EnbieIOwy podsumowuje (4)

Czwarta, przedostatnia już kolejka fazy grupowej Igrzysk Olimpijskich 2012 za nami. Wiemy już wiele, ale dopiero po poniedziałkowych spotkaniach poznamy ćwierćfinałowe pary. Na razie zwycięstwa świętują Francuzi, Rosjanie, Amerykanie, Brazylijczycy, Australijczycy i Argentyńczycy.

69:73

Francja dzięki cennemu zwycięstwu z Argentyną jest już tak blisko drugiego miejsca w grupie, że nie mogła sobie pozwolić na jego utratę porażką z Tunezją. Afrykanie miewają chwile, w których grają zaskakująco dobrze, ale to nie ta liga. Tony Parker w trzeciej kwarcie wypracował dla swojego teamu przewagę, dzięki której Francuzi nie musieli się obawiać o wygraną, nawet mimo come-backu rywali.

Tunezyjczycy do tej pory słynęli z bardzo dobrych początków. Z Amerykanami w pierwszej połowie wypadli bardzo dobrze, pierwszą kwartę z Argentyną wygrali 28:14 i także wczoraj spodziewano się, że start będzie należał do olimpijskich debiutantów. Francuzi byli innego zdania, zaczynając od 20:11. Tunezyjczycy w drugiej kwarcie doszli ich na tylko jeden punkt, a do przerwy przegrywali 27:35, znów zaskakując wszystkich.

Trzecia kwarta należała do Francji. Batum od razu po wznowieniu trafił trójkę, 5 punktów dorzucił Parker, nie napotykając żadnej odpowiedzi ze strony mistrzów Afryki i w ten sposób Francuzi prowadzili 16 punktami, jednak chwilę potem Tunezyjczycy rzucili 6 punktów z rzędu i trzymali kontakt z wicemistrzami Europy. Potrzeba było jeszcze 8 punktów (dwie trójki z rzędu) Tony’ego Parkera, by można było mówić o pełnej kontroli Francji. Trójkolorowi tuż przed końcem trzeciej kwarty prowadzili 20 punktami. Wystarczyło to tylko dowieźć do końca.

Tunezja w czwartej kwarcie trafiła 4 trójki, ale strata była zbyt duża, by gracze z Afryki mogli sprawić tu jakąkolwiek niespodziankę. Tą było już zmniejszenie strat do 5 punktów na 50 sekund do końca, ale na więcej nie starczyło już czasu.

Tony Parker po dwóch słabszych meczach rozegrał bardzo dobry z Litwą i tą formę kontynuował także teraz. Zdobył 22 punkty, 13 z 25 Francji w trzeciej kwarcie, trafił 9 z 13 rzutów. Przyzwyczaił się już do swoich gogli. Skuteczny był także Nicolas Batum (19 pkt, 6-9 FG, 8 zb), który był jedynym dobrze zbierającym graczem swojego zespołu. Pod tym względem zawiedli podkoszowi. Kevin Seraphin zdobył 10 punktów (2 stl, 2 blk), ale zebrał tylko 3 piłki. Boris Diaw rozdał 5 asyst, ale nie oddał żadnego rzutu i miał 4 zbiórki. Ronny Turiaf rozegrał tylko 6 minut, bez punktu i zbiórki. Francja przegrała na tablicach 28-34, pozwalając rywalom na aż 16 zbiórek w ataku.

Tunezyjskim Carmelo Anthony’m można ogłosić Mohameda Hadidane. Rozegrał on 14 minut, ale zdobył aż 20 punktów (7-9 FG, 3-4 3pt), będąc najlepszym strzelcem zespołu. 17 punktów i 8 zbiórek (5 w ataku, 4 straty) miał Macram Ben Romdhane. Salah Mejri zdobył 11 punktów, zebrał 7 piłek, również 5 w ataku. Dobrą zmianę dał Radhouane Slimane (9 pkt, 5 zb).

Francuzi mieli kłopoty na tablicach, ale lepiej blokowali (8-2) i byli znacznie skuteczniejsi (53% – 43%). Mimo, że pozwolili rywalom na oddanie 8 rzutów więcej, mieli 29 trafień przy 27 przeciwników. Lepiej dzielili się piłką (19 – 12). Ten mecz był wprost przepełniony stratami (20-19 dla Francji), tak samo jak punktami po nich (24-23, 10-12 w stealach).

Tunezja nie wygrała żadnego z 4 meczów na Igrzyskach, ale przed sobą ma ostatnią szansę – mecz z Litwą. Powalczą na 100%.

77:74

Rosja niespodziewanie wygrała ten mecz, wygrała całą grupę B.

Pau Gasol w finale EuroBasketu 2007 między właśnie Hiszpanią i Rosją spudłował rzut na zwycięstwo. Dzisiaj nie trafił pierwszego rzutu wolnego na 5 sekund do końca i Espana znów przegrała. Ale to takiej sytuacji nie powinno w ogóle dojść, bowiem Hiszpanie rozpoczęli od wyniku 20:2! Stali za tym bracia Gasol, którzy zdobyli łącznie 12 punktów w tym zrywie oraz Sergio Llull z sześcioma. Potem Rosjanie zaczęli trafiać trójki i zmniejszać stratę, jednak po pierwszej kwarcie było 28:11 dla Hiszpanii. Witalij Fridzon, który dwa dni wcześniej trafił game-winnera Brazylii, teraz rozegrał po prostu świetny mecz, przywracając Sborną do walki o wygraną. Po dwóch kwartach było już tylko 32:40, a pod koniec trzeciej kwarty po dwóch trafieniach Fridzona było już 51:47 dla Rosji. Inny świetnie grający Rosjanin Anton Ponkraszow trafił trójkę, dzięki której przed ostatnimi 10 minutami było 56:53 dla Rosjan.

Hiszpanie jednak nie zamierzali się poddać – run 16-4 i 69:60 dla mistrzów Europy na 4:39 do końca miało wystarczyć do wygranej. Ale nie po to Rosjanie odrabiali 2:20, by teraz przegrać – po świetnym zrywie na 61 sekund do końca trójkę trafił Wiktor Chriapa i był remis 73:73. Co więcej, kolejny rzut Hiszpanów – a konkretnie Rudy’ego Fernandeza – nie wpadł, więc pojawiła się szansa na prowadzenie. Szansa wykorzystana – Ponkraszow świetnie znalazł pod koszem zupełnie niepilnowanego Mozgowa, który na 18 sekund do końca wsadem dał upragnione prowadzenie. Ostatnia akcja Hiszpanów i faulowany został Pau Gasol – dwa rzuty wolne, ale tylko drugi celny! Fridzon, od razu faulowany, był dziś zbyt skuteczny, by oddać rywalom chociaż punkt z linii rzutów wolnych. Hiszpanii zostały tylko 4 sekundy, piłka spod własnego kosza i brak przerw na żądanie. Marc Gasol był tak zaskoczony tym, że dostał piłkę, że przetrzymał piłkę, a jego podanie przeciął Ponkraszow. I Rosja niespodziewanie wygrała!

Tak to mniej więcej wyglądało.

Rosjanie zagrali naprawdę świetny mecz i to bez większego udziału Andrieja Kirilenki (8 pkt, 8 zb, 2-8 FG) i Aleksieja Szweda (0 pkt, 7 min). Zamiast nich rewelacyjnie zagrali Witalij Fridzon (24 pkt, 9-15 FG) i Anton Ponkraszow (14 pkt, 11 ast, 6-8 FG). Po 12 punktów dodali Timofiej Mozgow (9 zb, 6-10 FG, 4 faule) i Wiktor Chriapa (5 zb, 4-5 3pt).

Wśród Hiszpanów najwięcej punktów miał Pau Gasol (20 pkt, 5 zb, 8-13 FG), po 10 dodali Rudy Fernandez (6 zb, 3-8 FG) i Marc (9 zb). 9 punktów zdobył J.C. Navarro (3-11 FG), a 8 miał Sergio Rodriguez. Jose Calderon – tylko dwa.

94:99

Amerykanie doskonale wiedzieli, że po zniszczeniu Nigerii następni rywale nie będą już tacy łatwi, ale i tak wyglądali na rozkojarzonych po swoim ostatnim imponującym zwycięstwie. Bardzo dobrze się stało, że Litwa tak ich postraszyła. Bardzo dobrze, że Amerykanie zostali sprowadzeni na ziemię od razu po meczu z Nigerią, bo fajnie oglądało się dotychczasowe mecze Dream Teamu 2012, ale brakowało tych sportowych emocji. Mecz z Nigerią to była przesada. Teraz okazało się, że Amerykanie nie pokonają każdego bez wysiłku. Nie popadajmy oczywiście ze skrajności w skrajność, Amerykanie mimo tej „wpadki” nadal są największymi, jedynymi faworytami do złota i po prostu muszą je wygrać. Ale kto by się spodziewał? Litwa, która przegrała z Argentyną i Francją miała tu zostać zniszczona, tak jak należy, 20-30 punktami. A tymczasem stało się inaczej. Jeszcze nikt w Londynie nie wygrał z nimi nawet kwarty, o prowadzeniu w 4Q już nie mówiąc. Z taką grą Litwini śmiało mogą powalczyć w ćwierćfinale z Rosjanami – rozstawienie nic tu nie znaczy.

Oczywiście – Amerykanie po słabym jak na nich meczu (innego dnia rzuty, który tutaj pudłowali, normalnie by wpadały) powrócą mocniejsi i w meczu z Argentyną nie pozostawią nikomu złudzeń. Ale już to, że do takiej sytuacji w ogóle doszło, typowałbym jako jedną z większych niespodzianek tego turnieju. Słabszy dzień może zdarzyć się każdemu, owszem.. ale nie im!:) Trzeba im jednak przyznać jedno – w końcówce tego meczu nie zostawili rywalom żadnych szans. LeBron James skutecznie przeniósł swój ‚clutchyzm’ na londyńskie parkiety. Rzucił 9 z ostatnich 12 punktów Amerykanów, dając im dziewięciopunktowe prowadzenie na 70 sekund do końca.

Amerykanie chyba zdziwili się, że Litwini umieli wracać do gry. Po pierwszej kwarcie wygrywali 33:25, na starcie kwarty drugiej powiększyli przewagę do 12 punktów, ale Litwa zmniejszyła jeszcze przed przerwą stratę do czterech punktów. To właśnie ta kwarta jest do tej pory jedyną przegraną przez USA (22:26). Po przerwie Litwini wreszcie objęli prowadzenie – po trójce Jasikieviciusa 56:55 – Amerykanie chcieli odskoczyć „raz na zawsze” – ale po prostu nie mogli – Lietuva cały czas się trzymała. Nawet, gdy po trzech kwartach przewaga USA wynosiła 6 punktów, Litwini w czwartej przeprowadzili run 10-0 (!), i było 82:80 dla nich. Dopiero wtedy Amerykanie – także nie bez kłopotów – przejęli kontrolę nad meczem, a LeBron James dokończył dzieła. Uff:)

Najlepiej wśród Litwinów spisali się Linas Kleiza (25 pkt, 10-20 FG), Martynas Pocius (14 pkt, 7 zb, 6 ast) oraz Darius Songaila (11 pkt, 5-6 FG, 17 min). 9 punktów miał Jankunas, a 8 oczek i 6 asyst Jasikievicius. On jednak, podobnie jak Kalnietis, popełnił zdecydowanie za dużo strat. Łącznie ta dwójka miała ich 13 (cały zespół 23). Litwini trafili 58,5% rzutów przy 44,3% Amerykanów.

W zespole amerykańskim po 20 punktów mieli LeBron James (9-14 FG, 5 zb) i Carmelo Anthony (7-13 FG). 16 miał Kevin Durant, Deron Williams 12 (4-12 FG). 7 punktów i 8 zbiórek miał Kevin Love (12 min). 7 punktów, 7 zbiórek, 6 asyst i 4 przechwyty miał Chris Paul. Łącznie USA miało 17 steali i tylko 9 strat.

59:98

Brazylijczycy doskonale wiedzą o tym, że na tych Igrzyskach stoczą jeszcze wiele ciężkich bojów o upragniony medal i nie ma co tracić sił i nerwów na tak słabych rywali jak Chińczycy. Zaczęli od 11:3, po pierwszej kwarcie było 25:9, a po dwóch – 42:21. Po trzech – 70:38, aż wreszcie, na koniec – 98:59. Po frustrującej porażce z Rosją tego im było trzeba – pewnego zwycięstwa.

Chińczycy na swoje usprawiedliwienie mają fakt, że ich lider – Yi Jianlian – ma kłopot z kolanem. Zdobył tylko 5 punktów, zebrał 6 piłek, spudłował 8 z 9 rzutów z gry w 30 minut. A jak nie on, to kto? Chiny nie mają innych zawodników, których stać na regularne, dobre występy. 13 punktów zdobył Zhu Fangyu, 10 miał Jianghua Chen. Guo Ailun miał 8 punktów. Reszta nie przekroczyła nawet pięciu. Jako drużyna Chiny trafiły 34,5% rzutów i tylko 2 trójki. Tylko 6 trafień było asystowanych (Brazylia 27/37).

Brazylijczycy nie mieli jednego wybitnego strzelca, ale kilku dobrych. 14 punktów w 17 minut zdobył Vieira (6-9 FG). Po 13 mieli Barbosa i Giovannoni (po 3-5 za trzy). 12 punktów w 13 minut miał Tiago Splitter, a 10 – Marcelo Machado. Blisko double-double był Anderson Varejao (9 pkt, 13 zb). Marcelinho Huertas zdobył 8 punktów i rozdał 4 asysty. 6 asyst rozdał Taylor, 5 Garcia. 6 punktów i 5 zbiórek miał Nene. Brazylijczycy trafili aż 12 trójek, popełnili tylko 6 strat, zebrali 49 piłek przy 32 Chin.

Chińczycy podobnie jak Wielka Brytania i Tunezja przegrali wszystkie mecze. Jedna z dwóch pierwszych drużyn jutro na pewno opuści to zaszczytne grono, bowiem zagrają one ze sobą. Szans na awans nie ma już żadnych. Brazylijczycy walczą z Hiszpanami o drugie miejsce w grupie, ale trzecie też nie powinno ich zasmucić (patrz Grupa B niżej). Mam nadzieję, że obędzie się bez „przekrętów” jak w badmintonie.

 

75:106

Gospodarze przed tym meczem mogli jeszcze marzyć o awansie, po pierwszej połowie pierwsza wygrana była blisko, ale w drugiej jakichkolwiek nadziei pozbawił ich Patrick Mills.

Brytyjczycy po porażce jednym punktem z Hiszpanią uwierzyli, że są w stanie pokonać Boomers i wraz z początkiem spotkania przystąpili do realizacji tego planu. Zdobyli pierwsze 6 punktów tego meczu i choć Mills rzucił 12 z 16 pierwszych punktów Australii, po dwóch trójkach Daniela Clarka gospodarze prowadzili 25:16. W drugiej kwarcie ta przewaga zaczęła topnieć, ale gdy zmalała do trzypunktowych rozmiarów, Brytyjczycy zdobyli 11 kolejnych punktów i znów szli po zwycięstwo. Po przerwie Joel Freeland dorzucił jeszcze 5 punktów i wydawało się, że Australijczycy się nie podniosą. Owszem, nie odrobiliby tych strat, gdyby nie Patrick Mills, rzucił od tamtej pory aż 25 punktów. W trzeciej kwarcie Boomers przejęli prowadzenie, a w czwartej potwierdzili swoją dominację. 18 punktów bez odpowiedzi na starcie ostatniej odsłony dało im aż 24-punktową przewagę i to także nie był koniec. Rekordowa zaliczka to 33 punkty. Drugą połowę, nie licząc pierwszych punktów Freelanda, Australia wygrała 70:24. Coś jeszcze?

Patrick Mills zdobył w tym meczu aż 39 punktów, przebijając czwartkowe osiągnięcie Carmelo Anthony’ego. Lider Aussies trafił 14 z 22 rzutów, w tym 5 na 7 za trzy. 13 punktów i 5 zbiórek dodał David Andersen. Joe Ingles miał 11 punktów, a Aron Baynes, który już w poprzednich meczach był świetną strzelbą, dziś w 17 minut zdobył 10 punktów. Brad Newley dodał po 8 punktów i zbiórek. 3 trójki trafił Dellavedova.

Jeśli chodzi o Brytyjczyków, to Luol Deng, ich lider, po prostu zawiódł (9 pkt, 6 zb, 3-15 FG, 1-7 3pt). Sytuację ratowali Joel Freeland (16 pkt, 7 zb) i Daniel Clark (14 pkt, 4-6 3pt). 9 punktów miał też Nate Reinking, a po 8 – Pops Mensah-Bonsu i Andrew Sullivan.

Australijczycy z Millsem na czele trafili 57% rzutów z gry i aż 13 z 24 trójek oraz 13 z 14 wolnych. Popełnili tylko 12 strat (GBR 16). Po prostu byli znacznie lepsi, szczególnie w drugiej połowie. W nagrodę zajmą czwarte miejsce w grupie i w ćwierćfinale zagrają z Amerykanami.

79:93

Nigeria przystąpiła do tego meczu, pamiętając jeszcze o 83-punktowej porażce z Amerykanami. Przy tamtym pogromie 14-punktowa przegrana z Argentyną brzmi prawie jak zwycięstwo.

W pierwszej kwarcie Argentyńczycy nawiązali do czwartkowej masakry, wygrywając ją 37:19. Nie sprezentowali co prawda swoim rywalom kolejnego pogromu, ale przez cały mecz kontrolowali sytuację, w drugiej kwarcie powiększając prowadzenie do 26 punktów. Po przerwie Nigeryjczycy zdecydowali się jeszcze powalczyć, co przyniosło zmniejszenie strat do 13-15 punktów. Bliżej już nie podeszli.

Najbardziej o powrót do gry walczył Ike Diogu (16 pkt, 11 zb, 4 TO), który kontynuuje dobrą grę po 27 punktach rzuconych Amerykanom – żaden gracz w Londynie nie zdobył ich więcej przeciwko Dream Teamowi. 15 punktów i 6 zbiórek miał Derrick Obahosan, ale popełnił on aż 5 strat. Nieskuteczny był Al-Farouq Aminu (10 pkt, 5 ast, 4 zb, 3-12 FG), podobnie jak Chamberlain Oguchi (12 pkt, 4-12 FG), ale oni chociaż dostarczyli punkty.

Luis Scola, najlepszy póki co strzelec turnieju, zdobył 22 punkty (7-11 FG, 8-9 FT), ale nie zebrał żadnej piłki. Carlos Delfino dostarczył 18 punktów, a Andres Nocioni 17 (6 zb, 4-5 3pt). Tylko 13 punktów zdobył Manu Ginobili, który stracił na rzecz Scoli miano najlepszego strzelca, ale w tym meczu obrońca Spurs wcielił się w rozgrywającego (8 ast). 9 asyst łącznie rozdali Pablo Prigioni i Facundo Campazzo. Na 32 trafień Argentyny 27 było asystowanych.

Argentyńczycy trafili aż 54,2% rzutów, 11 z 18 trójek, natomiat Nigeria miała skuteczność tylko 38,2% (8-23 3pt). Nie potrafiła też ograniczyć strat (16), co udało się ich rywalom (10). Na pocieszenie – przegrani tego meczu zbierali znacznie lepiej od swoich rywali (43-29, 20-5 w ataku). Poza Diogu i Obasohanem dobrze na tablicach spisali się Oyedeji (7) i Ugboaja (6).

Mimo, iż Nigeryjczycy wygrali w inauguracyjnym spotkaniu derby Afryki z Tunezją, to w kolejnych meczach prezentowali się znacznie gorzej od nich. Dzięki zwycięstwu w pierwszym meczu zachowali jeszcze szanse na awans, ale musieliby wygrać z Francją, a Tunezja z Litwą. Wygląda więc na to, że obie afrykańskie drużyny zakończą turniej olimpijski na fazie grupowej.

Litwa pokazała, że da się postraszyć Amerykanów, nie trzeba wcale stać i patrzeć na Carmelo Anthony’ego ciepiącego kolejne trójki. To dobry znak dla Argentyny, która swój ostatni mecz w fazie grupowej rozegra właśnie z USA. W ostatnim sparingu przegrali z nimi tylko 80:86. Teraz jednak, jak pisałem wyżej, Amerykanie wrócą zmotywowani.

Nagrody dnia

MVP: Patrick Mills (AUS) – 39 pkt, 14-22 FG, 5-7 3pt

Najlepszy przegrany: Linas Kleiza (LTU) – 25 pkt

Sixth-man: Mohamed Hadidane (TUN) – 20 pkt, 14 min

Nieenbiejowiec: Witalij Fridzon (RUS) – 24 pkt, 9-15 FG

Najlepsi

punkty: Mills (39)

zbiórki: Varejao (13)

asysty: Ponkraszow (11)

przechwyty: Paul (4)

bloki: 8 graczy (2)

straty: Kalnietis (7)

3pt: Mills (5)

FT: Scola, Zhu (8)

 

Grupa A:

  • USA 4-0
  • Argentyna 3-1
  • Francja 3-1
  • Litwa 1-3
  • Nigeria 1-3
  • Tunezja 0-4

Argentyńczycy wciąż mogą wygrać grupę, jednak jest to bardzo mało prawdopodobne. Nie dość, że sami musieliby wygrać z USA, to jeszcze Francja musiałaby przegrać z Nigerią. Dlatego też najprawdopodobniej Argentyna awansuje z trzeciego miejsca, Trójkolorowi z drugiego, natomiast zwycięzcami grupy będą Amerykanie. Jeśli Litwa wygra z Tunezją, na pewno awansuje do ćwierćfinału, ale nie musi odpaść w przypadku porażki – wystarczy, że Nigeria przegra. Takie rozwiązanie jest możliwe, ponieważ Lietuva bije na głowę i Nigeryjczyków i Tunezję w małych punktach. Lepiej jednak być pewnym i po prostu wygrać.

Grupa B:

  • Rosja 4-0
  • Brazylia 3-1
  • Hiszpania 3-1
  • Australia 2-2
  • Wielka Brytania 0-4
  • Chiny 0-4

Rosjanie wygrali grupę. Drugie miejsce rozstrzygnie się bezpośrednio w meczu Brazylia-Hiszpania. Ciekawostka – przegrany tego meczu, na otarcie łez, spotka się z Amerykanami dopiero w finale. Australia jest już pewna czwartego miejsca. Wielka Brytania i Chiny w ostatnim meczu – między sobą – powalczą o jedyną wygraną na tym turnieju i uniknięcie całkowitego blamażu.

Następna kolejka (poniedziałek):

  • 10:00 Australia-Rosja
  • 12:15 Tunezja-Litwa
  • 15:30 Francja-Nigeria
  • 17:45 Wielka Brytania-Chiny
  • 21:00 Hiszpania-Brazylia
  • 23:15 Argentyna-USA

 

Wojtek Żuławiński

Fan Orlando Magic, człowiek od statystycznych ciekawostek. Prawdopodobnie rekordzista świata w liczbie godzin spędzonych na basketball-reference.com.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *