Prezentacja: San Antonio Spurs

W San Antonio od blisko dwóch dekad co roku cel jest ten sam. Walka o tytuł. Wszyscy kibice tej drużyny zdążyli się już przyzwyczaić do śpiewki o emerytach ze Spurs – pytanie więc, czy „dziadki” znów zaskoczą?

Zapraszam do subiektywnej (nie ukrywam, jestem fanem SAS) analizy silnych stron, zagrożeń i oczekiwań stawianych ekipie Gregga Popovicha. Liczę na Wasze komentarze – dla każdego autora to wyznacznik jakości wpisu. Zapraszam do lektury.

Skład zespołu

Nr Imię i nazwisko Poz. Wiek Wzrost Waga Uczelnia Zarobki
45 DeJuan Blair C 23 201 122 Pittsburgh $1,054,000
15 Matt Bonner PF 32 208 107 Florida $3,630,000
1 Derrick Brown SF 25 203 106 Xavier $854,389
52 Eddy Curry C 29 213 120 $854,389
25 Nando de Colo PG 25 196 91 $1,400,000
33 Boris Diaw PF 30 203 107 $4,500,000
21 Tim Duncan PF 36 211 116 Wake Forest $9,638,554
20 Manu Ginobili SG 35 198 93 $14,107,492
4 Danny Green SG 25 198 95 North Carolina $3,500,000
3 Stephen Jackson SF 34 203 100 $10,059,750
5 Cory Joseph PG 21 191 84 Texas $1,074,720
2 Kawhi Leonard SF 21 201 102 San Diego State $1,809,840
8 Patrick Mills PG 24 183 84 Saint Mary’s $1,085,120
14 Gary Neal PG 28 193 95 Towson $854,389
9 Tony Parker PG 30 188 84 $12,500,000
10 Josh Powell PF 29 206 109 North Carolina St. $854,389
22 Tiago Splitter PF 27 211 109 $3,944,000
7 Tyler Wilkerson F 24 202 98
11 Wesley Witherspoon G 22 205 96

* wzrost w centymetrach

* waga w kilogramach

Pierwsza piątka

Rozgrywający: Tony Parker

Rzucający obrońca: Danny Green

Niski skrzydłowy: Kawhi Leonard

Silny skrzydłowy: Boris Diaw

Środkowy: Tim Duncan

Najważniejsze postacie drużyny

Tony Parker – Spurs już przynajmniej od roku są drużyną Francuza. Stało się to automatycznie, a nie poprzez decyzję szkoleniowca. Co najważniejsze pozostali liderzy San Antonio (Duncan i Ginobili) nie mieli nic przeciwko. Wraz z przejęciem roli lidera przez Tony’ego, zmienił się także styl gry Ostróg. Wcześniej grali w ataku pozycyjnym i bazowali na grze w pomalowanym TD, dryblingu Manu i grze inside-out, a także świetnej obronie. Teraz mocno przyspieszyli, próbują grać w kontrataku i wykorzystują całą gromadę strzelców dystansowych.

Parker w zależności od potrzeby zespołu może pełnić rolę punktującego lub kreującego grę. Ma dopiero 30 lat i jeszcze wiele spotkań przed sobą. Wciąż jak niewielu niskich graczy w NBA potrafi się wbijać w pole trzech sekund i kończyć w gąszczu obrońców. Popracował także nad rzutem z wyskoku, a do pełni szczęścia brakuje mu tylko rzutu z dystansu.

Wraz z odmłodzeniem drużyny, Tony może korzystać z pomocy w kontrze takich graczy jak Green, Neal, Leonard czy Splitter. To pozwala mu uniknąć sytuacji gdy w szybkim ataku jest sam przeciwko dwóm, trzem obrońcom (podobny problem miał do niedawna Rajon Rondo w Celtics).

Gregg Popovich – w zasadzie mógłbym wymienić postać trenera na pierwszym miejscu, bo Spurs jakich znamy są jego dzieckiem. Najlepszy trener ubiegłego sezonu (po raz drugi w karierze) nie ma zbyt wiele do udowodnienia, ale wciąż ma taką samą pasję jak dwie dekady temu.

Dla Popa nie jest istotne czy grasz na parkietach NBA piętnaście, czy pierwszy sezon. Nie ma znaczenie czy gramy w finałach, czy w preseason. Jeżeli popełnisz dwa razy ten sam błąd, to weźmie czas choćby w 15 sekundzie meczu i zrobi ci „suszarkę” w stylu Alexa Fergusona z Manchesteru.

Wspomniana wcześniej zmiana stylu Spurs jest jego oczywistą zasługą. Sposób w jaki ją przeprowadził i to, że została zaakceptowana przez cały zespół (ukłon w stronę Duncana) pokazują jego klasę. Dzięki temu Spurs pozostali na mapie zespołów o mistrzowskich aspiracjach.

Dodatkowe słowa uznania należą mu się za świetne mieszanie Amerykanów z graczami spoza USA. W nadchodzących rozgrywkach w Spurs będzie aż 8 internacjonałów co jest rekordem w karierze Popa. Najważniejsze jest to, że jeżeli gracz ma w sobie coś, co się może przydać SAS to Gregg to dostrzeże.

Kawhi Leonard – młodzian (21 lat) jest już po mału kreowany na przyszłość organizacji. W pierwszym sezonie pokazał, że sprowadzenie go w zamian za George’a Hilla było świetnym pomysłem. Atletyczny, skromny i bardzo pracowity skrzydłowy szybko zadomowił się w składzie Spurs i wygląda na to, że trójka nie będzie problemem w San Antonio przez długie lata.

Absolwent San Diego State jest bardzo dobrym obrońcą (zbiórki, przechwyty, praca nóg, wykorzystanie niesamowicie długich rąk). Już w tej chwili ma blisko 40% skuteczności w rzutach z dystansu. Dobrze biega do kontry i nie boi się wyzwań.

Biorąc pod uwagę słowa Popovicha, który widzi w nim kolejnego franchise player trzeba powiedzieć, że Leonard mógłby być na niego typowany tylko w San Antonio. Nie jest efektywny. W Top 10 zagrań wieczoru zobaczymy go może dwa razy w ciągu sezonu. Nie rzuca masy punktów. Najważniejsze, że jest regularny i wie ile pracy jeszcze go czeka. To w połączeniu z Popem i weteranami Spurs może dać świetne rezultaty.

Silne strony

Doświadczenie liderów. Tam gdzie dużo osób widzi minus, ja widzę silną stronę. Wiek i ogranie kluczowych graczy Spurs jest ich siłą. Oczywiście nie można tego przeceniać, co pokazali dwa sezony temu Grizzlies czy w zakończonych rozgrywkach Thunder, ale mimo wszystko trzeba pamiętać, że Manu, Tim i Tony w sumie rozegrali już 2564 spotkania w sezonie zasadniczym i 478 w playoff. Niewiele sytuacji może już ich zaskoczyć.

Co równie ważne, z doświadczenia wymienionej trójki mogą korzystać młodsi gracze. Splitter i Blair codziennie na treningu widzą pracę Duncana. Green i Neal już podchwycili niektóre sztuczki Ginobili’ego. Nando de Colo z pewnością trafi pod skrzydła Tony’ego Parkera.

Jeszcze jedno, gdy masz takich partnerów nie możesz sobie pozwolić na odpuszczanie. Jedno spojrzenie na twarz, któregoś z graczy lub Popovicha i już wiesz, że to się nie może powtórzyć. To świetna sytuacja dla rozwoju gdy naprawdę tego chcesz.

Równa i szeroka kadra. W zakończonym sezonie Spurs znaleźli się na drugim miejscu jeżeli chodzi o liczbę punktów zdobywanych przez rezerwowych (41.4 ppg przy 41.5 Denver Nuggets). Już od paru sezonów nie ma paradygmatu, że ławka SAS = Manu Ginobili.

Teraz oprócz Argentyńczyka mamy tam całą plejadę dobrych graczy, którzy w każdym meczu mogą dostarczyć to czego potrzebuje zespół.

Potrzebujemy bardziej mobilnego podkoszowego – wchodzi Splitter. Potrzebujemy walczaka pod tablicę – wchodzi Blair. Czas na rzuty z dystansu – do dyspozycji jest Bonner, Neal i Jackson. Przyspieszamy grę – wchodzi Mills. Trzeba więcej kreować po dryblingu – jest Ginobili i de Colo.

Biorąc pod uwagę to jak wzmocniły się ławki Nuggets, Clippers, Celtics czy Heat widać, że coraz więcej GMów docenia wartość równej i szerokiej kadry.

Spokój San Antonio. W San Antonio nie ma zbyt wielu atrakcji, które mogą cię odciągnąć od koszykówki. Nie spotkasz tam gwiazd showbiznesu na ulicy. Masz za to fanów, którzy potrafią docenić prawdziwy basket, ale także być z drużyną gdy jej nie idzie.

Z jednej strony można powiedzieć, że to banał. Spurs przecież w erze Duncana wygrali ponad 70% spotkań (rekord na przestrzeni 15 lat). Ja jednak jestem przekonany, że nawet gdyby mieli przejść radykalną przebudowę to nastawienie miejscowych fanów (a także tych zza Oceanu jak ja) by się nie zmieniło. Taka jest zaleta small market team (choć śmiesznie to może brzmieć, ponieważ samo San Antonio liczy ponad 1,3 mln mieszkańców).

Zagrożenia

Kontuzje. O ile w przypadku większości drużyn można o tym napisać, o tyle u Spurs mamy w tym względzie zwiększony czynnik ryzyka. Wszystko wynika z tego, że tak jak wspominałem wcześniej trójka liderów rozegrała już bardzo wiele spotkań na parkietach NBA i jest po prostu mocno wyeksploatowana.

Problem polega też na tym, że w przypadku kontuzji któregokolwiek z nich można się spodziewać sporego spadku jakości. Oczywiście, SAS mają mocną łąwkę, ale nie da się z dnia na dzień zastąpić gracza takiego jak Duncan, Parker czy Ginobili. Dlatego też tak istotne jest umiejętne szachowanie energią zawodników (Pop jest w tym mistrzem) i oszczędzanie ich przed najważniejszymi spotkaniami.

Brak podkoszowego atlety. Niestety kolejne lato transferowego tego nie zmieniło i już chyba nie zmieni. W Spurs od kilku lat brakuje zawodnika, który mógłby przejąć pałeczkę od Tima Duncana tak jak on to uczynił z rąk Davida Robinsona.

Osobiście liczyłem na to, że Spurs spróbują wyciągnąć Roy’a Hibberta, JaVale’a McGee lub ewentualnie spróbują dać szansę Gregowi Odenowi. Na razie wygląda na to, że jedynym wzmocnieniem pod koszem będzie Eddy Curry lub Josh Powell.

Jasne, w tej chwili w NBA sukcesy dawało granie niższym i bardziej uniwersalnym składem. Wydaje mi się jednak, że o ile Mike Brown czegoś nie zawali to za rok ta tendencja może zacząć się odwracać i wieże z LA będą tego początkiem.

Wypalenie. W San Antonio jest to trochę temat tabu. Nikt nie chce przyznać, że nawet tak ambitni gracze jak Duncan czy Ginobili mogą być już trochę wypaleni. Rozumiem to, ale mimo wszystko wydaje mi się, że ten problem może się już trochę pojawiać.

Wiem, że gdy Manu i Timmy mają piłkę w dłoniach, to nie ma w tym momencie osoby bardziej zmotywowanej do gry. Jednocześnie widzę u nich już także pewną kalkulację zagrań. Ginobili nie ląduje na podłodze co chwilę w poszukiwaniu niczyjej piłki. Duncan woli rzucać ze szczytu pomalowanego zamiast bić się pod koszem z graczami których mógłby być ojcem.

Powtarzam. Rozumiem to i wiem co za tym stoi. Wiem jednak też, że żeby zdobyć kolejny tytuł trzeba rzucić wszystko na szalę. Szczególnie teraz, w tym roku. Heat wiedzą już jak smakuje mistrzowski szampan. Thunder są głodni jak nigdy. Lakers i Clippers się uzbroili po zęby. Celtics chcą wykorzystać ostatnie lata Pierce’a i Garnetta. Nets, Knicks i Sixers chcą się znów pokazać na mapie wielkiej koszykówi. Są jeszcze bardzo równi Pacers, Grizzlies, Nuggets czy nieobliczalni bez Rose’a Bulls.

Oczekiwania

To nie będzie łatwy sezon. O dodatni bilans i awans do playoff jestem absolutnie spokojny, ale obawiam się tego co będzie się działo w rundzie eliminacyjnej.

Czego oczekuję? Około pięćdziesięciu wygranych w sezonie zasadniczym i awansu do drugiej rundy playoff. Chciałbym móc liczyć na więcej w walce o tytuł, ale próbuje być maksymalnie obiektywny. W PO wszystko będzie zależeć od losowania.

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

2 komentarze

  1. Szuwarek pisze:

    Jakoś trudno mi już uwierzyć w ten team. Niby podobny do Celtics – Parker liderem tam Rondo. Tim i Manu to dość podobne zestawienie do Garnetta i Pierce’a. Tylko mam takie poczucie, że KG i Pierce znacznie więcej wnoszą niż Duncan i Ginobli. Jakby się lepiej zakonserwowali, bo wiek praktycznie identyczny. Dla mnie ten team nie ma nic nowego i w zasadzie został jedynie system Popa, który owszem jest jednym z najlepszych w lidze, ale to już nie wystarcza. Nie zdziwię się, że RS znowu przejdą w top 3, a może nawet wygrają Zachód, bo oni grają jak w zegarku i nie mają żadnych wpadek z cieniasami. Tylko w play-off to już za mało. W tym sezonie widzę ich maks w półfinale konferencji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *