EnbieIOwy podsumowuje (5)

Faza grupowa dobiegła końca, wszystkie pięć kolejek za nami i wiemy już wszystko. Wczoraj zwyciężyły drużyny Australii, Litwy, Francji, Wielkiej Brytanii, Brazylii i USA. Oto pary ćwierćfinałowe Igrzysk Olimpijskich Londyn 2012:

  • Rosja – Litwa (15:00)
  • Francja – Hiszpania (17:15)
  • Brazylia – Argentyna (21:00)
  • USA – Australia (23:15)

Tymczasem zapraszam na podsumowanie sześciu ostatnich meczów fazy grupowej.

82:80

Obie drużyny jako jedyne w całym turnieju już przed ostatnim meczem grupowym wiedziały, jakie zajmą miejsce w grupie – Rosjanie pierwsze, Australijczycy czwarte. Mimo to byliśmy świadkami naprawdę dobrego meczu. Nie dość, że niespodziewanie to Australia wygrała, to jeszcze stało się to po buzzer-beaterze Patricka Millsa:

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=25XwozBttS0&w=585]

Mills po tym, jak rzucił 39 punktów Brytyjczykom i przebił osiągnięcie Carmelo Anthony’ego, teraz równo z syreną trafia trójkę na zwycięstwo z najlepszą drużyną grupy. W całym meczu zdobył tylko (jak na niego) 13 punktów (5-16 FG), ale dzięki ostatniemu trafieniu jest wielkim bohaterem. Nawet, jeśli ten mecz o niczym nie decydował. Mills jest jednym z najlepszych graczy turnieju, ale przed nim i drużyną Australii najtrudniejsze zadanie, jakie mogli dostać – ćwierćfinał z Amerykanami. Trochę szkoda, że nie wpadli na kogoś słabszego, bo Dream Team najprawdopodobniej łatwo rozprawi się z Boomers. Ale w przypadku Australijczyków jestem w 100% pewny, że powalczą.

Powalczyli także z Rosją i gdyby Mills nie trafił ostatniego rzutu, byłoby to trochę niesprawiedliwe, bo to Aussies w mojej opinii bardziej zasłużyli na tą wygraną. Rosjanie byli blisko, choć w czwartej kwarcie przegrywali już 7 punktami. Zaczęli odrabiać, 5 punktów z rzędu rzucił Andriej Kirilenko, po czym przy wyniku 79:78 dla rywali zszedł z parkietu. Znów jednak swoje talenty w ‚crunch-time’ pokazał Witalij Fridzon. Na 4 sekundy do końca trafił dwa rzuty wolne i wydawało się, że Rosjanie po raz trzeci z rzędu wygrają po zaciętej końcówce. Nic z tego. Mills..

20 punktów (8-11 FG, 6-6 2pt) dla Australii zdobył Joe Ingles. Po 13 mieli Mills i David Andersen (5 zb, 5-18 FG). 10 punktów, 7 asyst i 6 zbiórek miał Matt Dellavedova.

Wśród Rosjan najlepiej spisali się Sasza Kaun (18 pkt, 6 zb, 8-10 FG). Po 13 punktów i 6 zbiórek mieli oszczędzani Andriej Kirilenko i Aleksiej Szwed (17 min, 6-9 FG). 10 punktów w 11 minut zdobył Timofiej Mozgow. Tyle samo rozegrał ich Semen Antonow, z 8 punktami. Wiktor Chriapa miał 5 punktów, 8 asyst i 5 zbiórek.

Rosjanie przegrali, choć trafili aż 51,8% rzutów (Australia 41,9%).

Australia miała wczoraj zbyt dobry dzień w grach zespołowych.

63:76

Trzy dni temu Litwini postraszyli Amerykanów – wczoraj to oni byli straszeni, przez Tunezję. Porażka w tym meczu groziła nie tylko ogromną kompromitacją, ale też – jeśli Afrykanie wygraliby +12 punktami – odpadnięciem z turnieju kosztem właśnie Tunezji. Trzeba przyznać, że debiutanci na IO radzili sobie w tym meczu naprawdę dobrze, kilkukrotnie osiągali nawet wymaganą przewagę.

W pierwszej kwarcie oczywiście radzili sobie świetnie, wygrali 18:7 (a bez punktów Kaukenasa byłoby 18:0), korzystając z niepoukładanej i pełnej strat gry Lietuvy. Gdy już wydawało się, że wszystko wraca do normy, Tunezja znów odskakiwała. Dopiero gdy na koniec trzeciej kwarty Litwini zdobyli 7 punktów bez odpowiedzi, przed czwartą przegrywając tylko 50:54, rywale nie dali rady. Czwartą kwartę przegrali 9:26, po raz kolejny boleśnie przekonując się, że mecz nie trwa 10, 20 czy 30 minut, lecz pełne czterdzieści. Mimo wszystko – do takiej sytuacji nie powinno w ogóle dojść. Tunezja sprawiała już niespodzianki, momentami świetnie radząc sobie z Argentyną, Francją, Amerykanami, ale tak blisko wygranej (poza Nigerią) jeszcze nie byli. Zamiast pewnego awansu Litwy do ćwierćfinału byliśmy świadkami  bardzo wyrównanej walki. W sumie – to chyba dobrze.

Tunezja kończy swój pierwszy olimpijski turniej bez zwycięstwa, ale w każdym meczu mieli momenty świetnej gry. Przeciwko Litwie, gdy w grę wszedł awans, Tunezyjczycy przez jakieś 28 minut byli wygranymi tego spotkania. Spodziewałem się, że Litwa zepnie się w końcówce i wygra, ale przed meczem myślałem, że poza jedną kwartą Tunezja nie będzie miała nic do powiedzenia. Mimo bilansu 0-5 ich gra jest ogromną niespodzianką, jedną z największych na tym turnieju. Zaś Litwa trochę mnie wczoraj zawiodła. Jednak osiągnęła swój cel, awansowała do ćwierćfinału. Teraz zaczynają wszystko od nowa – wszystkie poprzednie niepowodzenia pójdą w niepamięć jeśli w meczu z Rosją ograniczą straty, nawiążą do bardzo dobrego meczu z Amerykanami – mogą pokusić się wówczas nawet o wygraną. Ale wszystko okaże się jutro.

Litwinom bardzo pomogli weterani. Sarunas Jasikievicius zdobył 13 punktów, rozdał 5 asyst i trafił 3 trójki, a Darius Songalia w 12 minut także zdobył 13 punktów (5-6 FG). Litwę na początku meczu trzymał Rimantas Kaukenas (10 pkt, 4-5 FG, 14 min), a w końcówce przebudził się Simas Jasaitis (10 pkt). 10 punktów zdobył także Renaldas Seibutis. Mantas Kalnietis zdobył 5 punktów, zebrał 4 piłki i rozdał 9 asyst w 18 minut. Słabo zagrali bohaterowie meczu z USA – Linas Kleiza (4 pkt, 6 zb, 2-9 FG) i Martynas Pocius (0 pkt, 0-4 FG). Jonas Valanciunas zebrał 6 piłek w 12 minut, ale nie zdobył żadnego punktu.

Litwini z początku mieli ogromne kłopoty ze stratami, ale w sumie uzbierali ich mniej od rywali (16-19). Poza tym mieli aż 24 asysty przy 27 trafieniach z gry.

Znów bardzo dobrze zagrał Tunezyjczyk Salah Mejri (16 pkt, 12 zb, 4 blk). Popełnił jednak aż 5 strat. 17 punktów (7-9 FG), 5 zbiórek i 3-3 za trzy miał Amine Rzig. Makram Ben Romdhane miał 12 punktów, 6 zbiórek i także popełnił aż 5 strat. Nieskuteczny był El Mabrouk (który nie miał nazwiska na plecach, taka ciekawostka), spudłował 9 z 11 rzutów z gry. Znacznie słabiej niż ostatnio zagrał Mohamed Hadidane (1-5 FG).

 

79:73

Gdyby Litwa przegrała, przed Nigerią otworzyłaby się historyczna szansa na wskoczenie na czwarte miejsce w grupie i awans do 1/4 finału. Jednak Litwa pokonała Tunezję i w ten sposób nawet zwycięstwo Nigeryjczyków nie zmieniłoby ich sytuacji w tabeli. Trochę szkoda, bo mieli oni dziś swojego Chamberlaina i gdyby ten mecz toczył się o stawkę awansu – mogło być ciekawie. Francuzi po pierwszej kwarcie, gdy zbudowali solidną przewagę, potem zaczęli oszczędzać siły na ćwierćfinał, co wykorzystali Oguchi i Obasohan. W trzeciej kwarcie po 4 trafieniach tego pierwszego doszło do remisu, ten utrzymywał się dość długo, ale w końcówce spotkania Nicolas Batum i Kevin Seraphin trafili co trzeba i Francja wygrała.

Było 39, 37 punktów – tu padło 35. Dość niespodziewanie – z rąk Chamberlaina Oguchiego. 18 dorzucił Derrick Obasohan. 9 punktów i 7 zbiórek w 16 minut zdobył Alade Aminu. Wśród Francuzów najlepiej spisał się Nicolas Batum (23 pkt, 8-13 FG, 6 zb). 11 punktów i 5 zbiórek zdobył Michael Gelabale. Wszechstronny występ zanotował Boris Diaw (10 pkt, 6 zb, 4 ast, 3 stl, 2 blk, 4-5 FG). Nando De Colo zdobył 8 punktów, rozdał 4 asysty i przechwycił 4 piłki. Kevin Seraphin zdobył 9 punktów i 5 zbiórek.

W obu drużynach zawodzili liderzy – Al-Farouq Aminu (0-5 FG) i Ike Diogu (6 pkt, 7 zb, 2-10 FG) po stronie nigeryjskiej oraz Tony Parker (3 pkt, 7 ast, 1-6 FG).

Ciekawostka – w statystyce asyst zdecydowanie wygrali Les Bleus (24-10).

90:58

Mecz o piąte miejsce w grupie, a więc coś jak polski „mecz o honor”. Zarówno Brytyjczycy, jak i Chińczycy nie wygrali żadnego z czterech pierwszych meczów grupwych i dopiero ten ostatni, bezpośredni, miał przynieść pierwszą wygraną dla którejś z tych drużyn. Faworytami byli gospodarze, którzy w poprzednich spotkaniach zrobili znacznie lepsze wrażenie i mają po prostu lepszych zawodników. Oni też pewnie wygrali to spotkanie, zresztą w tym wypadku wynik mówi wszystko. A Chińczycy zaczęli tak dobrze, od 7:0..

Do awansu zabrakło Brytyjczykom jednego zwycięstwa – z Australią. Ci jednak grają bardzo dobry turniej, zresztą dzisiejszy mecz z Rosją doskonale to pokazał. Na otarcie łez pokonali Chińczyków, ale chyba nie takich Igrzysk się spodziewali. Gospodarz turnieju olimpijskiego nie wyszedł z grupy po raz pierwszy od 20 lat. Nikt jednak nie posądza Brytyjczyków o jakieś głęboko zakorzenione tradycje koszykarskie.

W zespole brytyjskim najlepiej spisał się Kieron Achara (16 pkt, 6 zb, 3blk, 21 min). 11 punktów i 5 zbiórek miał Andrew Sullivan. Joel Freeland – 10 i 6 w 10 minut. Takie same osiągi miał Eric Boateng, tyle, że w 14 minut. Nieco skuteczniejsi z pewnością mogli być Nate Reinking (4-14 FG, 12 pkt), Luol Deng (6 pkt, 4 ast, 3-11 FG) czy Andrew Lawrence (6 pkt, 6 ast, 5 zb, 1-8 FG).

Wśród Chińczyków najlepszy, ale nie rewelacyjny był Yi Jianlian (10 pkt, 14 zb, 2-7 FG). 11 punktów z 13 rzutów zdobył Wang Zhizhi. Inny Wang, Shipeng, trafił z kolei 3 trójki.

Chińczycy popełnili 15 strat, przy tylko pięciu Brytyjczyków. W trójkach było 13-4, także na ich niekorzyść. Na pierwszych Igrzyskach bez Yao Minga nie udało im się powtórzyć sukcesu sprzed czterech lat, gdy u siebie osiągnęli ćwierćfinał.

82:88

Hiszpanie mimo porażki z Rosją w przedostatnim meczu i tak unikną Amerykanów w ćwierć- i półfinale. Trzeba było w kolejnym meczu.. znów przegrać. Cóż, takie są wady stosowania tradycyjnej drabinki. Dobrze rozwiązali to organizatorzy turnieju siatkarskiego, którzy by uniknąć „ustawiania spotkań” wprowadził losowanie drużyn z drugich i trzecich miejsc.

Nie chcę podejrzewać koszykarzy o „podkładanie się”, ale takie rozwiązanie byłoby chyba dobre. Zresztą akurat w tym przypadku, w baskecie, sytuacja jest trochę inna, gdyż nigdzie indziej nie ma tak dominującej drużyny jak Stany Zjednoczone tutaj i pojedynek z nimi w fazie pucharowej jest tak naprawdę równoznaczny z odpadnięciem – niestety. Dlatego teoretycznie lepiej wpaść na nich dopiero w finale, by na „otarcie łez” zdobyć srebro, które przy dominacje Amerykanów jest tak samo cenne, jak złoto. Nie chcę wierzyć w te wszystkie teorie spiskowe.

Mam nadzieję, że Hiszpanie nie myśleli o rozstawieniu podczas meczu z Brazylią. Zresztą – z początku to oni przeważali. Brazylia wyszła na prowadzenie dopiero po 10-punktowym zrywie Leandro Barbosy pod koniec czwartej kwarty. I wygrała.

Najlepiej wśród Hiszpanów spisali się bracia Gasol. Pau miał 25 punktów (9-11 FG) i 7 zbiórek, a Marc 20 punktów (7-10 FG) i 4 asysty. Najlepszy frontcourt turnieju dopełnił Serge Ibaka (14 pkt, 6 zb, 7-10 FG). 7 punktów, 5 asyst, 4 zbiórki i 1 na 6 trafionych rzutów miał Juan Carlos Navarro. Z kolei Leandro Barbosa z Brazylii miał 23 punkty (8-13 FG), Vieira 13, a Splitter 11 (6 zb). Po 7 punktów mieli Andy Varejao (7 zb), Giovannoni i Taylor.

 

97:126

Pierwsza połowa tego meczu była bardzo wyrównana, ale po przerwie Amerykanie przeszli w tryb niszczenia i zdecydowanie wygrali. Trzecią kwartę wygrali 42:17. Poza bardzo ciekawymi pierwszymi 20 minutami (które oglądało się świetnie) tego meczu była to typowa amerykańska rozwałka. 20 trójek Dream Teamu powinno najdobitniej pokazać, na czym opiera się ofensywa zespołu Coacha-K. Z Litwą nie wpadało, wczoraj – dopiero po przerwie. Ale punkty były i to się liczy.

Najgorętszy był zdecydowanie Kevin Durant (28 pkt, 22 min, 8-10 3pt). 5 trójek dodał Chris Paul (17 pkt, 7 ast, 4 zb). 18 punktów i 5 asyst zdobył LeBron James. Po 13 oczek i 9 zbiórek mieli Andre Iguodala (6-9 FG) i Kevin Love (5-7 FG). 11 punktów miał Kobe Bryant (3-10 FG), którego właśnie widziałem na widowni na zawodach kolarstwa torowego.

Manu Ginobili jest jednym z niewielu zawodników na tym turnieju, dla których gra przeciwko Amerykanom to żadne wyjątkowe wydarzenie. Dziś lider Argentyńczyków zdobył 16 punktów, rozdał 6 asyst i zebrał 5 piłek, ale popełnił 5 strat. 13 miał Delfino, po 12 Nocioni i J. Gutierrez (12 min), a L. Gutierrez i Scola– 11. Zastępujący Prigioniego Facundo Campazzo (8 pkt, 7 ast) także spisał się dobrze w tym jakże ofensywnym meczu. Obie drużyny trafiły ponad połowę rzutów, jednak Argentyna popełniła 16 strat, a USA – 8.

 

Nagrody dnia

MVP: Kevin Durant (USA) – 28 pkt, 22 min, 8-10 3pt

Najlepszy przegrany: Chamberlain Oguchi (NGR) – 35 pkt

Sixth-man: Kieron Achara (GBR) – 16 pkt, 6 zb, 21 min

Nieenbiejowiec: Chamberlain Oguchi (NGR) – 35 pkt

Najlepsi

punkty: Oguchi (35)

zbiórki: Yi Jianlian (14)

asysty: Kalnietis (9)

przechwyty: De Colo (4)

bloki: Mejri (4)

straty: Mejri, Ben Romdhane, Ginobili (5)

3pt: Durant (8)

FT: Oguchi, Ginobili (7)

 

 

Wojtek Żuławiński

Fan Orlando Magic, człowiek od statystycznych ciekawostek. Prawdopodobnie rekordzista świata w liczbie godzin spędzonych na basketball-reference.com.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *