Rockets nadal w grze o Play-off

Znakomita dyspozycja dwójki obwodowych graczy – Gorana Dragica oraz Courtney’a Lee była kluczem do zwycięstwa Rakiet w starciu z Golden State Wariors. Dzięki wygranej 99-96 zespół z Houston ciągle liczy się w walce o Play off.

Rakiety w pierwszej części gry zupełnie zdominowały swoich przeciwników. Na tle kolegów zdecydowanie wyróżniał się Courtney Lee, który pierwsze dwanaście minut zakończył z siedmioma punktami. Bardzo aktywni byli także Goran Dragic oraz Chandler Parsons. Wsad Słoweńca po indywidualnej akcji był zresztą najefektowniejszą akcją tego okresu gry. Golden State mimo dość dobrego początku nie grzeszyło skutecznością. Cała masa nietrafionych rzutów zadecydowała o tym, że drugą kwartę rozpoczynali z 10 punktowym deficytem do swoich rywali.

Jednak sytuacja zmieniła się w drugiej odsłonie, kiedy to trójki Brandona Rusha oraz Klaya Thompsona pozwoliły powrócić gościom do gry. Mimo, że to Rakiety kontrolowały grę jeszcze w pierwszych minutach drugiej kwarty dobra gra na dystansie Wojowników zaowocowała zniwelowaniem przewagi graczy z Houston do trzech punktów.

Kolejne dwie kwarty to już bardzo wyrównana gra bez wyraźnej przewagi, którejś z ekip. Bardzo dobrze grał Dragic, który zarówno punktował jak i asystował. Zresztą tego dnia Rockets świetnie radzili sobie w rzutach zza lini 7,24 m. trafiając aż 10 trójek na 26 prób. W zespole z Oakland na wyróżnienie zasłużył wspomniany już Klay Thomspon, który napędzał ofensywną grę swojej drużyny. Na początku czwartej kwarty za sprawą akcji punktowych Dragicia i Lee Rakiety ponownie zyskały przewagę ( 10-punktową), która pozwoliła im na trochę większy komfort psychiczny. Niestety zuełnie ich to uśpiło i anemiczna końcówka spowodowała, że Warriors znowu prawie dogonili rywali. Efektowny i dynamiczny Brandon Rush zgotował kibicom w Toyota Center bardzo ciekawą końcówkę. Niestety już Wojownikom w decydujących momentach zabrakło szczęści, a może też trochę doświadczenia. W zespole z Teksasu było więcej spokoju i wyrachowania. Dodatkowo dobitka Patricka Pattersona po niecelnym rzucie Dragicia na 10 sekund przed końcową syreną dała gospodarzom prowadzenie 99-94, którego nie dali sobie już odebrać. Niepotrzebne straty gości w końcówce i znowu brak skuteczności, który dał o sobie znać ekipie Marka Jacksona już w pierwszej kwarcie był czynnikiem decydującym o porażce w Houston 96-99.

W zespole Rakiet najlepsi na parkiecie byli Courtney Lee (20 pkt) oraz Goran Dragic (18 pkt). Ten pierwszy bardzo aktywnie grał na dystansie trafiając 4 razy za trzy pkt 10 prób. Słoweniec natomiast oprócz 18 pkt dołożył 2 bloki i 7 asyst. Najlepiej zbierającym w drużynie Kevina McHale’a był ( co już staje się powoli normą) Marcus Camby – zebrał 9 piłek.

W Golden na słowa uznania zasługuje gra Brandona Rush’a, który wchodząc z ławki rzucił 19 pkt. W statystykach natomiast w kategorii zdobytych punktów przewodzi Klay Thomspon – autor 24 pkt. Dobre spotkanie zaliczył także pierwszoroczniak Charles Jenkins. Gracz ten zakończył mecz z 16 pkt i 8 asystami.  Mimo porażki zadowolony z postawy swojej drużyny wydawał się być Mark Jackson o czym świadczą jego słowa po meczu:  „ You have to give our guys credit, because we didn’t come in here and lay down. We came in here to compete, and we defended and battled. Give [the Rockets] credit, too, for what they did down the stretch. They made plays that separated themselves.”

Przypomnijmy, że goście grali bez Davida Lee, Stephena Curry’ego oraz Andrew Boguta – a więc bardzo ważnych graczy w ich kadrze.

Dzięki wygranej Rakiety nadal liczą się w walce o Play Off. Decydujące okażą się następne mecze z Miami i Nowym Orleanem, które koniecznie muszą wygrać. W innym wypadku w ósemce Zachodu w tym sezonie zabraknie dla nich miejsca.

GRACZ MECZU: Goran Dragic

GOLDEN STATE WARRIORS (22-41) – HOUSTON ROCKETS (33-31) 96 – 99

(21-31, 34-27, 16-19, 25-22)

K. Thomspon 24 pkt, B. Rush 19 pkt, C. Jenkins 16 pkt – C. Lee 20 pkt, G. Dragic 18 pkt, L. Scola 13 pkt

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *