Londyn 2012 – dzień # 3 (Amerykańska uczta).

Jeśli ktoś z Was wczoraj zdecydował się na śledzenie spotkań koszykarskich (czy to w TV czy to w internecie) na pewno nie żałował. Wg mnie to był najlepszy do tej pory dzień turnieju olimpijskiego koszykówki, a emocje i dramaturgia spotkań była wysoka. Faza grupowa osiągnęła swój półmetek, widać po części drużyn, iż debiutancka trema minęła, treningi na obiektach olimpijskich zrobiły swoje, kosze zostały ostrzelane na dobre i forma drużyn rośnie.

Jeśli dodamy do tych faktów, walkę o awans do II rundy oraz zagrożenie wypadnięciem z turnieju wówczas będziemy pewni, że reprezentacje 12 krajów mocno podkręciły tempo. Patrząc na przebiegi spotkań Francji z Litwą, Brazylii z Rosją i Hiszpanii z Wielką Brytanią kibice nie mogli wczoraj narzekać. Prawdziwy, zapowiadany deser zafundowali nam podopieczni trenera Krzyzewskiego. Śmiało dziś mogę napisać „OGLĄDALIŚMY DREAM TEAM”.

Przejdźmy do opisów wczorajszych wydarzeń, bo aż dwa mecze zakończyły się jednym punktem, a przegrywający je mieli ciągle szanse na wygrane.

Francja – Litwa 82-74

Dzień 3. zaczął się z wysokiego ‘C’ i koszykarze obu reprezentacji zaprezentowali nam mocne śniadanie. Tony Parker i Nicolas Batum popisali się. Playmaker już podczas pierwszej kwarty zdobył 13 oczek i był tego ranka nie do zatrzymania (9/14 z gry). Żadnej, praktycznie żadnej odpowiedzi czy pomysłu na zatrzymanie nie ujrzałem w szeregach naszych wschodnich sąsiadów. Byli bezradni na wyczyny Francuza. Z kolei skrzydłowy do przerwy uzyskał 16 punktów i sprawiał równie wyraźne problemy kadrze litewskiej. Tym występem duet Batum-Parker pokazał wyraźną różnicę na dwóch pozycjach i stworzył ogromną przewagę (patrz problem) nad rywalami.

Mimo, że Les Blues przegrywali po 20 minutach 4-ema oczkami to Francuzi włączyli mocniejszą obronę w trzeciej odsłonie. To, co zawodnicy Vincenta Colleta zaprezentowali w finałowej kwarcie potyczki z Argentyną, otrzymali Litwini podczas trzeciego fragmentu gry. Kwarta wygrana 20-9 a w niej potężny blok Ronny’ego Turiafa (10zb) na Martynasie Pociusie (15pkt i najlepszy występ jego na IO 2012) potwierdził dominację trójkolorowych w spotkaniu.

Ważnym elementem przy wygranej Les Blues była statystyka zbiórek; 38-27. Ponadto Francuzi trafili połowę swoich oddanych rzutów za trzy punkty (6-12) a Litwini tylko, co trzeci/czwarty (6-21). Zwróćmy też uwagę na fakt 8 asyst po stronie Borisa Diawa. W tym spotkaniu zawiedli przede wszystkim weterani litewscy: Jasikievicius (1-4 z gry i 4 straty) oraz Kaukenas (1-5 z gry i 4 faule). Francuzi zapewnili sobie wczoraj występ w ćwierćfinale.

Francja – Litwa 82:74 (25:21, 14:22, 20:9, 23:22)

Francja: Parker 27, Batum 21, Diaw 10, De Colo 8, Gelebale 8, Turiaf 6, Seraphin 2, Traore 0, Bokolo 0, Pietrus 0.

Litwa: Pocius 18, Kleiza 17, Jasaitis 11, Kalnietis 6, Kavaliauskas 5, Maciulis 4, Seibutis 4, Songaila 4, Valanciunas 4, Jasikevicius 2, Kaukenas 2, Jankunas 0.

Australia – Chiny 81-61

The Boomers zagrali w końcu na miarę oczekiwań. Po nieudanych dwóch poprzednich spotkaniach przyszedł czas na imponującą wygraną. Wreszcie pokazał się dobrej strony David Andersen, autor 17pkt i 7zb, który poprowadził obok Patty’ego Millsa (20pkt ale tylko 2 asysty) swoją reprezentację podczas II odsłony. Ją koszykarze z Antypodów wygrali aż 17 oczkami (28-11).

Chińczycy przegrywali wyraźnie walkę na deskach (32-49) i dużo gorzej dzieli się piłką (15 strat przy 10 Aussies oraz tylko 10 asyst przy 23 rywali). Na domiar złego źle wyregulowali swoje celowniki dwaj gracze rodem z NBA, Wang Zhi Zhi (0/8) oraz Yi Jianlan (2/7).

Wizja gry w drugiej rundzie oddala się od koszykarzy zza Chińskiego Muru z każdym kolejnym meczem. Cichym bohaterem w zielono-żółtych barwach okazał się Aaron Baynes (w 9 minut 8 punktów), prowadzący zwycięzców spotkania podczas finałowej odsłony (20-9). Generalnie mecz bez większej historii, bo Chińczycy tylko raz w drugiej części meczu zbliżyli się na 9 punktów.. Australia potrzebuje jeszcze jednej wygranej do awansu do ¼ finału.

Australia – Chiny 81:61 (21:22, 28:11, 12:19, 20:9)

Australia: Mills 20, Andersen 17, Ingles 13, Baynes 8, Dellavedova 7, Worthington 7, Newley 5, Crawford 2, Marić 2, Barlow 0, Gibson 0, Nielsen 0

Chiny: S. Wang 20, J. Yi 13, Chen 10, Liu 9, Sun 3, L. Yi 2, Zhang 2, Z. Wang 1, Ding 0, Zhu 0

Argentyna – Tunezja 92-69

Oglądałem to spotkanie z wielkim niedowierzaniem. Powód, pamiętam Tunezyjczyków ze spotkania z Nigerią i śmiem twierdzić, iż np. Mistrz Polski, Asseco Prokom Gdynia nie miałby problemów z ograniem reprezentacji z Afryki. Następnie jednak przecierałem oczy ze zdumienia, kiedy kraj, który lubię odwiedzać w wakacje, podniósł się i z ambicją podszedł do meczu z USA. Wiecie, co? Wczoraj było jeszcze lepiej!

Zacznijmy od stwierdzenia faktu i mojego przypuszczenia, iż Pablo Prigioni nie wystąpił w tym spotkaniu, a Facundo Campazzo był wcale niedaleko od triple-double (12pkt/9zb/7as). To jednak nie on a Tunezyjczycy byli bohaterami pierwszej, sensacyjnie wygranej ćwiartki (28-14!). Najlepszy mecz na Igrzyskach, rozegrał przymierzany do NBA, Salah Mejri, autor 19pkt i 14zb. Obok niego aż 5-krotnie zza łuku trafił El Mabrouk.

Argentyna wróciła do wielkiego grania w drugiej odsłonie a podrażniona wysoką przewagą Tunezyjczyków, zabrała się do roboty, mimo faktu, iż drugi raz w tym turnieju borykała się z nieskutecznością w rzutach zza łuku. Delfino i Nocioni zostali chyba myślami przy meczu z Francją i tylko ten drugi raz trafił (0-3 i 1-5). Na szczęście dla faworytów spotkania formą w tym turnieju imponuje Manu Ginobili.

Zagrania zawodnika Spurs, najpierw wyciągnęły Argentyńczyków z kabały, a następnie pozwoliły dominować w drugiej połowie meczu. Gino nie mylił się przy 4 próbach rzutu zza łuku, zdobywając 24oczka i zbierając 6 piłek. Dzięki jego postawie team z Ameryki Południowej zapewnił sobie awans do II rundy turnieju. Jak zwykle dzielnie sekundował mu Louis Scola, który w czwartej kwarcie już odpoczywał i grał z mniejszym zaangażowaniem (20pkt/10zb/5as).

Argentyna – Tunezja 92:69 (14:28, 26:12, 31:16, 21:13)

Argentyna: Ginobili 24, Delfino 21, Scola 20, Campazzo 12, Mata 5, Gutierrez 3, Nocioni 3, Gutierrez 2, Jasen 2.

Tunezja: El Mabrouk 16, Ben Romdhane 12, Laghnej 9, Knioua 6, Rzig 4, Slimane 3, Hadidane 0, Hagfsi 0, Ghayaza 0, Gaddour 0.

Rosja – Brazylia (mecz dnia) 75-74

Spotkanie od dwóch twarzach, a oglądając ostatnie dwie minuty spotkania, można było odnieść wielkie wrażenie, iż to już jest niemal finał Igrzysk! Brazylijczycy bardzo udanie weszli w spotkanie, wypracowując sobie 5-punktową przewagę. 16 oczek wrzucił rywalom Leo Barbosa, a mocnym i niespodziewanym wsparciem z ławki okazał się dla niego Larry Taylor (12pkt i imponujący rzut nad podkoszowymi w samej końcówce spotkania).

Od drugiej kwarty dominacja przeszła na stronę rosyjską i kapitalnie prezentował się Timofiej Mozgov (8-9 z gry i 7zb). Run Sbornej w drugim fragmencie meczu mógł zaimponować rywalom (25-12) a David Blatt mógł być zadowolony z postawy swojej defensywy. Na początku trzeciej kwarty Kirilenko i Mozgov mieli już double figures i wydawało się, że prowadzą Rosjan po 3 wygraną z rzędu.

Canarinhos podjęli jednak wyzwanie rzucone przez rywali oraz dzięki postawie duetu z NBA, Nene-Splitter (w sumie 15zb) stanowili przeciwwagę w pomalowanym dla przeciwnika. Trzecia kwarta zniwelowała straty do Rosjan do poziomu dwóch punktów, co w efekcie oznaczało 6 oczek w zapasie AK-47 i spółki.

Najlepsza kwarta wczorajszego dnia (przynajmniej tak myślałem przed pierwszą odsłoną meczu USA – Nigeria) to finałowe 10 minut. Brazylijczycy postawili wysoką poprzeczkę w defensywie a Rosjanie dali parokrotnie uśpić się ataku. Rzuty spod samego kosza Taylora i Marcelinho Huertasa (8pkt i 5as) dały Canarinhos pięć punktów przewagi. Czas za czasem brali w ostatnich sekundach obaj trenerzy. Kiedy dwóch wolnych nie trafił Aleksei Shved to wydawało się, że Rosjanie mogą zapomnieć o zwycięstwie. Za chwilę wykonał jednak ryzykowny rzut za trzy punkty, sprzed nosa rywala (wcześniej miał 1-6 w tym elemencie) i trafił! W odpowiedzi pięknym wejściem (po wcześniejszym w akcji błędzie kroków) popisał się Huertas. Rosjanie mieli 6 sekund na akcję i trzy dwa punkty straty. Przewracany przez upadającego Barbosę, Witalij Fridzon trafił z lewego narożnika nieprawdopodobny rzut i wyprowadził Rosję na jednopunktową przewagę. Akcja przez całe boisko Barbosy nie powiodła się, bo trafił on wyłącznie w tablicę. Kapitalna końcówka, która zapewniła Rosji, co najmniej 2 miejsce w grupie.

Brazylia – Rosja 74:75 (20:15, 12:25, 21:19, 21:26)

Brazylia: Barbosa 16, Taylor 12, Splitter 8, Vieira Sousa 8, Nene 8, Huertas 8, Garcia 5, Varejao 4, Giovannoni 4, Machado 1

Rosja: Kirilenko 19, Mozgov 18, Shved 17, Khryapa 7, Fridzon 6, Kaun 3, Monya 3, Ponkrashov 2, Voronov 0

Hiszpania – Wielka Brytania 79-78

Jeśli ktoś pamięta polski Eurobasket 2009 to wie, że Hiszpanię można ograć i mogą to zrobić nawet Brytyjczycy. Przynajmniej dwa razy byli blisko. Podczas imprezy 3 lata temu UK byli tylko o 8 punktów od wielkiej sensacji (84:76). Wczoraj zabrakło im jednak małego punkciku i być może faulu Luola Denga.

Hiszpanie, bez Juana Carlosa Navarro, niezbyt angażowali się w spotkanie i nieco nonszalancko podeszli do niżej notowanego rywala. Ani Jose Manuel Calderon nie napędzał akcji swojej reprezentacji zbyt mocno (2 asysty przy 18 pkt), ani bracia Gasol nie dominowali aż tak wyraźnie w polu trzech sekund (razem 29 pkt ale tylko 6 zbiórek!). Warto dodać, że bez La Bomby reprezentacji z Półwyspu Iberyjskiego nie idzie w statystyce rzutów za trzy punkty (4/17).

Brytyjczycy po słabej pierwszej kwarcie, przegranej 14:25 wzięli się mocno do pracy w dalszej fazie meczu. Do pełni szczęścia ciągle im brakuje klasowego playmakera (a kto widział samą końcówkę spotkania to wie, o czym mowię).

25pkt, 7zb i 3 celne rzuty zza łuku zdobył Joel Freeland, który od nowego sezonu zagra w Portland. Niewiele zabrakło do triple – double Dengowi (26pkt/9zb/7as). Taktyką gospodarzy było rozbijanie obrony rywala dużą ilością rzutów za trzy punkty. Szkoda tylko, że słabo celownik wyregulował Nathan Reinking (1/4), bo pozycje miał ‘czyste’.

Arena Igrzysk zawrzała, kiedy miejscowi rzucili się obraniania 12-punktowej starty w połowie 4 kwarty. Akcje Andrew Lawrence’a i Drew Sullivana (drugoplanowych postaci) dodały iskry graczom UK. Do ataku włączył się lubiący trafić zza łuku Daniel Clark. Skutecznie wykończone akcje przyniosły nerwową końcówkę, graną już na ‘styku’. Kiedy jednak Luol Deng popełnił stratę przy dystansie 3 oczek do Hiszpanii publiczność jęknęła z nie dowierzania. Akcję później Deng nie dorzucił nawet do obręczy, ale sprytem wykazał się Clark i po zbiórce w ataku, trafił z prawego rogu drugą swoją trójkę.
Hiszpanie się – mówiąc żargonem – zagotowali, gdy po celnych osobistych Calderona, trafił zza łuku Deng (2/7 tego wieczoru). Niestety jeden z liderów Chicago Bulls, nie chciał spaść za 5 fauli i nie popełnił przewinienia na Calderonie przy dystansie jednego punktu! W tym wypadku playmaker uciekł od goniącego go Clarka i oddalił marzenia na pierwszą olimpijską wygraną Brytyjczyków.

Pointa: bez klasowego rozgrywającego i przy nerwowej końcówce UK przegrywa drugi mecz z rzędu. Wygląda na to, że do awansu zabraknie naprawdę niewiele!

Hiszpania – Wielka Brytania 79:78 (24:15, 13:14, 23:19, 19:30)

Hiszpania: Calderon 19, P. Gasol 17, M. Gasol 12, Fernandez 9, Ibaka 5, Llull 5, Reyes 4, Claver 3, San Emeterio 3, Sada 2, Rodriguez 0

Wielka Brytania: Deng 26, Freeland 25, Clark 8, Lawrence 5, Reinking 5, Mensah-Bonsu 3, Sullivan 3, Archibald 2, Johnson 1, Achara 0

USA: DREAM TEAM – Nigeria 156-73

Po ostatniej mojej relacji z II dnia Igrzysk, mój redakcyjny kolega Wojtek Żuławiński – „Enbiejowy” prosił mnie bym następnym razem zostawił mu kilka linijek statystycznych do analizy, nie pisząc o wszystkim. Wybacz dziś Wojtek, ale inaczej tego meczu nie można opisać, tylko w cyfrach i liczbach! ;-)

Wydaje się, że nieco pospieszyłem się przy zapowiedzi meczu Tunezyjczyków, zapowiadając amerykańskie rekordy (wybaczcie, ale oglądając mecz Tunezja – Nigeria miałem wrażenie, że oglądam koszykarskie dno..). Tym razem dna sięgnęła obrona nigeryjska, momentami bezradna wobec amerykańskich popisów.

Amerykanie zdobyli 49 oczek – rekord Igrzysk – podczas pierwszej kwarty. Carmelo Anthony pobił rekord olimpijski swojej kadry w ilości zdobytych punktów, Stephona Marbury’ego (vs. Hiszpania, 2004), zamieniając 31 na 37. Melo trafił rekordowe dla Igrzysk 10 trójek w jednym spotkaniu, podczas gdy jego koledzy dopisali do jego, 19 innych trafień, a afektem tego było 29 trójek. Już podczas pierwszej kwarty Dream Team trafił 11 z 14 takich rzutów! 63% skuteczności stało się faktem, w całym spotkaniu.

11 asyst przy tej niesamowitej dyspozycji kolegów rozdał Deron Williams. US-Team osiągnąl rekordowy wynik co, do asyst w Igrzyskach (biorąc pod uwagę każde spotkanie z historii) – 41 – wyrównując drugi taki wynik z przeszłości. Amerykanie do przerwy mieli na koncie 78 punktów, demolując defensywę rywali. Tyle samo, 78, zdobyli oni w drugiej połowie.

USA – Nigeria 156:73 (49:25, 29:20, 41:17, 37:11)

USA: Anthony 37, Westbrook 21, Bryant 16, Love 15, Durant 14, Williams 13, Iguodala 9, Davis 9, Harden 7, Paul 7, James 6, Chandler 2.

Nigeria: Diogu 27, Oguchi 11, Ugboaja 8, Obasohan 8, Al Faroq Aminu 7, Oruche 7, Skinn 3, Alade Aminu 2, Archibong 0, Ibekwe 0, Oyedeji 0.

Brawa za sporo relacji ze spotkań koszykarskich (live), zwłaszcza dla N-Sport. Prosimy o więcej;-)

p.s. powtórka do wglądu tutaj

PIĄTKA DNIA:  Tony Parker – Manu Ginobili – Nicolas Batum – Carmelo Anthony – Timofiej Mozgov

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

4 komentarze

  1. Dawid Godek pisze:

    Wdarl sie maly blad ;/ Rosja była 2 pkt w tyl przed trojka Fridzona :D

  2. mac_3 pisze:

    USA to ekipa z zupełnie innej bajki. Wszystko im siedziało.

  3. Damian Lewandowski pisze:

    Anthony pobił chyba tylko Amerykański rekord olimpijski w punktach, jeden z komentatorów (nie polskich) mówił coś, że Oscar Schmidt z Brazylii zdobył kiedyś 46. Poza tym mega props dla Melo, bo wbił tyle punktów w niecałe 15 MINUT! 5 akcji USA z rzędu to były jego rzuty 3 punktowe.

    • woy9 pisze:

      absolutna racja i rzeczywiście amerykański. O Schmidcie widziałem bo pisaliśmy o nim wcześniej i również pamiętam jego grę. Po prostu w tekście zabrakło ‚amerykański’ stąd też moje info o Marburym a taki miał być kontekst . Sorry za wprowadzenie w błąd.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *