Dla kogo złoto w Londynie? Zapowiedź bitwy.

Autor: Hubert Krzywda / Koszykówka.net

Przed czterema laty oglądałem jedno z najlepszych koszykarskich spektakli, jakie miałem okazje widzieć w swoim życiu. Był to Olimpijski Finał w Pekinie pomiędzy USA i Hiszpanią.

Doskonale pamiętam, gdy przecierałem oczy ze zdumienia, gdy Rudy Fernandez pakował piłkę do kosza nad Dwightem HowardemJuan Carlos Navarro bez problemu uciekał obrońcom rywali i w sobie tylko znany sposób jednorącz trafiał raz za razem do kosza przeciwnika, lub gdy niespełna 18 letni Rubio niczym weteran rozgrywał piłkę w zespole hiszpańskim. No i te niesamowite „trójki” Fernandeza i Garbajosy w końcówce meczu, które napędziły sporo strachu faworytom zza Oceanu.

Mimo tego, faworyci spotkania  wygrali wówczas 118:107. Ale cały świat był pełen podziwu dla graczy z Europy, którzy dali w ten sposób świadectwo iż można pokonać zespół z Ameryki złożony z najlepszych graczy NBA lub znacząco się ku temu przybliżyć.

Od tego czasu minęły cztery lata. Nadzieja Hiszpanów nie umarła, nawet pomimo bolesnej porażki z rywalem tuż przed Olimpiadą na własnym terenie. Z resztą w tym meczu obie drużyny z pewnością nie pokazały pełni swoich umiejętności. Mógł on się podobać jedynie w pierwszej kwarcie, kiedy obie ekipy grały naprawdę serio, a pomiędzy niektórymi graczami (Ibaka i James) zaczęło iskrzyć.

W Pekinie ekipę Mike’a Krzyzewskiego do zwycięstwa poprowadził Dwyane Wade(27pkt), którego tym razem zabraknie. Ta nieobecność wobec wybornej formy strzelców takich jak Kobe, Durant czy Melo nie jest zbyt zauważalna. Również brak silnych graczy podkoszowych (tylko Love i Chandler) nie stanowi problemu dla ich drużyny, co pokazują wyraźnie statystyki, w których Amerykanie dominują nad pozostałymi zespołami (56:40,47:33,38:32,44:31,52:42,46:29 – to wyniki zbiórek z rywalami). „Deskę” przegrali tylko jeden raz, z Litwą 37:42, ale ci akurat mieli ochotę na walkę z Amerykanami w przeciwieństwie do innych zespołów na Igrzyskach. I omal meczu nie wygrali prowadząc nawet w czwartej kwarcie 85:84.

Hiszpania jest pozbawiona Rickiego Rubio, jednak jeśli ktoś oglądał zeszłoroczny Eurobasket, to zwrócił zapewne uwagę na fakt iż więcej zależało wówczas od Calderona, którego Scariolo dażył większym zaufaniem. Tym razem Calderon gra jeszcze lepiej (o czym przekonali się Rosjanie w półfinale) a rozgrywający Hiszpanów poza dobrą grą w ataku  może mieć problem z rotacją w składzie rywali, gdyż ciągły napór zmieniających się ze sobą Paula i Williamsa będzie zwyczajnie uciążliwy.

Czy Hiszpania jest w stanie pokonać dzisiejszych rywali i zrewanżować się za porażkę sprzed czterech lat?Oddajmy głos Marcowi Gasolowi:

Musimy być bardzo zdyscyplinowani. Nie można grać ich grą. Oni lubią być w posiadaniu piłki, przechodzić do szybkich ataków i zdobywac łatwe kosze.Mają zbyt wielu świetnych graczy, z pilnowania których musimy w pewnym momencie zrezygnować. Można ograniczyć ich trzy opcje jednocześnie, ale zawsze pozostaną nam dwie kolejne. Jeśli zatrzymasz Kobe i Duranta, to zostanie James, Paul lub Anthony. Musimy zagrać maksymalnie skoncentrowani, zdyscyplinowani – w przeciwnym razie nie będziemy mieli zbyt wielu szans na wygranie meczu.

I jak tu się nie zgodzić z młodszym z braci Gasol? To jest szczera prawda o dzisiejszym finale. Walkę w półfinale próbowali podjąć z nimi Argentyńczycy, jednak w czwórkę przeciwko 12 nie da się wygrać meczu. A sił i umiejętności starczyło tylko na pierwszą połowę. Najbliżej sukcesu była Litwa, która postawiła twarde warunki bijąc się o każdą piłkę, dobrze walcząc na tablicach i starając się świetnie bronić. Hiszpanie też to potrafią, co pokazali w drugiej połowie półfinału z Rosją wychodząc wysoko na obwód nie pozwalając na swobodne podawanie piłki. Tyle tylko, że Amerykanie bronią całkiem podobnie.

Powiedzieli:

Bryant: Marc Gasol robi ogromną różnicę. W porównaniu do Pekinu jegi umiejętności i szczególnie pewność siebie uległy znaczącej poprawie. Ato jest zasadnicza różnica.

Navarro:Nie wiem, czy będziemy w stanie rzucić im 100 punktów. Gramy raczej na słabym procencie w tym turnieju, więc liczę bardziej na obronę w tym meczu.

Krzyzewski: Poziom gry na tym turnieju podniósł się. Jest wiele wspaniałych drużyn:Argetyna, Hiszpania, Brazylia, Rosja a nawet Australia, która zagrała dobry mecz z nami. W Pekinie poziom był niezły, ale teraz jest jeszcze lepszy.

Klucz do zwycięstwa:

USA– mają wszystko to, czego im potrzeba do wygrania. Przynajmniej 6 graczy, którzy mogą zrobić to w pojedynkę w ataku, najlepiej też bronią w turnieju. Są szybsi i bardziej atletyczni. Prawdopodobnie także silniejsi fizycznie. Jeśli jeszcze będą tak trafiać z dystansu jak z Argentyną, to nie można ich powstrzymać.

Hiszpania-gracze Scariolo muszą liczyć na to, o czym wspominał Marc Gasol. Pełną koncentrację i dyscyplinę przez pełne 40 minut gry. Ważnym elementem w tej układance może być postać Serge’a Ibaki, który jest jak dotychczas oszczędzany – być może na finał. Hiszpanie muszą także trafiać z dystansu chcąc myśleć o sukcesie w finale, licząc na przebudzenie się Navarro i Fernandeza oraz wykorzystać przewagę pod koszem, jaką daje im kwartet Gasol-Gasol-Ibaka-Reyes.

Oczekiwania:

Nie wiem jakie są Państwa, jednak ja liczę na spektakl. Nie jest ważne kto wygra, niech wygra lepszy , ważne by finał nie był jednostronny. Chcę widzieć walkę o każdą piłkę, dobrą grę w obronie i poezję koszykówki w ataku oraz realizację założeń taktycznych obu trenerów. Słowem – to co cztery lata temu w Pekinie plus odrobinę jeszcze czegoś.

Niech wygra lepszy!

2 komentarze

  1. saturn pisze:

    Nie będzie raczej wielkiego widowiska z trzema dogrywkami. Do tej pory chłopaki z NBA grali bardzo rozluźnieni, koncentracja nigdy nie trwała dłużej niż 10 minut. Najczęściej był odjazd na bezpieczną odległość i dalej efektowna zabawa w pogrążanie rywali. Nie było nic na poziomie Pay-Offs z NBA.

    Jeśli będzie cokolwiek niebezpiecznego, to Mike ich zdyscyplinuje i będzie po walce.

  2. saturn pisze:

    No i muszę odszczekać, bo Hiszpanie wbrew moim oczekiwaniom jednak podjęli równorzędną walkę. Dogrywek nie było, ale 3 pierwsze kwarty było całkiem ciekawie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *