Statystycznie: Co z tym Perkinsem?

16 miesięcy temu, w dniu trade-deadline, Kendrick Perquis Perkins i Nate Robinson trafili z Bostonu do Oklahomy za Jeffa Greena i Nenada Krsticia. Najważniejszą postacią tej wymiany był oczywiście Perk, który miał dać Thunder cenne mistrzowskie doświadczenie oraz świetną obronę pod koszem. W tym roku przyczynił się w dużej mierze do pierwszych Finałów w krótkiej historii OKC Thunder. Ale w ostatniej serii sezonu nie jest tak potrzebny, jak poprzednio.

Perkins jest jednym z niewielu ludzi w tej lidze, który jest w stanie powstrzymać Dwighta Howarda czy Andrew Bynuma. Ale Miami Heat, rywale Grzmotu w Finałach, nie mają nikogo takiego. Ich najlepszy wysoki, Chris Bosh, woli rzuty z półdystansu, a nawet dystansu, niż walkę pod koszami. A właśnie w tym najlepiej sprawdza się Kendrick. Innymi słowy – Perkins nie ma się kim zająć. Biorąc pod uwagę to, oraz jego ‚toporność’ w ataku, trzeba zadać sobie pytanie – czy jest sens w trzymaniu go na parkiecie? Statystyki już mają odpowiedź na to pytanie.

Umówmy się, Perk w ataku nie jest żadnym zagrożeniem. W izolacjach szczególnie. W ponad połowie swoich ‚iso’ Perkins traci piłkę. I teraz bomba – w tym sezonie Perkins jest na 391. miejscu (na 400), jeśli chodzi o punkty na posiadanie.

W defensywie jego impact jest oczywiście znacznie większy, jak już wspominałem, na post-upie jest jednym z najlepszych obrońców. Ale ten wpływ nie przekłada się jakoś znacznie na statystyki, a to one w tym artykule grają główną rolę. Z Perkiem na parkiecie defensywa OKC jest o 1.1 pkt na 100 posiadań lepsza od tej bez niego. Gdy Kendrick schodzi na ławkę, poprawia się za to ofensywa, o 8.4 pkt na 100 posiadań. Gdy środkowy OKC jest na ławce, ci grają najczęściej front-courtem Collison-Ibaka bądź small-ball z Durantem na czwórce. Przeciwko Heat oba ustawienia są lepsze.

W dwóch meczach Thunder-Heat w tym sezonie regularnym z Perkinsem na parkiecie Thunder byli lepsi o 1,5 punkta w przeliczeniu na 48 minut. Bez niego – lepsi o 13,5 punkta per-48. Jeszcze większa różnica występuje w dwóch meczach Finałów, jakie do tej pory rozegrano. Perk rozegrał w nich łącznie 44 minuty. Heat wygrali je wynikiem 98:80. W 52 minutach bez niego Thunder zdobyli 121 punktów przy tylko 96 oczkach Miami.

Perkins w poprzednich fazach play-offs wykonał naprawdę wielką robotę i chwała mu za to. Ale przed trzema meczami w Miami jest 1-1. Scott Brooks musi reagować, póki nie jest za późno. Różnica między osiągami OKC z Perkinsem na parkiecie oraz tymi bez niego jest zbyt duża, by móc zostawić to w spokoju. Sorry Kendrick – nie zostałeś stworzony do tych Finałów. Na miejscu coacha Thunder zmniejszyłbym minuty Perkinsa, ale uczyniłbym to z niemałym żalem – jestem jego fanem. Ale to nie czas na sentymenty. Dobro drużyny jest ważniejsze.

 

Wojtek Żuławiński

Fan Orlando Magic, człowiek od statystycznych ciekawostek. Prawdopodobnie rekordzista świata w liczbie godzin spędzonych na basketball-reference.com.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *