Thunder zagrają w Finale! Spurs wracają do domu

Oklahoma City Thunder wygrała tej nocy po raz czwarty z rzędu! Jeszcze bardziej zdumiewające jest to, że „Grzmoty” przegrywały w serii już 0-2, a wiele osób twierdziło, że Spurs są murowanymi pewniakami do walki o pierścień w Finale. Stało się jednak inaczej, a zbudowana głównie z graczy młodego pokolenia – drużyna, czeka już na swojego, ostatniego w sezonie przeciwnika, którym będzie ekipa Boston Celtics lub Miami Heat. Thunder dokonali czegoś co wielu wydawało się nierealne, ograli wielkie San Antonio Spurs, tym razem po genialnym meczu 107 do 99 i postawili przysłowiową „kropkę nad i”. Jednymi słowy: „Playoffs baby”. Po raz kolejny swoją drużynę do zwycięstwa poprowadził nieobliczalny i niesamowicie utalentowany Kevin Durant, autor 34 punktów, 14 zbiórek i 5 asyst. Końcowy wynik serii: Thunder 4 – 2 Spurs.

Drużyna Stan I kwarta II kwarta III kwarta IV kwarta Wynik
Oklahoma City Thunder 4 20 28 32 28 107
San Antonio Spurs 2 34 29 18 18 99

Mecz w skrócie…

Chesapeake Energy Arena wypełniona została po brzegi, zgromadzona widownia oczekiwała przede wszystkim na zwycięstwo swoich pupili i co się z tym wiąże, awans do Finałów.

Po pierwszych 12 – minutach cel znacznie się oddalał. Spurs grali jak w transie, Tony Parker zaaplikował rywalom w tamtym okresie aż 16 „oczek”, a jego piłki po oddanych rzutach wpadały do kosza z niesamowitą lekkością. Reszta zespołu również nie odstawała od swojego rozgrywającego. W tym momencie gospodarze przegrywali już różnicą 34 do 20.

Drugą odsłonę od trójki rozpoczął Gary Neal, następnie dokładnie to samo powtórzył James Harden. Thunder w przerwie odrobili pracę domową i grali zdecydowanie lepiej, szczególnie w obronie. Świetnie dysponowany tego wieczoru Stephen Jackson trafił w tej kwarcie aż 3 razy zza łuku, w całym spotkaniu uczynił to 6 razy, na 7 oddanych prób, a mecz zakończył z dorobkiem 23 punktów! Co ciekawe gracz, który dołączył do Spurs w trakcie sezonu z Milwaukee Bucks nie rzucił w tym spotkaniu ani razu z półdystansu.

Do punktowania dołączył Russel Westbrook i Kevin Durant. Ten pierwszy po 28 minutach miał na swoim koncie 13 punktów, a Durant zakończył drugą kwartę efektowną trójką (14 punktów po 2k).

Po zmianie stron oglądaliśmy inne wydania zespołów. Thunder wyglądali jakby wypili w przerwie po skrzynce Red Bullów. Naładowani pozytywną energią i zmobilizowani rozgrywali kolejne akcje. Durantula znów trafiał i straszył rywali. Westbrook ponownie przeobraził się w pędzące, jak ja to mawiam, „londyńskie metro”.

KD zdobył w 3. kwarcie 14 „oczek„, punktowała również reszta zespołu. Thunder odrobili stratę, liczącą niekiedy aż 18 punktów i po 36 minutach spędzonych na boisku przegrywali już tylko 80:81!

Ostatnią odsłonę batalii, od celnego jump-shota ,rozpoczął Manu Ginobili. Następne akcje należały już jednak do gospodarzy, goście z San Antonio grali jakby zaczarowani przez „wiedźmy”: nie trafiali, tracili piłki, faulowali.

Gregg Popovich na pewno nie był zadowolony. Powiem więcej, obserwując jego zachowanie, można było dostrzec sportową złość, która skutkowała (wewnętrzną) furią i rozczarowaniem. Najbardziej oberwało się Tiago Splitterowi, co zobaczyć można tutaj.

Thunder, jak napisałem już powyżej, grali bardzo dobrą koszykówkę! Na 6:30 minuty do zakończenia spotkania, prowadzili różnicą czterech punktów, 91-87. Spurs za wszelką cenę chcieli ich dogonić, ale po trójkach Dereka Fishera i Jamesa Hardena wyglądali, jak chomik biegnący w klatce w swoim kółku nie przybliżając się do celu, o tak.

Na koniec jeszcze, efektownym wsadem popisał się Kendrick Perkins – zdobywca 4 punktów i 3 zbiórek, a rzuty osobowe wykorzystał brodacz. Końcowy wynik 107:99. Oklahoma City Thunder po niesamowitej metamorfozie pomiędzy pierwszą a drugą połową spotkania, wygrywa i przechodzi do Finału NBA!

San Antonio Spurs, czas zakupić wędki…

Podsumowaniem sezonu w wykonaniu Spurs zajmie się na pewno ktoś z moich redakcyjnych kolegów, dlatego na ich temat tylko kilka zdań. „Ostrogi” po dwóch pierwszych spotkaniach i niebotycznej serii zwycięstw,  która ciągnęła się bardzo długo, wydawali się tak naprawdę pewniakiem. Wszystko jednak obróciło się o 360 stopni, po meczu numer 3, w którym przełamania niepokonanych dokonali gracze Thunder. Ktoś spodziewał się, że OKC wygrają później kolejne trzy spotkania i zwyciężą w całej serii 4-2? Wątpię. NBA lubi jednak zaskakiwać.

Przechodząc jeszcze do dzisiejszego meczu. Najlepszym zawodnikiem na parkiecie w czarnej koszulce z napisem Spurs był tej nocy… ciężko powiedzieć. Tony Parker zdobył w sumie 29 punktów i rozdał 12 asyst, ale oprócz pierwszej kwarty, w której to błyszczał jak oszlifowany diament, nie sprostał zadaniu i nie poprowadził swojego zespołu do zwycięstwa. Trafił (przeciętne?) 12 na 27 rzutów z gry. Nie zachwycił również gracz, który przyzwyczajony jest raczej do wchodzenia z ławki. Tym razem w roli startera Manu Ginobili zaaplikował rywalom zaledwie 10 punktów (4/12 z gry). 25 punktów i 14 zbiórek zdobył niezawodny Tim Duncan (11/23 z gry), lecz jak wiemy już teraz, nie przełożyło się to na wynik zespołu. Tak, jak wspomniałem wcześniej, świetną zmianę z ławki dał Stephen Jackson.

Spurs trafili 37 na 84 rzutów z gry (44%), a 11/26 zza łuku (42.6%)

 

Oklahoma City Thunder, pierścienie na wyciągnięcie palca…

Thunder są bliżej tytułu mistrzowskiego niż się wszystkim wydaje. Rok temu odpadli w finale konferencji, ulegając Dallas Mavericks, tym razem to oni, zasłużenie byli górą. A Dallas z kwitkiem odesłali już w 1. rundzie PO (4-0). Dużo ekspertów mówiło, że ta drużyna nie jest jeszcze gotowa na zdobycie Mistrzostwa. Ja mam na ten temat odmienne zdanie, jedno jest natomiast pewne: Thunder w finale zagrają z jeszcze większym zaangażowaniem i jeszcze większą siłą.

Kevin Durant po raz kolejny udowodnił, dlaczego nazywany jest jednym z najlepszych graczy/snajperów w NBA. Przejął mecz , kiedy sytuacja tego wymagała, nie zawahał się ani przez moment. 35 punktów, 14 zbiórek, 5 asyst, 9 na 17 z gry, 4/8 zza łuku w decydującym, szóstym spotkaniu? Świetny wynik, szacunek.

Kroku dotrzymywał mu Russel Westbrook, który trafił dokładnie tyle samo rzutów z gry i miał dokładnie taki sam procent co KD. Zdobył jednak 25 punktów, rozdał 5 asyst i zebrał 8 piłek. 16 „oczek” z ławki dorzucił James Harden, w tym kluczowy rzut za 3! Derek Fisher pokazał dziś pazur i udowodnił, że jest czymś więcej niż człowiekiem z ogromnym doświadczeniem. Podobnie jak brodacz, trafił zza łuku w najważniejszej fazie meczu, a w ciągu 23 minut spędzonych na parkiecie zdołał uzbierać 7 punktów.

Thunder trafili 36 na 72 rzutów z gry (50%), a 10/18 za 3 (55.6%)

Jako ciekawostkę warto jeszcze dodać, że Durant nie zszedł z parkietu ani na chwilę! Spędził na boisku pełne 48 minut, to się nazywa kondycja.

Warto dodać jeszcze, że dla drużyny o nazwie Thunder będzie to debiut w najważniejszej serii rozgrywek, czyli Finale NBA.

 

Filmowe podsumowanie:

 

Patryk Pankowiak

Wierny fan New Orleans Hornets i Chrisa Paula, odkąd ten przeniósł "swoje talenty" do LA, ogląda również mecze Clippers. Zwolennik powiedzenia: "Koszykówka to coś więcej niż gra, to styl życia".

23 komentarze

  1. Twkarol pisze:

    Ciekawe tylko czemu Durantowi nie oberwało się za słabą czwartą kwartę, 6 punktów, wszystkie z wolnych, a przez ostatnie 5 minut spotkania nie zdobył punktu. Ale nie każdemu się obrywa gdy mecz zostaje wygrany i ma się wsparcie w postaci kolegów z zespołu. Poza tym Durant to nie LeBron, on może sobie pozwolić na słabsze fragmenty. LeBron musi być top cały mecz i w czwartej kwarcie pykać po 200 punktów. Oto cała filozofia.

    • Mateuszb90 pisze:

      Bo Durant nie jest samozwańczym Królem, bo nie jest porównywany do MJ. Poza tym, w 5 pozostałych meczach, to on szalał w końcówkach. A LBJ? Kiedy ostatnio zaszalał w końcówce ?! Jak oddawał Haslemowi piłkę ?

    • Matthew K pisze:

      Chcę ci tylko przypomnieć, że to ludzie z jego Akron, Ohio dali mu ten tytuł, a potem podchwyciło to Cleveland. LeBron nie nazwał się tak sam, więc samozwańczym królem nie jest na pewno. Poza tym jaki sens ma szaleństwo w końcówce? Na takim etapie kariery na jakim jest LeBron nie zależy mu już na tym czy zdobędzie 28 z 29 ostatnich punktów drużyny tylko zależy mu na dobru wspólnym, więc szuka najlepszych i najbardziej efektywnych rozwiązań. Owszem, uważam że ma za mało piłki w rękach w końcówce, ale LeBron jest liderem Heat – dzięki jego przeglądowi pola i boiskowemu IQ może znaleźć najlepsze dostępne rozwiązanie. A co do akcji z Haslemem – widziałeś lepsze rozwiązanie? Spróbować zagrać 1na1 i próbować trafić contested shot czy raczej odegrać do solidnego strzelca z półdystansu wcześniej kreując mu pozycję do rzutu? Czasem się trafi a czasem nie, taka jest gra. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem jest odegranie na czystą pozycję a nie forsowanie rzutu, tak jak Jordan odgrywał a Paxson i Kerr trafiali. Problem w tym, że James nie ma przy sobie Kerra czy Paxsona ale Mike’a Millera ale to jest już zupełnie inny temat…

    • M2V3P pisze:

      Nie nie i jeszcze raz NIE! LeBron może i jest najlepszym zawodnikiem Heat, może i jest najlepszy w lidze, może i jest 1-szą opcją w ataku, ale to Wade jest LIDEREM, to Wade bierze na siebie odpowiedzialność w crunch a nie LeBron i nie żartuj sobie z tym rzekomym IQ dzięki któremu znajduje najlepsze rozwiązania, zwyczajnie nie ma JAJ boi się wziąć piłkę, a jak już to robi to z tragicznym skutkiem i nie ma na to żadnego usprawiedliwienia, ŻADNEGO.

    • Mateuszb90 pisze:

      Na wspólnym dobru? Tak wykreował pozycję Haslemowi, że ten sam się zdziwił. Może sobie LBJ rzucać po 30 pkt, mieś staty na pograniczy triple double, ale dopóki nie zacznie brać odpowiedzialności w końcówce nie będzie legendą. A tytuły MVP regular season niech zbiera.
      Widziałeś, jak Brooks kazał Durantowi wziąć odpowiedzialność na siebie w 3, bądź 4 meczu (nie pamiętam w którym dokładnie),a on trafiał serią? to jest LIDER. To jest koleś, co między nogami ma to COŚ. To coś co mają nieliczni. Albo to się ma i będzie się legendą, albo się tego nie ma i punktuje się na słabych. Zresztą, dziś zobaczymy co zrobi LBJ.

    • PTBlazers pisze:

      Durantowi miał się oberwać za ten mecz :) :) :) W 3kwarcie odwrócił losy tego meczu w 4kwarcie było tylko dobijanie rywala. Ty chyba nie rozumiesz roli lidera, nie chodzi o to żeby podbijać statsy na siłę kosztem dobra drużyny, jak idzie innym to dlaczego w konkretnym meczu tego nie wykorzystać? Jakby OKC nie szło to wtedy Durant przejął by mecz w 4kawrcie tak jak to juz nie raz robił. Rozumiem że kibicowanie Lebronowi sprawia że już się nawet nie rozumie kim powinien być lider z prawdziwego zdarzenia…

  2. Może dlatego, że Thunder po prostu awansowali dalej, a Miami przegrywa mecze i jest krok od odpadnięcia :) 

  3. Koko spoko pisze:

     Beka. Czepiać się duranta za 48 min gry na najwyższym poziomie po awansie do wielkiego finału i to po takim meczu. Żenada

    • Twkarol pisze:

      Trzeba zrozumieć kolego ironię w tej wypowiedzi. Durant to dobry zawodnik, niektórzy porównują go do LeBrona, dla niektórych jest jeszcze lepszy. A więc skoro tak jest to trzeba obiektywnie oceniać poczynania dwóch najlepszych koszykarzy w lidze. Ale to LeBron nie może sobie pozwolić na słabsze momenty bo zaraz fala krytyków z pianą w ustach czerpie z tego tytułu niepohamowaną radość. Nie liczy się że przez 45 minut gra solidnie, jest liderem zespołu, trzyma wynik i twardo gra w obronie. Nie trafił ostatniego rzutu, jego drużyna nie wygrała meczu LeBron to cienias i przereklamowany koszykarz. Gdyby dzisiejszy mecz Oklahoma przegrała to czy gra Duranta byłaby równie ostro oceniana jak gra Lebrona pomimo jego 34 punktów i 14 zbiórek. Wątpliwa sprawa.   

    • PTBlazers pisze:

      Tylko że Durant w tym meczu nie miał słabych momentów, nie cegłował w 4kwarcie, OKC w pełni kontrolowało spotkanie, Spurs skupiło obronę na KD Oklahoma to wykorzystała, Durant grał mądrze, widząc że innym siedzi nie forsował niczego na siłę. Tak grają liderzy i dobre drużyny… Jak gra Miami i Lebron w końcówkach wiemy…

    • Koko spoko pisze:

      No wiesz to nie Durant naobiecywał 10 tytułów czy ileś tam ale King James więc on sam musi się liczyć z tym że ludzie bedą mu to wypominać i każdą chociaż najmniejszą pomyłke, zresztą jest bufonem który jeszcze nic nie wygrał a sam się nazwał Kingiem wybrańcem czy h*j wie jeszcze kim. I po prostu śmiesznie jest to gdy się go porównuje z KD który można tak powiedzieć jest jeszcze na początku kariery

    • gratek pisze:

      Tego najważniejszego tytułu jeszcze nie zdobył, ale coś tam jednak wygrał.

  4. cynik pisze:

    Nie chcę wyjść na jakiegoś  purystę językowego, ale pierwszy raz słyszę o „rzutach osobowych”. Od razu nasunęło mi się skojarzenie z serialem „Spadkobiercy”, jak Gorski powiedział, że zostanie koszykarzystą. A na to Michał Wójcik:”Chyba koszykistą” ;-)

    • No nie wiem, czytałem już wiele recapów i terminu „rzuty osobowe” wykorzystuje sporo redaktorów. Wydaje mi się, że wiadomo o co chodzi. osobowe-osobiste.

  5. Manek pisze:

    obróciło się o 360 stopni? ;)

  6. dobry85 pisze:

    Tak w gwoli ścisłości ostatnie zdanie, a więc :”Warto dodać jeszcze, że dla młodej organizacji z Oklahomy będzie to debiut w najważniejszej serii rozgrywek, czyli Finale NBA.” jest -niestety-bzdurą. Jak sam autor zapewne doskonale wie, Thunder są kontynuacją tradycji Supersonics, a nie nowym tworem dołączonym do NBA na skutek expansion draft-u. Reasumując: dla Thunder to pierwsze finały od czasu przeniesienia organizacji z Seattle i zmianie nazwy. pzdr

    • Kislu27 pisze:

       Napisał wyraźnie: z Oklahomyz Oklahomyz Oklahomyz Oklahomyz Oklahomyz Oklahomyz Oklahomyz Oklahomy i młodej organizacjimłodej organizacjimłodej organizacjimłodej organizacjimłodej organizacjimłodej organizacjimłodej organizacji

    • Finley pisze:

      Oklahoma nie jest kontynuacją Seattle SuperSonics. Dobrze jest napisane. Seattle Supersonics zastrzegło sobie prawo do swojej historii.

    • woy9 pisze:

       nie do końca Finley – tylko nazwa i logo. Flagi i tytuł z lat 70’tych są wpisane w historię OKC Thunder. Także podpisuję się pod zdanie Dobrego85. sorra;-)

      ” The owners agreed to leave the SuperSonics name, logo and colors in Seattle for a possible future NBA franchise;however, the items would remain the property of the Oklahoma City team
      along with other „assets,” including championship banners and trophies.”

    • Już poprawione, przepraszam za błąd.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *