5on5: Podsumowanie Igrzysk Olimpijskich

Igrzyska Olimpijskie w Londynie już za nami. Wygrała (zgodnie z przypuszczeniami) niezwykle wyrównana kadra USA, która w finale po zaciętym meczu ograła Hiszpanów. W redakcyjnym gronie i przy Waszym udziale postaramy się pokrótce omówić koszykarskie IO.

Dzisiejszy zestaw pytań:

1) Który gracz najbardziej zyskał na IO 2012?

2) Kto najbardziej rozczarował w Londynie (gracz lub drużyna)?

3) Jakiego z zawodników, których nie ma w NBA widziałbyś w lidze i dlaczego?

4) Kto poza Howardem (za Davisa) znalazłby się w Twojej kadrze USA (i za kogo)?

5) Gdybyśmy mieli okazję obejrzeć mecz USA 1992 vs USA 2012 i wszyscy gracze byliby w swoim prime to jaki pojedynek by cię najbardziej elektryzował?

Który gracz najbardziej zyskał na IO 2012?

Woy: LeBron James. Powód był on najbardziej wszechstronnym graczem USA, ponadto czuć było jego dominację w kadrze, przy której to Kobe poszedł w odstawkę. Udowodnił w najważniejszych spotkaniach ,że czasy złych emocji i niespełnionych nadziei ma już za sobą podczas crunch time. Znów pokazał ,że praca z Olajuwonem i gra w post up to dla niego coraz łatwiejszy element. Pierwszy przykład to mecz z Litwą a drugi z Hiszpanią. Dzięki sukcesom i wierze w siebie może teraz panować przez 2-3 sezony na zawodowych parkietach.

Adam Wiśniewski: Nie mogę wybrać jednego zawodnika, a mam dylemat między Anthony Davisem i LeBronem Jamesem. Ten pierwszy mimo, że nie grał w NBA miał szansę pokazać się przed całym światem. To na pewno dobre dla jego kariery. LeBron też dużo zyskał, bo tylko potwierdził, że jest prawdziwym liderem i jednym z najlepszych, jak nie najlepszym zawodnikiem na świecie. Już dawno zapomnieliśmy o decyzji LeBrona i teraz fascynujemy się kolejnymi rekordami, które bije. W końcu zaliczył pierwsze w historii reprezentacji USA triple-double. Nawet Jordanowi się to nie udało, a grał w tym „lepszym” dream teamie. To jest wyczyn godny uwagi ze strony LBJ.

Mac: Jest na pewno kilku graczy, którym ten turniej bardzo pomoże w dalszej karierze. Pierwszym jest Patrick Mills. Obrońca San Antonio Spurs bardzo dobrze wywiązał się z roli lidera reprezentacji Australii. Został najlepszym strzelcem całej imprezy, a sposób w jaki odprawił Rosję na długo zapadnie w mojej pamięci. Wyróżnili się również reprezentacji słabej, ale sympatycznej i ambitnej Tunezji.Makram Ben Romdhane okazał się niezwykle uniwersalnym graczem i wszędzie było pełno tego skrzydłowego. Taka gra powinna pomóc mu w znalezieniu lepszego klubu. możliwe, że jeszcze lepiej zaprezentował się jego kolega z reprezentacji, Salah Mejri. Tunezyjski center był naprawdę trudnym przeciwnikiem dla swoich rywali. Nie można również zapominać co dzięki Igrzyskom Olimpijskim zyskał Anthony Davis. Pierwszy numer tegorocznego draftu u progu koszykarskiej kariery dostał szansę zebrania wielkiego bagażu doświadczenia od najlepszych. To na pewno zaowocuje w przyszłości.

Mateusz Babiarz: Widzę kilku kandydatów. Przede wszystkim LeBron James, który ostatecznie zakończył temat tego kto jest w tej chwili najlepszym w NBA. Może nie było to tak symboliczne jak przejęcie NBA przez Jordana z rąk Johnsona w 1992, ale na pewno miało swoją wymowę. Poza nim mocno zyskali Huertas (Brazylia), Shved i Kirilenko (Rosja) i Patty Mills (Australia).

Kto najbardziej rozczarował w Londynie (gracz lub drużyna)?

Woy: Salah Mejri. Przymierzany do gry w NBA środkowy praktycznie nie spełnia żadnych warunków by tam trafić. Słaby fizycznie, z dużymi brakami w wyszkoleniu..sam wzrost i kilka efektownych akcji to naprawdę niewiele w porównaniu do innych centrów z Igrzysk. Trafił do Santiago de Compostela w Hiszpanii i podania od Andersa Rodrigueza (ex Turów) powinny dać mu okazję do poprawy gry w ataku. W obronie musi się jednak bardzo wiele uczyć, począwszy od poprawy pracy nóg i zastawiania. Naprawdę spodziewałem się po nim dużo więcej.

Adam Wiśniewski: Najbardziej rozczarowała mnie Wielka Brytania, ponieważ byli gospodarzami Igrzysk, a nawet z grupy nie wyszli. Racja, mięli trudnych przeciwników, ale sądzę, że posiadali drużynę, aby co najmniej wyjść z grupy. Z innych stron można powiedzieć, że nikt mnie nie zawiódł.

Mac: Po cichu liczyłem, że na swoim terenie z lepszej strony zaprezentuje się Wielka Brytania. Tymczasem gospodarze wygrali zaledwie jedno spotkanie i mogli zapomnieć o awansie do drugiej rundy. Ulegli minimalnie Hiszpanii i tym mogą budzić pewien szacunek, ale w ogólnym rozrachunku nic im to nie przyniosło.

Mateusz Babiarz: Drużynowo oczywiście Chiny, które się zupełnie rozpadły na IO – coś co jest bardzo nietypowe dla tej nacji. Z indywidualnych występów przede wszystkim Valenciunas na którego mocno sobie zęby ostrzą kibice Raptors. Jeżeli w pojedynkach z dużo słabszymi od amerykańskich podkoszowymi nie był w stanie utrzymać się na parkiecie to co będzie gdy dzień w dzień będzie musiał walczyć z silniejszymi i bardziej doświadczonymi zawodnikami?

Jakiego z zawodników, których nie ma w NBA widziałbyś w lidze i dlaczego?

Woy: Powrót Sergio Rodrigueza jako back up dla ‚jakiejś’ jedynki na pewno nie byłby złym pomysłem. Zwłaszcza jeśli popatrzymy na jego szybkość, podanie (first pass player) i solidną pracę w defensywie. Wcale nie gorzej prezentował się on od Calderona. Jeśli szukałbym innej jedynki to zawsze swoją nietuzinkowością zgrań imponuje mi Huertas. Lider Barcy przy choćby idącym do Knicks – Pablo Prigionim – zasługuje na debiut w najlepszej lidze świata. W NBA widziałbym Witalija Fridzona, który znakomicie spisywałby się w roli role playera – strzelca z ławki. Ten gracz śpi w sali gimnastycznej, oddając tysiące rzutów w tygodniu. Na celowniku klubów NBA znalazł się Kangur, Joe Ingles, ale w jego przypadku wypadałoby ustabilizować formę. Tak naprawdę inny gracz Barcy najlepszy mecz zagrał przeciwko USA, i nieco więcej oczekiwałem od niego samego.

Adam Wiśniewski: Juan-Carlos Navarro. Ten Hiszpański zawodnik na pewno wpasowałby się do jakiegoś klubu poszukującego zawodnika na pozycję PG. Grał on kiedyś w Grizzlies i był nawet liderem w skuteczności w rzutach za 3. Mimo upływu lat wciąż ma ten styl, gry, który pozwala mu wchodzić w strefę podkoszową jak w masło, a jak nie ma na to ochoty, to celnie rzucić za 3. On jednak woli zostać w Barcelonie, gdzie jest mu dobrze, wszystkich i wszystko zna, pieniądze też ma więc czego chcieć więcej?

Mac: Zdecydowana większość najlepszych zawodników z Londynu jest już związana z NBA. Z pozostałych ciężko wymienić mi gracza, którego chciałbym zobaczyć w najlepszej lidze świata. Stawiam na Marcelinho Huertasa. Brazylijski rozgrywający jest bez wątpienia ciekawym i przebojowym zawodnikiem. Podejrzewam, że mimo 29 lat na karku poradziłby sobie w NBA. Oprócz Huertasa ciekawie by było, gdyby angaż w lidze dostał wspomniany już Tunezyjczyk – Salah Mejri.Może by pozytywnie zaskoczył. Zresztą egzotyczni podkoszowi zawszą są ciekawym materiałem.

Mateusz Babiarz:  Dwa typy. Przede wszystkim Sergio Llull. Hiszpan został już oczywiście wybrany do NBA (w 2009 roku z 34 numerem wzięli go Nuggets i przehandlowali za rekordowe (jak na gracza z drugiej rundy) 2.25 mln $ do Rockets). Llull mógłby w NBA pełnić przynajmniej taką rolę jak Thabo Sefolosha. Niezły rzut i świetna obrona, ale przede wszystkim zaciętość sprawiają, że bardzo przyjemnie się go ogląda. Drugim graczem jest Marcelinho Huertas z Brazylii. Doświadczony rozgrywający z powodzeniem załapałby się jako pierwszy rozgrywający w słabszych, albo zmiennik w mocnych ekipach.

Kto poza Howardem (za Davisa) znalazłby się w Twojej kadrze USA (i za kogo)?

Woy: Blake Griffin za Jamesa Hardena. Derrick Rose za Russella Westbrooka i Amar’e Stoudemire za Tysona Chandlera, Dwayne Wade za Kobego Bryanta, Chris Bosh za Kevina Love’a.

Mój skład: Rose, Paul, Williams, Wade, James, Durant, Anthony, Iguodala, Griffin, Bosh, Howard,  Stoudemire.

Adam Wiśniewski: Zakładając, że wszyscy są w 100% zdrowi, to oczywiście Derrick Rose za Williamsa, a Rondo za Hardena. Mielibyśmy większy show. Poza tym, Dwyane Wade grałby za Kobe Bryanta, a Andrew Bynum zmieniłby Chandlera. W takim składzie USA prawdopodobnie wygraliby finały z Hiszpanią różnicą ponad 20 oczek. Nigdy jednak nie będzie reprezentacji USA złożonej z samych najlepszych zawodników, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto w czasie off season postanowi przejść jakąś operację czy coś i będzie trzeba brać tych gorszych. Gorszych nie znaczy słabych oczywiście.

Mac: Howard za Davisa to podstawa. Poza tym za Iguodalę chciałbym zobaczyć LaMarcusa Aldridge’a. W miejsce Russella Westbrooka mógłby pojawić się Rajon Rondo lub Derrick Rose. Z chęcią zobaczyłbym jeszcze w reprezentacyjnej koszulce Andrew Bynuma, ale ciężko już zmieścić środkowego „Sixers” w tej kadrze wypchanej gwiazdami.

Mateusz Babiarz: Derrick Rose za Jamesa Hardena – MVP, który w związku z tym że jest shoot-first PG mógłby (podobnie jak D. Williams) pełnić rolę combo-guarda. Rajon Rondo za Russella Westbrooka – świetna obrona i umiejętność (i chęć) do dzielenia się piłką zamiast większej atletyczności i dobrego jumpera. Oczywiście Howard za Davisa, ale także Bynum za Chandlera. Przy takich dwóch wieżach gra z Jamesem lub Carmelo na PF nie byłaby żadnym problemem (nie wspominam nawet o Lovie, który wtedy mógłby jeszcze bardziej wzmocnić siłę rażenia z obwodu).

Gdybyśmy mieli okazję obejrzeć mecz USA 1992 vs USA 2012 i wszyscy gracze byliby w swoim prime to jaki pojedynek by cię najbardziej elektryzował?

Woy: Scottie Pippen vs. LeBron James z zapytaniem czy Scottie zatrzymałby LBJ’a?!

Adam Wiśniewski: To jest pytanie, na które nie ma odpowiedzi. Gdybyśmy oglądali taki mecz, to każdy, dosłownie każdy pojedynek byłby niesamowity (no może poza pozycją centra). Jordan vs. James. Odwieczne pytanie kto jest lepszy, w końcu miałoby odpowiedź. Magic Johnson – Chris Paul, wiadomo kto, by wygrał, ale to byłoby ciekawe do oglądania. Pippen i Carmelo, to też niczego sobie pojedynek. Gdybym miał wybrać tylko jeden to najbardziej wpatrywałbym się MJ’a i LBJ tak jak pewnie większość.

Mac:  Nie lubię porównań tych dwóch ekip. Ciekwy jednak jestem czy Scottie Pippen ograniczyłby LeBrona Jamesa. Chciałbym również zobaczyć jak podkoszowi „Dream Teamu” (Barkley, Robinson i Malone) robią miazgę z Chandlera i spółki. Na pewno kibiców elektryzowałoby również starcie Bryant vs. Jordan, ale tutaj wynik jest chyba oczywisty.

Mateusz Babiarz: Larry Bird vs LeBron James. To byłaby para, na którą mógłbym patrzeć z największą przyjemnością. Oczywiście to gracze o zupełnie innej charakterystyce – z punktu fizyczności dużo lepszym obrońcą przeciwko LBJ powinien być Pippen, Barkley albo nawet Malone, ale Larry na pewno by nie pęknął. Jego boiskowe IQ nadrobiłoby to czego nie dała mu natura, a wrodzona twardość sprawiłaby że w każdej akcji by iskrzyło.

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

4 komentarze

  1. Michał pisze:

    Adam Wiśniewski: „Gorszych nie znaczy słabszych”. Czyli gorszy to lepszy, bo chyba nie zrozumiałem?

  2. Jest napisane „gorszych nie znaczy słabych”, czyli ktoś może być gorszy od LBJ czy Bryanta (dajmy np Jamal Crawford), ale to nie znaczy wcale, że jest słaby czyli i tak pokonałby większość przeciętnych ludzi 1 na 1. Nie wiem czego tu nie rozumieć.

  3. gutek pisze:

    wisniewski naucz sie pisac, bo poziom wypocin marny.

  4. majk pisze:

    co to za pytania? nie rozumiem w jaki sposob ktorykolwiek zawodnik z nba zyskal na io poza medalami? jest bardziej slawny? ma wiecej kasy na koncie? zacznijci pisac powazne artykuly bo poziom mizerny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *