Królowie Twittera

Tylko nielicznym graczom NBA udaje się odciąć od dzisiejszych trendów i nie angażować w portale społecznościowe. Zdecydowanie więcej jest jednak takich, którzy niestety angażują się w nie za bardzo. W konsekwencji można dowiedzieć się o nich wielu ciekawych rzeczy. Niekoniecznie pozytywnych…

Przejdźmy od razu do rzeczy. Kreatywność zawodników jest spora i to nie dziwi. Jedni piszą o tak interesujących sprawach jak danie obiadowe, inni wrzucają zdjęcia tyłka swojej dziewczyny (ku uciesze Davida Sterna, który inkasuje karne pieniądze), a jeszcze inni lubią wdawać się w dyskusje z fanami, które notabene mogą przeradzać się w mniejsze spory. Do napisania tego artykułu zainspirował mnie Josh Childress, który w swoje osobiste rozważania na temat nienawiści wplątał Jezusa Chrystusa. Swoją drogą brutalnie pożegnany przez Phoenix Suns gracz ma dosyć oryginalny pomysł na prowadzenie swojego twittera jeśli wprowadza do niego elementy filozoficzne.

Ok, zostawmy w spokoju biednego Childressa i życzmy mu nowego kontraktu by mógł wykarmić rodzinę. Póki co w tym miesiącu tylko 16 lipca nie umieścił żadnego wpisu. Myślałem, że gracze NBA mają wokół siebie wystarczająco rozrywek.

Jeśli myśleliście, że JR Smith skończył się na Zhejiang Golden Bulls myliliście się. Zawodnik Knicks nadal walczy o miano króla Twittera wśród graczy NBA i jako najlepszy przykład niech posłuży wam fakt, że wypisuje na nim różne mniej zrozumiałe rzeczy czasami przez kilka godzin pod rząd… W tym samym czasie miłość w dosyć spontaniczny sposób okazują mu jego fani:

JaVale McGee też lubi opowiadać o swoich przygodach i dyskutować w sieci, ale ostatnimi czasy największe wrażenie robiły jego dosyć kuriozalne zdjęcia w basenie. Na szczęście nie musi się on martwić o kary ze strony NBA.

Dużą twitterową konkurencję dla swoich kolegów stanowi Tobias Harris. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że na tym portalu jako rookie spędził równie dużą liczbę minut jak tą, którą przesiedział na ławce. Różnie można to odbierać, ale chyba jednak lepiej dla niego byłoby ten czas spędzić na treningach albo przynajmniej próbach mentalnego rozwoju. Zwłaszcza, że póki co nic nie zdążył osiągnąć. Jeśli chłopak dzieli się swoją ekscytacją związaną z grą w Summer League w tak obszernej formie strach pomyśleć co będzie gdy zacznie grać więcej minut w pierwszym składzie Bucks.

Twitter to także okazja do publikowania szokujących informacji. Choćby z naszego podwórka możecie pamiętać „I will play in Zags uni!” Przemka Karnowskiego czy „Będę grał w Chicago Bulls podczas ligi letniej!” Olka Czyża. Można też jak Deron Williams pochwalić się podpisywaniem kontraktu na iPadzie.

Pamiętacie też pewnie LeBrona Jamesa i jego wirtualne przygody podczas postseasonowej kampanii 2011. Król delikatnie zluzował, ale nadal dba o to by fani mogli nakarmić się jego słowami. Swoją drogą jego przykład pokazuje, że komunikacją z kibicami można próbować poprawić swój wizerunek. Jednak są w NBA ludzie, którzy potrafią skutecznie zadbać o swój PR (niech ktoś o tym powie JaVale’owi).

Za to jego klubowy kolega – Chris Bosh nie próżnuje i poprzez twittera pokazuje swoją drugą, rzadko widzianą na boisku stronę. Myśliciela? Jeśli tak to początkującego, ale kto wie – może niedługo będzie cytował Platona?

Z tym drugim można w sumie dyskutować. Utworzenie Big Trio jeśli już zakwalifikujemy to jako świetny pomysł chyba nie było takie „tough” jak mówi Chris.

2 dni temu z „wakacji” powrócił także DeMarcus Cousins, czyli jeden z tych graczy nad których psychiką czasem warto się pochylić. Powrót w wielkim stylu, naliczyłem 25 tweetów jednego dnia.

Na szczęście nie każdy zdążył uzależnić się od tego typu portali, a konta niektórych graczy wyglądają tak jakby były utworzone tylko po to by nikt nie wypominał im ich braku. Ostatni wpis Enesa Kantera pochodzi z 7 grudnia.

Nie wiem tylko co stało się z Michaelem Beasley, bo jego stare konto nie funkcjonuje – usunął? (może to początek „pokuty”?) Delonte West także zaczął starać się by ilość popełnianych przez niego błędów gramatycznych i ortograficznych nie przekraczała ilości zdobywanych przez niego punktów w NBA.

Generalnie to bardzo duży skrót. Co sądzicie o takiej formie spędzania czasu przez graczy NBA? To dobra okazja by podzielić się swoimi uczuciami i przemyśleniami albo pogadać z fanami, czy po prostu narobić trochę szumu lub bez większego zastanowienia wyjawić światu jak nieproporcjonalna do wzrostu bywa wielkość mózgu? Kto jest według was Królem Twittera?

3 komentarze

  1. Metta World Peace – on ma najwięcej tweetów chyba. Ciągle widze jak piszę „to mój ostatni tewwt dzisiaj” czy „jutro odpoczywam od twittera” a potem wpisuję po 40 wpisów na raz

  2. kowi pisze:

    Norris Cole też niezły pisząc na twitterze w trakcie meczu

  3. korbolkatus pisze:

    „lub bez większego zastanowienia wyjawić światu jak nieproporcjonalna do wzrostu bywa wielkość mózgu” – cudowne, cudowne, cudowne!!! Brawo za taką puentę dla autora!!! :-) Rzeczywiście z wiekiem człowiek zaczyna podchodzić z dystansem do idoli z dzieciństwa. Jeszcze raz gratulacje – piękne zdanie podsumowujące!!! :-)
    Pozdrawiam autora.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *