Wyższe loty (2/2). 5-tka największych zespołowych wzlotów sezonu.

Druga seria obejmie zespołowe wzloty sezonu zasadniczego. Na kilka dni przed play offs pokusiłem się o ocenę indywidualną i analizę największych wzlotów drużyn podczas rozgrywek 2011-12. Oto moje wybory:

5. Utah Jazz – (39-43 przed rokiem a dziś 34-30) euforia w Salt Lake City! Po wygranej nad Suns Jazz-menom udało się wrócić po roku nieobecności, do play offs. Ty Corbin, z powodzeniem dawał więcej minut w grze Gordonowi Haywaardowi oraz Derrickowi Favorsowi, kontynuując myśl szkoleniową Jerry’ego Sloana. W kwietniu nastąpiło – długo wyczekiwane – przebudzenie Devina Harrisa. Drugi z rzędu – bardzo solidny sezon w krainie mormonów – ma w nogach Al Jefferson. Tempa nie zwalniał również coraz bardziej wszechstronny Paul Millsap. Silny front court powoduje, że zespół numer 8 Zachodu wcale nie stoi na straconej pozycji w konfrontacji ze Spurs. W Utah zapomniano już o Deronie Williamsie, Andrei’u Kirilence oraz Mehmecie Okurze, czyli graczach, którzy reprezentowali klub podczas ostatnich meczów gwiazd.

4. Minnesota Timberwolves – (17-65 przed rokiem a dziś 26-38) wysoko, bo na 4 miejscu postawiłem zespół Ricka Adelmana, spisujący się rewelacyjnie i walczący o dogrywki, do momentu kontuzji Ricky’ego Rubio (gracza, który porwał tłumy w lodowej krainie i sprawił, że każdy z graczy Wilków palił się do gry, poprawiając indywidualne osiągi). Nad Minnesotą wisiało jakieś fatum, gdyż w kolejnych spotkaniach kontuzje łapali J.J. Barea oraz Luke Ridnour. Efekt był taki, że trener Adelman, wykonujący przysłowiowy kawał dobrej roboty, tracił swoje atuty. Czaru goryczy przelała kontuzja Nikoli Pekovića, który obok Marcina Gortata notował najwyższy skok w ofensywie w porównaniu z poprzednim sezonem. Bilans Wolves z Rubio i bez to: 21-20 oraz 5-18. Dla porównania kategorii wpływu najlepszego debiutanta na grę drużyny, w tym samym czasie Cavs przy Kyrie Irvingu mieli 17-34 z nim i 4-9 bez niego.

3. Chicago Bulls – (62-20 przed rokiem przy wielkim udziale Rose’a a dziś 48-16 przy 26 spotkaniach bez lidera) kto, by przypuszczał, że Byki poradzą sobie tak świetnie bez swojego lidera?! Efekt pracy Toma Thibodeau jest zdumiewający a postępy w grze C.J. Watsona (czasami zdarzają się mu wpadki i regularność nie jest jego mocną stroną), Johna Lucasa, Ronniego Brewera, Omera Asika oraz Taja Gibsona (ile razy jeszcze nas zaskoczy swoją świetną pracą w defensywie lub efektownymi wejściami pod kosz?) przełożyły się na pozytywny bilans drużyny, bez kontuzjowanego MVP ligi (17-9). Dobre wyniki drużyny, bez Rose’a pozwalają fanom Bulls pozytywnie myśleć o pierwszych dwóch rundach play offs i ewentualnymi starciami z Sixers, Knicks, Celtics lub Hawks, tj. drużynami, z którymi wygrywali już oni bez swojego lidera. Ciekawe też, że o Bulls nie mówi się już – jak to miało miejsce przed rokiem – iż to jest team D-Rose’a.

2. L.A. Clippers – (32-50 przed rokiem a dziś 40-25) na pierwszy rzut oka dojście Chrisa Paula dało ‘tylko’ 8 wygranych więcej..po głębszej analizie widać, że zespół również przegrał połowę meczów mniej (typowo teoretycznie, pamiętając o 66 grach sezonu). Clippers borykali się z kontuzjami – głównie Chauncey’a Billupsa – mieli w zamyśle zwolnienie trenera, ale Vinny Del Negro przetrwał. Pod koniec sezonu już mocno depczą po piętach lokalnemu rywalowi i chcą być rewelacją play offs, która spłata figla najlepszym. Zaczną jednak – najprawdopodobniej – mocną batalią z doświadczonymi Grizzlies. Team z Miasta Aniołów wraca do play offs po 6-letniej nieobecności, a najstarsi Górale nie pamiętają, kiedy dwóch zawodników drużyny w czerwonych trykotach gościło w All Star Game.

1. Indiana Pacers – (37-45 przed rokiem a dziś 42-23) wielu z nas zastanawiało się na początku rozgrywek czy transfer Davida Westa jest potrzebny Pacers, przy osobie perspektywicznego Tylera Hansbrougha. Niektórzy z nas powątpiewali czy David West jest wart ogromnych pieniędzy. Byłej gwieździe Hornets ciężko szły pierwsze tygodnie w nowym otoczeniu, a wraz z nim niemrawo szła gra George’owi Hillowi. Dziś ex gracz Spurs zajął miejsce niedawnego Szerszenia i od kilku tygodni jest bardziej znaczącą postacią drużyny. Niedawno zastąpił Darrena Collisona w wyjściowym składzie, podczas gdy West w kwietniu gra swój najlepszy miesiąc w szeregach Pacers, co przekłada się na wyższe niż dotychczas statystyki. Team Franka Vogela nie powinien mieć problemów z przejściem Orlando Magic w pierwszej rundzie, zważając na absencję Dwighta Howarda oraz będzie starał się spłatać figla najlepszym tej ligi (np. kiedy trafi na Heat lub Bulls). Jeszcze kilka miesięcy temu zespół walczył o ósme miejsce na Wschodzie, a dziś jest trzecią siłą Konferencji. Postawienie na Franka Vogela opłaciło się również Larry’emu Birdowi. Na koniec, po Dannym Grangerze, do All Star awansował Roy Hibbert.

Warto wyróżnić: Houston Rockets (udana zmiana warty trenerskiej w wykonaniu niedocenianego Kevina McHale’a; występy Kyle’a Lowry’ego i Gorana Dragića były ozdobą sezonu w okolicach NASA; Chandler Parsons to kolejna nadzieja na jasną przyszłość klubu), Phoenix Suns (niby słabi rezerwowi – jak mówiono przed sezonem a w drugiej – części Redd, Brown, Morris i Teflair rozpędzili się i o mały włos na wprowadzili Słońc do play offs; statystycznie na uwagę zasługuje poprawa w gry w obronie – choć ciężko nam w to uwierzyć..), Philadelphia 76ers (postawa w pierwszej części sezonu a zwłaszcza 2 pierwsze miesiące i świetna defensywa w połączeniu ze skokami formy Spencera Hawesa i Louisa Williamsa), Oklahoma City Thunder (utalentowana młodzież dorosła i po poprzednim rewelacyjnym sezonie poszła za ciosem, utrzymała wysoką dyspozycję, znów będąc czołową siłą NBA – budzącą wielki respekt  wśród rywali, pokonując m.in. Bulls, Heat czyli ewentualnych finalistów NBA; Kevin Durant i Russell Westbrook mają w nogach 2 spotkania w których rzucili po 40 punktów na głowę), Boston Celtics (za postawę w drugiej części sezonu i m.in. 3 wygrane nad Heat czy znalezienie alterantywy dla Ray’a Allena, plus udane wprowadzenie niezawodnego Brandona Bassa), San Antonio Spurs (za filozofię trenerską Grega Popovicha i jej efekty w postaci wprowadzania młodych graczy przy pozyskaniu solidnych weteranów; Spurs znów postrzegani są jako faworyci; Pop wie jak zdobywać ‚majstra’ w skróconym sezonie!).

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

9 komentarzy

  1. Adrian89 pisze:

     utah przed Minnesotą i zgoda. Ale fragment porównujący Rubi i Irvinga to manipulacja. Minnesota ma taki bilans bo posypało sie poł składu a nie sam Rubio. W ostatnich meczach to wyraźnie tankowali.

    No i co nie mówić to Love’a miec w ekipie to spory handicap. Dodaktowo miał Pekovica, a Irving z kim miał grać? Jamison ? Varejao kontuzja . Jakoś tam nikogo pokroju Love;a nie ma więc porównanie można było pominąć.

    • Dzkulk pisze:

      jak mogli tankować, jak oddają pick w drafcie

    • Adrian89 pisze:

      to nie wiem co oni robili , zresztą Barea to samo mówił. Przegrali z Warriors w stylu który wskazywał na tankowanie + 20 mieli i wtopa  a Warriors podobniez tankowali

    • Adrian89 pisze:

      napisałem że się zgadzam z całością sam bym to tak zrobił. Ale nie wiem po co to porównanie Irvinga do Rubio. Rubio ma lepszych partnerów i tu nie ma co dyskutować za bardzo. A minna posypała się nie dlatego że Rubio nie było tylko dlatego że wielu ich nie grało.

    • Marcin#10 pisze:

      w 90% Minna posypała się ze względu na kontuzje Rubio. Do jakiegoś czasu grali pełnym składem (chodzi mi o okres już z kontuzjowanym Rickym) i przegrywali mecz za meczem. Później zaczęły się kontuzje całej reszty. I dalej podtrzymuje swoje zdanie, że Rubio jest ważniejszy dla Minny niżeli Love.

  2. Fixer6 pisze:

    warto wyroznic  Memphis, robota jaka tam wykonal Lionel Hollins jest niesamowita. Wedlug mnie sa jednym z kandydatow do WCF

  3. Finley pisze:

    Też się zastanawiam co chcę zasugerować Woy, pisząc o tym bilansie. Dla mnie pewne jest, że Irving jest lepszy i ma zdecydowanie większy wpływ na drużynę niż Rubio. Wydaje mi się, że to raczej kontuzja Love, wcześniej Pekovica spowodowały tą sytuacje. Ale co ja tam wiem, liczby nie kłamią ! Zwłaszcza, jeśli je odpowiednio przestawić do swojego punktu widzenia ;) 

    „Tristan Thompson ,Alonzo Gee,Omrii Casspi też coś mieli do powiedzenia,czy nie?” – hehehehe

    • Marcin#10 pisze:

      Co????? Irving ma wiekszy wpływ na swój zespół niż Rubio? Powtórz to sobie jeszcze ze 20 razy i może zrozumiesz jak wielką palnąłeś głupotę. Przy Rickym każdy gracz z Minnesoty grał lepiej, bardziej mu się chciało i podrosły statyski większości z nich (o czym pisał już woy). Irving tylko punktuje, Rubio punktuje, asystuje oraz świetnie przechwytuje. 

    • woy9 pisze:

      podbijam komentarzami z poprzedniej dyskusji na temat Rubio z Wami
      http://www.enbiej.pl/2012/02/06/gwiezdne-wojny-vol-14-nowa-nadzieja-lob-city/ 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *