Podsumowanie sezonu zasadniczego ( 2011-2012 )

Co tydzień w naszym cyklu staraliśmy się podsumowywać wydarzenia minionego tygodnia. Nadszedł czas by zebrać je wszystkie w jednym wspólnym podsumowaniu: MVP, drużyna, wydarzenie, wpadka i piątka. Zobaczcie co nam z tego wyszło..

MVP:

Enbiejowy: Kevin Durant. Może LeBron miał świetny PER i był po prostu najlepszym graczem w lidze, ale to nagroda dla najbardziej wartościowego zawodnika. Durant został królem strzelców mimo posiadania w swojej drużynie Westbrooka i Hardena, no i przede wszystkim – ma na swoim koncie kilka bardzo dobrych czwartych kwart i kilka game-winnerów. Poza tym – on nie ma jeszcze nagrody MVP, a z pewnością na nią zasługuje. Być może liga, tak jak rok temu (Derrick Rose), przyzna nagrodę przedstawicielowi młodego pokolenia gwiazd. LeBron ma już dwie statuetki, teraz powinien celować w MVP Finałów:)

Kamil: LeBron James. Nie należę do wielkich zwolenników faceta tytułującego się królem, ale należy docenić to, jak wyglądał ten sezon w jego wykonaniu. LeBron dojrzał na tyle, że wreszcie zaczął zauważać, iż im więcej rzuca z dystansu tym mniej pożytku przynosi to jego drużynie. Poświęcił więc oddawane rzuty zza linii 7,25cm na rzecz penetracji i gry w post-up. Dzięki wykorzystywaniu swojej siły fizycznej i przewagi w każdym prawie elemencie nad kryjącymi go rywalami zaczął być prawdziwym dominatorem w polu trzech sekund. Wprawdzie ciągle to nie on jest osobą, której warto byłoby oddać piłkę w czwartej kwarcie, przy stykowym wyniku i czekać na to, co on wymyśli, ale na pewno swoją grą w tym sezonie zasłużył najbardziej na tę nagrodę. Statystyki statystykami, a jakość gry to po prostu jakość gry. James miał bardzo dużo jakości w tegorocznej kampanii.

Mac: LeBron James – ten człowiek jest niezwykle uniwersalny i prowadzi Miami do świetnych wyników. Naprawdę zasłużył na to wyróżnienie. Ma niesamowity wpływ zarówno na swoją drużynę jak i całą ligę. Bez wątpienia jest zawodnikiem z najwyższej półki.

Paweł: biorąc pod uwagę, który gracz ma największy wpływ na grę swojej drużyny to myślę, że OKC nie istniałaby w takiej formie jak dziś bez Kevina Duranta, dlatego też jak już mam wybierać tego jednego jedynego to wybieram Durantulę, ale tuż za nim Kobe Bryant i Lebron James.

Woy: Numerem jeden dla mnie był LeBron James, ze względu na swoją wszechstronność i wyraźny wpływ na wyniki drużyny. Widoczne one były przy absencjach i słabszej formie Dwayne’a Wade’a i Chrisa Bosha. Przy tej nagrodzie trzeba pamiętać o wpływie na wyniki drużyny a LeBron walczy w obronie, jest kandydatem do nagrody Obrońca Roku, zbiera piłki, znajduje partnerów i dzieli podaniami, w końcu rzuca. Wielu pewnie znów zarzuci, że nie jest clutch playerem lub mało zdobywa punktów w czwartej kwarcie, jednak w tym sezonie popisywał się on już wygranymi czwartymi kwartami przeciwko Thunder, Sixers lub Bucks . O Nets lżej wspomnę. James był 6 razy wybierany graczem tygodnia na 15 podobnych wyborów!

Pierwsza piątka sezonu:

Enbiejowy: Chris Paul – Kobe Bryant – LeBron James – Kevin Durant – Dwight Howard.

Kamil: Chris Paul – Tony Parker – LeBron James – Kevin Durant – Kevin Love 

Mac: Chris Paul – Kobe Bryant – Kevin Durant – LeBron James – Andrew Bynum

Paweł: Rajon Rondo – Kobe Bryant – Kevin Durant – Blake Griffin – Dwight Howard.

Woy: Chris Paul- Kobe Bryant – LeBron James – Kevin Durant – Andrew Bynum

Drużyna sezonu:

Enbiejowy: San Antonio Spurs. Znów wygrali Zachód, choć teoretycznie nie mieli prawa dokonać tego od jakichś kilku lat. Tony Parker jest w świetnej formie, Tim Duncan ma swój prywatny renesans, ale siłą tego zespołu jest przede wszystkim szeroki skład i świetny trener. Coach Pop jest moim faworytem do nagrody dla najlepszego trenera. Nie zanosi się na to, by San Antonio zmuszone było pakować walizki już po pierwszej rundzie. Przeciwnie – stać ich nawet na Finał. Ten rok może być ich ostatnim tańcem, ale z drugiej strony – mówi się o tym od kilku dobrych lat. A Spurs wciąż są na fali.

Kamil: Utah Jazz. Kiedy w zeszłym sezonie teamowi prowadzonemu przez żółtodzioba Ty’a Corbina nie udało się uzyskać awansu do rozgrywek posezonowych w stanie Utah zapanował prawdziwy defetyzm. Nawet najwierniejsi kibice myśleli, że po tłustych latach, przyszedł teraz czas niebytu i przez najbliższe 2-3 sezony Jazz będą tułać się gdzieś w ogonach ligi. Mądre ruchy kadrowe, a także świetna praca Corbina sprawiły jednak, że brak awansu do Play-Offs to był tylko (przynajmniej na razie) jednorazowy wyskok. Bardzo duża w tym zasługa coacha, który w sposób bardzo umiejętny połączył to, co zostało mu zostawione w spadku przez Sloana (flex offense) z nowymi rozwiązaniami (dużo spacingu szczególnie wśród graczy wysokich). Spowodowało to, że przeciwko Jazzmanom grało się w tym sezonie bardzo niewygodnie i odczuły to bodaj wszystkie ekipy, które miały (nie)przyjemność się z nimi mierzyć. Drużyna nie podłamała się także w trudnych chwilach, kiedy poza grą był prawie cały rezerwowy backcourt i zareagowała na to w sposób najlepszy z możliwych – a więc po prostu dobrą grą i jeszcze większym przeniesieniem odpowiedzialności na wysokich. Kwiecień był także miesiącem swoistego renesansu Devina Harrisa, który znowu zaczął przypominać zawodnika formatu All-Star. Oczywiście doceniam też to, co zrobiły inne drużyny (szczególnie Spurs!), ale moim zdaniem ekipie Utah należy się to miano najbardziej. Zweryfikowali oni przedsezonowe prognozy i pokazali, że można je sobie włożyć w buty.

Mac: Chicago Bulls – tutaj wybór był niezwykle trudny. Brałem pod uwagę jeszcze San Antonio Spurs oraz Indianę Pacers. Wybór padł jednak na „Byki”. Chicago kolejny raz ma za sobą świetny finał. Każdy miał z nimi problem. Dodatkowo za Bulls przemawia to, że dużo spotkań rozegrali bez swojego lidera. Zawodnicy z drugiego planu potrafili się wspaniale wkomponować w całą układankę i rozgrywać fantastyczne mecze. To jest właśnie siła tej drużyny. Tutaj każdy może być groźny.

Paweł: Długo się wahałem i przez cały sezon skłaniałem się ku Chicago Bulls, ale nie … najbardziej wyrównaną drużyną i to dosłownie bazującą na współpracy wszystkich graczy – bez wyraźnego lidera, a jednocześnie z najlepszym wynikiem za Zachodzie – San Antonio Spurs – mieszanka weteranów z grupką młodzieży – ich końcówka sezonu to mi zaimponowało

Woy: Postawię na Chicago Bulls pod nieobecność Derricka Rose’a i fantastyczną postawę rezerwowych Byków. Wszystko to pod kierunkiem kandydata na (ponownego) Trenera Roku – Toma Thibodeau. Świetna gra Taja Gibsona, celne rzuty Kyle’a Korvera i wywalczenie miejsca w składzie przez Johna Lucasa to rzeczy, które trzeba odnotować. Dobrą pracę wykonał też Greg Popovich z San Antonio Spurs i jak zwykle wprowadzał ciekawych, młodych graczy, którzy pozwolili mu na identyczny bilans jak Chicago Bulls.

Wydarzenie:

Enbiejowy: Linsanity. Takiego poruszenia w Ameryce dawno nie było. Historia Jeremy’ego Lina jest naprawdę niesamowita mimo, iż sam zainteresowany w tej chwili jest poza grą z powodu kontuzji. Jednak chyba nic nie przebije szaleństwa związanego z młodym rozgrywającym New York Knicks. Czegoś takiego jeszcze długo nie będzie.

Kamil: Starym wyjadaczom wciąż się chce. Jestem naprawdę pod olbrzymim wrażeniem tego, jak pracowali w tym roku doświadczeni gracze na to by nie zejść z piedestału. Nash w All-Star Game, świetna końcówka sezonu w wykonaniu Duncana i Garnetta, kapitalne momenty Pierce’a. Tylko w Dallas, a więc największej siedzibie weteranów nie wszystko zatrybiło tak jak miało zatrybić. Tę dobrą grę zawodników doświadczonych doceniam dodatkowo pozytywnie ze względu na to, jaki to był sezon. Mordercze tempo, back-to-backi, a nawet mecze grane w systemie back-to-back-to-back. Mimo to nestorzy ligi świetnie się trzymali i niejednokrotnie pokazywali młodym, jak olbrzymia jest siła doświadczenia i odpowiedniego przygotowania. To sezon bez precedensu, gdyż nigdy wcześniej nie zdarzyło się by przez czas trwania jednych rozgrywek żaden z weteranów nie zaliczył ogromnego skoku w ‚przepaść’. Wprawdzie niektórzy obniżyli swoje loty, ale były to raczej przypadki incydentalne (Kidd, B-Diddy, Odom).

Mac: Dla mnie największym wydarzeniem było to, że ten sezon w ogóle się rozpoczął po przebojach z lockautem. Poza tym warto odnotować „wejście smoka” w wykonaniu Lina oraz dobrą grę kilku pierwszoroczniaków.

Paweł: wydarzeniem sezonu była zaskakująca postawa Jeremy Lina – to chyba największe zaskoczenie od czasów MVP meczu gwiazd dla Toma Chambersa

Woy: nie będę oryginalny, kiedy wskażę na Jeremy’ego Lina i jego 7-meczowy serial, który obudził potencjał Knicks. Teraz słyszmy ,że koszulka z #17 Lina to druga najbardziej sprzedająca się na świecie! Rzuty nad Jose Caderonem i Dirkiem Nowitzkim przejdą do historii tej gry. Z innej strony patrząc – wydarzeniem była drastyczna przebudowa L.A. Lakers. Najpierw pozbycie się Lamara Odoma, następnie Dereka Fishera i wysokiego kontraktu Luke’a Waltona. W pamięci zapadną na dłużej liczby 40. Cztery mecze z rzędu Kobego Bryanta oraz podwójne mecze z 40 punktami na koncie Russella Westbrooka i Kevina Duranta czym przebili parę Jordan-Pippen.

Wpadka:

Enbiejowy: Charlotte Bobcats. Bilans 7-59 – i wszystko jasne. Nie będę się rozpisywał na ich temat, za bardzo szanuję Michaela Jordana. Ale udało się Rysiom zrobić serię 23 porażek:)

Kamil: Chciałbym być oryginalny i napisać tu coś, o czym na pewno nie wspomną moi koledzy, ale wszystko inne schodzi gdzieś na drugi plan, kiedy weźmiemy pod uwagę to, co stało się w tym roku z Charlotte Bobcats. Klęska, blamaż, katastrofa – żadne z tych bardzo mocnych słów nie oddaje tego jak przygnębiająco wyglądała gra Rysi w tych rozgrywkach. Oczywiście możemy to w jakimś tam stopniu zrzucić na karb kontuzji i szeroko pojętych kłopotów personalnych, ale postawię tezę, że tak mało utalentowanego teamu nie oglądałem jeszcze podczas mojej przygody z NBA. Wszystko, co gracze Silasa mieli najlepszego zamykało się tak naprawdę na jednej pozycji i ciężko oczekiwać by trzech podobnie grających combo-guardów w taki sposób wpłynęło na swój zespół by ten grał choćby poprawnie. Myślę, że ci zawodnicy, którzy byli do dyspozycji coacha Bobcats pod koszem mieliby problem z dominacją w WNBA. Strasznie nieudany sezon naznaczony porażkami. Ciekaw jestem, czy drużynie kierowanej przez MJ-a uda się przynajmniej ‚wywalczyć’ tak ciężko zarobiony pierwszy numer draftu. Anthony Davis bardzo by się tej drużynie przydał, oj bardzo.

Mac: Tutaj wybór jest raczej oczywisty. Charlotte Bobcats mają za sobą tak tragiczny sezon, że zechcieliby o nim jak najszybciej zapomnieć. Jeszcze niedawno „Rysie” były ekipą, która potrafiła namieszać w Playoffs, a obecnie są na samym dnie. Pobili nawet negatywny rekord w procentowej liczbie zwycięstw. Wpadka jakich mało…

Paweł: końcówka sezonu w wykonaniu Charlotte Bobcats i 23 porażki z rzędu – to nie jest wpadka tylko mega katastrofa więc nie wiem czy trafiłem w odpowiednią kategorie …

Woy: Fatalna forma i zły image Charlotte Bobcats. Do dziś nie wierzę by ta drużyna, w obecnym składzie, przy fatalnym ataku, kiepskiej obronie i słabej chemii, mogła wejść do finału Euroligi! Na pewno łokieć MWP w głowę Jamesa Hardena też trzeba uznać jako kolejną wpadkę charyzmatycznego gracza Lakers.

2 komentarze

  1. Fixer6 pisze:

    wow Pawel dowaliles z Griffinem. Nie jest najlepszy na swojej pozycji, dopiero co tu mowic o rywalizacji z LBJ

  2. Twkarol pisze:

    Typowanie MVP i piątki sezonu to nie konkurs na zawodnika, którego lubię bardziej lub mniej, tylko rzeczowa analiza konkretnych dokonań danego koszykarza PANIE PAWLE!! Rozumiem brak sympatii do LeBrona i fakt większego „umiłowania”  Bryanta czy Duranta ale odrobina obiektywizmu byłaby jak najbardziej na miejscu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *