Londyn 2012 – dzień # 2

Nie było niespodzianek w meczach drugiego dnia Igrzysk Olimpijskich i w koszykarskich rozgrywkach. Pozytywna informacja nadeszła o godzinie 10.00, gdyż relację z meczu Chiny – Australia przeprowadziła TVP Sport. Większa liczba transmisji cechowała drugi dzień turnieju w Londynie na kanałach polskiej telewizji, bo naprzeciw żądaniom fanów basketu wyszły stacje N-Sport (danie dnia: Argentyna-Francja) oraz Eurosport. W tej ostatniej ogladaliśmy wieczorne show Amerykanów, popisujących się efektownymi wsadami piłki do kosza (zwłaszcza w trzeciej kwarcie). W roli głównej wystąpił numer jeden draftu – Anthony Davis.

Znów z dobrej strony pokazały się gwiazdy NBA, ale nie tylko o nich będzie w relacjach z II-dnia..

GRUPA ‚A’

Litwa – Nigeria 72:53 (14:8, 20:19, 22:13, 16:13)

Początek bardzo zacięty i niezwykle wyrównany. Sporo nerwowych akcji z jednej i drugiej strony, ale i presja widoczna po obu stronach. Powód, Litwini mieli coś do udowodnienia, po pierwszym słabym meczu i całkiem niedawnej porażce w kwalifikacjach do IO z Nigerią. Po drugiej stronie natomiast wizja i realna szansa na awans, gdyby tylko doszło do wygranej..

Druga odsłona za sprawą pary weteranów – Jaskikevicius & Songaila – zmieniła obraz gry a podopieczni Kestutisa Kemzury odskoczyli po fragmencie 14:3. Ex gracz Sixers, Wizards czy Hornets, weteran wśród litewskich podkoszowych dostał więcej minut od swojego trenera – w pewnym stopniu jego zadaniem było zatrzymanie Ike Diogu (12pkt i 10zb) – i z powodzeniem zastąpił debiutującego na Igrzyskach Jonasa Valanciunasa (4pkt i 3zb). Ostatnie 4 minuty drugiej kwarty to fragmenty lepszej defensywy oraz skuteczniejszych kontr Afrykańczyków. To wg mnie również element rozluźnienia w szeregach Litwinów i tym samym cały litewski trud poszedł na marne i do przerwy byliśmy świadkami tylko 7-punktowej zaliczki Litwy.

Problemem drużyny z Czarnego Lądu znów było dzielenie się piłką – baa! tylko 3 asysty całej drużyny przy 7 samego Mantasa Kalnietisa czy 9 Sarunasa Jasikieviciusa. Druga bolączka trenera Bakare to dramatyczna postawa jego back courtu w rzutach zza łuku. Nie lepiej niż z Tunezją spisali się obwodowi, bo zanotowali 1 celną próbę na 16!! 1/5 z gry zanotowała jedyna nominalna jedynka nigeryjska, Tony Skinn. Młodszy z braci Aminu, miał natomiast 3/12 z gry.

Trzecia kwarta była przysłowiową kropką nad ‚i’. Nasi wschodni sąsiedzi zaimponowali solidną defensywą i szybkim przejściem z obrony do ataku. Na przestrzeni III odsłony odnotowali też najwyższą skuteczność z gry, podnosząc swoją przewagę o kolejne 9 oczek.

Litwa: Songaila 12, Kleiza 11, Kaukenas 10, Jasikevicius 9, Jankunas 7, Jasaitis 7, Kavaliauskas 6, Pocius 4, Valanciunas 4, Maciulis 2, Kalnietis 0.

Nigeria: Diogu 12, Aminu AF. 12, Aminu A. 10, Skinn 9, Obasohan 6, Archibong 2, Oyedeji 1, Oguchi 1, Dagunduro 0, Oruche 0.

Francja – Argentyna 71:64 (19:12, 13:17, 23:24, 16:11)

Doskonała defensywa Les Blues w pierwszej oraz finałowej odsłonie oraz straty weteranów – Scoli pod koszem, Ginobiliego m.in. złym podaniem, Prigioniego wejściem na oślep oraz niezdecydowanie przy wolnych pozycjach na obwodzie 35-letniego rozgrywającego Knicks zaważyły na wyniku (straty w samej końcówce 4 kw.). Zastanawiam się już dziś ile czasu w grze dostanie Argentyńczyk w szeregach Knicks (?). Po tym co obserwuję na Igrzyskach, szybko można stwierdzić, iż szybkość reakcji i pewność siebie przy podejmowaniu decyzji rzutowych ma już on dawno za sobą..

Francuzi mieli swojego lidera i clutch playera w osobie Tony’ego Parkera (rzut z półdystansu i efektowne wejście – przy podwojeniu rywali – na kosz, mimo stojącego na wolnej pozycji Batuma). Pochwalić również należy gracza Wizards, Kevina Serpahina, który dał sygnał do ataku swojej reprezentacji podczas 2 odsłony, w której zdobył 6 oczek w serii. Parker dyskutował, polemizował i sporo pudłował (4/12 za 2 i 0/5 za 3), ale w końcówce nie zawiódł swoich fanów.

Francuzi zagrali o wiele agresywniej i mocniej przyłożyli się do defensywy aniżeli to miało miejsce w spotkaniu inauguracyjnym z USA. Opanowali oni zbiórkę (44:36), zatrzymując swoich rywali na dalekim dystansie (0-3 Nocioni, 0-4 Prigioni oraz 0-5 Delfino). Sami natomiast dużo lepiej wyregulowali celowniki i momentami imponowali celnością na obwodzie; Batum, DeColo oraz Gelabale trafili po 3 próby zza 6.75 m.

Z drugiej strony dwoił się i troił Manu Ginobili (26pkt i 5zb), ale był on nieco osamotniony w ataku – na obwodzie.  W odpowiedzi na akcje wszechstronnego Manu – 5 graczy Francji zaliczyło double-figures (Parker, DeColo, Batum, Gelabale i Seraphin).


Francja: Parker 17, Batum 14, Gelebale 13, De Colo 11, Seraphin 10, Turiaf 2, Diaw 2, Traore 2, Bokolo 0, Pietrus 0.

Argentyna: Ginobili 26, Scola 16, Prigioni 7, Nocioni 6, Delfino 4, Jasen 3, Gutierrez J. 2, Campazzo 0, Leiva 0, Gutierrez L. 0.

USA – Tunezja 110:63 (21:15, 25:18, 39:14, 25:16)

Ci, którzy zdecydowali się zarwać kawałek nocy mogą być zadowoleni. Zespół Mike’a Krzyzewskiego po nieco nonszalanckim w obronie początku spotkania, wrócił do grania na wysokich obrotach w trzeciej, decydującej kwarcie meczu.

Początek wcale nie przypominał tej reprezentacji Turnezji, która tak mało odważnie radziła sobie w spotkaniu otwierającym Igrzyska, z Nigerią. Śmiem twierdzić, iż z taką grą jaką zaprezentowali przeciwko Stanom Zjednoczonym byliby w stanie wygrać już jutro rewanż z drugą reprezentacją z Czarnego Lądu.

Aż 22 pkt i 11zb zanotował po stronie Tunezyjczyków, Ben Ghnia Mahdi, i to dzięki niemu niżej notowani wyższli z „50-tki”. Pozostali gracze trafili 6 prób za dwa oraz 5 za trzy (nie wliczając osobistych).

Po stronie US-Team imponował Carmelo Anthony, który w ogóle się pomylił tego wieczoru (6/6 z gry i 16pkt).  Zryw w trzeciej odsłonie Amerykanów to głównie zasługa dwóch Anthonych (Carmelego i Davisa również;-). O ile Melo się nie mylił i trafiał sprzed nosa rywali, o tyle numer jeden draftu – Anthony Davis‚stole the show’ w końcówce tej kwarty.

Worek z efektownymi wsadami rozwiązał się po przechwycie Russella Westbrooka i mocnej paczce rozgrywającego OKC Thunder. Po chwili popisową akcję i tzw. ‚tip in’ zaliczył dunkiem Andre Iguodala.  Kolejne trzy popisy smash-ów należały do nowego gracza Hornets. Trzy alley oop’y, z których większość dogrywał Chris Paul na długo zostaną w pamięci kibiców basketu. Lepszej promocji, niż Igrzyska, nowy środkowy Szerszeni nie mógł sobie zafundować. Kibice Hornets mogą żałować, iż Davis przyszedł do Nowego Orleanu, dopiero po odejściu CP-3..

Na koniec warto dodać, że kontuzji kolana nabawił się Kevin Love i najprawdopodobniej szczegółowe badanie (rezonansem magnetycznyn?) wykaże jak poważny jest to uraz. Lider Wilków rozkręcał się na dobre – 16pkt i 6zb – kiedy wyskoszczył za kosz atakowany i skręcił bądź stłukł kolano.  Ponadto double-double zaliczył Kevin Durant; 13pkt i 10zb.

USA :  Anthony i Love po 16,  Durant 13, Davis 12, Westbrook 11, Harden 10, Williams 9, Iguodala i Chandler po 6, James 5, Bryant 4 i Paul 2.

Tunezja:  Ben Ghnia Mahdi 22, Mohamed  Hadidane 11, Kechrid 9, Hafsi-Mehdi i Rzig po 6, El Mabrouk 5.

GRUPA ‚B’

Chiny – Rosja 54:73 (12:20, 13:20, 14:21, 15:12)

Podopieczni Davida Blatta nie zlekceważyli rywala i od pierwszej minuty spotkania skoncentrowali się na obronie m.in. Yi Jianlana (tylko 16pkt w porównaniu do 30 przeciwko Hiszpanii). Tym razem nie tylko Andrei Kirilenko, ale również inni koszykarze Sbornej włączyli się do zbilansowanego ataku faworytów potyczki.

Kirilenko (16) wspierany przez Alekseia Shveda (14) czy Sashę Kauna (13) do przerwy prowadzili już 15 oczkami (40:25). Chińczycy popełniali więcej strat (16-12), słabiej walczyli o zbiórkę (26-33) i znacznie gorzej radzili sobie w grze z pola (37% – 51%).

Jedynym graczem, który przekroczył granicę 10 oczek okazał się tylko Yi Jianlan. Sborna znów znakomicie spisywała się na bronionej połowie, pozwalając przeciwnikom na więcej niż 15 oczek w kwarcie (kolejno 12,13,14,15). Ze słabo spisującą się ofensywą i bez należytej defensywy na najgroźniejszych zawodnikach rywali, gracze Roberta Donewalda nie mają czego szukać w kolejnych spotkaniach grupy B. W tym spotkaniu byliśmy świadkami małego polskiego akcentu. Komisarzem zawodów był bowiem Krzysztof Koralewski.

Chiny: J. Yi 16, L. Yi 9, S. Wang 7, Chen 5, Zhou 5, Zhu 5, Z. Wang 3, Liu 2, Sun 2, Ding 0, Guo 0, Zhang 0

Rosja: Kirilenko 16, Shved 14,Kaun 13, Mozgov 10, Khryapa 7, Monya 6, Fridzon 5, Ponkrashov 2, Antonov 0, Karasev 0, Khvostov 0, Voronov 0

Australia – Hiszpania 70:82 (19:14, 13:23, 10:26, 28:19)

The Boomers tylko w pierwszej kwarcie zaskoczyli team Scariolo. Szybka, zdecydowana a przede wszystkim skuteczna gra sprawiała wiele problemów faworytom potyczki. Pierwsza odsłona i prowadzenie 5-cioma oczkami to głównie zasługa wielkiego nieobecnego pod względem skuteczności w meczu no1, Brada Newley’a (12pkt). Druga kwarta jednak była już pod dyktando Hiszpanów i zaczęła się od runu 9-0. Co ciekawe, zrywem 10-0 rozpoczęli oni również 3 odsłonę i przy świetnej dyspozycji swoich podkoszowych – Marc i Pau zdobyli w sumie 32 oczka – zdominowali oni walkę w pomalowanym. Najważniejsza statystyka, zbiórki, to dominacja aż 56:39 dla teamu Espana.

Najgroźniejszy podkoszowy AussiesDavid Andersen – został zatrzymany na granicy 4pkt oraz przy skuteczności 2-11 z gry. Cichym bohaterem, który zniechęcił ex gracza Barcy do większej gry, okazał się Felipe Reyes (7pkt i 12zb).  Fani europejskiego basketu wiedzą natomiast, że ci dwaj panowie niedługo mogą wystąpić razem w barwach madryckiego Realu.

Puentując: Sergio Scariolo oszczędzał w tym spotkaniu do niedawna kontuzjowanego Juana Carlosa Navarro. Wyśmienitego strzelca zastąpił jednak z bardzo dobrym skutkiem na pozycji numer dwa Rudy Fernandez, autor 4 celnych trafień zza łuku, na 5 wykonywanych (17pkt). Australię w grze trzymała wielka ilość strat rywali (16 po stronie wygranych i przy 5 przegranych tego meczu).

Australia: Ingles 12, Newley 12, Mills 11, Dellavedova 9, Baynes 8, Nielsen 7, Worthington 5, Andersen 4, Barlow 2, Crawford 0, Gibson 0, Marić 0

Hiszpania: P. Gasol 20, Fernandez 17, M. Gasol 12, Ibaka 8, Llull 8, Reyes 7, Calderon 4, San Emeterio 4, Sada 2, Claver 0, Rodriguez 0

Wielka Brytania – Brazylia 62:67 (11:4, 27:27, 16:21, 19:19)

Pamiętacie jak w przedolimpijskiej zapowiedzi pisałem, o Tiago Splitterze? Otóż podkoszowy Ostróg szybko na IO pokazał swój potencjał.

Zaczęło się jednak od bardzo słabiutkiej w wykonaniu reprezentantów Kraju Kawy, pierwszej odsłony i 4:11 w ich wykonaniu! Splitter (21pkt i 6zb) oraz Huertas (13pkt i 8as) szybko pozwolili gościom wrócić na właściwe tory. Druga kwarta, bardzo wyrównana zwiastowała dalsze emocje po przerwie. Bolączką Brazylijczyków w przeciagu całego spotkania, była skuteczność zza łuku (3/22). Stąd też logiczne wydawało się przenisienie ciężaru akcji ofensywnych na barki podkoszowych i głównie Splittera (9/11 z gry).

Od trzeciej kwarty, czyli podobnie do meczu z Australijczykami, defensywa Brasil zaczęła funkcjonować na wyższych obrotach.  Efekty pracy rywali odczuł Luol Deng, który zebrał 8 piłek, asystował 7-krotnie, ale trafił tylko 1/7 za dwa i 2/6 za trzy. 13pkt i 12zb odnotował inny znany gracz, Pops Mensah Bonsu, ale on też borykał się ze skutecznością (5/14 z gry).

Anglicy razili błędami w rozegraniu piłki i to one przechyliły szalę wygranej na stronę przeciwników. 18 strat przy 12 Brazylijczyków to stanowczo za dużo przy wyrównanym spotkaniu, kiedy marzy się o pierwszej wygranej na ‚swoich’ Igrzyskach. Wygląda na to, iż pozycja rozgrywającego będzie bolączką Brytyjczyków do końca tego turnieju. Dzielenie się piłką – przy 9 asystach UK – było znów słabszym elementem gry zespołu.

Wielka Brytania: Mensah-Bonsu 13, Reinking 13, Deng 12, Clark 9, Freeland 9, Lenzly 3, Sullivan 2, Archibald 1, Johnson 0, Lawrence 0

Brazylia: Splitter 21, Huertas 13, Varejao 8, Vieira Sousa 8, Barbosa 7, Nene 4, Garcia 2, Machado 2, Torres 2, Giovannoni 0, Neto 0

Piątka dnia: Manu Ginobili –  Carmelo Anthony – Tiago Splitter – Pau Gasol – Anthony Davis

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

3 komentarze

  1. Doteno napisał(a):

    Mnie najbardziej zaskoczyła postawa Tunezyjczyków, którzy przekroczyli 60 pkt. (w jednym z artykułów jeden z redaktorów zastanawiał się czy przekroczą 40), ponadto pokazali parę ciekawych akcji i nawet kilka slam dunków, wynikało to głównie z tego powodu, że Amerykanie grali dość ekonomicznie i czasem odpuszczali w obronie, jednak mistrzowie Afryki mimo wszystko nie mają się czego wstydzić.

  2. gigi napisał(a):

    przy wsadzie tego tunezyjczyka mierzacego 217, raczej nie odpuscili :P Davis dał sie nabrać na zwód a koledzy bali sie pomoc. a chlopaczek sie rozłorzył i zakiełbasil do obreczy, az kobe’iego zdziwko zlapało

  3. Doteno napisał(a):

    Dokładnie, mina Kobe była bezcenna xD

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *