Parker i Duncan zatrzymali ambitnych Jazz

Twarda walka przez 48 minut – to jest dokładnie to czego się można spodziewać po serii Spurs z Jazz. Nie inaczej było w pierwszym meczu. Prowadzeni przez fantastycznego Tony’ego Parkera (28 punktów, 8 asyst, 4 zbiórki) i doświadczonego Tima Duncana (17 punktów, 11 zbiórek, 5 asyst) gospodarze nie pozostawili złudzeń Jazzmanom i pewnie, choć nie bez walki, wygrali by objąć prowadzenie 1-0.

Drużyna Stan I kwarta II kwarta III kwarta IV kwarta Wynik
Utah Jazz 0 22 25 23 21 91
San Antonio Spurs 1 28 26 31 21 106

W skrócie

Pierwszą niespodzianką spotkania było zainstalowanie w podstawowym składzie Borisa Diawa. Trener Popovich liczył na doświadczenie i mobilność Francuza, który od początku zawodów miał pilnować Paula Millsapa. Z drugiej strony ciekawym manewrem było wypuszczenie przez Ty Corbina do S5 Josha Howarda, który dopiero powracał do formy po kontuzji.

Pierwsze punkty Spurs zdobyli w akcji Tima Duncana. Wejście pod kosz weterana zakończyło się stratą buta przez Tony’ego Parkera, ale Jazz nie byli w stanie tego wykorzystać. Goście od samego początku postawili na twardą obronę i SAS mieli problemy. Bardzo dobrze prezentował się jednak Diaw, który łamiąc akcje do środka powodował błędy w rotowaniu.

Po drugiej stronie boiska dobrze grał Devin Harris, który po chwili miał już 5 punktów. W okolicach połowy pierwszej kwarty na parkiecie pojawił się Manu Ginobili. Argentyńczyk dostał bardzo ciepłe przywitanie fanów i gra San Antonio od razu się poprawiła. Po akcji 2+1 Diawa prowadzili 15-12. Co ciekawe 75% punktów gospodarzy w tym okresie pochodziło z pomalowanego pola.

Pomimo problemów z ofensywnymi zbiórkami Jazz przewaga miejscowych zaczęła wzrastać. Pierwsze 12 minut zakończyło się po dobitce Tiago Splittera, który był kolejnym świetnie prezentującym się zmiennikiem ekipy Popovicha (zdobyli 15 z 28 punktów swojego zespołu).

Fantastycznym prognostykiem dla tegorocznej formy Spurs są dwa potężne wsady Ginobiliego, który zwykł w takich sytuacjach robić layupy. Manu jest wypoczęty i zdrowy, a to oznacza problemy dla rywali z Zachodu. Oczywiście jako argument w drugą stronę można podać spudłowany wsad z późniejszego okresu, ale nie zmienia to faktu, że Ginobili wygląda świetnie pod względem fizycznym.

W kolejnych minutach gra się wyrównała. Splitter i Jackson nie trafili spod samego kosza, a to przeniosło się na kontry gości i zmniejszenie przewagi do czterech punktów. Dobre minuty Corbinowi dawał Derrick Favors, który grał aktywnie pod obiema obręczami (polecam zwłaszcza zobaczyć jego bloki na Duncanie i Parkerze). W końcówce kwarty Spurs jeszcze przycisnęli, ale goście wciąż nie poddawali. Do przerwy mieliśmy prowadzenie miejscowych 54-47.

Drugą częśc spotkania rozpoczęła się od wymiany ciosów. Spurs próbowali rozruszać swoich podkoszowych kierując sporo piłek zwłaszcza do Duncana. Po akcji 2+1 The Big Fundamental przekroczył barierę 4000 punktów zdobytych w Playoff i dołączył do elitarnej grupy z Abdul-Jabbarem, O’Nealem i K. Malonem.

Kolejny przechwyt Kawhi Leonarda dał łatwe punkty Danny’emu Greenowi i Spurs mieli najwyższe prowadzenie tego wieczora (11 punktów). Błyskawicznie po czasie ekipa Corbina się przegrupowała i zdobyła kolejne sześć oczek. Serię gości przerwał dopiero potężny wsad Duncana. To zagranie poderwało z miejsc fanów w AT&T Center, ale kolejny raz Utah nie zamierzała odpuszczać.

W czasie spotkania ogłoszono, że Tiago Splitter podczas jednej z akcji nadwyrężył lewy nadgarstek. To sprawiło, że na parkiecie zameldował się DeJuan Blair. Status Brazylijczyka przed kolejnymi zawodami jest niepewny.

Im bliżej byliśmy końca trzeciej kwarty tym bardziej gra otwierała się dla Spurs. Kolejne fantastyczne asysty zaliczał Manu Ginobili (najpierw do Duncana, potem do Blaira), a przewaga zaczęła oscylować wokół 12-15 punktów i przed ostatnia odsłoną gospodarze prowadzili 85-70.

W kolejnych akcjach gra się zaostrzyła. Po kolejnej kolizji z udziałem Tony’ego Parkera trener Popovich nie wytrzymał i głośno wyraził swoje zdanie na temat sędziowania. Reakcja była spodziewana – przewienienie techniczne.

Jazz udało się jeszcze raz zmniejszyć przewagę Spurs do ośmiu punktów, ale po kolenym celnym rzucie z dystansu Bonnera wszystko wróciło do normy i bezpiecznego prowadzenia SAS. Do końca zawodów obraz gry się już nie zmienił i spokojnie dograno ostatnie 5 minut. W końcówce na parkiecie pojawili się gracze dalszego planu jak Patty Mills, James Anderson czy Blake Ahearn.  Spurs wygrali zasłużenie 109-91, a ich najlepszym graczem był niezawodny Tony Parker, który powinien znaleźć się w czołowej trójce głosowania na MVP sezonu zasadniczego.

Wśród przyjezdnych trzeba pochwalić Paula Millsapa, który do spółki z Gordonem Haywardem utrzymywał Jazz w grze. Podkoszowy miał dobrą skutecznośc z gry, a obrońca raz za razem stawał na linii rzutów wolnych.

Podsumowując spotkanie było dokładnie takie jakiego można się było spodziewać. Spurs byli lepsi przez większość czasu gry, ale Jazz nie mieli zamiaru oddawać pola. Walczyli twardo przez całe zawody. Różnica między pierwszym, a ostatnim miejscem w sezonie zasadniczym była jednak widoczna gołym okiem.

Co ciekawe Jazz nie pozostaną w San Antonio w oczekiwaniu na kolejne spotkanie. Zaraz po zawodach wsiądą do samolotu by spać we własnych łóżkach i powrócić do Teksasu dopiero w środę.

Najlepsi na boisku

Jazz:

  • Paul Millsap – 20 punktów (8/14 z gry), 9 zbiórek, 3 bloki
  • Gordon Hayward – 17 punktów (2/6 z gry, 12/12 z linii rzutów wolnych), 3 zbiórki, 2 asysty, 2 przechwyty
  • Al Jefferson – 16 punktów (8/16 z gry), 9 zbiórek, 4 asysty, 2 przechwyty

Spurs:

  • Tony Parker – 28 punktów (10/19 z gry), 4 zbiórki, 8 asyst, 1 przechwyt
  • Tim Ducan – 17 punktów (7/14 z gry), 11 zbiórek, 5 asyst, 2 przechwyty
  • Stephen Jackson – 14 punktów (4/8 z gry, 2/4 z dystansu), 4 zbiórki, 2 asysty, 1 blok

Zawiedli

  • Josh Howard (Jazz) trener Corbin dał mu szansę na występ w pierwszym składzie, ale było widać, że Josh jest zupełnie nieprzygotowany. W 16 minut gry spudłował wszystkie 4 rzuty i był całkowicie nieefektywny.
  • Devin Harris (Jazz) – po dobrym starcie wydawało się, że jest na dobrej drodze by zarówno spowolnić Parkera w ataku jak i samemu zdobyć w granicach 20 punktów. Niestety z biegiem czasu miał coraz większe problemy z upilnowaniem Francuza, a wraz z tym spadła jego skuteczność w ataku i nie był w stanie pomóc swojemu zespołowi w wystarczającym stopniu by móc walczyć o wygraną.

Boxscore

Jazz: Howard 0, Harris 7, Hayward 17, Millsap 20, Jefferson 16, a także Burks 6, Tinsley 9, Ahearn 0, Evans 0, Carroll 7, Kanter 2, Favors 7

Spurs: Parker 28, Green 2, Duncan 17, Leonard 6, Diaw 9, a także Splitter 4, Ginobili 7, Mills 0, Anderson 0, Neal 5, Bonner 9, Jackson 14, Blair 5

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

5 komentarzy

  1. Pingwin pisze:

    Bardzo dobry mecz Spurs – liderzy kreowali grę, rezerwowi dawali mocne wsparcie, nawet nie przegrali aż tak wyraźnie na deskach. Mieli nawet przewagę w punktach z pomalowanego:). Moim zdaniem poza wskazanymi przez Mateusza graczami Spurs trzeba pochwalić również Stevena Jacksona – potrafił trafić ważne punkty jak i pięknie obsłużyć podaniem. Jazzmeni mocni pod koszem, ale mają kłopoty w obronie i chyba więcej niż 1 meczu nie „urwią” :D

    • Adrian89 pisze:

       Oj kompletnie się nie zgodzę, Jazz bronili bardzo dobrze przez większą część meczu. Utrudniali życie jak mogli, wszyscy się obawiali o ich obronę a przegrali dziś przez straty i mało kreatywną grę w ataku. Spurs wygrali dzięki Parkerowi + na drugim miejscu dzielenie się piłką. Fajnie było obserwować jak sobie podają na obwodzie i po 2-3 podaniu już zawodnik miał czystą pozycję w niektórych momentach. Ale wiązało się to z tym że Jazzmani starali się podwajać Parkera, który  niektóre rzuty oddawał niesamowite.

      Ale przyznam że do sędziów mały minus bym miał za te faule. Wprawdzie nie wypaczyło to wyniku spotkania to jednak parę razy bym nie gwizdnął na ich miejscu faulu na Parkerze Duncana, lub gwizdnął faule na Jeffersonie który w jednej akcji miał identyczną sytuacje jak Tim tylko on nie dostał szansy na 2+1

    • Pingwin pisze:

      Heh co do sędziów to zwykle ściany pomagają – nawet najlepsi sędziowie nie opierają się w 100% presji trybun i gwiżdżą pod gospodarzy – amerykańscy specjaliści badali reakcję sędziów podczas meczu i przy spornych sytuacjach była wyraźna tendencja (kilkunasto procentowa). A co do meczu to obrona Jazz była niezła ale niewystarczająca (47% z gry to jednak dość dużo jak na bardzo dobrą obronę), do wygranej muszą się bardziej postawić, a nie pozwolić na 58 pkt spod kosza. Chyba najważniejsze dla nich to znalezienie sposobu na Parkera… Ale czy to możliwe?:D

    • Co do obrony Jazz to tak jak przewidywałem w zapowiedzi bronili dobrze tylko do momentu minięcia pierwszego gracza. Przekazywanie u nich kuleje – o czym zresztą sam piszesz – jak było krążęnie piłki w SAS to po 2-3 podaniach była wolna pozycja.

      Tu jest główny problem Utah. A TP nie zatrzymają bo nie mają kim, może Raja Bell by pomógł.

  2. Dzięki @b36cf05b74c138d13e3d436e2c016ebd:disqus – Jacka wyróżniłem w kategorii najlepsi na boisku. Rzeczywiście zagrał nieźle – szczególnie na plus było to, że nie forsował jumperów tylko często robił fake’a i ścinał pod kosz.

    Imho jeżeli Jazz chcą urwać jakieś spotkanie to ktoś z tercetu Jefferson – Millsap – Harris musi wystrzelić ponad 25 punktów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *