Pierwsza dogrywka w play-off dla Boston Celtics

Prawdziwe męczarnie przeżyli dzisiaj kibice drużyny Boston Celtics. Mimo powrotu Rajona Rondo i Raya Allena oraz absencji Josha Smitha, przez trzy kwarty męczyli się z Atlantą Hawks. Potem na własne życzenie stracili 11 punktową przewagę w czwartej kwarcie, by ostatecznie w dogrywce przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Triple-double zaliczył Rajon Rondo.

Drużyna Stan I kwarta II kwarta III kwarta IV kwarta Dogrywka Wynik
Atlanta Hawks 1 19 19 20 22 4 84
Boston Celtics 2 17 23 20 20 10 90

Prosta analiza zysków i strat dawała podstawę do upatrywania Celtów jako murowanych faworytów do wygranej. Do składu Celtics wrócili Rajon Rondo i Ray Allen, zaś ze składu Hawks wypadł Josh Smith. Na boisku jednak nie było tego widać. Dość niemrawo zaczął bohater poprzedniego meczu Paul Pierce. Wynik oscylował w okolicy remisu, a po trójce Joe Johnsona Jastrzębie wyszły nawet na 5 punktowe prowadzenie 18-13. Po dwóch udanych jumperach Raya Allena kwarta zakończyła się wynikiem 19-17 dla Jastrzębi. Skuteczność obu zespołów pozostawiała wiele do życzenia. Atlanta trafiła 8 z 25 rzutów, a Boston 6 z 21.

W drugiej odsłonie oba zespoły wciąż miały problemy w ataku. Pierwsze punkty zdobył Tracy McGrady po prawie 3 minutach gry. Nie lada orzech do zgryzienia miał Larry Drew gdy na zegarze było 8:04 do końca połowy. Trzeci raz sfaulował Jason Collins, jedyny zdrowy center Hawks (Drew próbował grać Dampierem, ale widać, że brakuje mu ogrania po powrocie z rekonwalescancji) i sytuacja pod koszem Atlanty była bardzo zła. Drew próbował ratować się bardzo niskim składem z Marvinem Williamsem na pozycji nr 5 i McGrady’m na 4, ale Rondo radził sobie z tym bez problemu między innymi obsługując Garnetta pięknym lobem w polu trzech sekund. Hawks nie odpuścili. Do Joe Johnsona dołączył Tracy McGrady, który wychodząc z ławki zdobył w pierwszej połowie 10 punktów i 6 zbiórek. Gracze z Atlanty znakomicie bronili wyłączając z gry Paula Pierce’a (8 punktów w pierwszej połowie, ale tylko jeden celny rzut z gry). Niestety absolutny bohater pierwszej połowy Tracy McGrady skręcił kostkę i musiał zejść z boiska na minutę przed końcem kwarty (w drugiej połowie wrócił na boisko). W ostatniej akcji Avery Bradley popisał się fenomenalną obroną na Joe Johnsonie i Celtics schodzili do szatni wygrywając tylko 40-38.

W drugiej połowie trwała wymiana ciosów. Celtics odskoczyli na 6 punktów, ale Hawks odzyskali prowadzenie po runie 7-0. Na twarzach Celtów widać było, że nie tak wyobrażali sobie ten mecz. Gdyby nie świetna skuteczność z rzutów wolnych Pierce’a (trafił 14 kolejnych rzutów), który bardzo umiejętnie dostawał się na linię, to Atlanta byłaby bliżej zwycięstwa. Świetnie grał Jeff Teague, który do tego momentu wygrywał pojedynek z Rajonem Rondo. Trzecia odsłona była remisowa i tablica wyników pokazywała dwupunktowe prowadzenie Celtics 60-58.

Czwarta kwarta zaczęła się od przebudzenia gospodarzy. Trójki trafili Pietrus i Pierce. Rondo włączył wreszcie wyższy bieg i na 8:49 do końca Celtics prowadzili 70-64. Wszyscy fani drużyny z Bostonu liczyli z pewnością, że jest to zwrotny moment meczu. Wydawało się, że nim był, szczególnie, że zaraz po powrocie na boisko punkty z kontry zdobył Rondo i przewaga Celtów wzrosła do 8 punktów, a w pewnym momencie wynosiła nawet 11 punktów. Hawks przy życiu trzymał Jeff Teague. Nadzieję Jastrzębiom przywróciła trójka Williego Greena na 2:30 do końca zmniejszająca stratę gości do 5 punktów (75-80). Doc Rivers natychmiast wziął czas. Celtics nie trafili swoich rzutów, a Joe Johnson trafił dwie kolejne akcje w tym trudną trójkę na remis po 80. Po nieudanym rzucie Pierce’a Larry Drew poprosił o czas na 37 sekund do końca. Willie Green nie trafił jednak i na 14,9 sekundy do końca to Celtics otrzymali szanse na wygranie meczu. Hawks wykorzystali umiejętnie faul i Celtom zostało tylko 3,9 sekund na rozegranie akcji. Trzeba przyznać, że Pierce był wyjątkowo bliski rzucenia pierwszego w tych play-offach buzzer-beatera. W zamian za to zobaczyliśmy pierwszą dogrywkę.

Lepiej zaczęli ją Celci, chociaż prostego lay-upu nie wykorzystał w między czasie Rondo. Po punktach Pierce’a Larry Drew poprosił o czas przy prowadzeniu gospodarzy 86-82. Doc Rivers zdecydował się postawić na doświadczenie i przez całą dogrywkę posadził Bradleya na ławce, a na boisku zostawił Allena. Końcówka jednak znowu była emocjonująca. Na 33,7 sekund do końca Celtics wygrywali jedynie 86-84 i mięli piłkę. Na szybką akcję zdecydował się Rondo i świetną dobitką popisał się Garnett i na 28,1 sekund do końca gospodarze prowadzili 88-84. Johnson nie trafił za trzy i Hawks musieli faulować Allena, który trafił tylko jeden z dwóch rzutów. W kolejnej próbie zza łuku nie trafił McGrady i było po meczu.

Najwięcej punktów w drużynie Atlanty zdobył Joe Johnson – 29. Przez trzy i pół kwarty świetne zawody rozgrywał Jeff Teague (23 punkty, 6 asyst), ale w końcówce rządził niepodzielnie Rajon Rondo (17 punktów, 14 zbiórek, 12 asyst, 4 przechwyty). Pomimo dość słabego dnia najlepszym strzelcem Celtics był Paul Pierce (21 punktów w tym 14/14 z rzutów wolnych). Doc Rivers nie oszczędzał Raya Allena, który grał ponad 36 minut, a Avery Bradley jedynie niecałe 25. Nie jestem do końca przekonany co do tego rozwiązania w świetle problemów Allena z kostką, ale mecz był na styku i chyba każdy trener wolałby w końcówce wybrać doświadczenie. Najważniejsza w tym momencie jest jednak wygrana i prowadzenie w serii 2-1.

Marek Miłuński

Z racji swojego wzrostu typowy point guard, choć już na emeryturze. Po burzliwej karierze zdecydował się osiąść. Ma żonę i dwójkę synów, których już teraz wychowuje na przyszłego Chrisa Paula i Rajona Rondo (niestety przekazany materiał genetyczny nie rokuje na wyższy wzrost).

5 komentarzy

  1. kosmos11 pisze:

    Co do rozdzielenia czasu między Allenem i Bradleyem to ten drugi podobno nabawił się jakiegoś urazu barku (osobiście nie zauważyłem) i dlatego Ray grał tak długo

  2. Finley pisze:

    Mimo triple-double Rondo grał przez większość bardzo słabo, uratował się pod koniec meczu., chociaż to też dzięki Niemu, Hawks w 4 kwarcie wrócili do tego meczu. Widać, że Rivers kompletnie nie panuje nad tym graczem. Bohaterem meczu Garnett, co jednak przy takich problemach podkoszowych Jastrzębi trudne nie było. Ogólnie za ten mecz Bostonowi przyznałbym ocenę 2, w wielkich bólach ograli drugi garnitur Hawks. Szkoda gości, mam nadzieję, że wróci Josh Smith i dołączając do Jeffa i JJ wyrówna serię.

  3. Przemekgr pisze:

     wolał bym przeżyć męczarnie niż to co zaaplikowała mi moja ukochana drużyna :-/ (juz po raz drugi) :-(( ale to do osobnego tematu

  4. Marecki pisze:

    To był najgorszy mecz Bostonu w tej serii. Pierce wypadał tragicznie i ratowały go tylko te wolne. Rondo miał sporo strat i faktycznie dopiero w czwartej kwarcie nieco się rozkręcił, choć i tak dobre zagrania przeplatał z dziwnymi rzutami. Jakoś nie wyobrażam sobie, żeby z taką grą wygrali, gdyby na boisku był Josh Smith. Ogólnie w tym przypadku najważniejsze jest zwycięstwo.

  5. Boryssobieski pisze:

    Ogladalem mecz i powiem ze Celtowie znowu rzucali ceglami i dzieki bogu Hawks rowniez szalu nierobili. Gdyby Smith gral to pewnie byloby po meczu dla Bostonczykow… Uwielbiam patrzec na Rondo jak gra ale w tym meczu slabo na poczatku…nawet bardzo. Pierce to samo. ALe dzieki Garnettowi i w koncowce Rondo wyszli z tej knfrontacji obronna reka. Cieszy mnie kolejne TripleDouble Rajona…niepoojetym dla mnie jest fakt ze niski rozgrywajacy zbiera 14 pilek w meczu…Spowodowane to jest tym chyba ze Celtowie slabiutko zbieraja. Ehhh…gdyby Rondo mial lepsza skutecznosc rzutow…(tym nieudanym dwutaktem w dogrywce to mnie rozwalil). Mam nadzieje ze Boston pokona Hawks i przejdzie dalej…Dziadki sie latwo niepoddadza ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *