Prezentacja: Chicago Bulls

Nieobecność Derricka Rose’a nie będzie dla Byków żadnym sprawdzianem. Podczas rozgrywek 2011/2012 absencja MVP i wynikające z niej problemy – zostały stłumione dzięki dobrej grze trzonu zespołu i ławki rezerwowych. Ze względu na wygasające kontrakty, kilku graczy pożegnało się z ekipą i na ten moment drugi garnitur zespołu tworzą Nate Robinson, Jimmy Butler i Nazr Mohammed, co nie jest komfortową sytuacją na kilka dni przed startem. Rozgrywki 2012/2013 będą testem przede wszystkim dla trenera Thibodeau, bowiem to on odpowiada za to, aby wszystkie elementy poskładać w jedną całość.

Również dla Carlosa Boozera będzie to sezon ostatniej szansy. Silny skrzydłowy Chicago Bulls jest poważnym kandydatem do amnestii w lato 2013. Zgodnie z zapisem w nowej umowie zbiorowej między ligą i unią graczy – tylko podczas przerwy można stosować to prawo.

Skład zespołu

Nr Imię i nazwisko Poz. Wiek Wzrost Waga Uczelnia Zarobki
8 Marco Belinelli SG 26 196 88 Fortitudo Bologna $1,957,000
5 Carlos Boozer PF 31 206 120 Duke
$15,000,000
21 Jimmy Butler SG/SF 23 201 100 Marquette $1,097,520
9 Luol Deng SF 27 206 100 Duke
$13,326,700
22 Taj Gibson PF 27 206 102 USC $2,155,811
32 Richard Hamilton SG 34 201 88 Connecticut $5,000,000
12 Kirk Hinrich PG 31 193 86 Kansas $3,941,000
48 Nazr Mohammed C 35 208 113 Kentucky $1,352,181
13 Joakim Noah C 27 211 105 Florida
$11,050,000
77 Vladimir Radmanovic PF 32 208 106 FMP $1,352,181
2 Nate Robinson SG/PG 28 175 82 Washington $1,146,337
1 Derrick Rose PG 24 191 86 Memphis $16,402,500
25 Marquis Teague PG 19 188 86 Kentucky $850,000

Pierwsza Piątka

PG – Kirk Hinrich

SG – Richard Hamilton

SF – Luol Deng

PF – Carlos Boozer

C – Joakim Noah

Chicagowskie retrospekcje

Dla wielu fanów Chicago Bulls, tych sprzed ery Derricka Rose’a, tych pamiętających czasy Wielkich Byków z Wielkimi ja**mi – sezon 2012/2013 zapełni wielką dziurę rozpaczy, jaka powstała, gdy Byki na początku nowego tysiąclecia próbowały podnieść się z kolan. Najfajniejsze w tym wszystkim jest to, że Rose jest w tym wypadku Batmanem, która ma swojego Robina, może nieco nieadekwatnego do komiksowej postaci, ale bez wątpienia będącego częścią wszystkich przygód. Mowa o trenerze Thibodeau, który do Chicago przywędrował z Bostonu, gdzie wcześniej pełnił rolę defensywnego specjalisty Doca Riversa.

To właśnie Thibs odpowiada za transformację Byków w zespół, gdzie atak rozdaje bilety, a defensywa wygrywa mecze. W dwóch poprzednich sezonach ekipa z Wietrznego Miasta mogła pochwalić się jedną z najbardziej wykwalifikowanych linii defensywnych w lidze. Przy okazji dwukrotnie zanotowali najlepszy bilans dodając do tego wszystkiego nieco spontaniczności i improwizacji w ataku, który w głównej mierze opierał się na tym, co zadecyduje D-Rose. Z czasem jednak większą rolę w ofensywie zaczął odgrywać Luol Deng. W minionym sezonie notował średnio 15,3 punktu, 1 przechwyt, 2,9 asysty i 6,5 zbiórki. Statystyki nie są imponujące, ale większość pracy, jaką Deng wykonywał na parkiecie, nie da się w żaden sposób zmierzyć liczbami.

Z czasem coraz pewniej na parkiecie czuł się Carlos Boozer. Silny skrzydłowy wiedział, że ma zaufanie trenera i może pozwolić sobie na grę, z której słynął w Salt Lake City. Jego broda, duże brwi i ogolona głowa nadal wprawiają nas w zakłopotanie, trzeba jednak pamiętać, że Tom Thibodeau to nie Jerry Sloan i Carlos zmuszony jest przystosować się do defensywnego stylu gry. W minionym sezonie średnio zapisywał na swoje konto 15 punktów, 1 przechwyt, 1,9 asysty i 8,5 zbiórki, na skuteczności 53% z gry. Ważne będzie również rozwinięcie jego współpracy z Joakimem Noah. Francuz podczas letniej przerwy walczył z urazem kostki i przyznał, że nie wszystko jest tak, jakby sobie tego życzył. Mimo to, ten podkoszowy tandem w rozgrywkach 2011/2012 niejednokrotnie zaskakiwał rywala extra-passami albo akcjami w izolacji, gdzie obaj panowie mają coś do powiedzenia.

Bench Mob v0.2

To jak na razie jest największa zagadka przygotowań Chicago Bulls do nadchodzących rozgrywek. Wygasające umowy Ronniego Brewera, Kyle’a Korvera, C.J.-a Watsona, czy Johna Lucasa III – oznaczały, że Generalny Menadżer – Gar Forman będzie starał się uniknąć płacenia dużych pieniędzy za ich zatrzymanie. Lepszym rozwiązaniem było sprowadzenie nowych nazwisk, niekoniecznie pragnących milionów dolarów. Uzyskać coś w zamian udało się tylko w przypadku Korvera, bowiem reszta Bench-Mobu porozprzestrzeniała się po całej lidze surfując na rynku wolnych agentów. Kyle został wytransferowany do Atlanty Hawks za wyjątek od transferu i gotówkę. W ten sposób z zespołu pozostał trzon, czyli pierwsza piątką plus dwóch rezerwowych – Taj Gibson i drugoroczniak Jimmy Butler.

Wakaty trzeba było pozajmować, dlatego nowym strzelcem z ławki Bulls został Włoch Marco Belinelli. Rozgrywki 2011/2012 były jego najlepszymi w karierze. Dla Szerszeni zawodnik rozegrał 66 spotkań, podczas których średnio notował 11,8 punktu, 1,5 asysty, 2,6 zbiórki, rzucając 42% z gry i 38% za trzy punkty. Zanim rozpoczął się obóz przygotowawczy – był traktowany jako najlepsza transakcja Garego Formana tego lata. Teraz, gdy mamy już prowizoryczny obraz tego, jak może wyglądać ławka Chicago Bulls w nadchodzącym sezonie – optymizm wobec Włocha nieco przygasł. Marco ma problemy z odnalezieniem się w nowej rotacji i jest bardzo nieskuteczny. Jeżeli szybko nie odnajdzie drogi, aby temu zaradzić, Byki mogą wytransferować go w połowie kolejnych rozgrywek.

Analogicznie jest w przypadku Vladimira Radmanovica. Silny skrzydłowy, który miał być alternatywą dla Carlos Boozera i Taja Gibsona – od kilku spotkań jest poza rotacją, ponieważ nie sprawdził się w swojej roli. Thibs chciał go wykorzystać jako, tzw. stretch-four, czyli bardziej cofniętego na obwód skrzydłowego, który nie boi się podejmować decyzji rzutowych z dystansu. Na papierze wszystko wyglądało w miarę racjonalnie, jednak już podczas pierwszych spotkań okazało się, że gracz nie potrafi nadążyć za tempem swoich kolegów z zespołu i ma ogromne problemy zarówno w obronie, jak i w ataku – z wypracowaniem dla siebie dogodnych pozycji.

Miodem na serce fanów Bulls jest w tym wypadku dwójka – Nate Robinson i Naz Mohammed. Mimo, iż 3-krotny zwycięzca konkursu wsadów nie jest najbystrzejszym zawodnikiem w grze, to ma przebłyski, w których jest rozgrywającym wartym swojego kontraktu i zapisanych w nich pieniędzy. Podczas rozgrywek przedsezonowych wprowadził do obozu Bulls cząstkę tego, za co do tej pory odpowiedzialny był Derrick Rose, czyli nieprzewidywalności. Kolejny weteran – Nazr Mohammed stanowi natomiast idealną odpowiedź ze strony Formana na utratę Omera Asika. Turek za 25 milionów dolarów zgodził się grać dla Houston Rockets. Nowy center zespołu zdążył już zaskarbić sobie sympatię fanów w United Center i bez wątpienia Tom Thibodeau nie będzie miał wątpliwości, czy po niego sięgać, czy ryzykować zdrowiem Noah.

Przewidywania

Brak rywalizacji o szczyty konferencji może podziałać deprymująco na niektórych słabszych psychicznie zawodników. Rękę na pulsie będzie jednak trzymał Tom Thibodeau, co do tego nie powinniśmy mieć żadnych wątpliwości. Wszyscy mówią o tym, jak Bulls poradzą sobie bez Derricka Rose’a, ale de facto, gdy MVP sezonu 2010/2011 powróci na parkiet – to nie zespół będzie musiał dostosowywać się pod niego, lecz on pod zespół. Na tę chwilę mówi się o powrocie gracza w okolicach marca. Istnieje mimo wszystko prawdopodobieństwo, że D-Rose wróci do gry dopiero na rozgrywki 2013/2014, czego na razie żaden fan zespołu z Wietrznego Miasta nie potrafi w swojej głowie przetworzyć. Całkowicie zrozumiałe.

Skupmy się jednak na tym, co jest bardziej pewne od formy Rose’a. Kirk Hinrich, jeżeli uniknie kontuzji – to także będzie w stanie pociągnąć ofensywę Bulls i zapewnić dobry ruch piłki, czy to na obwodzie, czy po penetracjach. Jednak dobrych podających w tym zespole jest więcej. Carlos Boozer jest w tej kwestii bardzo niedoceniany, podobnie Joakim Noah. Środkowy Byków ma specyficzny sposób poruszania się po parkiecie, ale niejednokrotnie zdobywał tym publiczność. Wróćmy na chwilę do Kirka. Weteran już podczas obozu nabawił się kontuzji pachwiny. Podczas pobytu w Atlancie borykał się z wieloma urazami, co mocno wpływało na jego pozycję w rotacji. W Windy City mają już dość ciągłych problemów z rozgrywającymi, niestety Kirk nie jest w tym wypadku żadnym pocieszeniem.

Zwrócić powinniście uwagę na Taja Gibsona. Zawodnik jest w trakcie negocjacji z Bulls w sprawie nowej umowy i jak na razie strony utrzymują, że rozmowy są prowadzone, ale nic konkretnego z nich nie wynika. Gibson przygotowuje się do podwójnej roli, ponieważ prócz obowiązków silnego skrzydłowego – będzie także często grał jako środkowy w niższym, szybszym ustawieniu. Trener mu ufa, a to powinno ułatwić chłopakowi z Brooklynu – zaadaptowanie się do nowych wymagań. Poza tym nadal jest jednym z najlepszych obrońców zespołu.

Wiele osób twierdzi, że Chicago Bulls będą bili się w nadchodzącym sezonie o ósme miejsce w konferencji. Są nawet tacy mówiący o załamaniu się pogody nad Wietrznym Miastem i odpadnięciu z rywalizacji już na poziomie sezonu regularnego. Tymczasem gdzieś w nieznanych zakamarkach United Center, Benny The Bull śmieje się pod nosem jeszcze raz omawiając z Jerry Reinsdorfem plan podbicia koszykarskiego świata.

6 komentarzy

  1. sopranos11 napisał(a):

    Miami, Boston, Indiana. Te drużyny będą przed Bulls. Reszta za. Mówienie o tym, że z najlepszej drużyny sezonu zasadniczego mają mieć 8 miejsce na Wschodzie jest trochę…dziwne. Wschód jest sporo słabszy od Zachodu. Świetny trener(chociaż jeszcze sporo musi się nauczyć), duch walki w drużynie(Deng, Noah czy Gibson), świetna defensywa. Butler będzie dużo bardziej wartościowym graczem niż Brewer, wyśmiewany Robinson ma szansę być liderem drugiej piątki, Mohammed powinien dać więcej a ataku niż drewniany Asik. Szkoda Korvera, ale cóż. Myślę, że Bulls sprawią wiele niespodzianek w tym sezonie.

  2. saturn napisał(a):

    Ja mam nadzieję, że Hinrich jeśli tylko będzie zdrowy to na spółkę z Robinsonem pociągną ten wózek. Chicago po zeszłorocznych PO będą chcieli udowodnić, że bez Derricka też są w stanie grać. Moim zdaniem ten skład spokojnie stać na co najmniej 1 rundę PO.

    Miami, Boston, Indiana może Brooklyn jak się zgrają. Philadephia, jeśli Bynum będzie zdrowy i wpisze się w zespół. Spokojnie stać Chicago na 5-6 miejsce w konferencji. Ja już nie mogę się doczekać co wymyśli Tibs, żeby nie zmarnować sezonu. Liczę, że da więcej pograć Robinsonowi, który zasługuje na szansę, podobnie jak Gibson.

  3. goandrewgo napisał(a):

    Brooklyn dodał Johnsona i od razu wszyscy myślą, że będą się bić o home court w 1 rundzie PO… Chicago moim zdaniem bez problemu da radę wskoczyć na 4-6 miejsce w konferencji. Przecież bez Rose’a dawali sobie świetnie radę w drugiej części poprzedniego sezonu. Bez niego czy z nim w składzie nadal mają najbardziej poukładany zespół. Chociaż w playoffach może zabraknąć wiadomego błysku.

    • Portland89 napisał(a):

      bo to było to czego im brakowało – dobrego strzelca. Do tego jest Wallace który mimo wszystko( tragiczne mecze wyjazdowe rok temu) jest lepszy od Williamsa. To nie chodzi o samego zawodnika – choc Joe jest wybitnym zawodnikiem ale głównie że to brakujące puzel, może teraz z ławką coś zrobią i będzie super paka

  4. roosterMan napisał(a):

    4 miejsce min, bedzie dobrze a jak Rose wroci bedzie lepiej, moze byc ciezki poczatek pozniej wroca na od powiedni tor.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *