Zza chmur wyjrzało Słońce

Bez względu na to co stanie się w tym okienku transferowym, nadchodzący sezon zapowiada się dla Toronto Raptors najciekawiej od kilku lat. Nikt chyba nie spodziewał się, że zespół z Kanady będzie w tym roku być może autorem największej sensacji lipca. I nie ma znaczenia, że ta sensacja ma 38 lat i pochłonie prawie tyle samo milionów w przeciągu 3 lat.

Na początku raczej chłodno patrzyłem na wszystkie plotki związane z pozyskaniem Nasha przez ekipę z Toronto. Może z przyzwyczajenia? W końcu rok temu nie udało się ściągnąć do Kanady nawet Wilsona Chandlera… Oczywiście nic nie jest pewne i jedno słowo dwukrotnego MVP może wywrócić całą sytuację do góry nogami. Jednak nawet jeśli tak się stanie od przyszłego sezonu obraz Raptors jako outsidera Wschodu i miejsca, do którego nigdy nie przejdzie żadna szanująca się gwiazda może się zmienić – na rok, na dwa lata, na trzy…

Poprzedni sezon choć zakończony bilansem 23-43 przyniósł ze sobą wiele pozytywów. Wymienię te trzy największe moim zdaniem – 1. Dwane Casey, czyli człowiek, który wniósł ze sobą do Toronto inny poziom kultury gry w defensywie, – 2. Andrea Bargnani, który udowodnił, że potrafi sprawdzić się w roli lidera, – 3. James Johnson – niedoceniany defensywny wulkan, który nabrał pewności na tyle dużej, że pod koniec sezonu jego lawa docierała ponad obręcz rywali.

Czego brakowało? Pewnej gry w 4 kwartach, zdrowia kluczowych graczy i braku ofensywnej alternatywy na ławce.

Raptors już 2 lipca są pewni dwóch solidnych wzmocnień. Po dodatkowym roku gry na Litwie za ocean wreszcie trafi Jonas Valanciunas – jeden z najbardziej utalentowanych młodych europejskich graczy, w którym wielu widzi czołowego centra NBA w przyszłości. Ponadto zespół zasili Terrence Ross – utalentowany rzucający obrońca z uczelni Washington.

I może tutaj zatrzymam się na trochę przy tegorocznych wyborach Dinozaurów. Nie jestem w 100% przekonany czy Ross faktycznie okaże się w NBA graczem godnym #8 numeru w drafcie. Mimo wszystko powinien zagwarantować solidne wsparcie z ławki dla DeRozana i ewentualnie na pozycji small forwarda. To jest to czego właśnie potrzeba, Ross nie wygryzie z piątki DeRozana, ale ma właśnie wnieść na parkiet swoje świetne jak na rzucającego warunki fizyczne i rzut za 3. W poprzednim sezonie został przecież wytransferowany Leandro Barbosa i po tym transferze nie było tak naprawdę alternatywy na obwodzie.

W drugiej rundzie z #37 wybór padł na Quincy’ego Acy z uniwersytetu Baylor oraz z #56 skrzydłowego z Chorwacji – Tomislava Zubcica. W obliczu bardzo prawdopodobnych transferów z udziałem Amira Johnsona bądź Eda Davisa pozyskanie tego pierwszego to opcja bardzo dobra. Acy wszystkie swoje braki nadrabia wielkim sercem do gry, walecznością i ambicją. Przypomina mi to sezon 2010-2011 gdy barw Raptors bronił Reggie Evans i jego wkład w grę zespołu był nieoceniony choć wiemy, że jego arsenał zagrań w ofensywie byłoby w stanie powtórzyć kilku graczy z PLK. Zubcic to melodia przyszłości – w Toronto nie zapchają sobie miejsca w rotacji kolejnym graczem, a w najlepszym wypadku za kilka lat będą mieli solidnego silnego skrzydłowego z rzutem z dystansu.

Przejdźmy jednak do rzeczy, czyli do tego dlaczego Nash w ogóle mógłby być zainteresowany grą w Toronto i jak wielki wpływ miałby taki transfer na rozwój sytuacji w Kanadzie.

Nie wiem co siedzi w głowie Steve’a, nie wiem jakie wartości są dla niego kluczowe przy wyborze nowego zespołu, ale… przeanalizuję wszystko po kolei.

1. Szanse na mistrzostwo

Wiadomo, że Nash nie będzie grał wiecznie, a sam na pewno chciałby poznać smak zdobycia mistrzowskiego tytułu. Wystarczyłoby przejść za minimum do Miami Heat i żeby wygrać 1 grosz u bukmachera stawiając na Żar najpierw trzeba by było wyrzucić na stół 10 000. Mimo wszystko Nash przez ostatnie 2 lata nawet nie zagościł w play offach. Wiadomo, że Wschód jest słabszy, nie ma tak wielkiej konkurencji i przy wsparciu coacha Casey’a, Bargnaniego, DeRozana i Valanciunasa awans do 8 chyba nie stanowiłby chyba większego problemu. A przecież kontrakt miałby obowiązywać przez 3 lata – przez taki okres wystarczyłoby czasu na dokoptowanie kolejnych ważnych elementów układanki. Byłoby łatwiej, bo kto nie chciałby grać z Nashem w jednym zespole? Oczywiście nawet nie śmiem sugerować możliwości zdobycia tytułu przez Raptors w 2014, ale po pozyskaniu np. Andre Iguodali na trójkę skład: Nash-DeRozan-Iguodala-Bargnani-Valanciunas działałby na wyobraźnię.

2. Kasa, kasa, kasa

To akurat argument, który jasno przemawia za Toronto. Nie pamiętam czy był kiedyś w NBA gracz podpisujący w wieku 38-lat kontrakt na 36mln$ (chociaż podobną kasę w tym wieku zarabiał Karl Malone), ale takie ryzyko jest w przypadku zespołu z Ontario zrozumiałe. W NBA bywa tak, że jeden ruch transferowy zmienia bieg historii, jeśli teraz nie uda się pozyskać Nasha, następna taka szansa dla Dinozaurów pojawi się w… 2020? Ani Knicks, ani Heat, a nawet Suns nie zaoferują Nashowi takiej kasy jak Toronto.

3. Home sweet home

Rok temu pierwszym Kanadyjczykiem w historii Raptors został Jamaal Magloire. Nash urodził się co prawda w Johannesburgu z matki Walijki i ojca Anglika, ale w Kanadzie mieszkał od 18 miesiąca życia. Niegdyś walczył przecież z tą reprezentacją na Igrzyskach w Sydney, a sportowcem roku w swojej ojczyźnie zostawał 3-krotnie. Perspektywa powrotu do swojego kraju na ostatnie lata kariery i grania z perspektywiczną obstawą w takich warunkach to także na pewno coś kuszącego. Myślę, że bilety do Air Canada Centre rozeszłyby się w kilka tygodni jeśli Nash faktycznie podpisałby kontrakt z Raptors, a atmosfera byłaby podgrzana do najwyższych temperatur od czasów Vince’a Cartera. Chyba tylko w Phoenix Steve mógłby liczyć na taki doping fanów.

4. Znajomości

Bryan Colangelo może być kluczową postacią tego transferu. To on ściągnął Nasha do Suns i z pewnością wie (albo wydaje mu się, że wie) co zrobić by i tym razem przekonać rozgrywającego do zmiany zespołu. Tak naprawdę Steve ma dobrych kumpli pewnie w większości zespołów NBA – choćby w Knicks z otwartymi ramionami przyjąłby go Amar’e Stoudemire, a w Dallas Dirk Nowitzki. Po co więc o tym piszę? Po prostu obecność Colangelo Raptors nie zaszkodzi i na pewno łatwiej będzie Nashowi negocjować i współpracować z kimś kogo dobrze zna.

A co wy sądzicie na ten temat? Czy naprawdę Nash może trafić do Kanady, czy Raptors tylko obejdą się smakiem? A jeśli już to w jakim miejscu widzicie Toronto w przyszłym sezonie?

4 komentarze

  1. saturn pisze:

    dla mnie to trochę szok. Nie bardzo wierzę w taki optymistyczny obrót spraw, żeby Toronto w 2 lata sięgnęło po tytuł. To nie jest chyba możliwe nawet przy udziale Nash’a. No chyba, że jeszcze ściągną tam DH12 he he.

    Nieprawdopodobne jest to, żeby Nash skusił się wyłącznie na kasę. Raczej mu jej nie brakuje… więc to nie powinno być jedynym kryterium. Do Miami raczej nie trafi, bo nie pasuje do gry tego zespołu. Tam już jest generał James i pułkownik Wade, a reszta ma mało piłki w grze. No a Nash to facet, który raczej często ma piłkę w rękach.

  2. Lanfaust pisze:

    moim zdaniem wygląda to coraz bardziej prawdopodobnie,Nash kilkakrotnie się wypowiadał,że kasa jest dla niego bardzo ważna, a w Toronto zarobi olbrzymią kasę (w jego wieku!!!) + szansa na olbrzymi rynek reklamowy (przynajmniej dla niego). Swoja drogą „dziadki” dostają duże kontrakty, (Garnett Nash) i przede wszystkim długie 3 lata w tym wieku to wieczność

  3. Apapap pisze:

    Raps mają młody skład. Kilku weteranów na pewno by się przydało, żeby realnie walczyć o PO. Na mistrza szans raczej nie mają, aczkolwiek trudno na teraz ocenic jak potoczą się losy Jonasa V, Bargnaniego, Rossa i DeRozena. Potencjał w nich jest, tylko czy przełoży się to na jakiś konkretny wynik?

  4. flappjack pisze:

    nie sadze żeby jakakolwiek gwiazda zwróciła się w kierunku Raptors – tylko dlatego ze będzie tam grał Nash – a może bardziej 39 letni Nash.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *