Zapowiedź Finałów 2012: Thunder vs. Heat.

Autorzy: Bob i Woy

Już tylko godziny dzielą nas od pierwszego gwizdka w G1 Finałów 2012. Na przeciwko siebie staną druga drużyna Konferencji Zachodniej – Oklahoma City Thunder i druga Konferencji Wschodniej – Miami Heat. Będzie to najbardziej elektryzujący pojedynek od lat, a obie drużyny uwielbiają szybką, widowiskową i atletyczną grę. Tym samym czekają nas zupełnie inne finały niż te z 2011 roku czy z 2010.  Jakie przewagi ma ekipa Kevina Duranta, a jakie LeBrona Jamesa? O tym i jeszcze więcej przeczytacie w tym artykule.

Dlaczego wygrają Thunder?

1) Są w pełni zdrowi. Nie mają takich problemów jak Heat z Chrisem Boshem. Oczywiście jak wszyscy zawodnicy w playoff – są już trochę zmęczeni i poobijani, ale najważniejsi gracze, a przede wszystkim Big Three Thunder jest w 100% gotowe do rywalizacji.

2) Są klubem zbudowanym, a nie kupionym. W przeciwieństwie do Heat postanowili na długotrwały i mniej efektowny proces przebudowy poprzez draft. Dzięki temu mają w tej chwili młody trzon zespołu, który jest emocjonalnie związany z barwami, miastem i organizacją. W sytuacji gdy o wygranej decydują niuanse to może mieć znaczenie.

3) Kevin Durant nie pęka w czwartej kwarcie. To szpilka w stronę sami wiecie kogo. Jeżeli przed sezonem 2011/2012 mieliśmy jeszcze wątpliwości który gracz jest najbardziej ‚clutch’ to teraz wątpliwości już nie ma – jest nim bez wątpienia Kevin Durant, a finały mają to tylko potwierdzić.

4) Nie ciąży na nich taka presja. Fachowcy są zgodni – Heat muszą, Thunder – mogą. Brak ogromnej presji, a jednocześnie sympatia mediów są zdecydowanym plusem ekipy Scotta Brooksa. 

5) Mają przewagę parkietu. Co prawda inny format rywalizacji trochę zaburza tą oczywistą przewagę, ale mimo wszystko gdyby miało dojść do G7 to kibice w Chesapeake Energy Arena będą stanowić wartość dodaną.

6) Mają prawdziwych podkoszowych. Twardego centra w osobie Kendricka Perkinsa i atletycznego Serga Ibakę. Zgoda – obaj są dość ograniczeni w ofensywie (choć 26 pkt Ibaki z czwartego meczu serii ze Spurs temu przeczy) – ale  w obronie są zdecydowanie lepsi niż jakikolwiek duet podkoszowych Heat.

7) Mają Dereka Fishera. Nutka sentymentu, ale zarazem przypomnienie, że Fish nigdy nie bał się wielkich rzutów. Gdyby jego rzut miał zadecydować o tym, że będzie miał więcej tytułów niż Kobe Bryant to byłaby fantastyczna klamra spinająca jego karierę.

Dlaczego wygrają Heat?

1) Mają w składzie LeBrona Jamesa, który już dorósł do zdobycia mistrzostwa ligi. LBJ był najjaśniejszą postacią serii z Pacers oraz Celtics. Osiągął najbardziej nieprawdopodobne cyferki mierząc się z legendami NBA. Ponadto ma fizyczną przewagę na Kevinem Durantem i jest najbardziej dominującym graczem ostatnich sezonów.

2) Zdrowy Chris Bosh, prezentujący najnowszą broń, rzut za trzy punkty. Jest to rzecz, która ma wyciągać Serge’a Ibakę na obwód, by dać miejsce do gry LeBronowi i Wade’owi. Bosh będzie kluczowym graczem podkoszowej rywalizacji. Walczy o swoją przyszłość w Heat. Jeśli nie zda egzaminu i nie wspomoże dwóch wielkich kolegów w walce o pierścień, to po sezonie może zostać wymieniony (w przypadku nie zdobycia tytułu).

3) Większe doświadczenie w finałach: LeBron James po raz 3. Dwayne Wade i Udonis Haslem też po raz 3 (wszystko z Heat). Do nich Mario Chalmers, Joel Anthony, Mike Miller czy James Jones po raz 2.

4) Wsparcie Pata Riley’a. Scott Brooks nie ma anioła stróża na swoim ramieniu, czyli kogoś takiego, który czuwa nad młodym szkoleniowcem Miami Heat, Erikiem Spoelstrą. Brylantowy Pat maczał palce w wygranej serii Heat z Pacers i nie omieszka wesprzeć radą swojego współpracownika tym razem. Zwłaszcza, kiedy przed rokiem trzeba było obejść się ze smakiem..

5) Trzy mecze u siebie. Pierwsze dwa mecze rozgrywane są na parkiecie Thunder. Jeśli jednak Heat zdołają wygrać jeden z nich (np. na otwarcie serii) to komfort rozgrywania 3 kolejnych spotkań w US Airways Centre może im dać drugi w historii klubu tytuł Mistrza NBA.

6) Obrona w statystyce na korzyść Miami. 92.5 do 96.9 traconych punktów w stosunku do Oklahomy City.

Durant vs. James

Pojedynek dwóch najlepszych graczy na Świecie. Trzykrotny MVP vs. trzykrotny król strzelców. Obaj w kwiecie wieku, grający naprzeciw siebie przez 40+ minut w każdym spotkaniu. Czego więcej możemy oczekiwać? Jeżeli ta rywalizacja Was nie elektryzuje, to nie sądzę żeby jakakolwiek inna w NBA mogła.

Przegląd osiągnięć karier obu graczy w ujęciu head to head.

Statystyki Kevina Duranta

Statystyki LeBrona Jamesa

Brooks vs. Spoelstra

Obaj trenerzy bazują na sile i atletyczności swoich graczy, wykorzystując to co najlepsze w osobach LeBrona Jamesa, Kevina Duranta, Dwayne’a Wade’a czy Russella Westbrooka. Coachowie lubują się w agresywnej obronie na dystansie (nacisk na strzelców) i zacieśnianiu strefy podkoszowej, wykorzystując elementy pomocy wysokich graczy (numerem jeden przy pick’n’rollach stawał się Kendrick Perkins w serii z Lakers czy Udonis Haslem w serii z Pacers ). Finały to jednak jest taka rozgrywka, kiedy przeciwnika należy zaskoczyć czymś nowym, może nawet dotychczas nie prezentowanym.

Każdy z nas wie, że liderzy Heat lubują się w izolalacjach i stwarzaniu jak najczęstszych okazji do kontr. Wiadomo też nam, iż gracze z Oklahomy szukają jak nawięcej przestrzeni dla swojego super-strzelca Durantuli. Wiele w ataku Thunder zależy od skuteczności z pola pary Westbrook-Harden. Czym zatem mogą nas zaskoczyć dwie drużyny? Otóż Chris Bosh pokazał już, że nowym preferowanym przez niego zagraniem jest rzut zza łuku.  LeBron James zaczyna przypominać gracza, który nie pęka w kluczowych rozgrywkach, a w dodatku zaczyna coraz skuteczniej prezentować się w post up. Nie myli się w momentach, kiedy musi wziąć ciężar zdobywania punktów na swoje barki, wykorzystując zasłonę wysokiego kolegi.

W finale wydaje nam się, że możemy ujrzeć częściej grających Norrisa Cole’a (szybkość na Westbrooka może być atutuem) czy Jamesa Jonesa (rozciągającego strefę rywala i szukającego pozycji w narożnikach boiska). Po drugiej stronie oczekiwałbym pick’n’rollowego grania Westbrooka lub Fishera i Hardena z Ibaką (ewentulane odrzucenie na obwód przy skoncentrowanej na pod koszem obronie, może oznaczać strzał z wolnej pozycji), które mogłoby pomieszać szyki obronne rywala. Również przejście na pozycję numer 2 Russella Westbrooka przy bardziej doświadczonym Dereku Fisherze, nie byłoby złym rozwiązaniem, kontrolującym tempo (ograniczającym jazdę bez głowy charyzmatycznego playmakera).

W obronie możemy oczekiwać większej liczby minut dla Nicka Collisona, mierzącego siłę z Udonisem Haslemem i Chrisem Boshem. Ważna uwaga: przeciwko Thunder nie opłaca się faulować, gdyż notują 83.5 % skuteczność z linii. OKC również rzadko dzielą się piłką – i to muszą zrobić – cześciej operować piłką bez kozła – by rozbijać szeroką i aktywną defensywę przeciwka. Bowiem 18,5 as na mecz to najgorszy wynik w R.S. i tu wydaje się, że należy zostawić miejsce do gry Westbrookowi i maksymalnie mocno przykleić się do Duranta.  Team Brooksa, by wygrać przede wszystkim musi rzucić się do walki o zbiórki w ataku. To wówczas powstrzyma zabójcze kontry Flasha i Jamesa.

Typy autorów: Bob – 4:3 dla Heat, Woy – 4:2 dla Heat.

Źródło statystyk i grafik: ESPN.com

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

8 komentarzy

  1. barkley pisze:

    w heat nie ma atmosfery- lebron ciągnie ten wózek- a u thunder wszyscy coś wnoszą

  2. Lanfaust pisze:

     literówka . Jest „wspomorze:, a powinno być …..

    a do rzeczy. Statystyki są fajne, ale mnie zaimponowała jedna rzecz w Thunder. W tych PO potrafili w zależności od przeciwnika przeorganizować swoją grę. Ze Spurs potrafili się świetnie dzielić piłką, a na dodatek w PO pokazali że są twardzi psychicznie.

    • woy9 pisze:

       dzięki.
      To jest na pewno zaleta i coś czym mi zaimponowali. Teraz muszą jednak zatrzymać hardcorowego koksu;-)

  3. GRD pisze:

    Podnieść się z gleby przeciw Spurs…. szacun!!!! Jestem po stronie Thunders. Go go go Durantula!!!

  4. saturn pisze:

    ja także trzymam kciuki za Thunder. To prawdziwy zespół ze świetną atmosferą i znakomitym liderem. Wiem, że statystyki i doświadczenie są po stronie Heat, ale ja liczę na chemię  w zespole z Oklahomy. Przeciwko Spurs pokazali wielkie serce, mimo, że statystyki były przeciwko nim. Podnieśli się z pozornie przegranej pozycji.
    Bardzo dużo zależy od pracy trenerów, jak ustawią grę. Thunder mają 7-dmiu (z Fishem) wartościowych zawodników, którzy mogą ciągnąć grę. Miami ma moim zdaniem tylko 5-ciu. Jeśli uda im się spowolnić Jamesa, to będzie dużo.

  5. kosmos11 pisze:

    Nigdy nie pojmowałem takie rozkładu spotkań. Niweluje to 90% przewagi Thunder.
    Fakt, jest komfort że game7 ma się na własnym parkiecie, ale przy założeniu że każdy wygrywa w swojej hali to trochę traci urok. Bo jeśli Thunder z 2-0 zjechaliby na 2-3 to odbiłoby się na morale/psychice i niejako jednak dawałoby przewage drugiemu zespołowi. (a chyba nie o to chodzi w walce o jak najlepszy bilans)
    2-2-2-1, tak powinno być i tyle

    • FanMiami pisze:

       No to właśnie po to chyba to jest, żeby w samym wielkim finale nie było tej „klasycznej” przewagi parkietu, ale żeby ją zminimalizować, a w przypadku „wykrwawienia” się zespołów w ciągu 6 meczów- dać bonus drużynie z lepszym bilansem z R.S.

  6. FanMiami pisze:

    Jak wskazuje mój nick-jestem zdeklarowanym fanem Miami i to z czasów „przedLeBronowskich”, po prostu uwielbiam Wade’a.

    Na taką parę finałową stawiałem już po 3-4 meczach sezonu zasadniczego. Bardzo szanuję Thunder i uwielbiam patrzeć na ich grę, gdyż zionie z nich radość i taka świeżość. Bardzo lubię Duranta za jego niesamowitą pokorę (o której świadczy chociażby wypowiedź zaraz po otrzymaniu nagrody MVP w Meczu Gwiazd) i uważam za najlepszego zawodnika na świecie.

    Dlaczego wygra Heat?
    Bo mają duet Wade-James, który pokaże w końcu pełnię swoich możliwości (nawet w tych P.O. pokazali, że są w stanie rzucić „combined” 70pkt) i który chyba dojrzał do tego mistrzostwa.
    Bo mają Chrisa Bosha, który zaczął trafiać za 3.
    Bo mają Mario Chalmersa, który w końcu stał się pełnowartościowym zawodnikiem-z rzutem, pewnością rozegrania, „cwaniactwem”.
    Bo mają zawodników którzy są w stanie wypalić w każdym momencie (Battier,Norris Cole,James Jones ze swoimi trójkami)
    Bo mają zawodników, dla których jest to być może ostatnia szansa na zdobycie pierścienia (Haslem)

    Reasumując, stawiam na 4-3 dla Heat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *