Migawka z historii: początki Vancouver Grizzlies.

Pod koniec maja miałem okazję przypomnieć Wam pierwsze momenty w lidze innej kanadyjskiej ekipy, Toronto Raptors. Dziś – w mniejszym bądź większym stopniu – przybliżę Wam historię teamu, który miał swój początek w kanadyjskim Vancouver. Ojczyźnie hokeja, w którym przez lata pierwszym klubem byli Canucks.

Vancouver Grizzlies logo

Dlaczego w ogóle pomysł na przypomnienie czegoś, co trwało tak krótko i szybko przeniosło się do Memphis? Otóż jak głoszą plotki, kibice koszykówki w Kandzie oraz Rada Miasta pragną by NBA znów zawitało w te same rejony a niektóre spekulacje łączą miasto z Królami z Sacramento (!). Cała historia miała swój początek 18 lat temu..

Wówczas to Rada Gubernatorów – 27/04/1994 – zatwierdziła projekt o nazwie ”Vancouver Grizzlies”, który miał zadomowić się w Midwest Division, a swoje mecze rozgrywać w General Motors Place. Miejsce w NBA dla 29. drużyny kosztowało 125 mln USD, a kolejne 32 mln USD z tytułu gry, miało wpłynąć do kasy NBA już podczas pierwszego sezonu w lidze. Pierwsza nazwa jaka wiązana była z Vancouver to Mounties od Królewskiej Policji, a barwami drużyny stały się: turkus, brąz i czerwień.

Ciekawostka z tego okresu, to w 1995 roku, Grizzlies zostali pierwszą drużyną z lidze, z własną stroną internetową! Drużyna zanim rozpoczęła przygotowania do sezonu była zobligowana przez ligę do sprzedaży 12,5 tys. biletów. Cel został osiągnięty – jednak wcześniejsze przypadki Orlando Magic i Minnesoty Timberwolves pokazały, że to nie było łatwe do osiągnięcia – te teamy w 1989 roku miały problemy z pułapem 10 tys. Niedźwiedzie nie miały podobnego problemu na starcie.

Pierwszym trenerem został Brian Winters – były zawodnik Lakers i Bucks, ex asystent Lenny’ego Wilkensa (też może coś więcej powiedzieć o pracy w Kanadzie) – który również miał okazję prowadzić w przyszłości Golden State Warriors czy Indianę Fever (WNBA). Co ciekawe jego numer 32 został zastrzeżony przez Bucks, a on dwukrotnie miał okazję gościć w meczach gwiazd. Pewien autorytet na ławce był..

Jego początki z Miśkami były bardzo trudne i zespół z trudem wygrywał spotkania w zasadniczej części sezonu (o play offs nie było co marzyć). Podczas pierwszych 3 lat ekspansji na 460 spotkań, klub wygrał 101 meczów, a trzeci rok był równoznaczny z początkiem trenerskiej kariery w tym klubie dla Stu Jacksona (którego znacie dziś z działalności tuż przy Davidzie Sternie).

Jeśli pamiętacie historię Raptors, to przeszłość Miśków przeplatała się z drugim klubem z Kanady. Chodzi oczywiście o wybór graczy do drużyny trenera Wintersa. Na koniec sezonu 1994-95 każda z 27 drużyn NBA miała wytypować grupę graczy (pierwszych ośmiu wskazanych przez stare drużyny było chronionymi) a z tej puli wybierać mieli sternicy Raptors i Grizzlies (nie były to wymiany,a raczej przekazanie graczy). Tak też trafili do Kanady: nowojorski playmaker Greg Anthony, weterani Lakers i Cavs – Byron Scott i Gerald Wilkins oraz kojarzony z Jazz-manami, Blue Edwards. Oto pełna lista, kolejnych graczy, którzy w specjalnie zorganizowanym drafcie trafili do nowego miasta w NBA:

Kenny Gattison – silny skrzydłowy z innej raczkującej ekipy, weteran z młodej drużyny Charlotte Hornets, który miał być mentorem w nowej ekipie. Dziś Kenny jest asystentem trenera Larry’ego Drew.
Benoit Benjamin – center, który bardzo szybko przeniósł się do Bucks, a miał na koncie występy w Sonics, Lakers, Nets czy Clippers. Benoit uchodził za bardzo dużego lenia, który nie rozwijał swojego potencjału.
Larry Stewart – skrzydłowy, który po występach między Europą a NBA ostatecznie nigdy nie zagrał meczu dla Grizzlies. Kontuzje zahamowały jego karierę, która z roku na rok traciła..
Rodney Dent – po roku gry trafił do Vancouver z Orlando Magic. Nie wystąpił w żadnym spotkaniu.
Antonio Harvey – dokończył rok 1995 jako center Miśków, a następnie przeniósł się do Clippers. Na koniec kariery zawitał również do Polski!
Reggie Slater – utalentowany skrzydłowy Nuggets, który nie mógł przebić się w silnej rotacji Samorodków. Niewybrany w drafcie gracz, spędził 8 sezonów w lidze, ale w Vancouver nie pograł sobie..
Trevor Ruffin – perspektywiczny obrońca, zmiennik Kevina Johnsona z Phoenix Suns. W Vancouver liczył na silną pozycję i dużą liczbę minut. Stało się jednak inaczej i swój nowy dom znalazł w Filadelfii.
Derrick Phelps – rozgrywający, którego dobrze pamiętają w Berlinie i Wrocławiu, ale nie w Kanadzie. Niewybrany w drafcie miał okazję rozegrać 3 spotkania w barwach Sacramento Kings. Liczne starania i walka w summer league spełzły na niczym. Ceniono go w Europie.
Doug Edwards – niski skrzydłowy i ex gracz Atlanty, rozegrał w Vancouver tylko jeden sezon.
Bryant Reeves – najwyższy wybór w pierwszym drafcie Niedźwiedzi. Na pełnych obrotach 6 pick nowej ekspansji rozegrał 3 sezony. Potem zjadły go kontuzje, a on zbyt wiele przybierał na wadze..
Lawrence Moten – 36 pick na pozycji rozgrywającego, rozegrał w lidze 3 sezony. W ostatnim miał już problemy z kontuzjami, które zaprzepaściły szanse na dużą karierę.
Ashraf Amaya – kolejny rookie, który nie został wybrany w drafcie. W NBA gościł tylko 2 sezony. W drugim grał już w Waszyngtonie.
Cuonzo Martin – podobna, krótka kariera co u wyżej wymienionego gracza. 32 mecze w NBA i drugi sezon już z Bucks.
Rich Manning – center, który w przeciągu drugiego sezonu w lidze zwiedził Toronto,Vancouver i L.A. Clippers. Po czym zakończył walkę o grę w NBA.
Eric Mobley – zasilił Grizzlies w efekcie wymiany za Benoita Benjamina. 18 wybór draftu z 1994 roku, w ’97 zakończył swoją przygodę z ligą
Darrick Martin – jeden z nielicznych zadaniowców, robiących przyzwoitą jak na niewybranego w drafcie, karierę. Przygodę z ligą zakończył w 2008 roku, w Toronto. Przy pierwszej styczności z Kanadą, rozegrał tylko 24 spotkania, po czym wrócił do Minnesoty.
Anthony Avent – silnego skrzydłowego najbardziej rozpoznają go z czasów gry dla Magic oraz Bucks. Kiedyś był w słynnym przerywniku z lat ‘90 dzięki podaniu Penny’ego Hardaway’a :-)
Chris King – najdłużej, bo 80 spotkań rozegrał z Grizzlies. Nie chciano tego skrzydłowego ani w Seattle, ani w Utah..
Eric Murdock – trafił do Kanady w zamian za Benjamina i po roku wyjechał do Denver. Najbardziej rozpoznawalny swego czasu, w koszulce Kozłów. W NBA rozegrał ponad 500 spotkań i imponował szybkością oraz całkiem przyzwoitym podaniem. Jego mankamentem była słaba skuteczność z dystansu.

Jak widzicie wielu z tych graczy, którzy dostali się w szeregi nowej drużyny, była po prostu nie chciana w innym otoczeniu i ciężko im było znaleźć się w nowej sytuacji. Praktycznie większość z nich nie zrobiła żadnej większej kariery koszykarskiej. Gdzie w tych przypadkach mówić o liderowaniu młodej drużynie, walce o play offs czy jakiś fantastycznych statystykach? Najważniejsze; jak tu marzyć o promocji i pełnej frekwencji na trybunach?? Gdzie miał być tajemniczy magnes na koszykówkę, w kochającej hokej, Kanadzie..

Mimo słabego składu, zaczęło się bardzo obiecująco i na otwarcie sezonu Niedźwiedzie pokonały, dość niespodziewanie, Portland Trailblazers.Dzień później udało się pokonać – słabiutką wówczas – Minnesotę T-Wolves. Dwie wygrane zrobiły wrażenie na fanach w Kanadzie, ale po chwili przyszedł fatalny okres 19 porażek w serii! Jeszcze podczas tego samego sezonu bilans ich został negatywnie przebity. Między lutym a kwietniem team przegrał 23 mecze z rzędu! Zakończył sezon z najgorszym bilansem 15-67, ale sterników NBA cieszył fakt, 14. widowni w lidze, z 17 tys. kibiców na trybunach. To był wielki sukces słabiutkiego debiutanta.

Kolejny sezon miał być lepszy, a pomóc w poprawie bilansu miał numer trzeci draftu, Shareef Abdur-Rahim. Ten doskonale Wam znany silny skrzydłowy został pierwszym strzelcem drużyny ze średnią 18,7 pkt w meczu oraz uplasował się na 3. miejscu w głosowaniu na debiutanta sezonu (trafił też do pierwszej piątki Rookies). W przeciągu sezonu Stu Jackson zmienił na stanowisku trenera, Briana Wintersa, a z Los Angeles pozyskano Anthony’ego Peelera oraz George’a Lyncha. Wydawało się, że poprawa zeszłorocznego bilansu jest możliwa, a jednak drugi sezon okazał się jeszcze większą klapą, gdyż zespół zwyciężył 14 razy (jeden mecz mniej niż w dziewiczym roku). Zastanawiano się jak poprawić formę drużyny i pierwszym rozwiązaniem była kolejna zmiana trenera, na znanego z Orlando Magic, Briana Hilla.

Kolejny sezon i mała przebudowa – pozyskano Otisa Thorpe’a.i w drafcie przypadł Miśkom Antonio Daniels (no.4) – nie dały dużo więcej. Plus 5 zwycięstw i w efekcie 19 – czyli najwięcej w historii klubu. Kolejne lata to drobniutka wspinaczka do liczb: 22 zwycięstw (1999-2000) czy 23 wygranych (2000-2001). W tym czasie zespół prowadzili jeszcze Sidney Lowe oraz Lionell Hollins. Drużynę wzmacniali też Stromile Swift oraz Mike Bibby, ale nawet oni nie byli w stanie wyciągnąć Kanadyjczyków z ligowego dna.

Osobna historia to pierwotnie związana z Grizzlies osoba Steve’a Francisa, którego wybrano w drafcie 1999 roku. Perspektywiczny playmaker od początku głośno wyrażał swoje niezadowolenie z gry na prowincji NBA i by nie utrudniać życia drużynie, został wymieniony do Houston w trójstronnej wymianie, w którą zaangażowali się też sternicy Orlando Magic (Francis za kilka lat trafił do nich na Florydę). Michael Dickerson (niestety miał problemy zdrowotne), Othella Harrington czy Tony Massenburg stali się najbardziej rozpoznawalnymi zawodnikami Niedźwiedzi przy końcu poprzedniego wieku. W podzięce od fanów miejscowej drużyny, Francis przy jakiejkolwiek próbie dotknięcia piłki dostawał gromkie gwizdy w Vancouver. Kolejną nadzieją na poprawę gry – już w Memphis – miał być hiszpański olbrzym Pau Gasol.

Od ery lockoutu 1998-99 – w krótkim sezonie drużyna wygrała tylko 8 razy – expansion-team traciła na wartości, a okrojony sezon zahamował promocję koszykówki w Vancouver. Sprzedawano mniejszą liczbę biletów a przy kryzysie gospodarczym i spadku wartości dolara kanadyjskiego rozpoczęto zaawansowane poszukiwania nowego inwestora. O ile pierwsza próba w kierunku Nancy Lauriego (sieć Wal-Mart) się nie powiodła, o tyle druga próba w stronę Michaela Heasley’a (Heico Holding) przyniosła powodzenie.

W 2001 roku Niedźwiedzie przeniosły się do milionowego Memphis czyli miasta Elvisa Presley’a ściągając swoją kanadyjską klątwę i po chwili awansując w hierarchii drużyn NBA m.in. do rozgrywek play offs. Obserwując całą sytuacją z perspektywy czasu musicie przyznać, że początki ekipy były niezwykle ciężkie a fani drużyny nie mieli wielu powodów do radości. Ci, którzy kibicują im od poczęcia na pewno, gdzieś w środku czują nutkę satysfakcji, dziś!

W końcu posiadanie w składzie trzech wielkich graczy jak Marc Gasol, Rudy Gay i Zach Randolph to duże zabezpieczenie jakościowe klubu.

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

9 komentarzy

  1. marek napisał(a):

    Fajnie sie czytało.

    Wydaje mi się, że wraz ze zmiana lokalizacji powinna być zmieniona też nazwa klubu.
    Tak jak to zostało zrobione w przypadku Supersonics.

    • woy9 napisał(a):

      jeśli się podoba to poproszę o typy o jakich drużynach z historii chcielibyście poczytać jeszcze?

    • marek napisał(a):

      Pisz o czym tylko masz ochotę, wychowałem sie na koszykówce wczesnych lat 90’tych i każda druzyna z tamtej epoki jest mi bliska. Na pewno o Hornets, Nets i Hawks byłby ciekawy art.

    • Jakub Szefler napisał(a):

      Minnesota era KG było by ciekawie

  2. dobry85 napisał(a):

    Mi też się podoba. Nawet kibicowałem Grizzlies, choć nie byli moją ulubioną druzyną (ale to chyba większość podświadomie trzyma kciuki za tych słabszych), a „Big Country” Reeves nawet coś tam klepał.
    O kim jeszcze byśmy poczytali? O Charlotte było sporo, a myśląc o tej drużynie to poza jej logo i kultowymi czapeczkami (a także piłkami) to nigdy nie zapomnę świetnie wymalowanego parkietu:) Nie mam pomysłu na nieistniejącą już drużynę, ale z chęcią poczytałbym o zespołach z drugiej połowy lat 90. (tak od 94 do 00) – ot taka zachcianka:) Gdybys przypadkiem podchwycił temat to może na początek słabe Dallas z Mashburnem i Bradleyem w składzie? pzdr

    • woy9 napisał(a):

      dobra, dzięki za odzew. Pomyślę o Dallas – zwłaszcza trzech Panach „J” oraz Charlotte Hornets.

  3. Kuba napisał(a):

    Ciekawą drużyną byli też TrailBlazers z przełomu, a później początku obecnego wieku ;) wyjadacze w postaci Sabonisa, Schrempfa, Pippena, „szczuplutki” Shawn Kemp plus Damon Stoudamire, Brian Grant (do 2000) Steve Smith, Rasheed, czy młody Jermaine O’Neal :)
    Warto też wspomnieć o nieco wiekowym, ale imponującym Big 3 z Rockets z końca lat 90 ;) (Sir Charles, Hakeem i Drexler)
    Poza tym jak ostatnio się zaczytałem to odkryłem, że w końcówce lat 90, pozycja PG była w Phoenix obsadzona tak: K. Johnson > J. Kidd > S. Nash ;) też kozacko ;)
    pozdro :)

  4. Finley napisał(a):

    Kozły Georga Karla

  5. Hitta Quitta napisał(a):

    golden state z lat 90 i cala plejade zawodnikow ktorzy badz byli mega talentami badz pozniejszymi all starami z Richmondem Hardawayem, Mullinem na czele przez Spree i C0Webba, nie zpominajac o Willisie, Gatlingu,Seikalym, Marshallem etc.
    mysle,ze jest o czym pisać.
    no i w sumie czemu nie o Washington Bullets.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *