Gordon pozostanie w Nowym Orleanie

New Orleans Hornets tak jak podejrzewano wyrównali 4-letnią, $58 milionową ofertę za Erica Gordona ze strony Phoenix Suns i ku rozpaczy shooting guarda będzie on musiał pozostać w Luizjanie.

Czy to oznacza koniec „Gordondramy”? Z pewnością na jakiś czas tak. Może na kilka miesięcy, a może do końca sezonu. W każdym bądź razie póki co obrońca zadeklarował, że w barwach Hornets będzie starał się dawać z siebie wszystko by poprowadzić zespół do sukcesów.

Historia tego kontraktu była jedną z najciekawszych podczas tego okienka transferowego. Kiedy Suns złożyli ofertę 4-letniej umowy o wartości 58 mln $ Gordon powiedział, że jego serce jest teraz w Phoenix i nie chce by jego dotychczasowy klub wyrównywał ofertę zespołu z Arizony. W ostatnich dniach raczej niewiele mówiło się o potencjalnym ruchu Szerszeni. Jak się jednak okazało sytuacja ta nie odstraszyła Della Dempsa, GMa Hornets.

Wyrównanie oferty kontraktowej przez zespół z Nowego Orleanu diametralnie zmienia sytuację obu zespołów. Hornets w przyszłym sezonie będą dysponować o wiele mocniejszym składem z Ericem Gordonem, Anthonym Davisem i Ryanem Andersonem na czele. Z kolei Suns muszą w dalszym ciągu poszukiwać gracza na dwójkę po tym jak udało im się pozyskać już Michaela Beasley i Gorana Dragica. Na dzień dzisiejszy najlepszą opcją dla Słońc wydaje się być OJ Mayo, który po 4 latach odchodzi z Memphis.

Z pewnością Demps, jak i trener Monty Williams będą starali się przez najbliższy rok przekonać Gordona do pozostania w zespole z Luizjany, gdzie zostanie on otoczony bardzo perspektywicznymi zawodnikami. Na początku poprzedniego sezonu, świeżo po transferze z Los Angeles Clippers stanowisko rzucającego obrońcy było bowiem zupełnie inne niż w ostatnich dniach i wtedy wydawało się, że w ogóle nie dojdzie do sytuacji, w której sam zawodnik będzie miał duże wątpliwości w kwestii pozostania w Nowym Orleanie.

2 komentarze

  1. eueueu pisze:

    to była jakaś Gordondrama?

    • gratek pisze:

      W skali tego co robi Howard to nie ;-) Ale coś tam jednak było

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *