Pacers przejmują prowadzenie w serii!

 Indiana Pacers pokonała Miami Heat 94:75 i objęła w serii prowadzenie 2-1. To zwycięstwo może dodać im skrzydeł, a jednocześnie podciąć je zespołowi gości, którzy musieli się dziś zmagać nie tylko z brakiem Chrisa Bosha, ale też z fatalną grą Dwyane’a Wade’a (5 pkt, 2-13 FG). Nie wystarczył świetny występ Mario Chalmersa oraz przyzwoity LeBrona Jamesa. Roy Hibbert pokazał, że jest w stanie decydować o losach tej serii. Ale nie był sam. On, Hill, Granger i West po raz kolejny pokazali, że Indiana nie jest zbiorem indywidualności, lecz drużyną koszykówki.

Już początek spotkania mógł podpowiadać, że nie będzie to najlepszy mecz dla Heat. Swoje pierwsze punkty goście rękami LeBrona Jamesa zdobyli dopiero w czwartej minucie meczu. Pacers zaczęli od 11-2, ale już po chwili o nieudanym początku Żaru można było zapomnieć. Swój własny festiwal rozpoczął Mario Chalmers, który zdobył 6 punktów z rzędu, a później trafił rzut dający Miami pierwsze prowadzenie w tym meczu (17:15). Na remis trafił Hibbert, ale były to ostatnie punkty Indiany w pierwszej odsłonie. Heat zamknęli ją 9 punktami z rzędu i po 12 minutach prowadzili 26:17. Tak dość wysokie prowadzenie zawdzięczają dużemu runowi 24-6. LBJ miał po 1Q 11 punktów, Chalmers 8. Roy Hibbert również uzbierał 8 oczek.

Czy ktoś jednak myślał, że to koniec? Pacers nie mogli tego zrobić swojej publiczności, wobec tego świetnie rozpoczęli drugą kwartę. Dahntay Jones zaczął od 5 szybkich punktów, a Pacers zmniejszyli stratę do tylko dwóch punktów (26:28). Znów jednak pozwolili Heat na odskoczenie, nie zdobywając punktu przez kolejne 2,5 minuty. Ale goście także nie byli bezbłędni i powiększyli swoją przewagę do „tylko” 7 oczek. Chwilę potem nie było po niej ani śladu. Słabszy fragment miał LeBron James, z czego skorzystał George Hill. Rozgrywający Pacers w dwóch kolejnych akcjach zdobył 5 punktów, które dały jego teamowi prowadzenie 37:36, zaś LBJ popełnił wówczas 2 straty z rzędu poprzedzone pudłem na linii. Pierwsza połowa zakończyła się remisem 43:43, Mario Chalmers rzucił 5 punktów z rzędu, a Hill dodał do swojego dorobku jeszcze 4 oczka i w drugiej kwarcie zdobył łącznie 9 punktów. James w pierwszej połowie zdobył  16 punktów.

Dwyane Wade w pierwszej połowie nie zdobył punktu. Heat ratował fakt, że Mario Chalmers rozgrywał najlepszy mecz play-offs w karierze. Flash swoje pierwsze dwa punkty zdobył na początku trzeciej kwarty. Cudowne przełamanie? Wielki come-back? Nic z tego, były to pierwsze, ale też ostatnie punkty Wade’a  w 3Q. Heat nie zdołali już zasłonić jego bardzo słabej formy, bo Pacers (w szczególności Granger i George – razem 17 pkt w 3Q i świetny defense) wskoczyli na wyższy poziom. Chyba można to tak nazwać, skoro zanotowali run 19-3, po którym prowadzili 14 punktami (64:50). Joel Anthony i Mike Miller natychmiast rozpoczęli come-back, zdobyli 5 kolejnych punktów, ale Pacers przed czwartą kwartą utrzymali 14-punktową przewagę..

..która na starcie ostatniej odsłony powiększyła się do 18. Dobry fragment miał Darren Collison, który zdobył 7 punktów z rzędu na przełomie dwóch ostatnich kwart. Heat grali słabo, ale dostali jeszcze jedną szansę na powrót, bo Mario Chalmers samodzielnie zmniejszył stratę do 11 punktów. W kolejnej akcji zablokował go jednak Hibbert, a potem Hill wymusił na nim faul przy rzucie za trzy. Pacers zdobyli 8 kolejnych punktów, po których na 4:36 do końca prowadzili 86:67. Dwudziestka pękła po trójce George’a Hilla, który później kolejną trójką ustanowił największą – 21-punktową – przewagę Miami w tym meczu. Ostatecznie Indiana wygrała 94:75, wychodząc na prowadzenie 2-1 i zyskując niesamowitą przewagę przed G4.

Brak Chrisa Bosha może mieć poważniejsze skutki niż się wszystkim wydawało, bo Dwyane Wade i LeBron James wcale nie muszą zdominować kolejnych spotkań. Wade zdobył 5 punktów (2-13 FG, 5 TO, -25, cytat: „I guess I made history tonight”), w tym 0 w pierwszej połowie – coś takiego zdarzyło mu się po raz pierwszy w karierze w play-offs (na 95 meczów). I nie chodzi tu tylko o słabą skuteczność. Najbardziej zapamiętaną akcją DW3 z tego meczu będzie kłótnia z trenerem Spoelstrą podczas TO w trzeciej kwarcie. LeBron James (22 pkt, 7 zb, 10-22 FG) w pierwszej połowie miał 16 punktów, ale po przerwie przygasł. Heat przegraliby ten mecz znacznie wcześniej, gdyby nie Mario Chalmers (25 pkt, 6 zb, 5 ast, 0 TO, 10-15 FG), który momentami po prostu ratował Miami od kompromitacji.

Poza Chalmersem  (rekord kariery w PO) tylko Joel Anthony (10 pkt, 6-6 FT) dał Heat znaczące wsparcie w punktowaniu. Ronny Turiaf w 17 minut zdobył 5 punktów i 8 zbiórek. Mike Miller trafił dwie trójki. Z kolei Shane Battier spudłował wszystkie 7 rzutów w tym 6 trójek, a James Jones na 6 prób trafił tylko raz. Heat trafili dziś 37,2% rzutów.

George Hill zdobył 20 punktów i był liderem strzelców Pacers. Trafił 6 z 8 prób, w tym 3 z 4 trójek. Naprawdę – świetny jego występ. Bardziej jednak Indiana powinna cieszyć się z 19 punktów, 18 zbiórek (rekordy kariery w PO) i 5 bloków Roy’a Hibberta, bo to on ma najlepsze predyspozycje, by egzekwować przewagę Pacers pod koszami. Jeśli w kolejnych meczach opanuje pomalowane, Indiana zamelduje się w Finałach Konferencji.

“The game was won once again with defense and rebounding, and that’s this team’s identity is about, led by Roy Hibbert who anchored our paint, five blocked shots, 19 points, 18 boards, one of the best games I’ve ever seen him play.”Frank Vogel.

„That’s why he’s an All-Star this year. He’s a big part of this team, not just scoring but defensively. His favorite saying is ‚send them to Big Dog.’ When we’re in trouble, he’s our bail-out.”George Hill.

Danny Granger zdobył 17 punktów i 7 zbiórek, David West – 14 i 9. To właśnie wspomniana czwórka (Hibbert/Hill/Granger/West) wygrała dla Pacers to spotkanie. Rezerwowi spudłowali 14 z 18 rzutów. Ale dziś nikt się tym nie martwi. Ej, Indiana prowadzi z Miami 2-1! „Gold Swagger” w Indianapolis.

Mecz czwarty w niedzielę o 21:30. 3-1 czy 2-2?

Wojtek Żuławiński

Fan Orlando Magic, człowiek od statystycznych ciekawostek. Prawdopodobnie rekordzista świata w liczbie godzin spędzonych na basketball-reference.com.

13 komentarzy

  1. eastz pisze:

    Widzę 4-2 w serii dla Indiany, teraz zwycięstwo potem back-to-back z porażką w Miami i zwycięstwem u siebie.

  2. Szerszeń pisze:

    Pacers jak wygraja mecz nr.4. to mysle,ze Miami poleci.Przed ta seria wkleilem link w ktorym bylo widac,ze Hibbert dobrze sobie poczynia z Miami zas LB Jamesowi gra sie nie do konca uklada.

  3. Pingwinos pisze:

    Jak najbardziej wydaję się możliwe, że po następnym meczu będzie 3:1 dla Pacers. Pokazali dobrą drużynową koszykówkę. Dobra defensywa i zespołowy atak – jak dla mnie wyrastają na faworyta w serii.

  4. M2V3P pisze:

    Jeżeli Wade nie zagra na swoim poziomie to choćby Chalmers rzucił i 35 pts., Heat nie ugrają w tej serii nawet spotkania.

  5. GPRbyNBA pisze:

     ehmmm
    what happened?
    fatalna gra wadea i tylko 9 asyst przy 14 stratach i -14 w zbiórkach czyli dziś im nie poszło. Lecz to nie oznacza że Indiana jest faworytem. Oznacza to że Wade miał fatalny dzień a Lebron słabszy. Takie mecze się zdarzają. Jeśli obaj będa grać na swoim poziomie nie widze przeszkód do wygrania serii nawet bez Bosha w składzie.

  6. cynik pisze:

    Nie przesadzajcie. Każdej drużynie, czy zawodnikowi zdarza się jeden gorszy mecz w PO.
    Nadal uważam, że faworytem jest Heat i wygrają kolejne mecze i zakończą rundę 4-2.
    Tą wygraną Indiana tylko podrażniła dumę LBJ i DW, którzy będą chcieli się zrehabilitować.

  7. saturn pisze:

    Każdy, nawet najlepszy zespół zawsze ma jakiś inny przeciwko któremu nie lubi grać. Możliwe, że dla Miami takim właśnie jest Indiana. Indiana mająca bardzo szeroki i dość wyrównany skład, młody i ambitny. Wade i James mają na przeciwko siebie zmieniających się obrońców, którzy może rzeczywiście nieźle dają sobie radę z gwiazdami z Miami.
    Natomiast na środku jest jeden Hibbert na którego Miami kompletnie nie mają odpowiedzi.
    Grę Indiany ciągnie 6-7 przyzwoitych zawodników, a nie dwie gwiazdy.
    Ja tam liczę na sensację. Fajnie by było Indiana-Boston w finale konferencji. Najbardziej sensacyjnie od 1995 roku. 

    • FanMiami pisze:

       Teraz tak piszecie po 2 słabych meczach duetu Wade-James. W następnym meczu LeBron będzie miał 35 pkt, 15 zb i 8 as, a Wade dorzuci ze 30 i komentarze się odwrócą i będą zachwyty nad Miami.

      To tylko i aż sport i w tym tkwi jego piękno, że wirtuoz pokroju Wade’a może mieć katastrofalny mecz.

      Go Heat!

    • Adrian89 pisze:

       w drugim mecz zagrali dobrze a i tak przegrali.28 i 24 punkty ale mecz byl unerowyi 75 cala ekipa zdobyla

    • adam23 pisze:

      No kolego, prawie trafiles- Wade 30pkt a James 40 plus 18 zbiorek ;)

    • GPRbyNBA pisze:

      ja też licze na to że LBJ nie zodbędzie tytułu :-)

  8. Amoniak90 pisze:

    jestem kibicem Heat od jakiś 7-8 lat, ale dzisiejszej nocy zwątpiłem w nich (co nie znaczy, że zaraz zacznę kibicować innemu teamowi), widać było frustrację w nich, pomijam to, że Lebron być może nie jest mr. 4 kwarta (czasami jest i pokazuje to w meczach, ot choćby z nets), ale serce drużyny to Wade, i serce ma jakiś problem z pompowaniem krwi, wyładowanie frustracji na trenerze to bezsilność w ogromie problemów (być może kryzys wieku średniego?), niech Spo mówi, że tak jest dość często, ale prawda jest taka, że nie potrafi ich porozsadzać do kątów, brakuje mu trochę jaj, Pat powinien przemówić Flashowi, a także reszcie, że nie chodzi o gwiazdorzenie (np. sytuacja przy game-winnerze z bobkami – lbj i wade ->supermani), tylko o prawdziwą grę jak choćby w meczu z chicago (kiedy nie było króla w AAA) z dogrywkami, gdzie Wade przechwycił piłkę w ostatnich sekundach, i rzucił na 130-127, tego brakuje teraz, tego ognia, brakuje tamtego Wade’a…

    dziwna jest też dla mnie decyzja o zakontraktowaniu Curry’ego, po co gracz, który nie gra? wiem, że kiedyś był bestią pod koszem, ale sorry, powinni dawać mu szansę, Hibbert może mieć więcej problemów z nim, żeby się przedostać pod kosz, więc powinni dać mu szansę…

    jeśli Miami nie ocknie się w niedzielę, i znów nie zaczną grać, jak choćby w pierwszym meczu sezonu z Dallas, to nie ma o czym mówić, Spursi będą mistrzami….

  9. Sopranos11 pisze:

    Indiana do boju. Wystarczy pokonać dziewczynki z Miami i finał konfy czeka :) Go Pacers :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *