Zapowiedź serii: Memphis Grizzlies – Los Angeles Clippers

Sezon zasadniczy dobiegł końca, znamy już wszystkie jego następstwa w kontekście gier w Play-Offach. Czas więc na przedstawienie poszczególnych par, które będą ze sobą rywalizowały w konkretnych match-upach. Zaczniemy od teoretycznie najciekawszego pojedynku na Zachodnim Wybrzeżu, a więc pojedynku Niedźwiadków z Memphis z ‚tą drugą drużyną’ z Los Angeles, czyli ekipą Clippers. Dlaczego tę konfrontację uważam za najciekawszą z tych, które serwuje nam pierwsza runda rozgrywek posezonowych w Western Conference? Głównie dlatego, że mamy do czynienia z dwiema, nowymi siłami w tej lidze. Drużynami, które jeszcze niedawno tkwiły w przeciętności by dziś, po latach upokorzeń, walczyć o najwyższe laury. Ponadto ta rywalizacja już z samej reguły powinna być najbardziej interesująca, spotykają się bowiem drużyny o zbliżonym bilansie i podobnych zapatrywaniach na przyszłość.

To, że obie te drużyny staną ze sobą w szranki było już wiadomo od jakiegoś czasu. Wydawało się jednak, że to Clippersi do tej walki przystąpią z przewagą własnego parkietu, który może mieć niebagatelne znaczenie dla losów tej rywalizacji. Sytuacja zmieniła się jednak tuż przed samą metą sezonu, kiedy to Memphis udało się zanotować sześciomeczową serię zwycięstw, która pozwoliła im na zyskanie dodatkowego meczu w FedExForum. Ten handicap to bardzo duży plus, który można zapisać po stronie Grizzlies. Wszyscy doskonale wiemy, że podopieczni Lionela Hollinsa na własnym terenie nie zwykli przegrywać i kto wie, czy właśnie przewaga tego jednego spotkania rozgrywanego w stanie Tennessee nie będzie odgrywała decydującej roli w kontekście zwycięstwa w tej parze.

 

  • Jaki to był sezon dla obydwu drużyn?

 

Memphis Grizzliesekipa z miasta Elvisa bodaj po raz pierwszy w swojej historii od samego początku trwania rozgrywek była uważana za jedną z najmocniejszych drużyn w swojej konferencji. Dotychczas raptem dwukrotnie tej organizacji udało się zabrnąć w fazę gier posezonowych i było to traktowane raczej jako miła niespodzianka, a nie pewnik, czy po prostu wykonanie przedsezonowych założeń. Tym razem było inaczej. Po świetnej kampanii wiosennej w ubiegłym roku wielu ekspertów upatrywało w Niedźwiadkach kandydata na sprawienie ogromnej sensacji i solidne namieszanie w gronie stałych faworytów do walki o najwyższe cele. Początki tego sezonu były jednak bardzo trudne i nie wskazywały na to, że Grizzlies będą kończyli sezon zasadniczy w tak szampańskich nastrojach. Drużyna Hollinsa we wczesnej fazie sezonu straciła swojego lidera – Zacha Randolpha. Każdy zorientowany w temacie wie, jak olbrzymi wpływ na dobrą postawę Memphis ma właśnie popularny Z-Bo. Ten przykry uraz, którego nabawił się silny skrzydłowy Niedźwiadków wpłynął bardzo destabilizująco na poczynania jego kolegów. Oszołomieni tym, że muszą sobie radzić bez tak ważnego zawodnika, we wczesnej fazie sezonu grali w kratkę i przez pierwsze 30 meczów skróconego sezonu regularnego ich bilans oscylował wokół 50% wygranych spotkań. W końcu jednak ta maszyneria została porządnie ‚naoliwiona’ przez głównodowodzącego załogą Lionela Hollinsa i powoli zaczęła wracać na właściwe tory. Pod nieobecność Randolpha bardzo rozwinął się drugi starter wśród podkoszowych, czyli Marc Gasol. Pokazał on, że oprócz gigantycznej siły fizycznej ma do zaoferowania także szereg innych atutów, o które wcześniej mało kto go w ogóle podejrzewał. Hiszpan przy swoich gabarytach zaskakująco dobrze potrafi dzielić się piłką, a także rzucać z nawet najdalszego półdystansu. Zaryzykuję stwierdzenie, że ten sezon pokazał, iż jest on obecnie najbardziej utalentowanym rzutowo podkoszowym w całej lidze. Kolejny progres dotknął też postać rozgrywającego Grizzlies, czyli Mike’a Conleya. Architekt sukcesów uczelnianej drużyny Ohio State pokazał, że może być naprawdę solidnym playmakerem, który dzięki swojej inteligencji i czuciu boiskowych wydarzeń może zatrzeć i skierować gdzieś na drugi plan swoje bardzo przeciętne warunki fizyczne. Swoje do sukcesów ekipy dołożył także drugi z liderów ekipy Rudy Gay, który szczególnie koncówkę sezonu miał imponującą. Ponadto przez cały sezon grał bardzo równo, praktycznie wykluczając wszelkiego rodzaju wahania formy. Dobrymi ruchami okazało się też pozyskanie dwójki podkoszowych Marressee Speights-Dante Cunningham, którzy w czasie absencji Z-Bo przejęli część jego obowiązków (oczywiście tyle, na ile pozwalała im na to skala ich talentu – chodzi mi głównie o mądrą defensywę). O rok mądrzejszy i bogatszy w nowe doświadczenia był też coach teamu Lionel Hollins, który dzięki temu, że pozostawiał dużą swobodę swoim graczom w podejmowaniu decyzji zbudował w drużynie bardzo dobre relacje i świetną chemię, która procentowała w momencie, kiedy gra szła o dużą stawkę. Memphis pokazało w tym sezonie, że jest w stanie wygrać z każdą drużyną w tej lidze. Ich głębia teamu pozwala szkoleniowcowi na żonglowanie składem i szukanie odpowiednich schematów pod konkretnego przeciwnika. Powoduje to, że przeciwko Grizzlies nigdy nie gra się łatwo i mało która drużyna chciałaby wikłać się z nią w batalię.

 

Los Angeles Clippers – po raz pierwszy w historii w czasie przerwy między rozgrywkami (a także w okresie lokautu) to Clippersi zajmowali więcej miejsca w rubryce sportowej, aniżeli ich odwieczni, lokalni rywale. Bezpośredni wpływ na tę dobrą prasę miało pozyskanie jednego z najlepszych zawodników w całej lidze, czyli Chrisa Paula. Wszyscy fani LAC wyobrażali już sobie współpracę tego wyśmienitego rozgrywającego z kompletnie przeczącymi wszelkim prawom fizyki podkoszowym ekipy Vinny’ego Del NegroBlake’m Griffinem i DeAndre Jordanem. Wszystko to spowodowało, że na Clippers zapanowała swego rodzaju moda. Wspieranie ich i przyznawanie się do bycia fanem Lob City stało się nagle trendy w świecie blichtru i przepychu, a więc w Hollywood. Dlatego też ci, którzy wcześniej nawet specjalnie nie orientowali się w świecie NBA nagle zaczęli tłumnie wypełniać Staples Center nie tylko przy okazji meczów Lakers, ale i Clippers. Sama gra drużyny nabrała oczywiście odpowiedniej jakości, nagle dzięki jednej osobie ze zbieraniny może i utalentowanych, ale kompletnie jeszcze nieukształtowanych graczy powstała mieszanka groźna dla wszystkich. Do gry w zespole udało się namówić bowiem nie tylko Paula, ale i choćby Chauncey’a Billupsa, który do momentu odniesienia ciężkiej kontuzji był świetnym wsparciem dla i tak mocnego backcourtu teamu Del Negro. Innym doświadczonym graczem, który również zdecydował się być częścią nowo powstałego mocarza na Zachodnim Wybrzeżu, został Caron Butler. Te nazwiska naprawdę mogły działać na wyobraźnię kibiców i rozbudzać apetyty wygłodniałych sukcesu fanów na jakieś duże osiągnięcie. Może w rzeczywistości nie wszystko okazało się tak różowe, jak w najjaśniejszych przewidywaniach, ale generalnie rzecz ujmując sezon na pewno można uznać za udany. Blisko czwartego miejsca w bardzo silnej konferencji, nowi fani, znani koszykarze. To wszystko sprawiło, że z jednego z najmniej popularnych klubów w całej lidze Clipps nagle stali się jednym z tych, o których mówi się najwięcej. Dodatkowo zaskakującą operatywnością na rynku transferowym wykazał się wyśmiewany dotychczas właściciel organizacji – Donald Sterling. Już w czasie trwania rozgrywek sukcesywnie wzmacniał on swój team m.in. o takie postacie jak Reggie Evans, Kenyon Martin, czy Nick Young, co spowodowało, że w tej chwili zespół jest naprawdę wyrównany. Wprawdzie wydaje mi się, że trener Del Negro nie do końca potrafi skorzystać z tego bogactwa, które ma w rosterze i często swoimi decyzjami bardziej szkodzi niż pomaga, ale przecież każdy człowiek ma prawo do błędów. Najważniejsze jest by wynieść z nich odpowiednią lekcję.

 

  • Najważniejsi gracze

 

Zach Randolph (Memphis)

 

Kapitalna postawa tego zawodnika w ubiegłorocznych Play-Offach (i nie tylko) sprawiła, że wreszcie zaczęliśmy o nim mówić jak o prawdziwej gwieździe tej ligi. Z-Bo wreszcie dojrzał i zaczął grać na takim poziomie, do jakiego predestynuje go posiadany talent. Udało się to mu dzięki dużemu wsparciu ze strony Lionela Hollinsa, który chyba jako pierwszy uwierzył w to, że Randolpha da się zmienić i przystosować go do gry w teamie pozbawionym wyraźnego lidera. Z czasem taką właśnie wiodącą postacią Memphis stał się sam skrzydłowy. Dorósł on do pełnienia takiej roli, ograniczył swoje egoistyczne zapędy i pokazał, że potrafi się odnaleźć w sprawnie działającym systemie. Obecna kampania rozpoczęła się jednak dla niego bardzo pechowo. Szybko złapany uraz ‚ukradł’ mu większość rozgrywek i sprawił, że Niedźwiadki musiały nauczyć się egzystować bez niego. Udawało im się to różnie, raz bywało lepiej, raz gorzej i coby nie mówić jego brak był bardzo odczuwalny. Teraz Z-Bo jest już jednak do dyspozycji Hollinsa i znowu będzie najpoważniejszą bronią w arsenale tego szkoleniowca. Przyznam szczerze, że trochę obawiam się, czy jest on w stanie grać na pełnych obrotach przez ponad 30 min. w każdym meczu. Trochę zdziwiło mnie to, że Hollins nie próbował troszkę mocniej wprowadzać go do rotacji w ostatnich meczach sezonu. Myślałem, że Zach w samej końcówce rozgrywek będzie wychodził w pierwszej piątce i grał grubo ponad te pół godziny w każdym spotkaniu. Pozwoliłoby mu to na wejście w odpowiedni rytm i złapanie konkretnej wydolności. Widać jednak, że w Memphis na tego gracza chucha się i dmucha w obawie przed tym by znowu nie wypadł ze składu. To mógł być powód tego ostrożnego wprowadzania Randolpha do rotacji.

 

Chris Paul (Los Angeles)

 

Być może wielu kibiców NBA (szczególnie tych troszkę mniej zorientowanych) w tej roli widzi Blake’a Griffina. Ja jednak jestem zdania, że to od Paula wszystko się w tej drużynie zaczyna i to na nim wszystko się też kończy. Bez odpowiednich podań, dostarczeń piłki pod sam kosz Griffin by sobie po prostu nie poradził. Przecież nie weźmie on piłki spod samego kosza i nie przeprowadzi jej przez całe boisko, by na końcu z dużym impetem wsadzić ją do kosza. Pozyskanie byłego playmakera Hornets było chyba najbardziej udanym ruchem Clippers w całej ich historii. Wprawdzie cena za jego usługi była dość wygórowana, bo trzeba było oddać Szerszeniom m.in. harmonijnie rozwijającego swój talent Erica Gordona, ale jak widać po wynikach – opłacało się. Paul dzięki swojemu doświadczeniu, poziomie gry i wielkiej klasie wprowadził zespół Del Negro na wyższy poziom. Tu nawet nie chodzi o awans do Play-Offów i olbrzymi progres po stronie zwycięstw. Zadziwiające jest przede wszystkim to jak dużo dał on swojej drużynie pod względem mentalnym. Dzisiaj Clippersi to nie jest już grupa zahukanych graczy, na których cała liga patrzy z politowaniem. To pewni siebie zawodnicy, znający swoją wartość, którzy z dużą werwą dobijają się do bram najbardziej medialnej drużyny całej ligi. Wszystko to właśnie dzięki kieszonkowemu rozgrywającemu z uczelni Wake Forest. Uważam, że bez jego doskonałej gry ciężko będzie LAC pokonać rozpędzonych Grizzlies. Sądzę też jednak, że jego świetną dyspozycję można uznać za pewnik i pytaniem jest raczej to, czy reszta w sumie mało doświadczonego teamu dostosuje się do poziomu gry prezentowanego przez Chrisa. Wydaje się, że silna osobowość Paula powinna pozwolić reszcie ekipy na ściągnięcie z siebie presji i zagranie na tyle, na będzie ich stać.

 

  • Na drugim planie:

 

Rudy Gay (Memphis)

 

Trzeba sobie powiedzieć jasno – Rudy nigdy nie był i już raczej nigdy nie będzie gwiazdą NBA. Jest za to koszykarzem, który robi świetny użytek z tego, co dostał w darze od natury. Nienaturalnie długie ręce, ponadprzeciętna skoczność i świetne warunki fizyczno-motoryczne czynią z niego ogromne zagrożenie dla defensywy każdego rywala. Oczywiście ma też swoje wady, które raczej odzierają go z marzeń o tym by stać się tym all-starem prawdziwego zdarzenia – nigdy bowiem nie będzie świetnym dryblerem, który dzięki umiejętności wyprzedzenia przy pierwszym koźle będzie rozbijał szyki obronne rywali. To właśnie jego największy problem. Jeśli posiadłby tę umiejętność wtedy mógłby stać się dla tej ligi kimś w rodzaju biedniejszej wersji Kevina Duranta. Niestety na poprawę w tym elemencie jest już chyba za późno i należy się z tym pogodzić. Pomimo tych braków ma też jedną bardzo ważną cechę, która nie jest dostępna dla wszystkich – jest szalenie efektywny w crunch-time. Nigdy nie boi się wziąć odpowiedzialności na swoje barki i co dobre dla drużyny – często w takich momentach jego postać świeci najjaśniej. Wiadomą sprawą jest, że jeśli teamowi nie będzie szło, to piłka częściej będzie trafiała właśnie w jego ręce, a nie np. Zacha Randolpha, który w sumie jest zawodnikiem ważniejszym dla Niedźwiadków. Dlatego właśnie tutaj tkwi spore zadanie dla Del Negro, który musi znaleźć odpowiedź na grę tego właśnie gracza. Moim zdaniem jednak w drużynie Clippers nie ma jednak dobrego kandydata na ograniczanie jego sporych możliwości ofensywnych. Dlatego w mojej opinii właśnie ostatecznie to Grizzlies będą górą.

Należy zauważyć, że Gay nie jest jednak zawodnikiem jednej strony parkietu. Konsekwentnie pracuje bowiem nad jakością swojej gry w obronie. Jego wspomniane już przeze mnie świetne warunki atletyczne czynią z niego idealnego obrońcę nawet dla wyższych od siebie rywali. Rudy ma też taką zdolność do świetnego czytania gry, dużo piłek przechwytuje, sporo jego akcji po bronionej stronie kończy się też blokami. Może więc nie jest jakimś wybitnym defensorem, ale w systemie Grizzlies odnajduje się idealnie.

 

Blake Griffin (Los Angeles)

 

Griffin to w tej chwili chyba najbardziej działający na wyobraźnię kibiców gracz tej ligi. Imponujący debiutancki sezon jest już historią, a pomimo tego zainteresowanie jego koszykówką wcale nie osłabło. Ba, hype na Blake’a ciągle rośnie. Olbrzymią w tym zasługę widzę w tym, że do ‚pomocy‚ dostał tak klasowego rozgrywającego, jakim jest CP3. Paul w doskonały sposób potrafi wykorzystać drzemiący w nim potencjał i czasem nawet ukryć jego niedoskonałości, których wcale nie jest tak mało. Teraz tak naprawdę dopiero zobaczymy, na co stać tego zawodnika. Dostaniemy odpowiedź na pytanie, czy jest on prawdziwą gwiazdą NBA, czy tylko najefektowniejszym graczem organizacji. Będzie musiał on się borykać ze zmasowaną defensywą dobrych graczy podkoszowych rywala, których w składzie Grizz wcale nie brakuje. Będzie musiał też pokazać, że jest niezłym obrońcą i oprócz zbiórek defensywnych ma coś jeszcze do zaoferowania w tym właśnie elemencie. Każdy w tej lidze wie chyba doskonale jak ciężko toczy się boje z Randolphem. Silny skrzydłowy Miśków w kapitalny sposób potrafi bowiem obnażyć braki obronne nawet najlepszych koszykarzy National Basketball Association. Del Negro powinien zdawać sobie sprawę jak ciężkie zadanie czeka Griffina i już teraz uprzedzić go przed tym, że teraz na jego barkach spoczywa ogromna odpowiedzialność za losy sezonu całej drużyny. Dodatkowym elementem, z którym będzie musiał się mierzyć skrzydłowy Clippers jest fakt, że dzisiaj każdy specjalnie się na niego spina. Wszyscy gracze chcą bowiem pokazać, że umieją sprostać zawodnikowi promowanemu na supergwiazdę i przez to wyzwala się w nich dodatkowa mobilizacja. Nie inaczej będzie z Randolphem, który tak jak Blake ma olbrzymie ego i chce na pewno pokazać, że w niczym mu nie ustępuje. Nie ukrywam, że jestem bardzo ciekawy rozwoju tej indywidualnej rywalizacji.

 

  • Kluczowy pojedynek

 

Chris Paul (Clippers) – Mike Conley Jr (Grizzlies)

 

W tej parze będziemy mieli kilka naprawdę ciekawych matchupów na różnych pozycjach. Moim zdaniem tym, który będzie najbardziej elektryzujący i powinien mieć największy wpływ na obraz wydarzeń powinno być starcie między Mike’m Conleyem ze strony Niedźwiadków i Chrisem Paulem z Clippers. Obydwaj playmakerzy to zawodnicy bardzo inteligentni, którzy pomimo swoich fizycznych słabości w doskonały sposób umieją narzucić swój styl gry kryjącemu go rywalowi. Można powiedzieć, że obaj ci rozgrywający prezentują bardzo zbliżony typ zawodnika. Oczywiście nie da się ukryć, że CP3 jest w tej chwili koszykarzem po prostu lepszym od swojego odpowiednika w Grizzlies. Jak pokazuje jednak historia Conley jest takim graczem, który w świetny sposób dostosowuje się pod konkretnego przeciwnika. Do tego jest bardzo dobrym obrońcą, który potrafił uprzykrzyć życie nawet największym tuzom tej ligi. Tu właśnie będzie tkwić najpoważniejsze zadanie dla Mike’a. Jeśli uda mu się utrzymać poziom defensywy, który pokazywał przez cały sezon regularny i uda się choć w pewnym stopniu zatrzymać Paula to będzie to klucz do zwycięstwa nad Clippersami. Paul bowiem nie tylko swoją grą reguluje tempo gry i napędza ataki drużyny z Los Angeles, ale też w dużym stopniu odpowiada za egzekucję. Swoje zdolności strzeleckie uaktywnia głównie w momentach kryzysowych, w crunch-time, a także zaciętych chwilach spotkań. Conley jest zawodnikiem bardzo dobrze przygotowanym kondycyjnie do sezonu, potrafi grać na wysokich obrotach nawet przez ok. 3840 min. spotkań. To może być bardzo przydatne właśnie wtedy, kiedy wynik rozgrywki będzie na styku aż do samej końcówki. Oczywiście obaj rozgrywający są znani z wywierania dużej presji na zawodników kozłujących, pozwala im to kraść wiele piłek i przekuwać je na szybkie ataki swoich ekip. Jak wiemy szczególnie Grizzlies bazują na mocnej defensywie na piłce i dzięki temu, że to działa w doskonały sposób, pozwala im na zbudowanie na tej umiejętności całego systemu ofensywnego. Systemu opartego na kontratakach, szybkim przejściu z defensywy do ofensywy i masy improwizacji w koszykówce ‚bieganej‚. Zadaniem Paula będzie więc ograniczenie strat, doprowadzenie do jak najmniejszej okazji przekształcania przechwytów w szybkie ataki i tym samym zmuszenie Grizzlies do gry w ataku pozycyjnym, gdzie czasami ich gra wygląda bardzo przeciętnie. W mojej opinii zwycięzca tego match-upu będzie w stanie poprowadzić swoją drużynę do triumfu w całej serii.

 

Klucze do sukcesu:

 

Memphis Grizzlies:

 

  • Wywieranie presji na Paulu już w momencie wyprowadzania piłki, próba zmęczenia tego zawodnika.
  • Brak wolnych miejsc na obwodzie dla strzelców Clippers, próba wymuszania jak najczęstszego kierowania piłki pod kosz.
  • Wykorzystanie głębi składu pod koszem – ostra gra przeciwko Griffinowi.
  • Pozwalanie Griffinowi na rzuty z półdystansu.
  • Wyprowadzanie O.J. Mayo na czyste pozycje rzutowe poprzez spacing.
  • Gra Marca Gasola dalej od kosza, robienie miejsca na wejścia dla Rudy’ego Gaya.
  • Agresywna gra Conleya przeciwko CP3. Wymuszanie fauli, częste wycieczki na linię.

 

Los Angeles Clippers:

 

  • Pozwalanie Niedźwiadkom na rzuty z dystansu kosztem wolnych miejsc w strefie podkoszowej.
  • Wygrywanie drugich kwart, kiedy Grizzlies często notują spore przestoje. Wytężona praca w tym okresie Mo Williamsa i Nicka Younga.
  • Próba wykorzystania przewagi szybkości i zwrotności DeAndre Jordana nad Gasolem.
  • Intensywna gra Griffina, łapanie na faule Randolpha i konsekwentne ‚podmęczanie’ go.
  • W kryzysowych momentach meczów robienie miejsca na obwodzie dla Chrisa Paula.
  • Dobra gra z ławki zawodników podkoszowych – Kenyona Martina i Reggie’go Evansa.

 

Liderzy w statystyce:

 

Memphis Grizzlies:

 

Punkty – Rudy Gay 19,0 pkt.

Zbiórki – Marc Gasol 8,9 zb.

Asysty – Mike Conley 6,5 as.

Przechwyty – Mike Conley 2,2 prz.

Bloki – Marc Gasol 1,9 bl.

Straty – Rudy Gay 2,5 str.

 

Los Angeles Clippers:

 

Punkty – Blake Griffin 20,7 pkt.

Zbiórki – Blake Griffin 10,9 zb.

Asysty – Chris Paul 9,1 as.

Przechwyty – Chris Paul 2,5 prz.

Bloki – DeAndre Jordan 2,0 bl.

Straty – Blake Griffin 2,3 str.

 

Statystyki drużynowe:

 

Memphis Grizzlies:

 

Punkty zdobywane – 95,0 pkt. (20 miejsce w lidze)

Punkty tracone – 93,0 pkt. (5)

Zbiórki – 42,0 zb. (16)

Asysty – 19,6 as. (25)

Przechwyty – 9,6 prz. (1)

Bloki – 5,2 bl. (12)

Straty – 14,5 str. (17)

 

Los Angeles Clippers:

 

Punkty zdobywane – 97,6 pkt. (14 miejsce w lidze)

Punkty tracone – 95,0 pkt. (13)

Zbiórki – 41,6 (22)

Asysty – 21,0 as. (13)

Przechwyty – 8,4 prz. (6)

Bloki – 4,8 bl. (22)

Straty – 13,3 str. (29)

 

W tym sezonie:

 

Los Angeles Clippers – Memphis Grizzlies 2:1

 

26.01 – Los Angeles Clippers : Memphis Grizzlies 98-91 (Griffin 20pkt. 9zb. 8as. – Gay 24pkt. 7zb.)

24.03 – Los Angeles Clippers : Memphis Grizzlies 101-85 (Griffin 20pkt. 10zb. 5as. – Randolph 14pkt. 8zb.)

9.04 – Memphis Grizzlies : Los Angeles Clippers 94-85 (Gasol 18pkt. 8zb. 7as. – Griffin 19pkt. 6zb.)

 

Rozkład jazdy:

 

29.04 – Memphis vs Los Angeles

2.05 – Memphis vs Los Angeles

5.05 – Los Angeles vs Memphis

7.05 – Los Angeles vs Memphis

(ew.) 9.05 – Memphis vs Los Angeles

(ew.) 11.05 – Los Angeles vs Memphis

(ew.) 13.05 – Memphis vs Los Angeles

 

Typ:

 

Grizzlies w siedmiu.

 

1 Odpowiedź

  1. Szerszeń napisał(a):

    stawian na LAC

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *