Thunder zniszczyli zmęczonych Lakers

Oklahoma City Thunder nie dali szans Los Angeles Lakers, gromiąc ich w pierwszym meczu drugiej serii playoffs. Świetna postawa w ofensywie na przełomie drugiej i trzeciej kwarty ustawiła wynik meczu, a przewaga osiągnięta w tym czasie przez Thunder, pozwoliła im dowieźć pewne zwycięstwo do końca meczu.


Drużyna Stan I kwarta II kwarta III kwarta IV kwarta Wynik
Los Angeles Lakers 0 23 21 24 22 90
Oklahoma City Thunder 1 30 29 39 21 119

Oklahoma City Thunder swój ostatni, czwarty mecz pierwszej serii przeciwko Dallas Mavericks rozegrali 5 maja, czyli przed pierwszym pojedynkiem z Lakers mieli aż 9 dni odpoczynku, co przy tak szybkim sezonie okazuje się wielkim atutem. Lakers z kolei jeszcze dwa dni wcześniej walczyli z Nuggets w meczu numer 7, i właśnie to zmęczenie i gra krótką rotacją zadecydowało o fatalnej postawie „Jeziorowców” na początku rywalizacji z OKC.

Ci, którzy spodziewali się, że Lakers mogą toczyć wyrównane boje z Thunder,szybko muszą zweryfikować swoje opinie. Nie ukrywam, że byłem jedną z takich osób, ale było to spowodowane kilkunastoletnią sympatią do zespołu z Los Angeles, aniżeli racjonalnymi przesłankami. „Stara gwardia” Mike’a Browna od pierwszych minut wyglądała słabo, a co najgorsze była słabsza w każdym elemencie gry.

Już w pierwszej kwarcie, Russell Westbrook wręcz ośmieszał Kobe Bryanta, kończąc co i rusz skutecznym rzutem akcje, w których był kozłującym w pick&rollu. Po drugiej stronie parkietu, „Black Mamba” miał wielkie problemy z Thabo Sefoloshą, skutecznie wypychającym go od kosza, co zmuszało najlepszego strzelca Lakers do oddawania rzutów z dystansu pod presją.

Thunder wykorzystywali natomiast swoje tradycyjne atuty, czyli doskonale realizowane transition offense, dzięki skutecznej walce na tablicach. Serge Ibaka wyłączył z gry Pau Gasola, który zagrał świetny ostatni mecz serii z Nuggets, ale tym razem został stłamszony przez swojego partnera z reprezentacji Hiszpanii.

Jeszcze w piątej minucie drugiej kwarty było tylko 39-31 dla Thunder, kiedy Jordan Hill zdobył łatwe punkty po asyście Ramona Sessionsa. Był to jednak łabędzi śpiew gości, po którym nastąpił decydujący o ostatecznym wyniku zryw.

Pierwsza połowa zakończyła się 15-punktowym prowadzeniem zespołu z Oklahomy (59-44), a to co stało się na początku trzeciej kwarty, na długo zostanie w pamięci każdego fana Lakers. Run 28-6 w wykonaniu Thunder, który miał miejsce w ostatniej minucie drugiej i przez pierwsze sześć trzeciej kwarty doprowadził do wyniku 83-50, oznaczającego deklasację „Jeziorowców”.

Doskonała seria OKC była spowodowana doskonała skutecznością zawodników Scotta Brooksa, a przede wszystkim zmęczeniem Lakers, grających do tego momentu zaledwie ośmioosobową rotacją. Od momentu osiągnięcia takiej przewagi, na parkiecie zaczęli pojawiać się już głównie rezerwowi, ale przewaga gospodarzy i tak nie malała.

Thunder trafiali w trzech pierwszych kwartach aż 58.1% swoich rzutów z gry, zdobywając aż 20 łatwych punktów po 10 stratach Lakers. Kevin Durant i Russell Westbrook spędzili na parkiecie odpowiednio 29 i 27 minut, rzucając 25 i 27 punktów. Ten drugi, dodatkowo zaliczył 9 asyst, 7 zbiórek ,2 przechwyty i nie stracił ani jednej piłki.

Lakers nie mieli żadnych argumentów, ani ofensywnych, ani tym bardziej w obronie. Do pewnego momentu wydawało się, że spróbują powalczyć na tablicach, ale nawet ilość zbiórek wywalczonych pod koszem Thunder (13) nie przekładała się nie punkty z ponowień (tylko 11, przy 21 OKC), ponieważ wysocy zawodnicy OKC skutecznie wypychali swoich odpowiedników z LAL daleko od pomalowanego.

Pau Gasol zakończył spotkanie z dorobkiem 10 punktów i 7 zbiórek, a 20 punktów i 14 zbiórek Andrew Bynuma wydaje się być mylące, ponieważ środkowy Lakers przez większość czasu był jakby nieobecny na parkiecie. Grał bez tak potrzebnego w playoffs zaangażowania i nie ważne było czy w obronie przeciwko niemu gra Nazr Mohammed, czy Kendrick Perkins. Obaj wywierali na nim presję, która nie pozwoliła odpowiednio rozwinąć skrzydeł.

Zginął zupełnie Ramon Sessions (2 pkt, 1-7 FG, 3 ast), który wyglądał na zupełnie zagubionego w defensywie, a zupełnie nie był w stanie także kreować gry Lakers pod presją Westbrooka i Hardena (17 pkt, 9-10 z linii). Harden dostał się aż 10 razy na linię rzutów wolnych głównie dlatego, że przez długi czas krył go o głowę niższy Steve Blake. Biały rozgrywający Lakers, który był bohaterem ostatniego meczu z Nuggets, nie wiedział zupełnie co się dzieje i trudno sądzić, że zmieni się to w kolejnych meczach.

Przewagi Thunder w poszczególnych matchupach wydają się nie do przeskoczenia w kolejnych spotkaniach. Durant z Metta World Peace’m, Westbrook z Bryantem, a także Ibaka z Gasolem. Każdy z nich ma sposób na swoich rywali z Los Angeles i ciężko sądzić, że Kobe poprowadzi swój zespół do wygrania tej serii tylko charakterem…

Chęci nie wystarczą, a do wygrywania z taką ekipą jak Thunder, potrzebne są jeszcze szybkie, zdrowe nogi, których ewidentnie zabrakło w pierwszym spotkaniu Lakers. Bryant zdobył 20 punktów z 18 rzutów, większość z nich oddając pod presją kończącego się czasu na akcję lub rąk Thabo Sefoloshy.

Thunder rzucili 13 punktów z szybkiego ataku (Lakers całe 0), ale nie musieli za bardzo nakręcać tempa swoich akcji, ponieważ nawet w ataku pozycyjnym świetnie dzielili się piłką, a większość rzutów z pół i dystansu oddawali z czystych pozycji. W całym meczu stracili zaledwie cztery piłki, z czego dwie w ostatniej kwarcie.

Kibice Lakers nie mogą z optymizmem patrzeć w przyszłość. Zmęczenie weteranów będzie rosło z każdym spotkaniem, a mecze 3 i 4 zostaną rozegrane dzień po dniu, więc czasu na regenerację nie będzie wcale.

Oczywiście ciężko wyrokować wynik całej rywalizacji po jednym spotkaniu, ale właśnie w nim sprawdziły się wszystkie najczarniejsze sny i koszmary „Jeziorowców”.

Myślicie, że Lakers powalczą w tej serii?

Piotr Gładczak

Miłośnik NBA od prawie 20 lat. Tropiciel ciekawostek statystycznych i wielbiciel NBA lat 90-tych. Nauczyciel WF i właściciel firmy gomaster.pl.

8 komentarzy

  1. Nubzor 94 pisze:

    Lakers jeszcze pokażą pazur. Byli zmęczeni i brak było zaangażowania Bynuma, Sessionsa czy Gasola. Na + zapisał się na pewno Bryant który mimo wszystko próbował zmienić beznadziejną sytuacje czy Barnes, było w nich widać pasję mimo ogromnego zmęczenia. Są w stanie powalczyć a nawet wygrać. Nazwijcie mnie fanbojem ale cóż kocham Lakersów za to że potrafią się podnieść z na prawdę fatalnej sytuacji a OKC wie o tym najlepiej. Do boju żółto-purpurowi.

    BTW zachowanie Artesta zasługuje na wywalenie dyscyplinarne o ile nie było spowodowane kontuzją

  2. Adrian89 pisze:

    4-0 , 4-1 ta jedynka jak Thunder odpuszczą jeden mecz w lakers – a Bynum stwierdzi że przypał dostać sweepa

    • Finley pisze:

      Jak Bynum stwierdzi, że przypał dostać sweepa to gotów ponownie wpaść na pomysł znokautowania kogoś z łokcia.

    • WB pisze:

      A to nie przypadkiem World Peace? :) 

    • kosmos11 pisze:

       Obaj, rok temu Bynum sieknął JJ Baree

  3. Grincz pisze:

    To już jest agonia Lakers, a Kobe jak zawsze na siłe próbował ratować sytuację…

  4. kosmos11 pisze:

    No bądźmy szczerzy, kto widział mecze w RS to mógł się tego spodziewać. Aby Lakersi wygrali spotkanie to musi im rezerwa odpalić, Blake i spółka muszą trafiać jak w ostatnim meczu z Nuggets. Inaczej raczej się nie uda, chyba ze Thunder będą mieli fatalny dzień i będą pudłować swoje jumpery. Ale na to się nie zanosi…

  5. adam23 pisze:

    tak jak mowilem wczesniej, bedzie sweep. A OKC zagra w finale

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *