Prawdziwy mężczyzna nie wstydzi się łez. Goodbye Brad Miller.

14 lat kariery i koniec. Z czym kojarzy się nam Brad Miller? Ze świetnym, jak na gościa mierzącego 213 cm rzutem z półdystansu, a nawet dystansu. Z dwoma występami w All-Star Game, które zawdzięcza pewnej słabości, jaka zapadła na początku obecnego wieku wśród wysokich graczy. W końcu ze fajnymi sezonami w barwach Kings, którą to drużynę lubili chyba wszyscy.

W obecnych rozgrywkach zagrał tylko 15 meczów, w sumie 146 minut w Minnesocie pod wodzą swojego ulubionego coacha, Ricka Adelmana. Trafił 7 z 15 trójek, a w ostatnim meczu kariery, schodząc z parkietu w trakcie czwartej kwarty pojedynku z Nuggets zwyczajnie się… popłakał. Nie wydaje mi się, że było to aktorskie zagranie pod publiczkę tego białego chłopaka z Indiany, który zrobił karierę dzięki maksymalnemu wykorzystaniu swoich specyficznych umiejętności. Lubię takie podejście do swojego zawodu. Ten gość naprawdę kochał basket.

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=6ttt7tkwuis&w=585]

Piotr Gładczak

Miłośnik NBA od prawie 20 lat. Tropiciel ciekawostek statystycznych i wielbiciel NBA lat 90-tych. Nauczyciel WF i właściciel firmy gomaster.pl.

3 komentarze

  1. Kredkixd pisze:

    Trzeba mieć jaja żeby się popłakać przed całą halą ludzi. Szacunek. Widać chop kocha basket. Goodbye

  2. woy9 pisze:

    Bardzo cenilem tego goscia w grze,na swojej pozycji najlepszy passer.szczyt formy w Pacers i Kings.

  3. mac_3 pisze:

    Podziwiałem Millera za czasów Sacramento. Niestety później znacznie obniżył loty. Tymi szczerymi łzami jednak ponownie wzbudził mój ogromny szacunek. Niby chłopaki nie płaczą, ale koleś pokazał jaja (jak to napisał Kredkixd).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *