Rookies 2012: Anthony Davis (#1)

Przed rozpoczęciem poprzedniego sezonu przedstawialiśmy wam sylwetki różnych zawodników wkraczających do NBA. W tym roku będzie podobnie, a rozpoczynamy numerem 1.

Anthony Davis urodził się 11 marca 1993 roku w Chicago, 3 miesiące przed zdobyciem trzeciego tytułu mistrzowskiego przez Bulls. W tym samym mieście zaczynał też grać w koszykówkę. Z początku nie zanosiło się, że przyszły numer 1 draftu będzie podkoszowym. Właściwie co roku pojawiają się takie historie – niewysoki chłopak nagle zaczyna gwałtownie rosnąć i z miejsca zaczyna gromadzić wokół siebie zainteresowanie wielu uniwersytetów. Nie sięgając daleko – tak było choćby z Gordonem Haywardem.

Tak też właśnie nasz bohater rósł z roku na rok o kilka centymetrów odkąd znalazł się w junior high schoolu. Dzisiaj widać zresztą w jego grze stare nawyki z czasów gdy jeszcze grywał jako obrońca – o tym jednak później. Kiedy kończył Perspectives Charter w Chicago był już powszechnie uznawany najlepszym graczem w klasie 2011. Co ciekawe graczem, który dorównywał mu w rankingach był wówczas Austin Rivers. Rivals.com klasyfikowali Riversa nawet jako najlepszego gracza tamtej klasy. Już za niecałe pół roku obaj zadebiutują w jednym zespole NBA.

W ostatecznej rozgrywce przed wyborem uniwersytetu pozostawały: Kentucky, Syracuse, DePaul i Ohio State. 13 sierpnia 2010 Davis oznajmił, że wybierze pierwszą z tych uczelni. Nie obyło się jednak bez skandalu, bo gazeta Chicago Sun-Times opublikowała wówczas historię, według której ojciec zainteresowanego miał poprosić o pieniądze w zamian za przystąpienie syna do Kentucky. Mówiło się wówczas o sumie przekraczającej 100,000$. Ostatecznie w cieniu kontrowersji zawodnik podpisał list intencyjny 10 listopada.

W swoim ostatnim sezonie przed rozpoczęciem kariery w NCAA podkoszowy notował w high schoolu imponujące 32 punkty, 22 zbiórki i 7 bloków na mecz. W jednym ze spotkań o mało nie wykręcił quadruple-double odnotowując 32 punkty, 21 zbiórek, 11 asyst i 9 bloków. Z całą śmietanką młodych graczy wystąpił podczas McDonald’s All-American i Jordan Brand Classic. Wystąpił też w tej samej edycji Nike Hoop Summit co Mateusz Ponitka i Przemek Karnowski. Zanotował wówczas double-double 16 punktów, 10 zbiórek i 2 bloki.

Jeszcze zanim rozpoczął grę w NCAA pojawiały się porównania do Marcusa Camby. W przedsezonowej sondzie AP Poll Kentucky zajęło 2 miejsce tuż za uniwersytetem North Carolina. Z czasem jednak w trakcie sezonu różnica ta zatarła się, a Davis przy wsparciu Terrence’a Jones’a, Mike’a Kidda-Gilchrista i kilku innych utalentowanych zawodników pod wodzą uznanego coacha Johna Calipariego wyprowadził Wildcats na pozycję głównego faworyta do mistrzostwa.

W przeciągu całego sezonu zespół poniósł tylko 2 porażki, a przez Turniej przeszedł jak burza sięgając po tytuł w imponującym stylu. Anthony już w debiucie pokazał się ze świetnej strony odnotowując przeciwko Marist 23 punkty, 10 zbiórek i 5 bloków. W całym sezonie jego średnie wyniosły 14.2 ppg (skuteczność 62%), 10.4 rpg i rekordowe 4.7 bloku na mecz. Te osiągnięcia poprawił zresztą w turnieju gdzie przychodziło mu walczyć pod o wiele większą presją i z elitarnymi uniwersytetami. Zgarnął prawie wszystkie możliwe nagrody zaczynając od AP Player of the Year i Wooden Award, a na NCAA Final Four Most Outstanding Player i NABC Defensive Player of the Year kończąc. Jego PER podczas jedynego sezonu w NCAA wyniosło 35.1.

To wszystko zaowocowało #1 numerem draftu, co w kieszeni miał już właściwie od lutego (choć na topie mock draftów był już właściwie od końcówki zeszłego roku) i powołaniem do olimpijskiej kadry. Wiemy już, że  w obliczu kontuzji Blake’a Griffina zobaczymy go podczas zbliżającego się londyńskiego turnieju. Nie należy spodziewać się by Davis dostawał wiele minut, ale już z samej uwagi na warunki fizyczne (a właściwie niedobór centymetrów kadry USA) powinien dostawać czas w większości spotkań.

Choć 19-latek to bezsprzecznie najlepszy zawodnik ostatniego draftu i jedynka, z którą został wybrany nie była oparta na zbudowanym wokół niego „hype” nadal jednak znajdą się i tacy, którzy w niego nie wierzą. Wiemy, że w Nowym Orleanie młody gwiazdor będzie postacią centralną, że już od pierwszego sezonu może liczyć na duże minuty i pozycję startera. Davis mimo zaledwie roku doświadczenia w NCAA jest na to gotowy i będzie głównym kandydatem do nagrody debiutanta roku. Jeśli chcecie opierać swoją opinię o nim na podstawie statystyk z góry uprzedzam, że nie zaprowadzi was to daleko.

Po ściągnięciu do Hornets Ryana Andersona wydaje się, że młody zawodnik rozpocznie swoją karierę jako center i kto wie czy nie będzie tak do końca. Choć przylepiono mu łatkę power forwarda tak naprawdę nie powinno robić większej różnicy to na której pozycji faktycznie zagra patrząc na to jak wielu big manów w dzisiejszej NBA rzucanych jest często z 4 na 5 i odwrotnie. Ze swoim monstrualnym zasięgiem (227cm) Anthony jako „man in the middle” powinien straszyć nawet zawodników, którzy będą nad nim mieli sporą przewagę fizyczną. Nie wspominając o wdzierających się pod kosz obrońcach. To po prostu naturalny shot-blocker i w defensywie powinien straszyć już od pierwszego meczu na parkietach najlepszej ligi świata. Nie przez przypadek mówi się, że Davis w NBA defensorem roku będzie… w najgorszym wypadku. A przecież ma dopiero 19 lat i zdąży przez następne kilka lat nabrać trochę masy.

Jego ofensywa jest niedoceniana i tutaj właśnie cyferki kłamią. Nowy gracz Hornets w swoim jedynym sezonie w NCAA oddawał ledwie 8.5 rzutu na mecz – 5 jego kolegów mieściło się w przedziale 7.6 – 9.3. To pokazuje najlepiej jak zbilansowany był atak Wildcats. Calipari po prostu wyciskał wszystko co mógł z talentu, który mu się trafił. Wszyscy ci gracze zostali potem wybrani w drafcie – ostatni z nich z #46 numerem. Mimo tego 19-latek był najlepszym strzelcem zespołu (14.2 ppg) przy świetnej skuteczności – 62%. To jak liczby w tym przypadku kłamią najlepiej pokazać na przykładzie Terrence’a Jonesa. Skrzydłowy rok temu był drugą opcją jako freshman i rzucał 15.7 ppg. W minionym sezonie rzucał „tylko” 12.3 ppg pomimo faktu, że poprawił swoją skuteczność z 44% do 50%. Nie świadczy to o tym, że zanotował regres, ba – zdecydowanie można stwierdzić, że było odwrotnie i Jones dojrzał. Tylko co chcę wam tym pokazać? Zwyczajnie fakt, że 14.2 punktów na mecz Davisa nie oznacza, że w NBA będzie zdobywał mniej punktów niż zdobywający 17.7 ppg w ostatnim sezonie Thomas Robinson, że nie będzie on tylko klasycznym przykładem reboundera i defensora rzadko uruchamianego w ataku kiedy Robinson czy Sullinger będą all-starami i gwiazdami swoich zespołów.

Wspomniałem o zbiórkach i tutaj numer 1 też otrzymuje mocną piątkę. Zasięg i wzrost same w sobie czynią go potencjalnym królem zbiórek w NBA – pozostaje tylko kwestia fizycznej walki o lepsze ustawienie pod koszem. Wspomniałem także na początku o starych nawykach. Jak na podkoszowego ball-handling i rzut (nawet za 3, nie wspominając o półdystansie) ma absolutnie najwyższej klasy. Center, który umie podać na alley-oopa czy przebiec z piłką pół boiska. W erze Cole’ów Aldrichów i DeAndre Jordanów fenomen.

Właśnie dlatego Davis jest numerem 1 tak mocnego draftu z tak niepodważalną pozycją. Nie prorokuję kim będzie w NBA. Po prostu ma potencjał na karierę hall of famera, inaczej nie byłoby wokół niego takiego szumu.

 

6 komentarzy

  1. kowi pisze:

    a ja myślę, że właśnie będzie „tylko” typowym rebounderem i defensorem i co zabawne potwierdzeniem tej tezy jest highlight zamieszczony w artykule ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *