Michael Beasley chciałby być All-Starem

Michael Beasley trzy tygodnie temu dogadał się z Phoenix Suns, a przed kilkoma dniami zapowiedział, że jego problemy z narkotykami to już przeszłość. Jako że życie nie znosi próżni, a zwłaszcza życie Michaela Beasley’a, dowiedzieliśmy się właśnie, że nowy kolega Marcina Gortata chce w przyszłym sezonie zagrać w Meczu Gwiazd.


Przed czterema laty Beasley przychodził do NBA z drugim numerem draftu z wielkimi nadziejami i chęcią podbijania ligi. Rzeczywistość dość mocno zweryfikowała marzenia, i już po dwóch latach skrzydłowy opuścił Miami, przenosząc się do Minnesoty. W Minny, gdzie po rozegraniu naprawdę udanego sezonu 2010/11 (19.2 pkt, 5.6 zb) wydawało się, że w końcu wejdzie na poziom, do jakiego predysponuje go talent.

Jednak ostatnie rozgrywki w wykonaniu B-Easy, a szczególnie jego forma to sinusoida, po części spowodowana także kontuzjami. 11.5 punktów, 4.4 zbiórki i najgorsze w karierze 44.5%  z gry. Kolejne dwa lata w jednym zespole i raz jeszcze przenosiny, tym razem do Arizony. Właśnie tutaj Michael Beasley chce w końcu potwierdzić swoje umiejętności, a potwierdza to takimi słowami:

In my mind I’m going to be an All-Star this coming season. All I want to do is win. Whether I get the recognition for what I do on the floor or not, as long as we’re winning I’m okay with that.

Oczywiście nie skreślam tego chłopaka od razu i życzę mu jak najlepszych wyników, tym bardziej, że mogą się one wiązać z dobrymi wynikami zespołu Marcina Gortata. Mając jednak w pamięci wszystkie wydarzenia w czteroletniej przygodzie Beasley’a w NBA, a także fakt, że Suns posiadają na jego pozycji trzech innych dobrych graczy, to nie chce mi się wierzyć w wielka odmianę nowego skrzydłowego Suns. Szczególnie w zespole, którego skład będzie bardzo wyrównany, a punkty zdobywać będą chcieli zarówno Gortat, Beasley, Dragic i Scola.

Takie słowa nieco przypominają mi mrzonki młodego chłopca, który jeszcze niezbyt racjonalnie potrafi myśleć o swojej przyszłości, a bardziej żyje marzeniami. Niestety do tej pory ten młody chłopiec zazwyczaj zawodził, więc trudno mi uwierzyć, że nagle zacznie spełniać oczekiwania.

Widzicie Michaela Beasley’a w stroju All-Star?

Piotr Gładczak

Miłośnik NBA od prawie 20 lat. Tropiciel ciekawostek statystycznych i wielbiciel NBA lat 90-tych. Nauczyciel WF i właściciel firmy gomaster.pl.

7 komentarzy

  1. Skaii napisał(a):

    Z tym że z podanej piątki zawodników, to Beasley ma największy potencjał, i największą szansę na bycie All-Starem. Jeśli w końcu spełni pokładane w nim oczekiwania, może zostać All-Starem, jak najbardziej.

  2. Erwin Pysiak napisał(a):

    Pukałem się w głowę, jak gracz wybrany w tym samym drafcie co B-Easy mówił, że chciałby być MVP, więc nie mówię nie.

  3. kowi napisał(a):

    b-easy jak najbardziej ma potencjał na bycie all starem, aczkolwiek wątpię żeby to nastąpiło w przyszłym sezonie…gdyby w 2010/11 Minnesota miała wynik powyżej 50% to już wtedy na spokojnie z taką formą miał szanse na grę. Nie rozumie trochę bardzo sceptycznego tonu autora artykułu.

  4. Jakub Szefler napisał(a):

    Chyba żartujesz tu Beasley nie miał by szans na All-stars nawet jak Minnesota wygrała konfederacje. On nie łapał się do s5 i nawet nie był pierwszym zmienikiem

    • kowi napisał(a):

      chyba nie mówimy o tym samym sezonie :D w 2010/11 Beasley wszystkie mecze zagrał w s5 :)

    • Jakub Szefler napisał(a):

      o mój błąd. Tylko jak że poprawa Minnesoty to zasługa Adelmana (i troche Rubio) a mu B-easy nie pasował do drużyny (za duży egoista). B-easy ma talent by być all-star. Chodz go nie lubie

    • kowi napisał(a):

      oczywiście, zgadzam się…MB ma wielki potencjał ale obecnie źle wpływa na zespół (problemy z prawem, niskie boiskowe IQ) ..jednak Go lubię i liczę, że faktycznie się ogarnie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *