Prezentacja: Toronto Raptors

17 lat w NBA, 5 razy w fazie posezonowej, najlepszy bilans 47-35 (2x). Przyczyn takiego stanu rzeczy można szukać wszędzie. Lokalizacja, nieudolne zarządzanie, niewykorzystane okazje w drafcie i tak w nieskończoność. Historia Toronto Raptors ma w sobie dużo dramatycznych zwrotów akcji. Skąd więc optymizm w szeregach organizacji, która niegdyś wybrała Rafaela Araujo tuż przed Andre Iguodalą, Charliego Villanuevę przed Dannym Grangerem, a Roy’a Hibberta oddała do Indiany za skrzynkę wódki i paczkę fajek?

W 2,5 milionowym Toronto (biorąc pod uwagę  tereny podmiejskie mieszka tam ponad 5 milionów ludzi) tworzy się nowa drużyna, dowodzona (wreszcie) przez świetnego coacha dysponującego młodym, utalentowanym i głębokim składem. Nowy pomysł ma zaowocować nową jakością, a fani mają wreszcie przypomnieć sobie czasy walki o czołowe 8 miejsce w konferencji.

Skład zespołu:

Nr Imię i nazwisko Poz. Rok ur. Wzrost Waga Uczelnia Exp*
4 Quincy Acy SF/PF 1990 201cm 102kg Baylor R
6 Alan Anderson SG 1982 198cm 100kg Michigan State 3
7 Andrea Bargnani PF 1985 213cm 116kg *Włochy 6
8 Jose Calderon PG 1981 191cm 96kg *Hiszpania 6
10 DeMar DeRozan SG 1989 201cm 98kg USC 3
2 Landry Fields SG/SF 1988 201cm 98kg Stanford 2
34 Aaron Gray C 1984 213cm 122kg Pittsburgh 5
15 Amir Johnson PF/C 1987 206cm 95kg Westchester (HS) 7
11 Linas Kleiza SF/PF 1985 203cm 106kg *Litwa 6
3 Kyle Lowry PG 1986 183cm 93kg Villanova 6
5 John Lucas PG 1982 180cm 75kg Oklahoma State 4
32 Ed Davis PF 1989 208cm 105kg North Carolina 2
31 Terrence Ross SG/SF 1991 198cm 88kg Washington R
17 Jonas Valanciunas C 1992 211cm 105kg *Litwa R
1 Dominic McGuire SF/PF 1985 206cm 107kg Fresno State 5

* doświadczenie (ilość sezonów spędzonych w lidze)

Pierwsza Piątka

PG – Kyle Lowry

SG – DeMar DeRozan

SF – Landry Fields

PF – Andrea Bargnani

C – Jonas Valanciunas

* być może pozycje DeRozana i Fieldsa zostaną zamienione.

Liderzy

Andrea Bargnani, Kyle Lowry, DeMar DeRozan – oto trio, które ma przywrócić Kanadzie playoffy. Każdy z nich wkracza bądź jest już w swoim ‚prime’, żaden z nich nie pokazał jeszcze w NBA pełni swojego potencjału, każdy walczy o swoją przyszłość.

Numer 1 draftu 2006 w ostatnich dwóch sezonach trapiony był mniejszymi lub większymi urazami. Także w nadchodzącym sezonie będzie to klucz do jego postawy, a co za tym idzie ewentualnego postępu Raptors. Zanim kontuzja wykluczyła go z gry w lutym 2012 notował 23.5 ppg, 6.4 rpg i 2.1 apg i po raz pierwszy w karierze był na poważnie brany pod uwagę jako kandydat do All-Star Game. Pierwsze problemy pojawiły się jednak już w styczniu, a wówczas pod jego nieobecność Toronto poległo w aż 6 spotkaniach z rzędu. Od powrotu 10 marca Włoch nie przypominał tego samego gracza. Fatalna skuteczność do końca sezonu (FG 39%, 3FG 26%) i duży regres w statystykach (16.5 ppg, 4.9 rpg) były jednak momentami przysłaniane takimi występami jak 30 punktów w zwycięstwie nad Bobcats czy 26 i 27 w dwóch kolejnych meczach z Nuggets i Heat. Na koniec jedna dosyć istotna statystyka – Raptors z Bargnanim 13-18, Raptors bez Bargnaniego 10-25.

Kyle Lowry pozyskany tego lata z Houston Rockets niewielkim kosztem (przyszły pick w 1 rundzie i Gary Forbes) ma z kolei zmienić oblicze zespołu z Kanady. Statyczny, lecz dysponujący świetnym przeglądem pola i bardzo dobrą selekcją rzutową Jose Calderon wymieniany przez Raptors jest już od dobrych 2 lat, a jego wartość na rynku transferowym z kończącym się grubym kontraktem nadal może zagwarantować Raps więcej niż worek ziemniaków w zamian. Lowry początek ostatniego sezonu w Rockets miał znakomity, ale na jego nieszczęście w trakcie nieobecności spowodowanej urazem spod ziemi wyrósł Goran Dragić i wykonał swoją robotę tak dobrze, że za następne 4 lata gry zgarnie 30 mln $ (czyli 2x więcej niż Kyle zarobił do tej pory w NBA…). Nowy playmaker Toronto ma 26 lat, wkracza w najlepszy okres swojej kariery i jedyne czego potrzebuje to zdrowie. Jeśli tego mu nie zabraknie najbliższy sezon może być dla niego przełomowym. Zwłaszcza, że podobno nowe miejsce pracy bardzo mu się spodobało.

Kiedy na przełomie 2010 i 2011 DeMar DeRozan robił rzeczy, których nie spodziewali się po nim nawet kibice Raptors szybko zaczęło się o nim mówić jako przyszłości kanadyjskiego zespołu. 37 punktów rzuconych wówczas w Sylwestra przeciwko Rockets pokazało czemu swego czasu wybrano go w drafcie ponad Brandonem Jenningsem czy Jrue Holiday’em. Dzisiaj, trochę ponad półtora roku po tych wydarzeniach na młodego shooting guarda fani zaczęli spoglądać bardziej surowym okiem. Pomimo wyraźnej poprawy rzutu z dystansu chłopak z Kalifornii zanotował polockoutowy regres, grał bardzo nierówno i często zawodził, zwłaszcza pod nieobecność Bargnaniego grając na słabej skuteczności, a asysty rozdając równie często co Mikołaj gwiazdkowe prezenty. Tak to po prostu jest, że jeśli młody gracz zawiesi się gdzieś w próżni (OJ Mayo?) to idzie w odstawkę, bo pojawiają się nowi, bardziej elektryzujący. W tym wszystkim zapomniano trochę, że niewielu jest graczy tak agresywnie atakujących obręcz, a 17 punktów na mecz nie rzuca pierwszy lepszy ogórek. Dlatego DeRozan w dalszym ciągu pozostaje ważną postacią w Ontario i nawet jeśli nie poczyni postępu, a ma przecież ledwie 23 lata to i tak to co wnosi do gry w ofensywie może być kluczem do niejednego zwycięstwa Dinozaurów. A i defensywną wartość dostrzegł w nim sam Dwane Casey skoro w starciu z Heat ustawił go w obronie na skrzydle by bronił samego LeBrona Jamesa (mając wówczas w składzie świetnego stopera – Jamesa Johnsona).

Zaplecze

Zadaniowcy i rezerwowi także gwarantują lepszą jakość niż miało to miejsce w ostatnich latach. Zacznę od uzupełniających S5 Landry’ego Fieldsa i Jonasa Valanciunasa. Pierwszy nigdy nie będzie graczem pierwszoplanowym, ale wnosi do gry dużą wartość i energię, czyli jest po prostu tym kogo wszystkie drużyny potrzebują. Litwin z kolei to jeden z największych talentów europejskiej koszykówki, ale pierwsze wrażenia z NBA mogą być dla niego czymś w rodzaju zderzeniem ze ścianą. Raptors bardzo na niego liczą co można było zobaczyć choćby po tym w jaki sposób sami kontrolowali prace nad jego rozwojem w trakcie ostatniego sezonu w Wilnie. Ponadto jego postać odciąży od gry na centrze Andreę Bargnaniego.

Spoglądając na ławkę już na pierwszy rzut oka widać kilka ciekawych nazwisk. Wspomniany już wcześniej Jose Calderon bez względu na to jak długo pozostanie w Toronto będzie do tego czasu jednym z najlepszych back-up point guardów w lidze (jeśli nie najlepszym). Spoglądając na nazwiska Eda Davisa i Amira Johnsona zapala się w mojej głowie lampka z napisem „wymiana”.

Tak, jeśli nie oglądaliście Raptors w ubiegłym sezonie i Ediego pamiętacie tylko z jego debiutanckiej kampanii  może się to wydać dziwne. Davis jako debiutant zachwycał swoją walecznością na tablicach i solidnością w ataku. Ubiegły rok był w jego wykonaniu znacznym krokiem w tył. Z 57% do 51% spadła jego skuteczność, a regres zanotował także jeśli chodzi o punkty i zbiórki. Jeśli nie odbuduje się w tym sezonie szybko może zostać użyty w wymianie (być może w pakiecie z Calderonem).

Amir to z kolei taki typ gracza, którego kibice kochają za serce jakie wnosi do gry. Typ gracza docenianego tylko w „miejscu zatrudnienia” za zwyczajnie dobrą, czarną robotę. Są jednak 2 kwestie, które powodują, że z jego wymiany zespół może czerpać więcej pozytywów. Po pierwsze jego minuty raczej nie wzrosną, bo i on sam nie rozwija się już tak by pokładać w nim większe nadzieje. Po drugie kto chciałby płacić rezerwowemu 20 milionów zielonych za 3 lata gry? (przy okazji może to być problemem „upchnięcia” go w wymianie)

Logjam na pozycji numer 4 po prostu zmusza Raptors do ruchów na rynku transferowym, zwłaszcza po wzmocnieniu obwodu co zabierze minuty gry na trójce Linasowi Kleizie. W takiej sytuacji za plecami Bargnaniego znajduje się aż 4 graczy (także debiutant Quincy Acy).

Wspomniałem o wzmocnionym obwodzie więc do niego przejdę. John Lucas to potencjalny zastępca Calderona w roli rezerwowego rozgrywającego, Alan Anderson po świetnej końcówce zeszłego sezonu wizualnie wypada dobrze jako uzupełnienie na pozycji numer 2, a Terrence Ross powinien sprawdzić się w roli zmiennika na pozycjach 2/3. Jest to solidna głębia, która gwarantuje dobrą jakość.

Trener

Dwane Casey to złoty deal Bryana Colangelo. Po zdobyciu mistrzowskiego tytułu z Mavs jako asystent Ricka Carlisle, a wcześniej dwuletniej przygodzie w Minneapolis na pozycji head coacha trafił do Kanady z prostym zadaniem – obudowa zespołu po krótkich i smutnych rządach Jay’a Triano. Osobiście byłem w szoku oglądając Raptors w grudniu 2011 grających defensywę z najwyższej półki. Drużynę, która rok wcześniej była defensywnym dnem, jedną z 5 najgorszych pod tym względem drużyn ligi, której rywale aplikowali zastraszające 48% z gry. Casey czasu miał naprawdę mało co oczywiście było spowodowane lockoutem. Statystyki tutaj jednak zdecydowanie nie kłamią. Raptors tracili tylko 94 punkty na mecz (9 miejsce), a ich rywale trafiali ze skutecznością 43.5% (8 miejsce). Wszystko to ze składem, który przecież nie jest wypełniony wybitnymi defensywnie jednostkami, a raczej ledwie przeciętnymi w tym aspekcie graczami. Tym razem DC mógł pracować z drużyną zdecydowanie dłużej. Czy efekty będą równie imponujące jak rok temu?

Przewidywania

Gdyby Raptors osiągnęli w tym sezonie 40 zwycięstw byłby to duży sukces całego zespołu. Czy jest to możliwe? Jeśli wszyscy kluczowi gracze pozostaną zdrowi przez cały sezon, a defensywa Casey’a będzie funkcjonowała sprawnie (a z Lowry’m i Fieldsem powinna) taki scenariusz i 8 miejsce na Wschodzie jest realny.

Wersja pesymistyczna jest taka, że w grudniu/styczniu sypie się Bargnani i zwyczajnie nie ma podkoszowego, który mógłby ciągnąć wózek w ofensywie. Przypadek kontuzji Lowry’ego nie byłby tak drastyczny ze względu na osobę jego zmiennika, czyli Jose Calderona, który gwarantuje wysoką jakość. A co dalej w takim wypadku? Raptors swój pick oddali do Houston więc tankowanie nie miałoby sensu (co prawda jest zastrzeżony w TOP 3). 25-35 zwycięstw to bariera w jakiej powinni się wówczas zmieścić.

Koszykarski świat, a na pewno koszykarska Europa będzie zwracała uwagę na to jak poradzi sobie Jonas Valanciunas. Jeśli młody litewski center sprosta oczekiwaniom nie będzie musiał martwić się o swoją pozycję i rozwój w Toronto. Zagadką będzie także Terrence Ross, czyli numer 8 tegorocznego draftu. Wybrany m.in. przed Andre Drummondem, Terrencem Jonesem, Perry’m Jonesem czy Jaredem Sullingerem gracz musi udowodnić, że na tak wysoki wybór zasłużył. Ross pewniakiem nie był, a numer 8 to w dalszym ciągu ryzyko przepuszczenia przyszłej gwiazdy. Być może za kilka lat okaże się, że Raptors w rzeczywistości nie powinni kierować się potrzebami rotacji, a wybrać po prostu najlepszego dostępnego gracza. Póki co – wróżenie z fusów, ale być może w przyszłości znajdzie się dobry powód by przywołać te słowa ponownie. Oby nie.

1 Odpowiedź

  1. Mike pisze:

    „niegdyś wybrała Rafaela Araujo tuż przed Andre Iguodalą…” Ano, Bargniani też na jedynkę nie zasłużył. Byli sensowniejsi gracze wybrani po nim. Trochę się rzeczywiście wyrobił, ale i tak gościa nie cierpię…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *