EnbieIOwy podsumowuje (2)

Witam po dniu przerwy. Wczoraj odbyła się druga kolejka fazy grupowej turnieju panów, podczas której zwycięstwa wywalczyły ekipy Rosji, Hiszpanii, Litwy, Brazylii, Francji i USA.

W rozwinięciu także nagrody dnia oraz podsumowanie po dwóch kolejkach.

54:73

Bez niespodzianki – w pierwszym spotkaniu drugiego dnia rozgrywek panów wygrali Rosjanie. Patrząc na ich wczorajszą grę – nie mogło być inaczej. Andriej Kirilenko zdobył co prawda 16 punktów (9 zb, 4 stl, 7-10 za dwa), a nie 35 jak przeciwko Brytyjczykom, ale dostał wystarczające wsparcie od Aleksieja Szweda (14 pkt, 6 ast, 6-11 FG), Saszy Kauna (13 pkt, 6 zb, 4 blk) i Timofieja Mozgowa (10 pkt). Wyżej wymieniony kwartet zdobył łącznie 53 punkty – tylko jeden mniej niż cała drużyna Chin. A przecież byli jeszcze wszechstronny Wiktor Chriapa (7 pkt, 12 zb, 6 ast) i solidny Siergiej Monia (6 pkt, 7 zb).

Rosjanie zagrali dobrze w ataku, ale przede wszystkim zamknęli Chińczyków po drugiej stronie parkietu. Yi Jianlian zdobył 16 punktów (dwa dni temu 30/12), zebrał także 7 piłek i 4 bloki, ale był on jedynym graczem reprezentacji Państwa Środka, który dobił do double-digits. Chińczycy mieli tylko 37,5% trafionych rzutów, 7 asyst, 16 strat (9 po przechwytach) i 29-46 na tablicach.

Było to pierwsze olimpijskie spotkanie Chin z Rosją. W ostatnim bezpośrednim starciu (1 IX 2010) górą byli Rosjanie (89:80), podobnie jak w poprzednim (2002, 93:68).

 70:82

Poprzednie bezpośrednie starcia na IO:

  • 1972, faza grupowa, Australia 74:79 Hiszpania
  • 1984, ćwierćfinał, Australia 93:101 Hiszpania
  • 1988, ćwierćfinał, Australia 76:77 Hiszpania
  • 2000, faza grupowa, Australia 91:80 Hiszpania

Hiszpania była w tym meczu znacznie lepsza, nie bez powodu była faworytem, ale w pierwszej kwarcie przeważali niespodziewanie Australijczycy. Po 10 minutach było 19:14 – i to by było na tyle. Później Hiszpanie doprowadzili do remisu, ale Boomers nie chcieli dopuścić do tego, by uciekli. Zatrzymać Hiszpanię jako tako udało się jednak tylko w pierwszej połowie. Po przerwie faworyci wyprowadzili run 10-0 i wypracowali 15-punktową przewagę. Później wzrosła ona do aż 24-punktowych rozmiarów. Australia jeszcze walczyła, tego nie można było im odmówić, ale obudzili się za późno. Run 10-0 pod koniec czwartej kwarty nie mógł wystarczyć.

Bardzo dobry występ zanotował Pau Gasol (20 pkt, 8-13 FG). Jego brat Marc dodał 12 punktów i 7 zbiórek. Rudy Fernandez zdobył 17 punktów, zebrał 6 piłek, trafił 6 z 7 rzutów, w tym 4 trójki. Felipe Reyes zdobył 7 punktów i 12 zbiórek. Spore kłopoty ze skutecznością mieli Sergio Rodriguez (0-5) i Sergio Llull (8/6, 2-10 FG). Oni trochę zaniżyli drużynową skuteczność (43%). Hiszpania popełniła poza tym aż 16 strat (11 po przechwytach), ale wygrała na tablicach 56-39.

Australia w poprzednim meczu miała kłopoty z traceniem piłki, natomiast teraz Boomers popełnili tylko 4 straty! Tym razem zawiodła skuteczność liderów. Po 12 punktów zdobyli Joe Ingles (6 zb, 5-14 FG) i Brad Newley (6 zb, 5-10 FG), 11 miał Pat Mills (5-16 FG, 0-5 3pt, 1-14 po dwóch meczach). 9 oczek i 6 asyst miał Matt Dellavedova (3-10 FG), natomiast David Andersen spudłował 9 z 11 rzutów i miał tylko 4 punkty (7 zb). Dobre wejście zaliczył Aron Baynes (8 pkt, 5 ast, 13 min).

 

72:53

Jest to pierwszy mecz Litwa-Nigeria od spotkania na turnieju kwalifikacyjnym do właśnie tych Igrzysk na początku lipca w Wenezueli, gdy w meczu fazy grupowej lepsi okazali się Nigeryjczycy (86:80). Ostatecznie obie drużyny do Londynu pojechały, a los skojarzył je w jednej grupie. Litwini dostali szansę na rewanż i udało im się ‚zemścić’ za tamtą dość niespodziewaną przegraną. Mogli także zrehabilitować się po bolesnej porażce z Argentyną w pierwszym meczu.

13 punktów i 6 zbiórek miał Linas Kleiza, 12 miał Songaila, a 10 Kaukenas. Bardzo blisko double-double był Sarunas Jasikievicius (9 pkt, 9 ast). Ani jednego punktu nie zdobył Mantas Kaltienis, ale rozdał za to aż 7 asyst. W dalszym ciągu nie wiemy, na co stać Jonasa Valanciunasa (4 pkt, 3 zb, 14 min). Dzięki ograniczeniu ofensywnych poczynań Nigerii Litwini nie musieli trafiać wielu rzutów, ich skuteczność 46,3% była wystarczająca. Dobrze dzielili się piłką (19 ast), ale czasami nie tylko ze sobą (17 TO).

Nigeria zagrała słabiej, niż w pierwszym meczu, a przecież rywal był znacznie silniejszy. Tylko 53 punkty, 24% z gry, 1 z 16 trójek, 15 strat i tylko 3 asysty! Najlepiej punktowali Al-Farouq Aminu (12 pkt, 3-13 FG, 11 zb), Ike Diogu (12 pkt, 10 zb, 4-11 FG), ale i ich nie ominęły problemy skutecznościowe. Te nie dotknęły brata gracza Hornets, Alade (10 pkt, 6 zb, 4-8 FG), ale mógł on zmienić w pojedynkę losów tego meczu. Rzut oka na innych graczy – Skinn 2-11 FG, Obasohan 2-9 FG, Oruche 0-4 FG, Oguchi 0-4 FG, Dagunduro 0-3 FG).

62:67

Było to pierwsze spotkanie obu drużyn od aż 64 lat! W 1948, na Igrzyskach także w Londynie, Brazylia w meczu fazy grupowej po prostu zmiażdżyła reprezentację gospodarzy 76:11. Tym razem aż takiego pogromu nie było, Brytyjczycy naprawdę dzielnie walczyli o wygraną, do samego końca, jednak i tym razem własne ‚ściany’ im nie pomogły. Wielka Brytania nadal pozostaje z tylko jedną olimpijską wygraną (na 9 meczów – wszystkie u siebie:)).

Teraz Brytyjczycy mieli większą szansę na zwycięstwo, po pierwszej kwarcie było 11:4 dla nich, przez większość meczu utrzymywali wynik mniej więcej remisowy, ale w końcówce spotkania Brazylia zdobyła 7 punktów z rzędu, wyszła na prowadzenie, którego już nie oddała. Gospodarzom nie udało się przełamać tego runu przez długi czas, potem było już za późno. Na 44 sekundy do końca było już 65:59 dla wicemistrzów Ameryk. A to oznaczało drugą wygraną Brazylijczyków i drugą porażkę Brytyjczyków.

Nie byłoby tej wygranej, gdyby nie Tiago Splitter (21 pkt, 6 zb, 9-11 FG). Podkoszowy Spurs po pierwszym solidnym występie dziś naprawdę zabłysnął i dał Brazylii ważną wygraną, dającą im praktycznie awans. Marcelinho Huertas zdobył 13 punktów i rozdał 8 asyst, ale trafił tylko 5 z 13 rzutów. Leandro Barbosa – 3 z 11. Dzięki dobrej skuteczności podkoszowych ogólny procent trafień wynosił całkiem dobre 42,4%, ale tylko 3/22 za trzy.

Na szczęście Brazylijczyków świetnie zagrał Splitter, a słabiej podpory Brytanii. Pops Mensah-Bonsu (13 pkt, 12 zb, 5-14 FG) i Luol Deng (12 pkt, 8 zb, 7 ast, 3-13 FG) powinni trafić trochę więcej rzutów, bo bez nich atak gospodarzy wygląda blado. 13 punktów dorzucił jeszcze Reinking. Po 9 – Freeland i Clark. Zabrakło jednak opcji ofensywnej w crunch-time. Może Ben Gordon, gdyby tu był, przypomniałby sobie siebie samego z czasów Bulls..

Kluczowa statystyka – 18-12 w stratach na niekorzyść GB.

 

 

71:64

Ten mecz najczęściej nazywano ‚pojedynkiem Ostróg’. Tony Parker vs. Manu Ginobili, którzy od lat grają razem w San Antonio Spurs, teraz, na arenie międzynarodowej, musieli grać przeciwko sobie. Statystycznie lepszy był Argentyńczyk (26 pkt, 18 w drugiej połowie, 9-20 FG, 5 zb, 4 TO), Francuz miał kłopoty ze skutecznością (17 pkt, 5 ast, 4-17 FG, 0-5 3pt), ale nie mylił się na linii (9-10 FT). Przede wszystkim jednak ‚uaktywnił się’ w ostatnich 5 minutach meczu, gdy wynik nie był jeszcze rozstrzygnięty. Przed eksplozją Parkera Francja prowadziła 60:58, ale TP zdobył 6 punktów z rzędu, podał na alley-oop do Seraphina i przypieczętował wygraną dwoma rzutami wolnymi. Po nich na 48 sekund do końca było 71:62. Ginobili nie był tak efektywny w crunch-time.

Francja wygrała nie tylko dzięki Parkerowi. Ciężar punktowania przejmowali także Nicolas Batum (14 pkt, 7 zb, 3 ast, 3 TO, 5-9 FG), Michael Gelabale (13 pkt, 6 zb), inny gracz Spurs Nando de Colo (11 pkt) oraz Kevin Seraphin (10 pkt, 7 zb, 5-7 FG). Z Parkerem daje nam to 5 graczy, którzy przekroczyli próg 10 punktów. Argentyńczycy nie byli w stanie tego przebić.

Ginobili sam dostarczył 26 punktów, ale tak dobry, jak w pierwszym meczu nie był Luis Scola. Nowy kolega MG4 zdobył co prawda 16 punktów (8 zb), ale ostatnio przeciwko Litwie zdobył ich dwa razy więcej. Jeszcze większy regres zanotował Carlos Delfino. Gracz Bucks ostatnio zdobył 20 punktów, katując naszych sąsiadów za linią 6,75m (6-9 3pt), natomiast dziś trafił tylko 1 z 8 rzutów, żadnej z 5 trójek i zdobył 4 punkty – pięć razy mniej niż dwa dni temu. Tercet Manu-Luis-Carlos zdobył ostatnio aż 73 punkty, natomiast dziś tylko 46. Udało się jednak z pomocą Pablo Prigioniego (7 pkt, 8 ast, 4 zb, 3 stl) doprowadzić do zaciętej końcówki, ale w niej reprezentacja Argentyny nie znalazła sposobu na Parkera.

Biję się w pierś, bo stawiałem na w miarę pewne zwycięstwo Argentyńczyków. Cóż, „jesteś tak dobry, jak Twój ostatni mecz” – Argentyńczycy w świetnym stylu ograli Litwę, natomiast Francuzi dostali srogie lanie od Amerykanów. Wczoraj pokazali, że w żadnym wypadku nie wolno ich skreślać, bo USA są tak mocni, że rozgromią każdą drużynę w grupie i nie tylko. Nie dajcie się zwieść piątemu miejscu w grupie – Trójkolorowi zajmują je tylko i wyłącznie z powodu małych punktów, których sporo stracili w meczu ze Stanami. Inni stracą je dopiero potem. Francuzi dzięki tej wygranej są bardzo blisko drugiego miejsca w grupie.

 

63:110

W tym meczu spodziewałem się pogromu, wszak było to spotkanie najlepszej i teoretycznie najgorszej drużyny. Teoretycznie, bo Tunezyjczycy jako jedyna kadra na tych Igrzyskach nie mają w swoim składzie żadnego gracza NBA. Jak się okazało, nawet bez żadnego reprezentanta w najlepszej lidze świata Afrykanie potrafią grać w koszykówkę na całkiem dobrym poziomie. I już to jest niespodzianką.

Eurosport zaczął transmisję tego meczu na mniej więcej 4 minuty do końca pierwszej kwarty, gdy było 15:12 dla Tunezji. Moje zdziwienie – nie do opisania. Owszem, Dream Team miał kłopoty z trafianiem, ale Tunezja grała naprawdę nieźle i tego chyba ich wyżej notowani rywale się nie spodziewali. Od tamtej pory Amerykanie zdobyli 9 punktów z rzędu i myślałem, że dalej pójdzie już z górki. Jednak Tunezyjczycy nie chcieli odpuścić, a ich bardzo dobra skuteczność rzutów za trzy bardzo im pomogła w dojściu rywali. Szczególnie ujęła mnie postawa trenera Afrykanów, który zagrzewał swój zespół do walki – tak jak Marouan Kechrid, który w drugiej kwarcie wręcz sypał trójkami. Jeśli ktoś przed meczem przeczuwał, że w drugiej kwarcie Tunezja będzie przegrywać tylko 30:35, to. nie, nie było nikogo takiego.

I choć w drugiej połowie Amerykanie postanowili skończyć zabawę i zmiażdzyć rywali (po przerwie 64:30 dla Stanów), to Tunezja może być ze swojej gry naprawdę zadowolona. Jak już wspominał wcześniej Wojtek S.- szkoda, że Tunezyjczycy nie zagrali tak w „derbach Afryki” z Nigerią w pierwszej kolejce. Przeciwko nim zdobyli o 7 punktów mniej niż przeciwko Amerykanom! A mieli nie wyjść z sześćdziesiątki, pięćdziesiątki, czterdziestki..

Amerykanie wygrali 47 punktami, to żadne zaskoczenie. Pokazali sporo efektownych akcji, ale Tunezyjczycy także mieli kilka momentów, których nie powstydziliby się nawet ich rywale.

Jak zwykle drużyna Stanów Zjednoczonych nie miała jednego lidera, a najlepiej pokazali się Anthony Davis (12 pkt, 5-5 FG, 14 min) i Carmelo (16 pkt, 6-6 FG, 12 min). 16 punktów miał także Kevin Love (6 zb), ale doznał on kontuzji – szczegóły poznamy niedługo. Tercet Thunder – Durant-Westbrook-Harden – zdobył łącznie 34 punkty. KD dodał do swoich 13 punktów 10 zbiórek i 5 asyst. Amerykanie trafili 61,4% rzutów, z czego 73,3% za dwa. Trafili 10 trójek (0-8 w 1Q), mieli 28 asyst, tylko 9 strat i aż 8 przechwytów.

Najlepszy indywidualny występ tego meczu należał nie do jakiejś gwiazdy z NBA, a do Macrama Ben Romdhane (22 pkt, 11 zb, 9-18 FG, 4 ast). 11 punktów zdobył Mohamed Hadidane. Świetny fragment w drugiej kwarcie miał Marouan Kechrid (9 pkt, 3 trójki z rzędu), ale poza tym nie zdobył żadnego punktu (łącznie 3-11 FG, 3-8 3pt). Mało skuteczni byli także Rzig (2-8 FG) i Mejri (2-9 FG). Tunezja trafiła łącznie 35,4% rzutów. Ale gdyby wymazać całą drugą połowę…

USA i Tunezja widziały się po raz pierwszy od września 2010 roku, gdy na MŚ w Turcji było 92:57 – zgadnijcie dla kogo.

Nagrody dnia

MVP: Tiago Splitter (BRA) – 21 pkt, 6 zb, 9-11 FG

Najlepszy przegrany: Macram Ben Romdhane (TUN) – 22 pkt, 12 zb, 4 ast

Sixth-man: Carmelo Anthony (USA) – 16 pkt, 6-6 FG, 12 min

Nieenbiejowiec: Macram Ben Romdhane (TUN)

 

Punkty: Ginobili (26)

Zbiórki: Chriapa, Reyes, Mensah-Bonsu (12)

Asysty: Jasikievicius (9)

Przechwyty: Andersen, Kirilenko (4)

Bloki: Kaun, Yi (4)

Straty: Aminu&Aminu (4)

3pt: Fernandez (4)

FT: Parker (9)

 

Punkty: USA (110)

Zbiórki: Hiszpania (56)

Asysty: USA (28)

Przechwyty: Australia (11)

Bloki: Chiny, Rosja (7)

Straty:

  • Najwięcej: Wielka Brytania (18)
  • Najmniej: Australia (4)

3pt: USA (10)

FT: Nigeria (20)

FG%: USA (61,4%)

2FG%: USA (73,3%)

3FG%: USA (40%)

 

Grupa A:

  • USA 2-0
  • Argentyna 1-1
  • Litwa 1-1
  • Nigeria 1-1
  • Francja 1-1
  • Tunezja 0-2

USA bez niespodzianki na pierwszym miejscu, natomiast bardzo ciekawa walka toczy się na miejscach 2-5. Wątpię, by Nigeria utrzymała się w pierwszej czwórce gwarantującej awans do ćwierćfinału, ale nawet bez niej rywalizacja o jak najwyższe miejsce będzie naprawdę interesująca. Tunezja niestety traci szanse na sprawienie niespodzianki.

 

Grupa B:

  • Rosja 2-0
  • Hiszpania 2-0
  • Brazylia 2-0
  • Australia 0-2
  • Wielka Brytania 0-2
  • Chiny 0-2

Już teraz można podzielić tę grupę na dwie mniejsze – 1-3 i 4-6. Pierwsze miejsce w grupie oznacza uniknięcie Amerykanów w ćwierćfinale i półfinale, dlatego bezpośrednie starcia między Rosją, Hiszpanią a Brazylią będą ciekawe. Tak jak interesujące będą mecze między Australijczykami, gospodarzami i Chińczykami, gdzie zwycięzca awansuje do ćwierćfinału.

 Następna kolejka – 2 sierpnia:

  • 10:00 Francja-Litwa
  • 12:15 Australia-Chiny
  • 15:30 Argentyna-Tunezja
  • 17:45 Brazylia-Rosja
  • 21:00 Hiszpania-Wielka Brytania
  • 23:15 USA-Nigeria

Wojtek Żuławiński

Fan Orlando Magic, człowiek od statystycznych ciekawostek. Prawdopodobnie rekordzista świata w liczbie godzin spędzonych na basketball-reference.com.

1 Odpowiedź

  1. tylko kilka minut wystarczylo, zeby Melo przeksztalcil sie w Anthony Carmelego juz na zawsze…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *