Nieoczekiwane zmiany barw klubowych.

Przed kilkoma dniami zastanawialiśmy się wspólnie co do zawodników poddanych amnestii. Dziś spojrzymy luźno na zmiany barw klubowych, jednak te spektakularne, które można nawet nazwać niespodziewanymi.

Na pewno pamiętacie niejedną historię i niejeden transfer, o którym się niewiele mówiło (z racji tempa przeprowadzenia jego oraz braku podchodów -> patrz teraz Melodrama lub Dwightmare), a doszedł do skutku. Takim wzorcowym przykładem mogą być tegoroczne przenosiny Steve’a Nasha do L.A. Lakers, z którymi przecież tak zaciekle walczył, choćby w play offs. Podczas sezonu zasadniczego sporo mówiło się, a pisał o tym m.in. sam zainteresowany i o przenosinach do Kalifornii, wieloletni antagonista Lakers, Rasheed Wallace. Do tej zmiany w końcu nie doszło. Z drugiej strony patrząc, przecież tego lata dotychczasowy wielki przeciwnik z Bostonu, Ray Allen, dołączył do swojego niedawnego vis-a-vie po stronie największego rywala, Dwayne’a Wade’a.

Spójrzmy też na historię i inne niespodziewane ruchy, o których wcześniej nikt nawet nie myślał..

Rok 1994 i wymiana, o której mało kto myślał, a na pewno nie All Star Dominique Wilkins. Legendarny Jastrząb notował właśnie najlepszy sezon w historii organizacji Hawks, u boku Mookiego Blaylocka czy pod skrzydłami Lenny’ego Wilkensa, a sternicy klubu zdecydowali się na ryzykowny ruch..Otóż wysłali oni swoją klubową ikonę do L.A. Clippers w zamian za młodszego Danny’ego Manninga. Ryzyko wcale się nie opłaciło, bo Hawks (no1 regular season) zakończyli sezon na pierwszej rundzie play offs, natomiast Manning za kilka miesięcy zadomowił się w Phoenix i przywdział trykot Suns. Mało kto zyskał na tej wymianie, gdyż po sezonie 1993-94 popularny Nique wrócił na wschodnie wybrzeże i przywdział trykot Celtów.

Po latach trzeba powiedzieć, że dla tak zasłużonego gracza jak Wilkins była to typowa zsyłka do Kalifornii, na jaką sobie na pewno nie zasłużył, przez lata reprezentując team z Atlanty. Clippers nawet z Wilkinsem nie mieli szanse na walkę o play offs, w mocno przegranym sezonie..Hawks natomiast stracili swoją szansę..i Manninga.

Mocniejsze uderzenie i buczące United Center otrzymał „w prezencie” od sterników Golden State Warriors, John Starks. Odchodzący z Wojowników Starks – w roku 2000 – pojawił się na 4 spotkania w Chicago po czym został zwolniony przez sterników klubu. Jak wiadomo J.S. nie należał do ulubieńców miejscowej publiki, która nie raz oglądała shooting guarda atakującego i nie przebierającego w środkach w stosunku do Michaela Jordana. Starks trafił do Windy City wskutek wymiany trójstronnej (do Sixers powędrował Toni Kukoć, a do Warriors Larry Hughes). Co zastanawiające, też nieco nie pasujące do charakteru Johna, po chwili wylądował on w spokojnym Salt Lake City.

W Utah John zaaklimatyzował się świetnie i wypełnił lukę powstałą przy zakończeniu kariery przez Jeffa Hornacka. Z duetem Stockton-Malone pograł ex gwiazdor Knicks dobre dwa sezony, w końcu drugiego kończąc karierę. W Chicago w ogóle nie próbował i nie miał (pewnie) motywacji by wdzierać się w łaski fanów klubu.

Wymiana numer 3 (o większej liczbie już napiszę w 2 części) i gracz, który mocno nie pasował mi do trykotu Knicks. Rok 2004 i schodzący z piedestału wzór wśród combo guardów, przechodzi tylko jako dodatek Stephona Marbury’ego, do Nowego Jorku. Mowa o Anferneem „Pennym” Hardaway’u, koszykarzu, który dał się poznać z najlepszej strony wielu fanom NBA w naszym kraju, a który wówczas zamienił słoneczną Arizonę na Broadway! Penny był już tylko zmiennikiem wśród Knicks, rozegrał 83 spotkania, podczas gdy jego średnie mocno spadły do poziomu: 8pkt  i 2as. Ostatecznie po dwóch latach gry wrócił na końcówkę sezonu do Orlando i jako dodatek do wymiany ze Stevem Francisem (czyli kolejnym młodszym oraz bardziej perspektywicznym od niego PG w tamtym czasie).

Co jeszcze pamiętam z ery Hardaway’a w Nowym Jorku; otóż w tym samym zespole, z ex gwiazdą formatu All Star występował Polak, Cezary Trybański. Czarek po latach powiedział, iż nigdy nie przypuszczał, że zawodnik, którego plakat wisiał u niego w pokoju, zagra z nim razem, w tym samym klubie NBA!

Teraz czas na Was; czy pamiętacie z historii NBA wymiany i inne transfery,  w które po latach ciężko uwierzyć lub po którym nie mogliście przywyknąć do nowej koszulki z nazwiskiem dobrze znanego Wam gracza??

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

14 komentarzy

  1. drizzycare napisał(a):

    jeśli chodzi o mocno współczesne czasy to Nash w LA , ale wracając do czasów przeszłych ( nie tak odległych ) , bardzo zabolał mnie i nie mogłem przywyknąć do tego, że do Chicago Bulls powędrowal Big Ben Wallace :(

    • woy9 napisał(a):

      ja akurat jako kibic Bulls cieszyłem się z tego, ale wiem jak to wyglądało: podpora Tłoków idzie do odwiecznego rywala..

  2. niepoprawny napisał(a):

    Ja osobiście strasznie żałowałem odejścia AI z Sixers do Nuggets oraz T-Mac’a z Raptors do Rockets.

    • Bargnani7 napisał(a):

      T-Mac przecież najpierw przeszedł do Magic

    • niepoprawny napisał(a):

      Jejku, faktycznie. Mój błąd… „do Magic”. Ogólnie bolało odejście Tracyego, bo liczyłem, ze z VC są w stanie zrobić z Kanadyjskiej ekipy mistrza.

  3. nickname napisał(a):

    Luis Figo z barcelony do realu :(

  4. Krzychair napisał(a):

    Dla mnie odejście Ewinga do Seatle – fakt już pod koniec kariery – ale przegięcie na maksa – sprzedaż ikony klubu. Z drugiej strony przejście K.Malona do LAL – rozumiem, że szukał pierścienia ale po co mu to było…

  5. Jakub Szefler napisał(a):

    Kevín Garnett i C’s długo nie mogłem w to uwieżyć. (cały czas marze że KG wróci chod na jeden mecz do T’wolves

  6. Tomos napisał(a):

    Jeśli nie padła ta odpowiedź- to na równi z transferem Ewinga do Sonics, transfer Hakeema Olajuwona do Raptors. Ciężko było na to patrzeć, to tak jakby teraz Lakers pozbyli by się Bryanta, a Spurs Duncana. Rozumiem , że wg Amerykanów NBA to biznes, ale szacunek dla klubowych legend musi być. Dobrze, że Bulls Jordana nigdy nie wytransferowali…

  7. Tomek Piwek napisał(a):

    Timberwolves to nie jest już klub dla kevina garneta z racji tej że w celtics ma większe szanse i perspektywy i personel w składzie na awans i szansę o tytół mistrza .to jest po prostu klub z dobrymi zawodnikami a jak by wrucił garnett do Minnesoty to on sam by nie dał radzy dzisiaj poprowadzić tej drużyny do play off może ledwo co na 9 miejsce konferencji.W minnesonie nie ma żadnej gwiazdy jest tylko kevin love pozycja PF ta sama co kevin garnett i co stego.

  8. darekf napisał(a):

    Mnie najbardziej zdziwił transfer Bryanta na Pluton. A może jednak nie doszło do niego. Ale i tak to była najdziwniejsza propozycja transferu.
    A denerwują mnie odejścia starych, zasłużonych…..
    Olajuwon, Ewing….
    Lepiej byłoby zakończyć karierę niż dać się tak poniewierać na starość…..

    Co do Malone’a. To gdyby nie jego kontuzja Lakers byliby mistrzami w 2004. A tak to Bryantowi odpaliło w finałach i zamiast grać z Lakers to grał sam ze sobą. A to przecież gra zespołowa, w której dominował wtedy SHAQ.

  9. Finley napisał(a):

    Ikona Mavs Michael Finley do odwiecznego rywala San Antonio Spurs…. :(

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *