Lakers o krok od drugiej rundy

Los Angeles Lakers wygrali 92-88 z Denver Nuggets w czwartym meczu pierwszej rundy playoffs i objęli prowadzenie 3-1. Gości do wygranej poprowadził tradycyjnie Kobe Bryant, ale najważniejszym elementem spotkania okazały się zbiórki.


Drużyna Stan I kwarta II kwarta III kwarta IV kwarta Wynik
Los Angeles Lakers 3 26 19 25 22 92
Denver Nuggets 1 28 23 20 17 88

18 zmian prowadzenia, 16 remisów, najwyższe prowadzenie w meczu objęli Nuggets, kiedy w drugiej kwarcie wygrywali siedmioma punktami (49-42). W tym niezwykle wyrównanym spotkaniu o wygranej jednego z zespołów decydować mogły tylko detale. Tak właśnie się stało, a decydującym elementem okazały się zbiórki, a konkretnie te pod atakowanym koszem.

Lakers wygrali walkę na tablicach 48-38, a aż 19 z nich podopieczni Mike’a Browna zanotowali pod koszem Nuggets, co przełożyło się na 28 punktów drugiej szansy. Zarzuciłem was na początku liczbami, ale to właśnie one odegrały decydującą rolę, a w szerszej perspektywie – właściwie rozstrzygnęły losy rywalizacji, bo Kobe i spółka nie dadzą sobie wypuścić z rąk takiej okazji, tym bardziej, że w drugiej rundzie czekają już wypoczęci  Thunder.

Przez 90% trwania sezonu regularnego Brown musiał walczyć ze słabością swojego rezerwowego frontcourtu w osobach Troya Murphy’ego i Josha McRobertsa. Z całych rozgrywek pamiętam tylko pojedyncze dobre zagrania tego drugiego. Pierwszy trafił tylko co jakiś czas rzut z pół/dystansu. I nagle pojawił się Jordan Hill. Niedoceniany wcześniej przez Browna, zapracował ciężko na miejsce w rotacji, będąc jednym z decydujących o wygranych Lakers czynników w tej serii. Tym razem Hill zanotował 12 punktów i 11 zbiórek (7 w ataku), większość z nich w drugiej połowie.

Nuggets najlepiej grali w pierwszej połowie, kiedy zdobywali mnóstwo punktów z pomalowanego, mimo że pod koszem Lakers walczył zmotywowany po słabszym występie  w trzecim meczu serii Andrew Bynum. 24 z 28 oczek gospodarzy w pierwszej kwarcie zostało zdobytych w trumnie, a różnicę na korzyść Nuggets robił Andre Miller, który wchodząc z ławki był nie do powstrzymania dla Ramona Sessionsa i trafił swoje wszystkie 5 rzutów z gry.

Lakers mieli w pierwszej połowie problemy z dokładnością, stąd aż 15 łatwych punktów Nuggets po 8 stratach „Jeziorowców”.  Do przerwy przegrywali 45-51 i dopiero po runie 6-0 na początku trzeciej kwarty wyszli na prowadzenie 57-56 po trafieniu Pau Gasola (13 pkt, 9 zb, 6 ast). Trzecia odsłona była najlepszym momentem gry w tym spotkaniu Kobe Bryanta, który rzucił w tym okresie 8 punktów, wykorzystując fakt, że Nuggets podwajali wysokich graczy Lakers, dzięki czemu obwodowi gości mogli rozrzucać piłkę do chwili, w której jeden z nich znalazł się na czystej pozycji. Doskonale korzystał z tego właśnie Bryant (22 pkt, 8 zb, 10-25 FG), a strach pod koszami siał Bynum (19 pkt, 7 zb, 3 blk).

Najważniejsze rzeczy działy się jednak w ostatniej kwarcie, a dokładniej podczas trwania końcowej minuty. To właśnie wtedy Sessions, a pół minuty później Steve Blake trafili dwa decydujące rzuty za trzy z czystych pozycji, najpierw z lewego, a następnie z prawego rogu. Nuggets nie byli w stanie podnieść się po takich ciosach, tym bardziej, że sami utrudnili sobie sprawę, po tym, jak Andre Miller nieprawidłowo dobijał piłkę po rzucie Ala Harringtona (9 pkt, 6 zb).

Nuggets trafili zaledwie 3 z19 rzutów za trzy i grali zbyt mało agresywnie w drugiej połowie, dostając się w sumie tylko 12 razy na linię rzutów wolnych. Danilo Gallinari rzucił 20 punktów, ale spudłował wszystkie cztery próby z dystansu.

Lakers wydawali się przez cały mecz spokojni o wygraną, nie nakręcając specjalnie szybkiego tempa, na czym zresztą zależało Brownowi, który wie, że jeśli Ty Lawson (11 pkt, 6 ast) z kolegami rozpędzą się, mogą wygrać z każdym.

 

 

MAC: To był prawdziwy mecz walki. Nikt nie ustępował, mecz był niezwykle wyrównany, a w powietrzu po prostu było czuć Playoffs. Denver Nuggets tym razem nie potrafili zdominować strefy podkoszowej i to okazało się kluczowe. Świetnie do gry z ławki wszedł Jordan Hill. „Jeziorowcy” mają sporo pożytku z tego zawodnika. Hill wykazuje się sporo agresywnością na tablicach, a Los Angeles Lakers właśnie tego potrzebują. Efekt jego gry to 12 pkt i 11 zb. W końcówce niezwykle ważne rzuty z dystansu trafili Ramon Sessions (12 pkt) i Steve Blake (10 pkt). Szczególnie ten drugi pozytywnie zaskoczył. W drugiej połowie, jak tylko trochę był odpuszczany przez obrońców, to od razu zamieniał to na rzuty. Ta jego trójka na 18 sekund przed końcową syreną wyprowadziła LAL na +6 i po prostu przesądziła losy tego meczu. Warto jeszcze zauważyć, że „Jeziorowcy” grali ósemką zawodników, a sześciu z nich zanotowało dwucyfrową zdobycz punktową. Jak na ten zespół to bardzo dobry wynik. Co do Denver to miałem wrażenie, że ten mecz nie jest rozgrywany w ich stylu. Walczyli dzielnie, ale nie mogli rozwinąć swoich skrzydeł. Kolejny raz wielkie wrażenie wywarł na mnie Andre Miller. W jego wieku wielu myśli już o emeryturze, a on wchodzi z ławki i rzuca 15 punktów oraz rozdaje 7 asyst. Zachwyca mnie również tym jak czyta grę. Na parkiecie widać jego doświadczenie i koszykarski spryt.

Piotr Gładczak

Miłośnik NBA od prawie 20 lat. Tropiciel ciekawostek statystycznych i wielbiciel NBA lat 90-tych. Nauczyciel WF i właściciel firmy gomaster.pl.

4 komentarze

  1. Sopranos11 pisze:

    Lakersi z pomocą sędziów i brudnej gry wymęczyli to 3 zwycięstwo. Więc teraz Oklahoma. Grzmoty to drużyna młoda, niedoświadczona, ale nieobliczalna. Jeżeli spanikowani Lakersi nie będą próbowali znowu wyeliminować z gry brodacza to o wynik jestem spokojny. Ale wszytko jest możliwe…

    • Adrian89 pisze:

       Lakers Twoim zdaniem jest faworytem w serii z thunder? szczególnie z hca? moim zdaniem 4-2 to max ale zobaczymy

    • Sopranos11 pisze:

      O wynik jestem spokojny jeśli chodzi o grzmoty. Jeśli będą grać w pęlnym składzie.

  2. kosmos11 pisze:

    Jedna prośba, nieobliczalna, młoda, owszem. Ale nie nazwałbym już Thunder ekipą niedoświadczoną, trzeci rok z rzędu w Playoffs, za każdym rokiem progres zespołu i poszczególnych zawodników (tak nawet, Westbricka:p).
    Poza tym świetne według mnie uzupełnienie składu graczami ,którzy z niejednego pieca chleb jedli, Fisher z LA czy Perkins z Bostonu. Faworytem jest Thunder, nie da się ukryć, a jedyne pytanie na teraz dla mnie to co z biodrem Perka? (niby nie jest źle)

    Swoją drogą ostatnio już się zadumałem nad tym, jak to Thunder szczwanie wyciąga doświadczone klocki z innych ekip, ciekawe kto tam trafi za rok, Kidd? a może Grant Hill?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *