Wydraftowani gracze spoza USA

W tym roku draft nie obfitował w wysyp talentów spoza granic Stanów Zjednoczonych jak miało to miejsce rok temu, ale i tak jest kilka postaci, którym warto się przyjrzeć. Choć gracze urodzeni poza granicami USA, a którzy grali w NCAA nie mają statusu międzynarodowego to im także poświęcę trochę czasu. Gdyby nie oni to właściwie nie byłoby w tym roku o kim pisać.

1 runda

Pierwszym wybranym wczoraj obcokrajowcem o czym część z nas mogła zapomnieć okazał się Andrew Nicholson. Podkoszowy z St. Bonaventure to rodowity Kanadyjczyk. Nie wiem czy to prawda, ale podobno jego rozmiar buta oscyluje w granicach 53. Na urodzonego w Ontario gracza skusili się wczoraj Orlando Magic i przyznam szczerze, że była to dla mnie niespodzianka, bo mimo wszystko stawiałem w tym miejscu na Jareda Sullingera. W obliczu dosyć wąskiej rotacji pod koszem powinien już w pierwszym sezonie dostać sporo szans na pokazanie się. Zwłaszcza jeśli Florydę opuści Dwight Howard.

Nicholson wnosi ze sobą bogaty arsenał zagrań ofensywnych. W ostatnim sezonie w NCAA zdobywał średnio ponad 18 punktów do czego dokładał 8.4 zbiórek i 2 bloki. Już rok temu zaczął próbować rzucać za 3, ale były to próby raczej sporadyczne (6 celnych na 23 rzuty). W tym sezonie dokonał już jednak wyraźnego progresu i przy średnio 1.7 rzutu za 3 na mecz ze skutecznością aż 43% umieścił w koszu 23 dystansowe rzuty. Kiedyś gwiazdą tej samej konferencji (Atlantic 10) był David West, a jeszcze wcześniej Marcus Camby. Być może Kanadyjczyk będzie kontynuował tą tradycję podkoszowych z A10, którzy zrobili w NBA niezłą karierę.

 

Zaraz po nim Nuggets także dosyć niespodziewanie wybrali Evana Fourniera z francuskiego Poitiers. Francuz to jedna z europejskich gwiazd rocznika 1992, tego samego co Jonas Valanciunas i Enes Kanter. Był właściwie jedynym kandydatem z Europy do wyboru w 1 rundzie i tak też się stało. 19-latek ma niezłe warunki fizyczne jak na dwójkę (6’7) dlatego z pewnością Bryłki będą wykorzystywać go także jako niskiego skrzydłowego.

Rok temu wystąpił w Nike Hoop Summit. Był absolutną gwiazdą tegorocznego EuroCampu w Treviso. Ma za sobą także bardzo udany sezon we Francji gdzie rzucał średnio 14 punktów na mecz. Fournier nie jest wybornym strzelcem, bo na francuskich salonach trafiał ledwie 28% rzutów za 3 i to wydaje się być jego głównym problemem.  Nie wiadomo jednak czy w NBA zagości już od przyszłego sezonu. Nadal jest bardzo młody i powinien wzmocnić się fizycznie, a Nuggets i tak nie będą w stanie zaoferować mu wielu minut.

 

Z #22 Celtics zdecydowali się na Faba Melo. Brazylijczyk to kolejna znana twarz z NCAA. Ceniony defensor, który zaskoczył dużym postępem w ostatnim sezonie w barwach Syracuse, niestety jednak z udziału w Tournamencie wykluczyły go problemy z nauką. Wynikało to jednak w głównym stopniu z faktu, że Melo trafił do USA zaledwie kilka lat temu właściwie nie znając języka angielskiego i jeszcze w pełni go nie opanował, a nie ze względu na ograniczenia jego umysłu.

Aż 2.9 bloku jako sophomore w średnio 25 minut, a różnica spowodowana jego brakiem w turnieju była głównym powodem dla którego Syracuse nie mogli postawić się Ohio State. W końcu to Melo mógłby skutecznie wyłączyć największą broń rywala – Jareda Sullingera. Jeśli chodzi o ofensywę statystyki mogą być lekko mylące. 7.8 ppg na mecz furory nie robi, ale Brazylijczyk może być przyzwoitym graczem w trumnie rywala i już ma kilka poprawnie wyćwiczonych post moves. W barwach Orange oddawał średnio na mecz zaledwie 5.8 rzutu. Postęp na linii w porównaniu do zeszłego sezonu (z 36% na 63%) pozytywnie świadczy o jego rozwoju.

 

Stawkę w 1 rundzie zamknął nigeryjski center Festus Ezeli z uczelni Vanderbilt. Nowy gracz Warriors to dosyć ciekawa postać, o interesującej historii. Do USA trafił jako 14-latek i to dopiero tam zainteresował się koszykówką, choć początki były trudne, bo w swoim pierwszym spotkaniu Ezeli premierowy basket zaliczył… trafiając do własnego kosza. Wiem co wszystkim przychodzi na myśl po takim zdaniu, ale mylicie się – Festus to bardzo inteligentny człowiek.

Dla Golden State powinien być dobrym zmiennikiem dla Andrew Boguta, prawdopodobnie lepszym niż kontrakt Andrisa Biedrinsa. Dobry obrońca, imponująco zbudowany – mogłoby się wydawać, że taki gość to w NBA chleb powszedni, a jednak nadal w cenie.

2 runda

Z #31 do Bobcats trafił Jeffrey Taylor. To też dosyć ciekawa historia, bo absolwent Vanderbilt urodził się w Szwecji i za Szweda się uważa, a do USA przeniósł się dopiero w 2006 roku.

Na uczelni Vanderbilt stworzył ciekawe trio z Festusem Ezeli i Johnem Jenkinsem, które było nawet przed ostatnim wspólnym sezonem typowane jako jeden z kandydatów do walki o najwyższe cele. Taylor przez pełne 4 lata w NCAA dał się poznać jako gracz wszechstronny – od groźnego strzelca, po mocny punkt obrony. W ostatnim sezonie notował średnio 16.1 ppg, 5.6 apg, 1.7 apg, 1.3 stl, a 66 trójek trafił na skuteczności 42%.

 

Tuż za Taylorem został wybrany Tomas Satoransky. Jeden z najbardziej unikalnych graczy w tym drafcie, bo jak inaczej nazwać 2-metrowego point guarda? Sytuacja Czecha nie jest do końca klarowna ze względu na jego niejasności kontraktowe w Hiszpanii, ale Wizards, którzy akurat się na niego zdecydowali nie powinni szczególnie naciskać na jego szybki przylot do Stanów.

Czeski combo guard nie był rewelacją ACB. Grywał zaledwie 17 minut w barwach Sevilli i zdobywał niecałe 5 punktów. Jego głównym problemem jest przygotowanie fizyczne, bo pomimo doskonałego wzrostu jest bardzo szczupły i w świecie Wade’ów, Westbrooków i Rose’ów mógłby zostać szybko sprowadzony na ziemię. Oto właśnie świetny przykład na to co znaczy potencjał w dzisiejszych naborach. Swoją drogą Vesely i Satoransky w jednym zespole? Ciekawa perspektywa.

 

Od #48 numeru nastąpił już całkiem spory wysyp graczy spoza USA, bo od tego momentu wybrano ich aż 9.

Z wspomnianym numerem do Knicks trafił Kostas Papanikolaou, bohater ostatniego Final Four Euroligi. Grek w w europejskich pucharach notował średnio 6.1 ppg i 3.4 rpg, a w rodzimej lidze jego statystyki były tylko nieznacznie wyższe (7.7 ppg, 4.4 rpg). Wcześniej błyszczał na juniorskich turniejach w barwach Grecji. W 2010 roku na Mistrzostwach Europy do lat 20 poprowadził swój zespół do złota i otrzymał nagrodę MVP. Dwukrotnie najlepszy młody gracz ligi greckiej, uczestnik litewskiego Eurobasketu.

Z #50 Nuggets wybrali Izzeta Turkyilmaza. Szczerze mówiąc nie wiem o tym gościu nic poza faktem, że mierzy całkiem solidne 215cm (o ile oczywiście można tym pomiarom zaufać) przy czym waży zatrważające 95kg, ma 22 lata i był członkiem kadry Turcji na Eurobasket 2011.

Chwilę później Celtics wykonali kolejny świetny ruch tego wieczoru ściągając do siebie Kanadyjczyka – Krisa Josepha, dalszego kuzyna trochę lepiej znanego na dzień dzisiejszy playmakera Spurs – Cory’ego. 24-latek był wiodącą postacią Syracuse Orange w ostatnim sezonie NCAA. Był najlepszym strzelcem ekipy, w której grał razem z Dionem Waitersem i Fabem Melo. Na pewno wybór gracza sprawdzonego w lidze akademickiej był w tej fazie draftu rozsądniejszym ruchem.

Numer #52 należał do Golden State. Zespół z Kalifornii po raz kolejny postawił na centra, tym razem okazał się nim Bośniak – Ognjen Kuzmić. 22-latek mierzy imponujące 216cm, ale ciężko cokolwiek powiedzieć o graczu, który w ACB zagrał 2 mecze, a w nich średnio przebywał na boisku pół minuty… Więcej czasu spędził grając na zapleczu ligi hiszpańskiej. Tam notował: 10.4 ppg, 8.6 rpg i 2.1 blk.

Serię kontynuował pozyskany przez Clippers i oddany do Rockets Turek – Furkan Aldemir. To już zdecydowanie bardziej rozpoznawalna na europejskich salonach postać. Silny skrzydłowy Galatasaray bardzo pozytywnie prezentował się w Eurolidze gdzie podobnie jak w lidze tureckiej pokazał się jako nieprzeciętny rebounder. W 2011 roku na Euro U20 notował średnio 14.8 ppg i znakomite 15.9 rpg. Jeśli jakiś Europejczyk z drugiej rundy ma być niespodzianką tego draftu Aldemir jest jednym z poważniejszych kandydatów.

O wybranym z #54 Tornike Shengelii więcej możecie przeczytać tutaj. Od siebie dodam tylko, że Gruzin naprawdę pozytywnie wypadł na ostatnim Eurobaskecie, a w Eurolidze odgrywał bardzo ważną rolę w belgijskim Charleroi. Na skutek wymiany prawa do niego pozyskali Brooklyn Nets.

Z #56 Raptors wybrali ciekawego Chorwata Tomislava Zubcica. Chłopak warunkami fizycznymi przypomina Jana Vesely’ego i podobnie jak Czech może grać na pozycjach 3/4. 22-latek ma trochę większe doświadczenie niż część jego europejskich kolegów wybranych w tym drafcie. Ograny w lidze Adriatyckiej (7.9 ppg, 3.6 rpg), wystąpił także kilka razy w Eurocupie (5.2 ppg, 4.5 rpg). W 2009 roku zagrał na Nike Hoop Summit. Z pewnością nie trafi do NBA zbyt szybko, ale fakt, że został wybrany przez Toronto zwiększa w pewnym stopniu jego szanse.

Następni w kolejce Brooklyn Nets zdecydowali się na Ilkana Karamana – trzeciego w tym drafcie Turka. Mierzący 208cm skrzydłowy ostatni sezon spędził w Pinar Karsiyaka, klubie tureckiej TBL gdzie notował przyzwoite 10.8 ppg i 6.4 rpg w przeciągu całego sezonu. Podobno nieźle wypadł na niedawnym Eurocampie.

Z ostatnim, #60 numerem Los Angeles Lakers wybrali centra z uniwersytetu Gonzaga – Roberta Sacre. Fakt, że został wybrany za całą rzeszą nieznanych graczy z Europy może dziwić. Doskonale przygotowany fizycznie, silny 7-footer z 5-letnim doświadczeniem w NCAA – w czym lepsi byli choćby Turkyilmaz czy Kuzmić? Lakers z #60 numerem znaleźli potencjalnego zmiennika Andrew Bynuma. Już jako 21-latek zagrał na Mistrzostwach Świata w Turcji. W ostatnim sezonie osiągał średnio 11.6 punktów, 6.3 zbiórek i 1.4 bloku na mecz.

1 Odpowiedź

  1. Apapap pisze:

    Coraz więcej ciekawych Kanadyjczyków trafia do NBA. Jednak następcą Nasha powinien być dopiero ten człowiek:
    http://www.draftexpress.com/profile/Andrew-Wiggins-6191/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *