Sixers wyrwali wygraną w Chicago!

Bez swojego MVP – Derricka Rose’a, Chicago Bulls nie byli w stanie przeciwstawić się ambitnej drużynie 76ers. Goście z Filadelfii postawili na twardą obronę, wygrali klasyfikację zbiórek i raz po raz zdobywali punkty z kontrataku.

Nie powinniśmy jeszcze mówić o tzw. momentum change, ale Byki będą musiały się teraz mocno natrudzić by odzyskać przewagę własnego parkietu i awansować do kolejnej rundy.

Drużyna Stan I kwarta II kwarta III kwarta IV kwarta Wynik
Philadelphia 76ers 1 25 22 36 26 109
Chicago Bulls 1 28 27 14 23 92

W skrócie

Przed spotkaniem doszło do trzech zmian w podstawowych składach drużyn. Oczywistym manewrem było wskoczenie do S5 CJ Watsona, który miał za zadanie wspólnie z Johnem Lucasem sprawić by strata Derricka Rose’a była jak najmniej bolesna. Doug Collins tymczasem wymienił Levoy’a Allena i Jodiego Meeksa na Spencera Hawesa i Evana Turnera.

Spotkanie lepiej zaczęło się dla miejscowych, którzy byli jeszcze pod wpływem emocji po tym jak owację na stojąco otrzymał Derrick Rose. MVP poprzednich rozgrywek utykając wniósł piłkę meczową na środek boiska i trzeba przyznać, że równie emocjonalnego momentu w tych rozgrywkach chyba jeszcze nie było.

Goście z Filadelfii szybko się jednak pozbierali. Raz za razem zdobywali łatwe punkty po kontratakach, ale pod swoim koszem nie byli w stanie zatrzymać bardzo dobrze grającego Joakima Noah. Co ciekawe środkowy Bulls był najważniejszą postacią ofensywy. To on dyrygował poczynaniami kolegów i kreował akcje po wejściu w drybling.

Trener Thibodeau był w pełni świadomy tego co się dzieje i co chwilę rugał swoich podopiecznych gdy pozwalali na grę z coraz większą pewnością siebie Sixers. Do przerwy miejscowi prowadzili ośmioma punktami, ale nie wynikały one ze specjalnie dobrej gry Bulls, a raczej były wynikiem kilku kontrowersyjnych gwizdków. Najpierw przyznano trzeci ofensywny faul Spencerowi Hawesow gdy próbował walczyć o zbiórkę, a następnie po wznowieniu zza linii końcowej po punktach Chicago Carlos Boozer uderzył łokciem Turnera, a ten w odwecie wystawił nogę. Boozer delikatnie się o nią potknął, ale nie zwracając na to uwagi pobiegł pod swój kosz (w końcu wiedział, że to on zaczął) – sędziowie zobaczyli tylko zagranie drugoroczniaka i dali kolejne posiadanie Chicago, a w konsekwencji dodatkowe punkty przewagi.

Decydująca okazała się jednak trzecia kwarta. Przyjezdni zebrali się na zryw 21-6 i już więcej nie oglądali się za siebie. Świetną grę kontynuował Jrue Holiday, który nie miał problemów z rzucaniem ponad zdecydowanie niższymi rywalami. Na pomeczowej konferencji trener Sixers mówił, że dokładnie takie było założenie taktyczne:

I have told him I want him to attack and not just to act as a point guard. – Doug Collins

Bulls tymczasem mieli te same problemy co przez pierwsze dwie kwarty. Ich ofensywa była zbyt statyczna przez większość czasu akcji i przyspieszali dopiero gdy na zegarze było mniej niż 10 sekund. Dopóki ich kontestowane rzuty wpadały wszystko było w porządku. Na początku drugiej połowy to się zmieniło i goście nie tylko wyrównali, ale także uzyskali aż 14 punktowe prowadzenie.

Pod nieobecność Derricka Rose’a wydawać się mogło, że ciężar ofensywny wezmą na swoje barki Carlos Boozer i Luol Deng. Doświadczeni skrzydłowi byli jednak zupełnie nieefektywni i nawet nie szukali swoich rzutów.  W sumie w drugiej połowie zdobyli, uwaga, 2 punkty. Jako przypomnienie – w sumie zarabiają ponad 25 mln $ za ten sezon.

Sixers byli w stanie wygrać dwie bardzo ważne w Playoff kategorie – punkty w pomalowanym i zbiórki. Dla nich to fantastyczna wiadomość, szczególnie przeciwko tak świetnie i aktywnie grającej pod koszem drużynie jak Bulls. Bilans 38-32 na desce, a przede wszystkim 52-32 w punktach z pomalowanego na korzyść przyjezdnych to prawdziwa potwarz dla wysokich Toma Thibodeau.

They outrebounded us. The outfought us. We have to come back stronger. – Tom Thibodeau

W drużynie gości trzeba podkreślić jeszcze bardzo dobrą grę Evana Turnera, Lou Williamsa i Levoy’a Allena. Pierwszy świetnie kreował grę i szczelnie wypełniał statystyczne rubryki. Drugi dostarczył 20 punktów i 6 asyst z ławki rezerwowych z czego większość zdobył w czwartej kwarcie, a trzeci był bliski double-double grając aktywnie w obronie i skutecznie w ataku.

Ciekawostką spotkania jest to, że 76ers mieli większą skuteczność z gry (46/78 – 59.0%) niż Bulls z linii rzutów wolnych (10/18 – 55.6%) nie mówiąc już o FG gospodarzy – 45.2%.

Najlepsi na boisku

Sixers:

  • Jrue Holiday – 26 punktów (11/15 z gry, 3/3 z dystansu), 2 zbiórki, 6 asyst, 1 przechwyt
  • Lou Williams – 20 punktów (8/13 z gry, 1/5 z dystansu), 1 zbiórka, 6 asyst, 2 przechwyty

Bulls:

  • Joakim Noah – 21 punktów (10/11 z gry), 8 zbiórek, 5 asyst, 1 przechwyt
  • John Lucas – 15 punktów (7/12 z gry), 1 zbiórka, 4 asysty

Zawiedli

  • Luol Deng i Carlos Boozer: wysoko opłacani skrzydłowi Bulls byli zupełnie niewidoczni. W sumie trafili tylko 7 z 22 rzutów z gry i nie odpowiedzieli na potrzebę zespołu by wziąć ciężar gry na swoje barki. Indywidualnie niewiele gorsze statystyki w pojedynkę wykręcił zarabiający 1/25 ich poborów John Lucas.

Filmowe podsumowanie spotkania

Boxscore

Sixers: Brand 12, Iguodala 11, Hawes 2, Turner 19, Holiday 26, a także Williams 20, Young 8, Meeks 0, Allen 11

Bulls: Boozer 9, Deng 8, Noah 21, Hamilton 10, Watson 12, a także Korver 7, Lucas 15, Brewer 2, Gibson 8, Asik 0

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

1 Odpowiedź

  1. Sopranos11 napisał(a):

    Byczki troszkę zlekceważyły 76ers, ale Thibs powinien im wytłumaczyć, jak mają zagrać w kolejnych meczach. Jeżeli zagrają z pasją i zaangażowaniem od pierwszej do ostatniej minuty to powinni wygrać serię. Boozer i Deng musza się obudzić. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *