w tym sezonie, a doświadczenie, które zbiorą w tegorocznych rozgrywkach zaprocentuje w przyszłości. Zmiany wymagają czasu i nawet w obliczu przyjścia jakiejś gwiazdy nie zagwarantuje to miejsca w czołowej ósemce.

Na koniec mam nadzieję, że Was nie zanudziłem swoimi wywodami nad drużyną Houston Rockets. Zapewne wielu z Was może mieć odmienne zdanie na temat poszczególnych zagadnień poruszanych przeze mnie powyżej co jest jak najbardziej naturalne i zrozumiałe. Zapraszam zatem do wyrażenia swoich opinii poniżej jeżeli oczywiście macie ochotę wyrazić swoje zdanie …

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

3 komentarze

  1. sopranos11 pisze:

    „indywidualnym akcją”. Nie chcę się czepiać, ale pisze się akcjom. Na tą stronę parę osób wchodzi…

  2. stypek pisze:

    O kilka godzin za wcześnie ten artykuł poszedł – Harden + dodatki do Houston Rockets do OKC Kevin Martin+Jeremy Lamb+piki

  3. sahim80 pisze:

    przydomek Olajuwana to The Dream, zmienił imię z Akeem na Hakeem z powodu zmiany wiary. I Drexler był Gwiazdą PTB przed przejściem do Rocekts, nie później. Zamieszało pewnie to że wcześniej razem byli członkami Phi Slamma Jamma na uczelni w Houston. Starsi penie się zorientowali o co chodziło autorowi ale młodszych może to w błąd wprowadzić

    Poza tym artykuł fajny no i dotyczący mojego ulubionego zespołu. Szkoda że kilka godzin po opublikowaniu jest już nieaktualny z powodu transferu brodacza

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *