‚Forever young Grant’ czyli talent czystej wody.

Kiedy w drafcie 1994 roku dostawał się do najlepszej ligi świata, sam urzędujący prezydent, Bill Clinton, zadzwonił do niego z gratulacjami. Prowadzony przez całe życie bardzo stricto przez swoją matkę – współpracowniczkę Hilary Clinton – długo musiał czekać na jej pozwolenie by móc przejechać się własnym samochodem (w tym samym czasie jego koledzy już dawno mieli za sobą jazdę sprezentowanym przez rodziców autem). Prywatnie kolekcjonuje dzieła sztuki o podłożu afrykańskim i nie raz udostępniał je na muzealne wystawy. Znany też jest z wielu akcji charytatywnych, za które otrzymywał kilka nagród, pomagając biednym, chorym czy pochodzącym z patologicznych rodzin dzieciom oraz studentom. On sam nie może cieszyć się pełnią zdrowia, a klubowi lekarze od lat „chuchają i dmuchają” by nic mu się nie stało na parkiecie. Jego małżonka również nie miała szczęścia, kilka lat wstecz wykryto u niej stwardnienie rozsiane.

Jego żonie, Tami, rekonwalescencja zajęła pół roku, by częściowo zwalczyć chorobę. Sam koszykarz nie miał tyle szczęścia – z pełną dozą goryczy – niektórzy z Was mogą przyznać, iż nie zrobił kariery na miarę oczekiwań. A stawiono go swego czasu na pierwszego następcę Michaela Jordana. Był też twarzą reklamową popularnego napoju Sprite (hasło: Grant Hill drinks Sprite), przez lata biegając po parkietach w butach marki FILA (hasło: change the game).

Dziś to drugi najstarszy koszykarz w lidze, dzień młodszy od swojego rówieśnika (który jutro obchodzi urodziny) Kurta Thomasa. Obaj Panowie pokazują dziś dużo młodszym adeptom koszykówki, że życie w NBA również może trwać po 40-stce!

Grant Hill, żywa legenda uczelni Duke, przyszedł na świat w Dallas. Od najmłodszych lat wychowany był w sportowej rodzinie i z dumą patrzał na ojca, zawodowego futbolistę Dallas Cowboys (Calvin Hill to 4-krotny uczestnik Meczu Gwiazd NFL na pozycji running back’a i Najlepszy Debiutant Ofensywny 1969 roku, następnie zdobywca Super Bowl). Hill od najmłodszych lat przejawiał zamiłowanie do sportu, a patrząc na ojca – co nas nie dziwi – zaczynał swoją przygodę o pozycji quarter back’a.

Dalej, nie powinno Was dziwić, że przy fantastycznych predyspozycjach odziedziczonych od ojca (Hilla Seniora pragnęli mieć u siebie szkoleniowcy najlepszych amerykańskich uczelni: UCLA, Michigan, NotreDame, a ostatecznie trafił on do Yale, stając się pierwszym czarnoskórym quaterbackiem na uczelni, w całej jej historii. Calvin Hill był fantastycznym atletą i brał udział w międzyuczelnianych zawodach sprinterskich (100m), sztafecie, a do dziś jest rekordzistą Yale w trójskoku (!!). Można śmiało rzecz ‘talent czystej wody’). Hilla Juniora pragnęli mieć u siebie Georgetown Hoyas (życzenie matki), North Caroline’a State (życzenie ojca) i Duke Blue Devlis (ostateczny wybór samego Granta).

Jeden z największych koszykarskich talentów na pozycji point forwarda – trafił pod skrzydła Mike’a Krzyzewskiego – by wraz z Bobbym Hurley’em i Christianem Leattnerem zdobyć tzw. back-to-back championship dla Duke. Hill nie tylko uważany był za świetnego gracza ataku, skrzydłowy był również postrzegany jako znakomity defensor, a efektem tego były dwie z rzędu nagrody (ACC Player of the Year, Henry Iba Corinthian Award). W 1991 roku Grant wystąpił w igrzyskach Panamerykańskich i zdobył z kadrą USA brązowy medal. Jego numer 33, jako 8 w historii uczelni został zastrzeżony przez Duke. Najciekawsza nagroda spotkała go w lato 1992 roku, podczas przygotowań kadry Stanów Zjednoczonych do barcelońskich igrzysk. Hill wszedł w skład najbardziej utalentowanych zawodników NCAA (Bobby Hurley, Chris Webber, Allan Houston), którzy niespodziewanie utarli nosa wielkiemu i oryginalnemu Dream Teamowi (w drużynie tej pojawił się też przyszły kolega Hilla z olimpijskiej drużyny 1996, Penny Hardaway), wygrywając 62-54. To ostatnie wydarzenie było najwspanialszą rekomendacją dla przyszłego Debiutanta Roku 1995, przed startem kariery z Detroit Pistons.

Dla Tłoków nadejście absolwenta Duke oznaczało wyjście z ligowej szarości. Również David Stern patrzał na Granta jako na nadzieję na gwiazdę pierwszego planu, po części przejmującej blask sławy od cieszącego się emeryturą Michaela Jordana. Pierwszy dowód na uznanie klasy Hilla to wybór z największą ilością głosów do Meczu Gwiazd w Phoenix. 1 289 585 głosów zostawiło w polu samego Shaqa. Skrzydłowy zapisał się w historii wszystkich amerykańskich sportów jako pierwszy żółtodziób z największą ilością głosów przy imprezie rangi All Star. I uwaga, po roku znów wygrał głosowanie, bijąc samego Michaela Jordana – wracającego do NBA po baseballowej przygodzie. Amerykański sen Granta trwał, kiedy dostąpił on zaszczytu przy wyborze Debiutanta Roku wraz z Jasonem Kiddem, stając się pierwszym Tłokiem z tym wyróżnieniem od czasów Isiaha Thomasa (1982). Byłem i byliście świadkami narodzin wielkiej postaci w NBA.

Od pierwszych kroków drugiego sezonu, dał się nasz bohater poznać jako wielce wszechstronny gracz. 10 triple double w sezonie dało mu pierwszą pozycję na liście najwszechstronniejszych. Po sezonie regularnym wraz z drużyną zagościł w play offs, pod opieką byłego trenera Jordana, Douga Collinsa (aktualnie z Sixers).

Pomimo porażki 0-3 z Magic Grant miał powody do zadowolenia, Lenny Wilkens włączył go do składu kolejnego Dream Teamu, który miał zmierzać po obronę olimpijskiego tytułu, przed własną publicznością, w Atlancie.

W sezonie 1996-97 Hill dostąpił zaszczytu i trzeciego miejsca w głosowaniu na MVP ligi, tuz za Karlem Malonem i Michaelem Jordanem. Dostał też IBM Award za największy statystyczny wpływ na wyniki swojej drużyny. Był on pierwszym graczem od czasów Szczudły Chamberlaine’a, który był liderem swojej drużyny w statystykach punktów, zbiórek i asyst. Hill był postrzegany jako pierwszy niski skrzydłowy ligi i dawał się mocno we znaki Scottiemu Pippenowi, od którego przejmował etykietkę najlepiej rozgrywającego skrzydłowego oraz najwszechstronniejszego gracza ligi. Pojedynki Hilla z Pippenem oraz ponowne starcia na szczycie konferencji wschodniej pomiędzy Bykami i Tłokami elektryzowały całą NBA.

Od sezonu 1999-2000 rozpoczęły się jego problemy zdrowotne, a konkretnie urazy stawów skokowych. Najgroźniejsze powikłania dosięgnęły Granta w 2003 roku, kiedy jako zawodnik Orlando Magic (tam miał stworzyć duet na miarę mistrzostwa ligi wraz z Tracym McGradym) lekarze podejmowali zabieg odbudowy stawu skokowego i składali kości zawodnika. Po zabiegu doszło do infekcji, Hill spędził tydzień w szpitalu, a przez kolejne 6 miesięcy poddawany był kuracjom antybiotykowym. W sezonie 2004-05 dopiero wrócił do wyższej formy i ponownie znalazł się składzie na Mecz Gwiazd (blisko 20 oczek na mecz to było coś co chcieli oglądać fani Magic). Niski skrzydłowy dostał też nagrodę imienia Joe Dumarsa (mentora Granta z czasów gry w Pistons) – znaną jako Sportmanship Award. Niestety w kolejnym sezonie nadszedł podobny koszmar związany ze stawem skokowym i praktycznie do czasu przenosin do Phoenix (2007) zmagał się on z poważnymi dolegliwościami zdrowotnymi, które znacząco wpłynęły na jego możliwości.

Dziś Grant rozpoczyna życie po 40-stce, w nowym otoczeniu i z nowymi nadziejami. Nie będzie już nigdy więcej skakał na poziomie zbliżonym do Air Jordana, nie będzie też seryjnie punktował jak za najlepszych czasów wśród Detroit Pistons. Da się nam z kolei poznać jako znakomity mentor dla młodszych graczy, w wielu sytuacjach radzący graczom na boisku, pomagający mniej doświadczonym kolegom w kluczowych momentach lub przy grze na styku. Wraz z L.A. Clippers zamierza on jeszcze raz powalczyć o coś więcej niż tylko pierwsza runda play offs, być może po raz pierwszy w karierze poznać smak NBA finals.

Jeśli ktoś z Was uważa, że Grant to stracony talent lub niespełniony zawodnik to radzę dokładnie przeanalizować jego całą karierę. Ja sam do dziś mam wielki dylemat zadając sobie pytanie, który z graczy jest najlepszym niskim skrzydłowym przełomu XX i XXI wieku. Czy był nim Grant Hill, a może Scottie Pippen i gdzie w takim razie umieścić młodsza gwiazdę jak LeBron James?

Zdrówka Grant;-)

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *