Kevin Garnett zatopił Hawks, Celtics w drugiej rundzie

Po emocjonującej końcówce Boston Celtics uporało się z Atlantą Hawks i w półfinale konferencji wschodniej zmierzą się z Philadelphią 76ers. Kevin Garnett był dzisiaj prawdziwym potworem. Zdobył 28 punktów, miał 14 zbiórek i aż 5 bloków. To był jego najlepszy mecz w tym sezonie. Nieustannie podwajany w obronie Paul Pierce tym razem nie mógł rozwinąć skrzydeł i zdobył 18 punktów oddając zaledwie 11 rzutów. Hawks nie pomogła świetna gra w końcówce Ala Horforda (11 punktów w 4 kwarcie z czego 9 w ostanich 5,5 minutach), którego obecność na parkiecie w trzech ostatnich meczach dodała nieco pikanterii do rywalizacji tych dwóch drużyn. Można tylko gdybać co by było gdyby Horford grał od początku serii. Osobiście wydaje mi się, że mielibyśmy innego zwycięzcę w tej parze.

Drużyna Stan I kwarta II kwarta III kwarta IV kwarta Wynik
Boston Celtics 4 20 27 20 16 83
Atlanta Hawks 2 23 18 22 17 80

Pierwsza kwarta to prawdziwa wymiana ciosów. Prowadzenie przechodziło z rąk do rąk. Ostatnią minutę lepiej zagrali gracze z Atlanty. Punktował wtedy Tracy McGrady i Kirk Heinrich, co pozwoliło uzyskać Hawks trzypunktową przewagę na końcu kwarty. Z dobrej strony pokazał się Paul Pierce i Larry Drew zdecydował postawić w obronie na podwajanie go. Na przestrzeni meczu było to dobre posunięcie, bo Pierce zaliczył w ten sposób kilka strat. Gdyby nie dobra gra w izolacjach Garnetta Celtics byliby ugotowani. Nie wybiegajmy jednak za nadto do przodu.

Druga odsłona zaczęła się od kilku dobrych akcji gości. Po trójce Marvina Williamsa było 28-20 dla Atlanty i Doc Rivers poprosił o czas. Od tego momentu koncertowo zaczęli grać gospodarze. Przez 5,5 minuty Celtics zaliczyli run 21-3 i wyszli na prowadzenie 41-31, najwyższe w tym spotkaniu. Serię gospodarzy przerwał Josh Smith, który do przerwy miał 12 oczek na koncie i zaliczał niezłą partię. Po pierwszej połowie Boston wygrywało z Atlantą 47-41.

Jeżeli można na coś narzekać w tej serii na mistrzów NBA z 2008 roku, to o brak instynktu killera jaki mają choćby Miami Heat kończący większość gier z Knicks przed czasem. W całej serii tylko jeden mecz  Celtics rozstrzygnęli się przez nokaut. Tymczasem okazji było bez liku. Ileż to razy Celtics prowadzili na przełomie 3/4 kwarty kilkoma punktami, ale Atlanta wracała do gry. Dzisiaj było podobnie. Celtics nie potrafili odskoczyć w trzeciej kwarcie na więcej niż 8 punktów. Tym razem przy życiu trzymał Hawks Joe Johnson, który w tej kwarcie zdobył 10 punktów z 22 całej drużyny. Po jego trójce na 26,8 sekund do końca kwarty przewaga Celtics stopniała do dwóch punktów. Buzzer-beatera zaliczył jednak Rajon Rondo i do ostatniej ćwiartki drużyna pod wodzą Doca Riversa przystępowała z przewagą 67-63.

Narzekam na brak instynktu killera u Celtics, ale jest coś na rzeczy. Gdy fantastycznie grający Kevin Garnett trafił po raz kolejny w izolacji na 74-65, a na zegarze 8:42 do końca, znów się coś zacięło w grze byłych mistrzów. Garnett musiał odpocząć kilka minut, bo grał od początku połowy i przez te kilka minut jego koledzy narobili niezłego bigosu. Fenomenalnie zaczął grać mało widoczny do tej chwili Al Horford (pytanie retoryczne brzmi – jak bardzo na jego dobrą grę wpłynęła nieobecność na parkiecie Garnetta?). Trafiał jump shoty, ogrywał wysokich Celtics pod koszem jak małe dzieci. Po jego kolejnych punktach na 2:23 do końca meczu było 79-76 dla Atlanty! Przez nieco ponad 6 minut Atlanta zaliczyła run 14-2. Z pomocą Celtom przyszedł Pierce i nie kto inny jak Garnett, który trafił bardzo ważny rzut na 30,4 sekund do końca dający im jednopunktowe prowadzenie. Josh Smith nie wykorzystał swojej próby i Hawks musieli faulować. Na linii stanął Ray Allen i… trafił tylko jednego osobistego. Ray dzisiaj nie miał swojego dnia. Trafił tylko 1 z 7 rzutów zza łuku, no i tylko 4 z 6 z linii. W odpowiedzi sfaulowany został Horford, który również trafił tylko jeden rzut. 81-80 dla Celtics, a na zegarze 2,3 sekundy do końca. Hawks zdołali jeszcze sfaulować Pierce’a, który trafił oba wolne. Zespół z Atlanty nie miał już czasów do wykorzystania i przez 1,3 sekundy nie potrafili wykonać jakiejkolwiek próby zdobycia punktów. Stało się jasne – BOSTON CELTICS W KOLEJNEJ RUNDZIE!

Atlanta postawiła twarde warunki. Czy 76ers stać na grę na takim poziomie? Śmiem wątpić. Atlanta dla Celtics była bardzo niewygodnym przeciwnikiem. Dużo silniejszy frontcourt, a przecież na boisko nie wyszedł ani razu Zaza Pachulia. Horford dodał sporo poprzez swoją obecność. Josh Smith opuścił jedno spotkanie z powodu bólu kolana. Jak się to wszystko zbierze do kupy wychodzi, że Boston Celtics miało ogromnego farta. Tym razem dziadki dały radę. W następnej rudzie powinno być łatwiej. Przede wszystkim 76ers nie będą mieć aż takiej przewagi na desce, jaką miała Atlanta. Co prawda Pierce’a będzie pilnować Iguodala, który jest lepszym obrońcą niż Joe Johnson, ale jeżeli kolano wytrzyma Pierce i tak będzie robił swoje. Ciekawy może być pojedynek Holiday’a z Rondo. 76ers mają problemy w końcówkach, bo powiedzmy szczerze dzisiaj to Byki przegrały, bardziej niż 76ers wygrało. Celtics dodatkowo będą mieć przewagę parkietu. Pierwszy mecz tej serii już w sobotę. Według mnie Celtics wygrają tą serię dość zdecydowanie, może nawet 4-1.

Marek Miłuński

Z racji swojego wzrostu typowy point guard, choć już na emeryturze. Po burzliwej karierze zdecydował się osiąść. Ma żonę i dwójkę synów, których już teraz wychowuje na przyszłego Chrisa Paula i Rajona Rondo (niestety przekazany materiał genetyczny nie rokuje na wyższy wzrost).

20 komentarzy

  1. rastan pisze:

    Ja bym się nie zgodził że Celtics mieli farta w tej serii. Rondo był zawieszony, Paul gra z kontuzją. Wiadomo że trzon zespołu nie jest już młodziutki, ale doświadczenie w Playoffs jest bezcenne. Jeśli ominą ich kontuzje to psychologicznie i taktycznie są w stanie wygrać z każdym. Wystarczy spojrzeć na Pierca ile w nim jest motywacji. Stare wygi potrafią się uzupełniać jak nie Pierce to Garnett, jak nie Garnett to Allen jak nie Allen to Rondo. Zawsze ktoś wznosi się na lepszy poziom. OKC i Miami mają jeszcze czas na sukcesy. Mam nadzieje że w tym sezonie wygra doświadczenie i większa chęć wygranej, którejś ze starszych ekip.

  2. kosmos11 pisze:

    Jak tak czytam ostatni akapit to mam wrażenie, że to jakiś rozżalony kibic Byków pisał….

    • Sopranos11 pisze:

      Ale to prawda. Atlanta jest na ta chwilę dużo mocniejsza niż Phila. Nawet nie mając pełnego składu walczyli do końca. Phila mając dużo łatwiej dramatycznie się męczyła. Do boju Zieloni :) 

  3. franz_ferdinand pisze:

    nie chce się czepiać ale za dużo gdybania w tym artykule, gdyby był Horford, jakby Smith nie opuścił 1 spotkania, itd. „gdyby babka miała wąsy to..” wiadomo co, pozdro

  4. 24bauer pisze:

    gdyby Horford grał od początku….. a w Bostonie to niby nie ma kontuzji? Green, Wilcox, O’Neal (jaki by nie był cienki ale jednak), Pierce z kontuzją, początek serii bez Allena…..

  5. Taha20 pisze:

    latwiej napisac, gdyby Hawks potrafili sie skupic i frajersko nie lapac technikali w 4Q! Naprawde nie byli slabsi, ale to jednak to doswiadczenie wychodzi. Kiedy Garnettowi puszczaja nerwy to praktycznie w malo waznych spotkaniach, momentach. Josh i Eric w najwazniejszym dla nich w sezonie takie cos popelniaja..
     

  6. Robert pisze:

    Juz sie nie mogę doczekać meczu z Sixers! Mama nadzieje, że będą emocje w każdym meczu :) no  i wygra Boston!!

  7. Boryssobieski pisze:

    Powiem szczerze ze sie mocno zestresowalem na tym meczu. Ale radosc na koncu ten stres calkowicie wynagrodzila. Rondo troszke dzisiaj slabiej chociaz swoje zrobil. Moze troszke ze duzo strat ale ogolnie git. Ray Allen slabiutko …zwlaszcza rzuty wolne. To do niego wrecz niepodobne by tak slabo mu one wychodzily. Za to Garnett pozamiatal w tym meczu. Co do calego zespolu to widac w oczach tych ludzi ze im cholernie zalezy. Brawa dla Atlanty. Pokazali ze maja charakter i zaszli Bostonczykom ze skore w tej serii.

  8. kutnoSJ12 pisze:

    Panie „redaktorze” nie jestem fanem ani Hawks, ani Celtics, ale jeżeli Pan „redaktor” pisze artykuł to pan „redaktor” powinien być bezstronny:) Rada na przyszłość

    • Marecki pisze:

      Dlaczego? To jest blog. To nie jest serwis sportowy wp.pl, czy onet.pl . Ja jestem od dawna fanem Boston Celtics. Czasem ich skrytykuję, ale jestem ich kibicem. Na pewno będzie to wpływać na mój komentarz.

    • woy9 pisze:

      Podbijam i dzięki ,+1.

  9. Marecki pisze:

    @87c62ac1ca89f9d2616979a5d26d19b3:disqus tylko że to prawda. Byki beznadziejnie rozegrały końcówkę. Przegrali zasłużenie.
    Co do gdybania. Chodzi mi o to, że Horford wniósł do gry bardzo dużo. Na tyle dużo, że Atlanta wyglądała bardzo dobrze na tle Celtics. Te 3 mecze bez niego to zupełnie inna historia. Kontuzje nie oszczędzały nikogo, ale wygląda na to, że gorzej na tym wyszła drużyna Hawks, co chyba jest zaskoczeniem biorąc pod uwagę wiek zawodników.

    • rastan pisze:

      Biorąc pod uwage wiek zawodników????? Nie kumam, że co?

    • Marecki pisze:

      Średnia wieku u Celtów wysoka. Wydaje się, że im powinno zdrowie bardziej dokuczać.

  10. Celtic pisze:

    boston miał farta? z horfordem inaczej by się skończyło? W Celtics Pierce gra na pół gwizdka, Allen ledwo się rusza, Bradleyowi wyskakuje bark. Horford zagrał JEDEN dobry mecz, a wczoraj miał jeden dobry moment, bo nie bronił go Garnett. Może jakby skończyło się 4:3 to bym się zastanawiał nad fartem. Ale bez żartów proszę…

  11. Finley pisze:

    Dobry artykuł Miłuńskiego, a kibice Bostonu nie mogą się pogodzić z oczywistymi faktami. Al nie grał 4 miesiące, a robił różnicę w meczu numer 5. Kontuzja Josh Smitha w meczu numer 2, można powiedzieć kluczowa dla serii, bo dająca przewagę parkietu co Boston wykorzystał. Boston miał masę szczęścia w tej serii i nie ma wątpliwości, że Hawks to lepszy zespół niż Szóstki, chyba nawet największy fan by temu nie zaprzeczył. 

    • woy9 pisze:

      Niestety te kontuzje burzą cały fun play offowy.może uda mi się poszperac kiedy wczesniej mielismy ich tyle w P.O. Szczerze nie pamiętam!

    • Adrian89 pisze:

       ale przyznasz że Celtics spacerku nie będą mięć, jak tutaj niektórzy wróżą

  12. Stańczyk pisze:

    Jeśli chodzi o kontuzję to nie ma co gdybać. One są, trzeba sobie z nimi radzić. Czy Atlanta miała gorzej, nie wiem. Tak samo nie wiadomo o ile lepiej mógłby grać Pierce bez problemów z kolanem. Natomiast to, że Atlanta jest lepsza od Phily to dla mnie oczywistość. Ja nie widzę za bardzo atutów 76ers. Szybki atak? Akurat Boston stosunkowo mało piłek traci i są bardzo sprawni w powrocie (przez co skądinąd często zostawiają atakowaną deskę i w ogóle nie zbierają w ataku). Kto będzie prowadzić grę Phily w końcówkach? Iguodala? Williams? Holiday? No dajcie spokój. Phily rządziło, bo Byki były w tej kwestii jeszcze gorsze. Celtics co jak co nie będzie w ogóle miało tego problemu. Jest Pierce, Allen, Rondo, Garnett. Każdy z nich może dobrze zagrać w clutch. Jeżeli Celtics przegrają tą serię będę bardzo zdziwiony.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *