Fish odrzucił ofertę z Chicago i może żałować..

Derek Fisher może zostać zmuszony do zakończenia kariery. Co ciekawe, może to się stać na własne życzenie gracza!

Otóż źródła zbliżone do gracza sugerują, iż tego lata odrzucił on możliwość bycia zmiennikiem Kirka Hinricha w Chicago, licząc na oferty z Nowego Jorku, Miami lub Oklahoma City.

Derek FisherUsługami 38-latka mocno zainteresowany był sam Tom Thibodeau, tuż przed podjęciem decyzji o podpisaniu przez Bulls umowy z Natem Robinsonem. Jak sugerują amerykańscy korespondenci Big Fish czekał też na rozwiązanie sytuacji zmiennika dla Russella Westbrooka w OKC, a tam po kontuzji zerwana wiązadła kolanowego (ACL) wraca Erick Maynor i klub będzie dalej na niego stawiał. W odwodzie pozostaje również drugoroczniak Reggie Jackson, który powalczy o swoje minuty na parkiecie wśród Grzmotu. Czas płynął, Byki nie chciały zostawać z jedną jedynką, a Fish został bez szansy na angaż, odrzucając ofertę Bulls..

Wcześniej Dereka łączono z możliwością gry w Big Apple, ale wraz z angażem wśród Knicks, 35-letniego – najstarszego debiutanta NBA – Pablo Prigioniego jego szanse wyniosły zero..

W Heat z kolei, o ile realnie myślano o angażu bylego kalifornijczyka jeszcze w trakcie sezonu 2011-12, to po zdobytym mistrzostwie i przy parze Mario Chalmers – Norris Cole nie stawiano Fishera w pozycji klubowych priorytetów. Wybrano bardziej przydatnych – w perspektywie wzmocnień na wyższych pozycjach – Ray’a Allena i Rasharda Lewisa. 

Innych potencjalnych chętnych na mentalnego lidera dla młodych graczy najwyraźniej nie widać na horyzoncie. Fish ani myśli o wyprawie do Europy czy Chin w poszukiwaniu koszykarskiego chleba.

Puentując: 5-krotny Mistrz NBA na 99% zawiesi buty na przysłowiowy kołek i skoncetruje się na łowieniu..ryb i grillowaniu.

Btw. Naszła mnie pewna myśli i czy nie wydaje Wam się ,że Derek Fisher lepiej radziłby sobie w obozie Byków niż Nate Robinson?

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

6 komentarzy

  1. Bully pisze:

    oczywiście, że poradziłby sobie lepiej…

  2. Doteno pisze:

    Szkoda mi big Fisha, nie wiem jak mój ulubiony klub mógł tak postąpić, przecież byłby on lepszym zmiennikiem niż Steve Blake.

  3. Szerszeń pisze:

    a według mnie to bardzo przereklamowany zawodnik.

    Poza byciem kolega Kobiego to w LAL niewiele robil.Zreszta w OKC bylo to widac.

  4. Kosmos11 pisze:

    Nie, Robinsona stać na szalone mecze, tak jak Lucasa w poprzednim sezonie, kiedy zaskakiwał wszystkich swoją postawą, a my zastanawialiśmy kim on ku*wa jest. Fishera w takiej roli sobie nie wyobrażam, za stary, za wolny, ani z niego wybitny rozgrywający nie jest, ani shooter

  5. saturn pisze:

    Fisha trochę żal. Był dobrym duchem zespołu z LA, zawsze traktowany z szacunkiem przez kolegów i rywali. Nie jest ani typem play makera na wysokim poziomie, ani SG, więc ciężko mu znaleźć wartościowy kontrakt. Pewnie zakończy karierę, bo błąkanie się po kluba dla niego to poniżające.

    Swoją drogą to mam zamieszanie w głowie z powodu mojego ulubionego klubu w Chicago. Wiem, że obrońcy (nie licząc Rose’a) to nie była najmocniejsza strona Chicago, ale Tibs popada ze skrajności w skrajność. Najpierw nagromadził skrzydłowych, których jest bardzo dużo w rotacji, a teraz upycha to obrońcami. Nie byłem zwolennikiem Hamiltona, bo zaawansowany wiekiem i słaby zdrowiem, choć doświadczenie w każdym zespole jest potrzebne. Wolę jednak jak się rodzi naturalnie, poprzez rozwój i dojrzewanie całego zespołu, a nie gdy jest „wszczepiane” poprzez transfer.
    Hinrich to kombo guard, spokojny, wyważony i poukładany. Nie wiem co o tym myśleć, bo ma za sobą jeden z gorszych sezonów… ale taki doświadczony gracz na obwodzie może się przydać.
    Nate Robinson to jeden z moich ulubieńców, chyba przeciwieństwo Hinrich’a. Ciekaw jestem czy jego energia i nieobliczalność będzie wartością dla zespołu, czy powodem zamieszania. Jest to o tyle ważne, że jest jeszcze młodziutki Teague którego grę obserwując w NCAA nie można do końca określić jako poukładaną. To owszem dynamiczny, ale nieco samolubny guard, który z całą pewnością typowym play makerem nie jest. Obym się mylił i ten chłopak okazał się lepszy od brata. Kolejny obrońca, czyli Belinnelli, akurat nic o nim nie wiem, bo nie widziałem żadnego meczu z jego udziałem, a statystyki z najsłabszej drużyny w NBA nie są specjalnie miarodajne.
    Wiem, że obwód był słabą stroną Chicago, ale to chyba przesada, co Wy o tym myślicie?

    • woy9 pisze:

      Belinelli spokojnie zastąpi Korvera, uważam nawet ,że z nawiązką bo nie koncentruje swojej gry w ataku wyłącznie na trójce. Jego plusem jest wyjście po zasłonie i rzut po koźle. Jeśli Rip się połamie znów to Marco doskonale nada się na jego miejsce. W tym roku spodziewam się częstszej gry po obwodzie i więcej picków z wykorzystaniem Boozera i przede wszystkim Gibsona. co do Włocha polecam Ci ten filmik ;-) http://www.youtube.com/watch?v=02A0FTWUGFQ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *