Noah i Hamilton dali Bulls pierwszą wygraną z Sixers. Rose znów kontuzjowany!

Świetnie zbierający Joakim Noah i bardzo skuteczny Richard Hamilton poprowadzili zespół Toma Thibodeau do pierwszej wygranej nad Philadelphia 76ers. Zwycięstwo i świetna gra Bulls zostały jednak błyskawicznie przysłonięte poprzez uraz kolana Derricka Rose’a na minutę przed końcowym gwizdkiem.

Na razie nie wiadomo jak poważny jest uraz lidera Byków, ale na pewno będzie to miało wpływ nie tylko na przebieg serii z Sixers, ale może i na całe Playoff.

Drużyna Stan I kwarta II kwarta III kwarta IV kwarta Wynik
Philadelphia 76ers 0 24 18 24 25 91
Chicago Bulls 1 28 25 26 24 103

W skrócie

Gospodarze świetnie rozpoczęli zawody i już po kilku minutach mieli siedmiopunktowe prowadzenie (10-3). Bardzo dobrze w początkowych minutach prezentował się Richard Hamilton, który trafiał cztery kolejne rzuty i przed drugą kwartą miał już na koncie 11 punktów.

Z drugiej strony ciężar gry brał na siebie Jrue Holiday. Widać było, że plan trenera Collinsa zakładał wykorzystywania niepewności i słabszej kondycji Derricka Rose’a. Na przełomie pierwszej i drugiej kwarty plan sprawdzał się doskonale. Holiday miał 8 punktów i 2 asysty, a Rose jedynie 1/7 z gry. Żeby nie było tak różowo Jrue rónież miał problemy ze skutecznością (spudłował nawet layup sam na sam z koszem).

Goście z Filadelfii próbowali wykorzystywać swoich podkoszowych – doświadczonego Eltona Branda i mobilnego Thaddeusa Younga. Pierwszy wykorzystywał serie zwodów by zdobywać kolejne punkty. Drugi jest jednym z najszybszych graczy w kontrze i ten duet w połowie drugiej kwarty miał już na koncie 16 punktów.

Byki po wyrównaniu wyniku wzięły się znów do pracy. Świetnie po raz kolejny spisywał się CJ Watson, który błyskawicznie rozruszał atak miejscowych. Przewaga Chicago znów zaczęła się zbliżać do 10 punktów.

Walka odbywała się nie tylko na boisku – zacięcie rywalizowali ze sobą także szkoleniowcy, którzy błyskawicznie odpowiadali na swoje zmiany.

Do gry próbowali się włączyć niscy skrzydłowi obu ekip. Andre Iguodala forsował jednak zbyt wiele trudnych rzutów co dobitnie widać było na tle spokojnie czekającego na swoje okazje Denga.

W końcówce pierwszej połowy kolejne zrywy gości były skutecznie neutralizowane za sprawą szybkich kontr Bulls i ich ofensywnych zbiórek. Rozpędzać zaczął się Derrick Rose. W paru zagraniach widać było powracającą szybkość i błyskotliwość. To właśnie ubiegłoroczny MVP rozgrywek był motorem napędowym w tej części spotkania. Prowadzeni przez niego Bulls powiększyli przewagę do 11 punktów i zakończyli połowę wynikiem 53-42.

Komentatorzy w przerwie koncentrowali się na osobie wszechobecnego na parkiecie Joakima Noah. Inną historią spotkania było to, że świetnie zwykle grający zmiennicy Sixers mieli zaledwie 6 punktów przewagi nad rezerwowymi gospodarzy.

Druga połowa rozpoczęła się z jedną zmianą w podstawowym składzie. Słabo grającego Jodie Meeksa zastąpił Evan Turner, który miał za zadanie odciążyć Jrue Holiday’a przy kreowaniu ofensywy.

Sixers lepiej zaczęli drugą część spotkania, ale po przerwie trenera Thibodeau miejscowi podkręcili tempo i po celnym rzucie z dystansu Rose’a na tablicy widniał wynik 60-48.

Z minuty na minutę gra Bulls wyglądała lepiej, a jedynie Elton Brand i Evan Turner wyglądali na zmotywowanych do dalszej walki.

Joakim Noah kontynuował powolne rozmontowywanie obrony 76ers notując następne ofensywne zbiórki. Po tym jak sprzątnął kolejną piłkę sprzed nosa podkoszowych gości doszło do niewielkiej przepychanki, która zakończyła się trzema przewinieniami technicznymi mimo tego, że nic na prawdę (poza delikatnymi kuksańcami) się nie wydarzyło. Sędziowie spotkania postanowili w kolejnych minutach postanowili dać o sobie znać karząc każdy kontakt między zawodnikami przewinieniem.

Po sekwencji rzutów wolnych Sixers się przegrupowali i ponownie zmniejszyli straty do mniej niż 10 punktów. Końcowe sekundy trzeciej kwarty to jednak znów zryw gospodarzy i na 12 minut do końca tablica wskazywała 79-66.

Start ostatniej kwarty to szybkie punkty Kyle’a Korvera i zbudowanie bezpiecznej przewagi przez gospodarzy. Przy 10 minutach do końca spotkania Bulls mieli 18 punktów zapasu i kibice w United Center zaczęli wsteczne odliczanie do końcowej syreny. Gdy po dobrze bronionej przez Sixers akcji Derrick Rose trafił z około 2ch metrów za linią rzutów z dystansu było już wiadomo, że Byki tego meczu nie przegrają.

Świąteczną atmosferę w hali przerwała kontuzja Derricka Rose’a, który na minutę przed końcowym gwizdkiem doznał urazu kolana. Lider Byków wchodząc pod kosz wykręcił lewe kolano i przy pomocy sztabu medycznego udało się do szatni. Kibicom Chicago pozostaje oczekiwać na raport po wstępnych badaniach.

Najlepsi na boisku

Sixers:

  • Elton Brand – 19 punktów (8/15 z gry), 7 zbiórek, 1 przechwyt, 4 bloki
  • Evan Turner – 12 punktów (4/9 z gry), 3 zbiórki, 5 asyst, 3 przechwyty
  • Jrue Holiday – 16 punktów (7/18 z gry, 1/4 z dystansu), 7 zbiórek, 2 asysty, 1 blok

Bulls:

  • Richard Hamilton – 19 punktów (6/7 z gry, 1/1 z dystansu), 3 zbiórki, 4 asysty
  • Derrick Rose – 23 punkty (9/23 z gry, 3/6 z dystansu), 9 zbiórek, 9 asyst, 1 przechwyt, 1 blok
  • Joakim Noah – 12 punktów (5/8 z gry), 13 zbiórek, 3 asysty, 1 przechwyt, 2 bloki

Zawiedli

  • Andre Iguodala (Sixers) – chaotyczny w ataku i przeciętny w obronie. 3/11 z gry to zdecydowanie zbyt mało jak na lidera zespołu w tak ważnym meczu.
  • Carlos Boozer (Bulls) – 3/7 z gry i 7 zbiórek, ale zupełnie przysłonięty przez Eltona Branda. Za każdym razem gdy jego miejsce zajmował Taj Gibson działy się dobre rzeczy dla Bulls. Jeżeli tak dalej pójdzie to jego czas gry może spaść jeszcze poniżej wczorajszych 27 minut.

Boxscore

Sixers: Brand 19, Iguodala 11, Allen 4, Meeks 2, Holiday 16, a także Williams 9, S. Young 0, T. Young 13, Hawes 5, Turner 12

Bulls: Boozer 9, Deng 17, Noah 12, Hamilton 19, Rose 23, a także Korver 11, Brewer 0, Gibson 7, Watson 4, Asik 1

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

6 komentarzy

  1. kosmos11 pisze:

    Czy tylko ja się zastanawiałem po co Thibs trzymał w 4q Rose’a na parkiecie? Raczej nie miało to na celu zgrywania z RIPem bo ten siedział na ławce…

  2. ronin23 pisze:

    Bardzo trudna sytuacja dla Bulls,szkoda wielka,tyle kontuzji co on miał w tym sezonie to masakra.Chicago powinno poradzić sobie z 76ers ale dalej może być bardzo ciężko.Moglibyście dać jakiś update jeśli będzie coś więcej wiadomo o kontuzji i przerwy jaka go czeka ale chyba to będzie koniec sezonu.

  3. Na pewno podamy informację jak będzie znany status Derricka.

    Czemu Tom trzymał go na parkiecie chyba sam nie wie. Wydaje mi się, że chciał w ten sposób pomóc mu w dojściu do pełni sprawności i odzyskaniu pewności siebie (szczególnie że mu szło po słabym początku). Wiecie – po fakcie każdy powie, że powinien siedzieć od połowy czwartej kwarty…

  4. Kochamame107 pisze:

    Pewnie trzymał go ,bo mu brakowało 1 asysty i zbriórki do TD. Rose kontuzja … typuje 2 runde 4-3 dla Celtics

  5. Torquemada pisze:

    Podobno nie zobaczymy go już w tym sezonie – zerwane przednie więzadło krzyżowe.

  6. Fixer6 pisze:

    dwie takie same kontuzje jednego dnia. spisek LeBrona i Tuska z Putinem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *