Zapowiedź serii Thunder – Lakers

Los Angeles Lakers mają za sobą wyczerpującą serię z Denver Nuggets. Zwycięstwo wymęczyli dopiero po siedmiu spotkaniach. Oklahoma City Thunder natomiast szybko i gładko pokonała obrońców tytułu, czyli Dallas Mavericks, po zaledwie czterech spotkaniach. W drugiej rundzie Playoffs „Grzmoty” i „Jeziorowcy” stają naprzeciwko siebie. To będzie ciekawa konfrontacja doświadczenia z młodością.

Ponownie, wraz z Piotrem, zapowiadamy całą serię i staramy się wytypować zwycięzców.

OBROŃCY:

Gladysh: Pierwszą myślą, jaka przychodzi mi do głowy analizując niskich graczy Thunder jest 29. miejsce w średniej ilości asyst na mecz podczas sezonu regularnego. Zaledwie 18.5 asyst w każdym spotkaniu, a przyczyna tak kiepskiego wyniku jest posiadanie playmakera, grającego jak typowa „dwójka”. Russell Westbrook miał najlepszy sezon w karierze pod względem rzutowym (23.6 pkt, 45.7% z gry), ale od debiutanckich rozgrywek nigdy nie rozdawał tak mało asyst (5.5).

Druga myśl? 16.1 strat w każdym meczu i także 29. miejsce w tej kategorii w całej lidze. Liczba traconych piłek także wiąże się osobą Westbrooka, który momentami bierze na siebie zbyt duży ciężar i zamiast rozgrywać, angażuje się w indywidualne zagrania. Westbrook nie jest też najlepszym defensorem, ale ma wielkie wsparcie w Thabo Sefoloshy, który zajmuje się podczas spotkań z Lakers, kryciem Kobe Bryanta.

To jednak nie Kobe jest obecnie najważniejszą opcją ofensywną LAL, co pokazał świetnie siódmy mecz z Nuggets. Bryant może równie dobrze zając się rozgrywaniem razem z Ramonem Sessionsem, dostarczając jak najwięcej piłek pod kosz, gdzie Lakers są obecnie najsilniejsi. Problemem „Jeziorowców” może być zbyt wąska rotacja,w  której poza Sessionsem i Bryantem znajduje się jeszcze tylko Steve Blake, ponieważ Darius Morris i Andrew Goudelock nie grywają podczas playoffs. Thunder posiadają w składzie Jamesa Hardena, który jest trzecią opcją ofensywną zespołu, a kiedy przebywa na parkiecie, OKC zdobywają 14.5 punktów na 100 posiadań więcej, niż kiedy siedzi na ławce.

No i na koniec osoba, która wiąże obie drużyny. Derek Fisher będzie starał się udowodnić władzom Lakers, że pozbycie się go podczas Trade Deadline było błędem, a sam Fish jest w stanie dać drużynie spory zastrzyk spokoju i doświadczenia podczas kilkunastu minut, kiedy przebywa na parkiecie.

Mac: Po stronie Los Angeles Lakers ponownie na pierwszy plan wysuwa się Kobe Bryant. Nie oszukujmy się, jeśli „Black Mamba” ma swój dzień to żaden obrońca nie jest w stanie nic zrobić. Kobe to największy atut „Jeziorowców”. Oklahoma City Thunder też ma jednak bardzo ciekawych zawodników na tych pozycjach. James Harden ostatni pojedynek z LAL przypłacił bólem głowy i to dosłownie, więc podejrzewam, że będzie chciał coś udowodnić. Ten charyzmatyczny brodacz ma naprawdę spore umiejętności. Potrafi dobrze rzucać, w odpowiednim momencie przyspieszyć i bronić. Jest czołową postacią Thunder. Na dodatek odgrywa jeszcze rolę rezerwowego (najlepszego w tym sezonie), więc niby jest zmiennikiem, ale gdy wchodzi na parkiet to nie zaniża poziomu gry, a wręcz przeciwnie. „Grzmoty” dysponują tutaj jeszcze jedną zabójczą bronią, którą stanowi Russell Westbrook. Energia tego zawodnika jest niewyobrażalna. Potrafi wrzucić takie obroty, że prawie nikt nie nadąży. Gdy jest w formie sam jest jak prawdziwy grzmot. Westbrook ma tylko jeden poważny problem – czasami sam się zatrzymuje. Ten chłopak miewa czasem zbyt gorącą głowę i oddaje wiele głupich rzutów. Z takim przeciwnikiem jak Lakers musi być bardziej ostrożny. Oprócz Kobe’go, „Jeziorowcy” mają jeszcze takich zawodników jak Ramon Sessions czy Steve Blake. Obydwaj mogą trafiać jakieś ważne rzuty czy rozgrywać mądrze piłkę, ale mam wrażenie, że przy obrońcach Thunder jakoś gasną. W OKC jest jeszcze Thabo Sefolosha. Szwajcar nie jest żadnym wirtuozem koszykówki, ale potrafić być odpowiednim człowiekiem od czarnej roboty. Warto jeszcze wspomnieć, że na ławce „Grzmotów” czai się Derek Fisher. Historię tego zawodnika wszyscy znamy, więc jeśli „Fish” trafi jakiś kluczowy rzut, a on potrafi, to będziemy mieli świetny materiał na dobrą książkę lub film.

Bryant musi wspiąć się na ten najwyższy poziom swoich umiejętności. W pojedynkę jest w stanie przyćmić atuty Thunder. Jeśli jednak tego nie zrobi to Westbrook czy Harden mogą dać prawdziwy popis.

SKRZYDŁOWI:

Mac: Thunder mają jednoosobową armię, czyli Kevina Duranta. „Durantula” potrafi siać zagrożenie w każdym miejscu na parkiecie. Gdy ktoś będzie musiał rzucać, to ten zawodnik z chęcią to zrobi. Pamiętam jednak czasy, gdy miewał ciężkie przeprawy z Ronem Artestem. Teraz Metta World Peace wrócił do gry po zawieszeniu i od niego będzie wiele zależało. „Ron Ron” jest obecnie tak pełen energii jak dawno nie był. Nie ma dla niego piłek straconych. Żeby zatrzymać Duranta zrobi wszystko, ale tym razem raczej bez używania łokci. To może być kluczowy pojedynek. World Peace ma przed sobą niewyobrażalnie trudne zadanie, ale jeśli osiągnie sukces to udowodni wszystkim swoją klasę.

Ciekawie będzie również pod koszem. Pau Gasol ma za sobą ciężki sezon pełen niepewności. Z tego powodu pewnie zdarzają mu się spore wahania formy. Raz gra niezwykle mądrze, robi wręcz magiczne rzeczy na parkiecie, a w innym przypadku jest niesamowicie miękki. Jeśli w tej serii pojawi się ten drugi Gasol to Lakers mogą mieć niezwykle ciężko, bo po drugiej strony barykady czeka Serge Ibaka. Pochodzący z Afryki zawodnik czasami rzuca sporo punktów i to nie tylko spod samego kosza. Czasami potrafi zbierać piłki jak natchniony. Najbardziej jest znany z czegoś innego – z blokowania. Ibaka czasami pod koszem wygląda jakby grał w siatkówkę. Jeśli zablokuje kilka rzutów to w głowach rywali może pojawić się pewna obawa przed wchodzeniem pod kosz. Trzeba jednak zachować pewność siebie, bo jeśli w jakimś zawodniku zakiełkuje strach to bez wątpienia stanie się ofiarą „Ibloki”, który nie ma litości.

Inni skrzydłowi raczej nie odegrają w tej konfrontacji większej roli. Mógłby to zmienić Matt Barnes, ale ostatnio nie grzeszy formą. Jeśli jednak wybudzi się z tego marazmu to Lakers zyskają bardzo ważny atut.

ŚRODKOWI:

Mac: Andrew Bynum potrafi być prawdziwym dominatorem strefy podkoszowej. Punktuje, zbiera i blokuje, czyli pełen serwis. Musi tylko opanować, to Lakers zyskają dużą przewagę. Nie można również zapominać, że na dobre do rotacji wskoczył Jordan Hill, który potrafi wnieść sporo energii i przede wszystkim agresywności na tablicach. Thunder mają pod koszem Kendricka Perkinsa. Ten zawodnik raczej niczym szczególnym nie zaskoczy. Nie odda jednak również pola bez walki. Perkins dysponuje sporym zapasem siły, ale Bynum powinien dać sobie z nim radę.

Gladysh: W serii Thunder – Lakers będziemy mogli podziwiać walkę prawdopodobnie najlepszych frontcourtów ligi. Andrew Bynum i Pau Gasol kontra Serge Ibaka, Kendrick Perkins, a oba zespoły mają jeszcze w odwodzie Jordana Hilla i Nicka Collisona. Lakers zdobywali w sezonie średnio 42.7 punktów z pomalowanego, co było siódmym najlepszym wynikiem w lidze. Właśnie pod koszami Lakers mogą szukać swoich przewag, głównie w ofensywie, ale nie możemy zapomnieć o tym, jaką defensywną bestią jest Serge Ibaka, który uwielbia pojedynki z Bynumem.

Nie chciałbym przesądzać, ale bardzo ważnym elementem tej serii może okazać się kilkanaście minut, które na parkiecie spędzi Jordan Hill. Rezerwowy środkowy Lakers dysponuje wielka energią, która może przełożyć się na faule wysokich zawodników Thunder, co znacznie ułatwiłoby sprawę Bynumowi i Gasolowi.

KLUCZOWY POJEDYNEK:

Mac: Kevin Durant to prawdziwa maszyna do zdobywania punktów. Zatrzymanie tego zawodnika może być kluczowym czynnikiem. Metta World Peace od dawna jest uważany za specjalistę od obrony, więc zapewne to on podejmie się tego zadania. Młodzieńcem już nie jest, ale ostatnio w „Ron Ronie” drzemie niesamowita waleczność i determinacja. Jeśli zatrzyma Duranta to Lakers mogą bardzo wiele zyskać w tym pojedynku.

TRENERZY:

Mac: Szkoleniowiec „Jeziorowców”, Mike Brown, cały czas musi coś udowadniać. Pokazał już wielokrotnie potrafi bardzo dobrze ustawić, ale momentami też Lakers grają bardzo nierówno. Teraz przed Brownem najważniejszy egzamin tego sezonu. Thunder na ławce trenerskiej mają Scotta Brooksa. Ten szkoleniowiec potrafi rozbujać swój zespół tak, że niszy wszystko na swojej drodze. Co ciekawe, obydwaj panowie otrzymywali nagrodę dla najlepszego trenera sezonu rok po roku. Browna spotkał ten zaszczyt w 2009 roku, a Brooksa w 2010 roku. Teraz obydwu panów czeka bezpośredni pojedynek i udowodnienie, kto jest lepszy na dzień dzisiejszy.

SZANSE:

Mac: Lakers to niezwykle doświadczona drużyna, której przewodzi niesamowicie zdeterminowany do zdobycia szóstego pierścienia Kobe Bryant. Z drugiej strony młode wilki z Oklahomy, które z roku na rok notują postęp i są coraz bardziej głodni sukcesu. W obydwu zespołach można doszukać się sporej liczby ciekawych zawodników, którzy będą ze sobą toczyli niesamowite boje. Ważnym czynnikiem może być zmęczenie. Lakers dopiero zakończyli wyczerpujący bój, a Thunder już od dłuższego czasu odpoczywają. Dodatkowo „Grzmoty” są młodszym zespołem, co sprzyja szybszej regeneracji, a terminarz tej serii jest dość napięty. Ekipa z OKC jest faworytem tego starcia i ja podtrzymuję taką opinię. Według mnie Thunder wygrają 4:2.

Gladysh: Lakers trafiają w drugiej kolejnej rundzie na rywala preferującego szybki styl gry. Thunder w sezonie regularnym mieli trzeci najskuteczniejszy atak (102.9 pkt), ale w przeciwieństwie do Nuggets, którzy poświęcają defensywę kosztem skutecznego ataku. Thunder z kolei lepie bronią, a przede wszystkim o wiele lepiej od Nuggets radzą sobie w ataku pozycyjnym, a efektywność wzrasta z pojawianiem się na parkiecie Jamesa Hardena.

Mecze pięć i sześć pokazały, że Lakers jeśli nie powstrzymają transition offense rywali, mają spore problemy. Jeśli zatrzymają Thunder we wczesnej fazie ataku, napotkają na kolejny problem, czyli rzuty za trzy Duranta i spółki. Thunder trafiali w sezonie 36% swoich prób zza łuku, dlatego wielką rolę odegrają Kobe Bryant i Metta World Pace, kryjący odpowiednio Russella Westbrooka i Kevina Duranta.

Lakers mogą przeciwstawić swoją siłę podkoszową i tak naprawdę, to wydaje mi się, że Bynum i Gasol wspomagani przez Jordana Hilla są jedyną szansą swojego zespołu na wygranie walki w tej serii. Wygranie walki na tablicach, spowolni grę Thunder, a wliczają, że Durant i Westbrook „rzucą swoje”, Lakers muszą skupić się na dominacji w pomalowanym.

Mój typ? Żółto-fioletowe serce mówi 4-3 dla Lakers, rozum podpowiada 4-2 dla Thunder.

3 komentarze

  1. Adrian89 pisze:

    Największym problem lakers to dziura w obronie – Blake/ Sessions. Mówicie że pokryją Westbrooka i Duranta ale Sessions to tylko pobiega sobie za Hardenem . Ja tu widzę ciężkie mecze coś jak Dallas i podobny rezultat. 4-1, 4-0 Dla Thunder oczywiście

  2. Szerszeń pisze:

    OKC 4-1.Choc zyczylbym sobie sweepa.Lakersi z Clippersami powinni inne miejsca zajac w PO.Bo Lakersi z SAS mieliby szanse zas LAC z OKC.

  3. Marecki pisze:

    Rozsądek podpowiada mi podobnie do Adriana, że będzie szybkie 4-0, 4-1 dla OKC. Intuicja za to, że to będzie jedna z najbardziej wyrównanych serii półfinałowych i OKC wygra w siedmiu meczach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *