Grizzlies wyszarpują Game 7!

Poprzedniej wizyty w Mieście Aniołów Grizzlies nie wspominali dobrze. Wówczas przegrali oba spotkania i do Tennessee wracali z 1-3. Dzisiaj, znów w Staples Center, goście z Memphis musieli koniecznie wygrać i udało im się to. Po bardzo emocjonującym i wyrównanym (jak zwykle) meczu pokonali Clippers 90:88. Mieli jednak nieco ułatwione zadanie, gdyż Chris Paul i Blake Griffin – kluczowe postacie zespołu LAC – wciąż mają kłopoty ze zdrowiem i na pewno nie grali dziś na 100%. Obudził się za to Marc Gasol, który wraz z Zach’em Randolphem udowodnili wyższość nad front-courtem Clippers.
Game 7 – w niedzielę o 19:00.

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=xPtvm5eMkfY&feature=player_embedded&w=585]

Grizzlies rozpoczęli od spudłowania 7 z 9 prób, ale kolejne 7 rzutów wpadło do kosza Clippers. Prowadzenie gości 23:14 było jak najbardziej zasłużone, gdyż byli oni wtedy drużyną lepszą. Dziewięciopunktowa przewaga utrzymała się do końca pierwszej kwarty. Goście potwierdzili, że do Los Angeles wybrali się tylko i wyłącznie po zwycięstwo. Ale i Clippers nie zamierzali stać i patrzeć na cieszących się Grizz. Odrabianie strat rozpoczęło się wraz ze startem drugiej odsłony. Rezerwowi Eric Bledsoe i Kenyon Martin zdobyli 12 pierwszych punktów Clippers w 2Q, Reggie Evans jak zwykle zbierał kolejne piłki (8 zbiórek od 1:07 1Q do 4:09 2Q). Stratę zmniejszyli do jednego punktu po tym, jak Chris Paul trafił dwa rzuty back-to-back zdobywając pierwsze 5 punktów w tym meczu. Clipps skorzystali z niepewnej gry Quincy’ego Pondextera, ale to właśnie on przerwał zryw gospodarzy akcją 2+1. Wiecie już zapewne o kontrowersyjnym dachu dla Reggie’go Evansa. W tej akcji podkoszowy LAC mógł doprowadzić do remisu, ale tak się nie stało właśnie przez faul techniczny.
[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=1rc-V08pEiE&feature=player_embedded&w=585]
Clippers do końca pierwszej połowy byli blisko, mogli objąć prowadzenie, gdyby nie pudła z linii. Ostatecznie wynik do przerwy ustalił Marc Gasol, który dobił rzut z faulem. 42:38 dla Grizzlies oznaczało wielkie emocje w drugiej
połowie.

W trzeciej kwarcie Niedźwiadkom znów udało się powiększyć przewagę do ośmiu punktów, ale do gry wrócili Paul i Griffin, a Clippers znów rozpoczęli odrabianie strat. Hala zawrzała, gdy Blake Griffin najpierw wywalczył przechwyt, a potem podał do DeAndre Jordana, który skończył efektownym wsadem. Po tej akcji gospodarze przegrywali już tylko dwoma punktami – wróć – po trafieniu CP3 w kolejnej akcji przyszedł upragniony remis. Chwilę potem nadeszło jeszcze bardziej upragnione prowadzenie. Caron Butler trafił za trzy, dając swojej drużynie jednopunktową przewagę – pierwszą od początków pierwszej kwarty. Przed czwartą kwartą był remis 66:66. Emocje powoli sięgały zenitu.

Pierwsze punkty 4Q zdobył OJ Mayo. Od tamtej pory Grizzlies przez ponad 3 minuty (masa czasu) nie mieli ani jednego punktu. Clippers w tym czasie zanotowali run 10-0, z czego 6 punktów należało do świetnie spisującego się dziś Erica Bledsoe. Odpowiedź nadeszła od razu. Grizzlies zdobyli również 10 punktów z rzędu, a ostatnie 5 punktów należało do Rudy’ego Gay’a. Na równo 5 minut do końca meczu wynik brzmiał 80:80. Wymarzony crunch-time.
Lepiej zaczęli do goście. Mike Conley między dwoma stratami Chrisa Paula trafił za trzy, a na 3:25 do końca dobitkę po dwóch zbiórkach w ataku trafił Zach Randolph. Na linię powędrował wówczas Blake Griffin, któremu jeśli chodzi o rzuty wolne bliżej do DeAndre Jordana aniżeli Chrisa Paula (choć ten również dziś zawodził na linii), jednak niespodziewanie – trafił oba. Na odpowiedź Z-Bo trzeba było czekać 14 sekund – po świetnym podaniu Marca Gasola skończył wsadem. Po tej akcji, na 2:57 do końca spotkania, Grizzlies prowadzili 87:82. Ten wynik zmienił się dopiero na 56.2 sekundy do syreny, po jednym trafionym rzucie wolnym Paula. Wcześniej były straty, pudła – punktów nie było.

Clippers byli w bardzo trudnym położeniu, gdyż na 52 sekundy do końca, po dwóch trafieniach Allena, przegrywali 83:89. Griffin, który dzisiaj mógł liczyć na swój rzut, również trafił oba wolne i na 41.4s przed końcem gospodarze przegrywali czterema punktami. Na linię znów powędrował Tony Allen, jednak tym razem nie trafił ani razu. Caron Butler przy drugim pudle bardzo dobrze się zastawił, jednak Randy Foye „chciał za bardzo” i „wyjął” mu piłkę z rąk, mając nogę na linii końcowej. Grizzlies dostali kolejną szansę, Zach Randolph trafił jednak tylko jeden z dwóch osobistych. 24.1
sekundy do końca, 90:85 Grizzlies. Dało się jeszcze coś ugrać. Caron Butler nie trafił jednak za trzy na 15 sekund do końca i wydawało się, że to już koniec. Trzeba było faulować – na linii znów Z-Bo. I znów z problemami, tym razem jeszcze większymi – nie trafił ani razu. Na 3.7 sekundy do końca Randy Foye zmylił Allena i trafił za trzy, ale Mike Conley okazał się za szybki dla Clippers i przebiegł pozostały czas z piłką, w końcówce ją odrzucając, nie pozwalając w ten sposób na faul i przedłużenie meczu. Drugi G7 w tegorocznych PO stał się faktem.
Można powiedzieć – Clippers przegrali ten mecz na linii (16-25). Ale Grizzlies byli pod tym względem jeszcze gorsi (17-27), szczególnie w końcówce. Zaważyły przede wszystkim kłopoty zdrowotne Chrisa Paula (11 pkt, 7 ast, 5 zb, 6 fauli) i Blake’a Griffina (17 pkt, 6 ast, 5 zb), którzy oddali dziś tylko 24 rzuty. Nie będę zrzucał winy na sędziów, chcę wierzyć w ich sprawiedliwość i niezawisłość. Choć trochę kontrowersji było. Osłabieni liderzy dostali trochę wsparcia ze strony rezerwowych (Bledsoe 14/6, Martin 10, Evans 6/10) oraz Carona Butlera (10), ale jako drużyna trafili tylko 4 z 15 trójek oraz przegrali na tablicach 32-48, przez co utracili przewagę wynikającą z mniejszej liczby strat (7-20).

Marc Gasol (23 pkt, 9 zb, 9-16 FG) i Zach Randolph (18 pkt, 16 zb) powinni być kluczowymi postaciami w G7. Nareszcie Grizzlies częściej ich wykorzystują, co jak widać się opłaca. Rudy Gay zdobył 13 punktów z 14 rzutów. Mike Conley miał 13 punktów i 9 asyst.

To był pierwszy elimination-game wygrany przez Grizzlies na wyjeździe w historii. W pierwszorundowych meczach siódmych gospodarz wygrał 9 na 11 razy. Wszystko zależeć będzie od tego, jak CP3 i Griffin będą się czuć w niedzielę o 19:00 polskiego czasu, bo wtedy rozpoczyna się decydujące spotkanie tej świetnej serii.

Wojtek Żuławiński

Fan Orlando Magic, człowiek od statystycznych ciekawostek. Prawdopodobnie rekordzista świata w liczbie godzin spędzonych na basketball-reference.com.

3 komentarze

  1. Szerszeń pisze:

    Clippersi musza przejsc.Glupio by bylo jakby CP3 odpadl w 1 rundzie PO,przez sedziow.No i te runy Clippersow w 4 kwartach.

    • Finley pisze:

      Przez co ? Przez sędziów ? Przez sędziów to ta rywalizacja trwa tak długo. Chris Webber dobrze podsumował co sobą prezentuje Flop City. Szkoda, że nawet taki wojownik jak CP3 ucieka do tak żałosnych sztuczek. Bardzo traci w moich oczach.

    • Marecki pisze:

      masz linka?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *