Pamiętne wymiany, które nie wszystkim dały korzyść..

Od dawien dawna fanów NBA pasjonują wymiany i zmiany barw klubowych przez graczy. Tematy tego typu od lat przyciągają rzeszę fanów, co nie raz zaobserwowaliśmy w Waszych komentarzach. Co jakiś czas staramy się przypomnieć te najbardziej spektakularne z historii oraz poprzednich sezonów. Staramy się również wypełniać w pewien sposób wakacje, które nie w każdej części naszego kraju są słoneczne.

Dziś zajmiemy się takimi trade’ami – starając się Was oderwać od telewizora – które były hucznie zapowiadane.. Dany klub wiązał nadzieje z pozyskanym zawodnikiem, a ostatecznie świeżo pozyskany nie sprawdzał się. NBA pamięta kilka takich głośnych transferów, po czym klub budujący przyszłość zostawał w końcu w gorszej pozycji, a nie raz w dodatku ich przyszłościowy nabytek kończył z kontuzją a już na pewno nie spełniał pokładanych w nim nadziei. Jednym słowem KLAPA!

Teraz przedstawię Wam trzy pamiętne wymiany, w znaczeniu mniej więcej, jakie starałem opisać powyżej (mam też nadzieję, iż kilku z Was złapie mój tok rozumowania) czekając na Wasze zdania i potencjalne przykłady. Za parę dni postaram się też przedstawić inne swoje typy.

1. W 2000 roku doszło do bardzo gorącego okresu transferowego. Było to dokładnie 10 lat przed słynną decyzją LeBrona Jamesa. Na Florydzie, ale nie w Miami, szefowie koncernu Amway zapragnęli nawiązać do ery Shaqa O’Neala i Penny’ego Hardaway’a by znów zagościć w finałach NBA. Pierwszy ich wybór na lata nazywał się Tracy McGrady i on akurat wywarł duży wpływ na losy Orlando Magic. Drugim natomiast był Grant Hill (i to o jego nazwisko mi chodzi).

Hill trafił do Magic z Detroit Pistons i podczas swoich trzech pierwszych lat na Florydzie rozegrał tylko 47 spotkań. W dodatku za niego Magic oddali zawodnika bardzo rozwijającego się w Mo-Town, stającego się powoli najlepszym centrem wschodniej konferencji oraz duchowym liderem zespołu – Bena Wallace’a. Będący w gazie, murowany faworyt do gwiazdy przyszłości niski skrzydłowy Magic, spędził miesiące (by nie powiedzieć lata) na wizytach u najlepszych lekarzy oraz w szpitalach w celu zaleczenia stawu skokowego (kości skokowej czy wiązadeł). Big Ben w tym czasie poprowadził odradzających się Pistons, do dwóch finałów NBA, samemu zostając najlepszym defensorem ligi. Wydawało się, w pierwszej chwili, iż to Magic wygrali los na loterii. Historia jednak bywa przewrotna – niestety dla Granta – i z tracącego na tej wymianie, na pierwszy rzut oka, oglądaliśmy rosnącego w siłę (to również efekt innego transferu) potentata. A to Magicy mieli nim być!

2. Rok 2006 i Chicago Bulls dostają numer drugi draftu. Byki mając w składzie sporo talentu w osobach Bena Gordona, Luola Denga i (uwaga!) Bena Wallace’a stawiają na LaMarcusa Aldridge’a. Po ukończeniu drugiego roku studiów w Texasie przyszły czołowy podkoszowy NBA wydawał się idealny – jako gracz uzdolniony do gry w ataku – by partnerować Big Benowi. Kibice Byków (w tym ja) byli przekonani ,że nareszcie nastaną złote czasy na Chicago. (Fantastyczny front court na papierze; niestety tylko).

Wówczas niczym grom z jasnego nieba;-) spadła informacja o oddaniu praw do Aldridge’a i Portland za Tyrusa Thomasa. Atletyczny i lubujący się w slam dunkach Thomas niestety nigdy nie spełnił oczekiwań na miarę pokładanych w nim nadziei. Podczas pierwszych 2 sezonów nie wyszedł ponad średnie 7pkt i 5zb, a swoim najlepszym czasie z Bulls doszedł do 11pkt i 6.5zb. Byki i szefostwo klubu ponadto parafowało z nim umowę wartą w czasach dzisiejszych 8 mln USD za sezon. Następnie oddano go do Bobcats, z którym spadł na samo dno ligi i w ostatnim sezonie znów spadł do średniej 5pkt (jak podczas 1 sezonu w NBA).

W tym samym czasie LaMarcus Aldridge ewaluował do poziomu All Stars i stał się czołowym power forwardem ligi. Kibice z Chicago pewnie dziś oddaliby za niego Carlosa Boozera i Tyrusa Thomasa w parze i z ochotą. Może Portland nie robiło w ostatnich dwóch latach takiej furory jak team z Wietrznego Miasta, ale przyszłość nie jest dla tego klubu jeszcze stracona, a po wielu zmianach w składzie mogą nadejść lepsze dni z Aldridgem w roli głównej!

3. W 2007 roku nadeszły lepsze czasy dla Denver Nuggets a dużo gorsze (do dziś nie mogą wygrzebać się z kryzysu) dla Detroit Pistons. Otóż sternicy obu klubów zdecydowali się na transplantację serc swoich drużyn. Do Kolorado czyli na stare śmieci wrócił Chauncey Billups (MVP Finałów 2004) a by ratować pogrążone kryzysem Mo-TownJoe Dumars – przyjął pod swoje skrzydła „rakowatego” Allena Iversona (byłego MVP ligi).

Jak dobrze pamiętacie etap gry w Detroit był jednym z najgorszych w karierze A.I. Sytuacja w szatni 3-krotnych Mistrzów NBA uległa pogorszeniu. Gołym okiem na boisku było można zobaczyć słabą chemię w drużynie oraz brak chęci wspólnego grania nowych kolegów (Hamilton, Prince etc.) z gasnącą gwiazdą. Obrona czyli element, w której Pistons byli niemal najlepsi na Wschodzie, zmienił się w zachodnią sielankę (bardzo blisko poziomu Nuggets z the Answer).

W tym samym czasie w Denver, Carmelo Anthony zyskał nowego mentora. George Karl zyskał bardzo inteligentnego gracza, który wprowadził Nuggets na nowe tory, a awansowali wspólnie z Big Shootem do finału konferencji 2009 (ulegając Lakers 2-4). O ile Chauncey zyskał na tej wymianie, złapał nowe siły i motywację do gry, o tyle Allen chylił się ku swojemu upadkowi – nie do końca sobie radząc na pozycji numer jeden – razem z Tłokami. Smutna prawda o wielkim – niskim – zawodniku, który porywał tłumy.

C.D.N.

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

5 komentarzy

  1. K pisze:

    Nie zgodzę się z przykładem nr 3. Pistons nie liczyli wtedy na to, że Iverson odmieni ich drużynę i poprowadzi ich do kolejnego mistrzostwa. Liczył się tylko i wyłącznie kończący się kontrakt. Kończył się również kontrakt Sheeda i Pistons planowali wielką przebudowę. A że nie mieli żadnego pomysłu to skończyło się tak jak się skończyło… :) Ale sam transfer to jedynie osobista porażka AI a nie GMa Pistons.

    • Woy9 pisze:

      Nie jest prawdą co piszesz o spadającym kontrakcie Iversona. Kontrakt miał być ważny jeszcze przez następny sezon. Po drugie Dumars naprawdę liczył na nawiązanie walki z Celtics i powrót do finału konferencji. Manager tak właśnie zapowiadał wymianę z Nuggets. W międzyczasie jednak Iverson popsuł chemię w szatni Sixers, Rip Hamilton również bojąc się o swoją pozycję dolał oliwy do ognia i zaczął się rozpad drużyny.. Nie powiedziałbym, że Dumars nie miał pomysłu lub to nie jego porażka (pytanie czyja biorąc pod uwagę formę A.I. i C.B?). Razem z debiutującym trenerem Michaelem Currym zdecydowali, że następny sezon A.I. będzie grał z ławki (co się kojarzyło z mniejszym wymiarem czasowym). Ostatecznie the Answer przyznał ,że woli zakończyć karierę niż siedzieć na ławce z Detroit.

      ” On April 3, 2009, it was announced by Pistons President of Basketball Operations Joe Dumars that Iverson would not play the remainder of the 2008–09 season. Dumars cited Iverson’s ongoing back injury as the reason for his deactivation, although two days prior Iverson stated publicly that he’d rather retire than be moved to the bench as Piston’s coach Michael Curry had decided.”

    • manek pisze:

      dokładnie, tłoki chciały się pozbyć ogromnego kontraktu Billupsa (blisko 50 baniek przez kolejne 4 lata), chyba mieli świadomość, że sezon 2007/08 (swoją drogą świetny w ich wykonaniu) i przegrane finały konferencji z Celtami to koniec tej drużyny i pora na przebudowę.

  2. Finley pisze:

    Szkoda Granta Hilla, to był najlepszy SF ligi do czasu pojawienia się LeBrona Jamesa i tak zniszczyły go kontuzje.

  3. woy9 pisze:

    @f946a892e7ff5b9bc293b02775a60b4b:disqus @fcad32d711b961ca83f2e07932e3d15c:disqus

    Nie jest prawdą co piszecie – tak może to wyglądać z perspektywy czasu – o spadającym kontrakcie Iversona. Kontrakt miał być ważny jeszcze przez następny sezon.

    Po drugie Dumars naprawdę liczył na nawiązanie walki z Celtics i powrót do finału konferencji. Manager tak właśnie zapowiadał wymianę z Nuggets. Wielu fanów Tłoków na to liczyło przy kontuzjowanym często Hamiltonie. W międzyczasie jednak
    Iverson popsuł chemię w szatni Sixers, Rip Hamilton również bojąc się o
    swoją pozycję dolał oliwy do ognia i zaczął się rozpad drużyny..

    Nie powiedziałbym, że Dumars nie miał pomysłu lub to nie jego porażka (pytanie czyja biorąc pod uwagę formę A.I. i C.B? Porażka to angaże Gordona i Villanuevy). Razem z debiutującym trenerem Michaelem Currym zdecydowali,
    że następny sezon A.I. będzie grał z ławki (co się kojarzyło z
    mniejszym wymiarem czasowym i odsunięciem na bok). Ostatecznie the Answer przyznał ,że woli zakończyć karierę niż siedzieć na ławce z Detroit.

    ” On April 3, 2009, it was announced by Pistons President of Basketball
    Operations Joe Dumars that Iverson would not play the remainder of the
    2008–09 season. Dumars cited Iverson’s ongoing back injury as the reason
    for his deactivation, although two days prior Iverson stated publicly
    that he’d rather retire than be moved to the bench as Piston’s coach
    Michael Curry had decided.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *