Byki lepsze od Niedźwiedzi w pierwszym meczu przedsezonowym.

Pierwsze spotkanie w okresie przygotowawczym Chicago Bulls było zarazem drugim występem sparingowym Memphis Grizzlies. Zespół Lionella Hollinsa kilka dni temu rozprawił się koszykarzami madryckiego Realu i przyjechali do United Center by zmierzyć się z bardziej wartościowym przeciwnikiem.

Dla Toma Thibodeau pierwszy mecz pre-season oznaczał debiuty jego nowych graczy. I tak Derricka Rose’a zastąpił w wyjściowym składzie były kapitan byczej drużyny, powracający do drużyny w której zaczynała się jego zawodowa kariera, Kirk Hinrich. Coach Byków mógł już też przyjrzeć się powracającemu po kontuzji Joakimowi Noahowi. Najwięksi fani Bulls najbardziej jednak chcieli się przyjrzeć całkowicie nowym twarzom w zespole: Nate’owi Robinsonowi, Marco Belinelliemu oraz Nazrowi Mohammedowi. Jak się okazało najlepsze wrażenie zrobił środkowy zastępujący odchodzącego do Rockets, Omera Asika.

Po trzy punktowej akcji Tony’ego Allena i dwóch z rzędu akcjach Zacha Randolpha, to goście szybko wyszli na prowadzenie (7-2). Dwa rzuty z półdystansu i wejście pod kosz Ripa Hamiltona pozwoliły miejscowym trzymać dystans do rywala (12-13). Kolejne skuteczne akcje Grizzlies pochodziły już z rąk Jeryda Baylessa i Wayne’a Ellingtona, których zdobycze pozwalały kontrolować przebieg pierwszej kwarty. Bulls odpowiedzieli akcjami swoich rezerwowych, Marco Belinelliego (5pkt) oraz Nate’a Robinsona (3 rzuty wolne po tym jak był faulowany przy rzucie zza łuku). Mimo solidnych zmian obu nowych graczy, to ekipa z Memphis prowadziła po 12 minutach, 28-26.

Co ciekawe II odsłona była małym popisem punktowym Nazra Mohammeda. Sprowadzony w miejsce Omera Asika center, szybko udowodnił swoją przydatność w taktyce Toma Thibodeau zdobywając pierwsze 5 oczek dla swojej nowej drużyny. Z drugiej strony punktował Marreese Speights (7 oczek w końcówce I kw i na starcie II kw) oraz Ron Murray. Z dobrej strony pokazał się również Tony Wroten, który konstruował akcje gości, samemu zdobywając 5 oczek. Kiedy Bykom – Robinsonowi, Mohammedowi i Jimmy’emu Butlerowi skończyła się ‘amunicja’ coach miejscowych postanowił wrócić do pierwszej piątki. Kolejne trafienia Luola Denga (13pkt pod koniec II kw) i Joakima Noaha (5pkt) przyniosły gospodarzom wyrównanie wyniku meczu (po 46). Trójka walczącego o angaż wśród Grizzlies, Ronalda Dupree dała graczom Lionella Hollinsa trzypunktowe prowadzenie przed przerwą (52-49).

Pierwsze cztery minuty trzeciego fragmentu gry okazały się decydujące dla losów potyczki. Bulls zaczęli bronić o wiele skuteczniej i z większym zaangażowaniem, aniżeli miało to miejsce we wcześniejszych odsłonach. Złe podania, przekroczony czas 24 sek i błędy kroków przy niecelnych rzutach graczy z pierwszej piątki zmusiły trenera gości do zmian, bowiem Grizzlies ani razu nie trafili do kosza. Byki kontrowały w najlepsze, za sprawą punktów Denga, Hamiltona, Boozera i w końcu Hinricha (ten popisywał się podaniami i zaliczył nawet blok w obronie). Bycza maszyna ruszyła na dobre i po 6 minutach trzeciej kwarty notowała już 16 punktową przewagę (70-54).

O ile kolejne akcje Quincy’ego Pondextera nieco zniwelowały straty do gospodarzy, o tyle 3 z rzędu, skuteczne zagrania w ataku Mohammeda pozwoliły wrócić Bykom do wyższej przewagi. Kwartę celną trójką zakończył KyptoNate (9pkt). 81-65 dla Bulls.

W czwartej odsłonie oglądaliśmy już tylko rezerwy Memphis (tak jak w drugiej odsłonie) oraz walczących o stałe kontrakty do końca nowego sezonu graczy obu ekip. Najlepsze wrażenie wywarł na oglądających Jerome Jordan, który w krótkich momentach finałowej odsłony wywindował swój licznik zdobyczy punktowych do 13. Dzięki niemu również przewaga Byków wyraźnie stopniała. Kolejne 7 oczek dodał chcący powrócić do NBA, a grający w przeszłości w Detroit, Cleveland i Chicago, Ron Flip Murray. Miejscowi z kolei wyglądali z każdą minutą gorzej, akcje Gibsona (1-7 z gry) i Butlera (1-11) nie przynosiły pożądanych efektów i mijały się z dziurą w koszu..Na szczęście małą próbę nerwów przy ważnych w końcówce osobistych wytrzymali Gibson i Robinson, gdyż to oni obaj zapewnili Bykom skromną wygraną na otwarcie gier przedsezonowych w Wietrznym Mieście (92-88).

Trzeba podkreślić, iż mecz był popisem nieskuteczności i obie drużyny trafiły tylko po 2 rzuty zza łuku. Ponadto żadna z drużyn nie przeszła wskaźnika 42% z pola gry (taki i wyższy mieli Grizzlies). Czego nie można odmówić szukającym formy drużynom, to walki na deskach, tą wygrali gospodarze 53-51. Tylko 7 minut rozegrał Tony Allen, który złapał wg mnie jakiś uraz i trener nie chciał ryzykować jego dalszej gry.

Wynik: 92-88 dla Bulls.

Punkty: Deng 18, Hamilton, Mohammed (12zb) i Robinson po 13, Noah 10 oraz Jordan 13 i Murray 11.

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

2 komentarze

  1. saturn pisze:

    Patrząc na te krótkie wycinki meczu dochodzę do być może pochopnych wniosków, że sprowadzenie Robinsona i Hinricha może się okazać całkiem mądrym ruchem.

  2. GPRbyNBA pisze:

    a mnie najbardziej interesuje niska skuteczność. Kiedy mają mieć lepszą jak nie z rezerwami? Chociaż to oczywiście ich 1 mecz. Ale bez skutecznosci nie będzie za dobrze nawet jeśli będa najlepiej zbierającą drużyną sezonu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *