Idol każdego rozgrywającego, bez którego nie byłoby show-time’u.

Kiedy patrzę w przeszłość widzę świetnych rozgrywających jak John Stockton, Gary Payton i Isiah Thomas. Dalej Walt Frazier, Bob Cousy oraz Oscar Robertson. Dziś z pasją i z perspektywy lat spoglądam w stronę Steve’a Nasha czy Jasona Kidda. Żaden z nich nie wniósł tyle do koszykówki, ile dał nam Magic!

Minęło 21 lat od czasu, kiedy Earvin Johnson ogłosił swoje zakończenie kariery. Powodem, jak większość z nas pamięta, było wykrycie w organizmie Magica wirusa HIV. Jednak nikt wtedy nie przypuszczał, iż najsłynniejszy rozgrywający lat ’80 wróci jeszcze na jeden sezon (5 lat później) by pokazać jeszcze odrobinę swoje koszykarskiego kunsztu; zabójczych „no-look-passów”, „out-back-passów” czy  dograń na „alley oopy”, które możemy oglądać po wielokroć i do znudzenia. Nikt w historii tej gry, nawet u kresu swojej kariery, nie czerpał tyle radości i nie dawał nam tyle uśmiechu, co Magic.

Kiedy dziś szukamy równie wszechstronnych graczy o wzroście zbliżonym do Magica i mogących operować piłką równe udanie co sam król podania, to rzucają się nam na myśl nazwiska: greckiego maga – Theo Papaloukasa, serbskiego magika – Dejana Bodirogi, chorwackiej sensacji – Toni Kukoća czy może nawet LeBrona Jamesa. Johnsona z LeBronem łączy (łączyła) jedna rzecz, potrafią równie dobrze poprowadzić grę a po chwili pojawić się na pozycji środkowego.

Magic, Mistrz olimpijski z Barcelony, a także wybrany do 50. najlepszych graczy ligi Magic, obchodzi swoje 53. urodziny. Absolwent Michigan State aż 8 razy doprowadził Jeziorowców do finału NBA, a 5-krotnie zdobył te trofeum. Grał z największymi graczami L.A. – od Jabbara po Kobego! Trzykrotnie został wybrany MVP ligi i MVP Finałów. Aż 12-krotnie wystąpił w Meczu Gwiazd, z czego w pamięci kibiców najbardziej utkwił ten pożegnalny w 1992 w Orlando.

Mimo swojego imponującego jak na rozgrywającego wzrostu – 206cm – jest czwarty na liście najlepiej podających w historii NBA i drugi w największej ilości triple-doubles. W 2002 roku trafił do koszykarskiej Galerii Sław.

Na jego zagraniach wychowały się pokolenia przyszłych, czołowych rozgrywających NBA; Penny Hardaway, Jason Kidd, Stephon Marbury i Tony Parker. Nikt jednak nie dominował w grze nad rywalem na swojej pozycji, tak jak miał okazję to czynić Magic. Rzucał za trzy, penetrował, szukał wolnych partnerów na obwodzie lub pod koszem, potrafił przejść na pozycję numer dwa i punktować seryjnie. Jeśli partner miał piłkę to Johnson udowadniał, iż równie dobrze może sam pobiec do szybkiego ataku. Kiedy trzeba było to walczył w najlepsze i bronił przeciwko największym gwiazdom ligi. Po chwili widzieliśmy go już pod koszem, zastępującego czwórkę i rzucającego kolejne punkty tradycyjnym hakiem. W swoich dziewiczych finałach jako rookie, zagrał najbardziej pamiętne spotkanie w historii NBA finals (bardziej pamiętne niż Jordana dla wielu fanów Lakers i Earvina). Zastąpił on bowiem legendarnego Kareema, ogrywając 76ers (42pkt i 15zb).

Od siebie dodam ,że do dziś Magic zostaje dla mnie no.1 jeśli chodzi o pozycję rozgrywającego. Szkoda tylko, iż miałem okazję go oglądać w mniejszej liczbie spotkań niż choćby Jordana. STO LAT;-)

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

10 komentarzy

  1. Finley pisze:

    Ostatnio widzę świetna seria Woy w cyklu z przeszłości ;) Przez ten konkurs zdjęciowy trochę nieuwadze przeszedł artykuł o Starksie, dopiero niedawno go odkopałem.

    Tylko jedno pytanie, nie pomyliłeś Penny Hardawaya z Tim Hardawayem ? Nie wiem czy to pomyłka czy rzeczywiście chodziło o Anferneego.

    • Max Billewicz pisze:

      To mniej zajmuj się konkursami które ciebie nie dotyczą :]

    • woy9 pisze:

      Penny; Magic na prośbę młodego gracza ćwiczył z nim przed wejściem do NBA. Tim swoją drogą też był świetny;-)

  2. noname pisze:

    maks nie poplacz sie, prawda jest taka ze ten konkurs zajmowal o wiele za duzo miejsca i przez niego sporo art. umykalo uwadze.

    • mike pisze:

      magic wrocil w sezonie 95-96 a bryant przyszedl w 96 roku,tak ze sie mineli troche

  3. Issi pisze:

    Z tego co się orientuje to Kobe nie grał z Magic’em nigdy. Chyba, że się mylę?

    • woy9 pisze:

      w swoim debiutanckim sezonie, OWSZEM.

    • Issi pisze:

      Magic: May 14, 1996: Retired from the Los Angeles Lakers.
      Kobe: July 11, 1996: Traded by the Charlotte Hornets to the Los Angeles Lakers for Vlade Divac.

  4. nikilauda pisze:

    dobra rozumiem zachwyty ale nie ponad miarę.. idol każdego rozgrywającego?

    a rozmawiałeś z każdym?> jakieś badania socjologiczne.. lepiej czasem suche fakty zamiast ochów i achów

    • Woy9 pisze:

      tak akurat miałem okazję z kilkoma i każdy podkreślał wyjątkowość Magica o której piszę – Łukasz Koszarek (dziś Asseco Prokom), Robert Skibniewski (dziś AZS Koszalin), Andres Rodriguez (wcześniej Turów Zgorzelec), Rajmonds Miglinieks (niegdyś Śląsk Wrocław), Lynn Greer (dzis Azovmash Mariupol), Eugene Lawrence (dawniej CEZ Nymburk i Bk Prostejov , dziś liga ukraińska).
      BTW. Nikiego Laudę też osobiście spotkałem;-)

      Tutaj jedna z naszych redakcyjnych rozmów z zawodowcami
      http://www.enbiej.pl/2010/10/26/co-nas-czeka-podczas-65-sezonu-nba/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *