Gliniarze wrócili!!

NBA play offs wkraczają w decydującą fazę a zawodnikom grającym o coraz wyższą stawkę udzielają się coraz większe emocje. Znakomitym tego przykładem było spotkanie numer 5 pomiędzy Heat i Pacers, kiedy zawodnikom zaczęły puszczać nerwy. Wielu z nas się wczoraj zastanawiało czy zagrania te były umyślne, czy były prowokowane, a osobiście zostanę przy stwierdzeniu, iż gracze Franka Vogela dostali własnym rykoszetem (patrz prowokujące zachowania Danny’ego Grangera i Lance’a Stephensona). Swoją drogą po drugiej stronie USA, w konfrontacji Lakers z Thunder oglądaliśmy kolejne łokcie w zażartej walce pomiędzy Jamesem Hardenem i Ronem Artestem (ze światowym pokojem nie mającym nic wspólnego).

Niejeden z Was w komentarzach – za które dziękuję w imieniu wszystkich tworzących na stronie – nawiązał do dawnych czasów słynnych Bad Boys i potyczek z Bykami czy twardych wojowników Pata Riley’a z Nowego Jorku. Co by było gdyby dziś niektóre zespoły stanęły naprzeciwko naprawdę fizycznie grających rywali, bo powiedzmy szczerze i za przepisami z obroną lat ’90 tych dzisiejsze granie nie ma wiele wspólnego, a cytując słowa Michaela Jordana, to on sam mógłby dziś pobić rekordy Bryanta (81) i Chamberlaine’a (100). Przez lata niestety coraz bardziej zmuszani są zawodnicy do odchodzenia od kontaktowej gry..

Rozszyfrujmy mój tajemniczy tytuł. Zaczerpnąłem go z biografii o Michaelu Jordanie, w której to autor odsyła nas do czasów wymiany na linii Bulls i Knicks, podczas której Charles Oakley powędrował do Nowego Jorku w zamian za Billa Cartwrighta. Zmartwiony tym faktem straty dobrego przyjaciela M.J. zapytał jednego z asystentów trenera Bulls, kto będzie następnym gliniarzem? Gliniarz to swego typu ochroniarz gwiazdy drużyny, a nową rolę powierzono – z niedowierzaniem Jordana – Horace’owi Grantowi (któremu Air nie okazywał wielkiego szacunku czy też równie wielkiego jak Oakley’owi lub później Rodmanowi).
I tak przez lata obserwowaliśmy zjawisko chronienia gwiazd NBA przez najróżniejszych rzemieślników.

Osobne i wielkie historie na kartach NBA zapisywali, zwłaszcza podczas play offs: Bill Laimbeer i Dennis Rodman (wspierający Isiaha Thomasa i Joe Dumarsa), następnie znów Charles Oakley i Anthony Mason (koledzy Patricka Ewinga i Johna Starksa), Dale i Antonio Davisowie wśród TOUGH (przeciwieństwo użytego przez Larry’ego Birda słowa SOFT) Pacers – ochroniarze Reggiego Millera i Marka Jacksona oraz ponownie Charles Oakley i Antonio Davis chroniący młodego i rosnącego w siłę Vince’a Cartera.

Mały przerywnik: czy wiecie, że w 1984 podczas play offs Larry Bird – w nawiązaniu do słowa SOFT – również nazwał swoich kolegów z drużyny „SISSIES” (mięczaki, tchórze, dzieci czy w ostrzejszym znaczeniu „cioty” – przepraszam za wyrażenie;-).

Jak pamiętacie również Heat uchodzili za mięczaków, zwłaszcza po pewnej porażce z Bulls u siebie, po której rzekomo płakali w szatni..Od wczoraj jednak chyba coraz mniej ludzi będzie używała tego zwrotu w nawiązaniu do ostrych środków zastosowanych przez Pittmana i Haslema (swoją drogą po meczu w Indianie Juwan Howard szukał Stephensona i miał mu coś do powiedzenia, ale od osiągnięcia celu powstrzymali go koledzy z drużyny).

Howard i koledzy z drużyny pokazali jednak i w końcu charakter; LeBrona Jamesa i Dwayne’a Wade’a czyli największe gwiazdy NBA należy traktować z szacunkiem im należnym, za ich wkład w grę w drużyny etc. Pat Riley wg mnie również brał w tym udział i rzecz jasna szepnął swoim Bad Boys (Dexter i Udonis) by nie dali obijać tak swoich kumpli, którzy mają jasną do realizacji misję, zdobycie korony mistrza.

Ci, którzy z ochotą wspominają czasy nowojorskich Knicks z Ewingiem, Starksem, Masonem i Oakley’em pamiętają twarde i dla innych dziwne zasady sztuki trenerskiej, wpajane zawodnikom, przez Pata Riley (nie podajemy ręki leżącemu przeciwnikowi, faulujmy tak by nie zdobyli punktów, wygrywamy i przegramy razem – na boisku jesteśmy jak rodzina). Dziś wydaje mi się, że pewne słowa wypowiedziane przez trenerską legendę NBA w szatni Heat, mogły wpłynąć na wydarzenia sprzed kilkunastu godzin.. Dexter Pittman i Udonis Haslem urośli do rangi ochroniarzy gwiazd oraz boiskowych gliniarzy, którzy zaprowadzaną porządek w przypadku ataku na ich kolegów. Gotowi do pomocy w meczu numer 6 będą Juwan Howard i (może nawet) Eddy Curry (jeśli wejdzie na boisko).

Puenta: wyobrażacie sobie w dzisiejszych czasach przeciwko Thunder, Spurs Heat, Pacers walczących do upadłego Laimbeera, Rodmana, Masona czy Oakley’a ? Mogłoby być naprawdę ostro;-) aż iskry by szły..MWP (bodyguard Kobego) chętnie by do tego powrócił!

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

12 komentarzy

  1. rastan pisze:

    Ciekawe spojrzenie na temat. Też mi coś chodziło po głowie, że to nie dzieło przypadku, ale pewności nie mamy. Chciałbym jeszcze dodać, że MJ ma racje (teraz byłoby mu łatwiej), obecne przepisy faworyzują takich atletów jak James, tylko fruwają jak nienormalni, a jak ktoś ich ściągnie czasem brutalnie na ziemie to wielkie halo z tego zaraz.
    Ps. Lance Stevenson jest moim nowym ulubieńcem, nie flopował po faulu jak wielu innych „SISSIES” ;) 

    • kosmos11 pisze:

       Fakt, Lance nie udawał bóg wie czego po tym faulu, choć przecież z powtórek video wydaje się że zagranie było całkiem groźne. Nie wiem czemu, ale od razu dla kontrastu przypomina mi się technik dla Chandlera za ruchomą zasłonę na Jamesie i wielkie (i choleeernie długie swoją drogą) teatrum tego drugiego. Cóż, każdy gra jak uważa, ale ode mnie +1 do respectu dla gracza Pacers

  2. matheous pisze:

    Koszykówka już nigdy nie wróci do fizycznej gry graniczącej nawet z brutalnością z przełomu lat 80/90. Władze ligi zmieniły odrobinę zasady aby sprzyjały graczom w ofensywie. W ten sposób chcieli uczynić NBA bardziej atrakcyjną, bo jak wiemy (może nie wszyscy) po odejściu Jordana nastąpiła bardzo głęboka recesja w NBA i tak na dobrą sprawę liga po dziś dzień nie odzyskała swojej świetności aczkolwiek delikatnie jakby się podniosła z dołka. Natomiast czy MJ rzuciłby dzisiaj, przy obecnych zasadach 100 punktów ? Bardzo możliwe, ale musiałoby się na to poskładać kilka czynników. Nie mniej jednak jego statystyki na pewno poszybowałyby w górę i to dość sporo.

    • Sonics pisze:

      A dlaczego kiedyś jak obrona była „taka dobra” zespoły zdobywały ponad 10% punktów na mecz?

    • EL pisze:

      Kiedyś byli dużo lepsi koszykarze. W latach 80 było kilkudziesięciu wybitnych zawodników. Dziś znajdziemy MOŻE dziesięciu…

    • lesny.ryj pisze:

      Bo to jeden z mitów który ludzie wielokrotnie powtarzają nie podpierając się żadnymi faktami. Najlepszy defens nie był w latach 80, ani nawet na początku 90 tylko w latach 97-04

    • matheous pisze:

       to może ty poprzesz swoją opinię i obalisz „mit” ?

    • woy9 pisze:

      czyli mówisz o czasach drugich mistrzowskich Bulls, wspinających się do finału Pacers, nowych Heat Pata Riley’a i Knicks Jeffa Van Gundy’ego. z drugiej strony byli Supersonics George’a Karla z Paytonem i Kempem, Jazz ze słynnym duetem i nie mniej słynnym trenerem Sloanem i w końcu Spurs czyli mistrzowie skróconego sezonu. 

    • matheous pisze:

       ponieważ tempo rozgrywki było zdecydowanie wyższe niż dzisiaj

  3. EL pisze:

    A ja akurat wolał bym oglądać taką koszykówkę jaka była w latach 80 i 90. To był prawdziwy basket. A teraz? Coraz bardziej NBA zbliża się do tego co się dzieje w Europie. Za każde dotknięcie faul… Ale na kilku portalach czytałem już teksty w komentarzach pod postami o ostrzejsze zagrania w PO – „dotknął go!! FAUL!!” Chciałbym zagrać z takim gościem;] 

    W dzisiejszej NBA Rodman w każdym meczu dostawał by po 2 techniki. To samo Rasheed albo Bill Lambeer. Niestety ale nie ma już takich zawodników. A jak mają potencjał by takimi się stać za chwilę są skracani przez dyktatora…;/

  4. M2V3P pisze:

    Prawda jest taka, że dzisiejsi zawodnicy dostosowali się do wprowadzonych przez Stern’a zasad, bo co? Nie mają korzystać z tych ‚przywilejów’ jakie dają dzisiejsze zasady? Gdyby Stern nie zmienił zasad nadal mielibyśmy taką samą twardą koszykówkę, jeżeli nie twardszą, popatrzmy jak zbudowani są teraz zawodnicy, gdyby LeBron czy Wade grali w czasach ‚Jordanowskich’ dostosowali by się do panujących tam zasad, to samo tyczy się reszty ligi, zawodnicy po prostu przystosowali się do sytuacji i zasad narzuconych im z góry.

  5. starks pisze:

     Lebrony i Duranty sokojnie by sobie poradzili. Takich strzelcow jak Durant to nawet w latach 80-90 ze swieczka szukac. Pamietam te batalie. Np. utah-seattle na poczatku lat 90. Pozniej bojki heat – knicks ;) Oczywiscie bylem za NY. Suns tez nie byli za spokojni. W zasadzie to nie bylo wtedy w PO zespolu bez twardych graczy. No moze poza cavs :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *