Słaby występ Knicks w Ohio

Nie udał się powrót na parkiet Amare Stoudamire, który zagrał pierwszy raz po niemal miesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją. Indywidualne akcje Kyrie Irvinga oraz beztroska w obronie Nowojorczyków zadecydowała, że w Knicks przegrali z Cleveland Cavaliers 90 – 98. 

Wzmocnieni wspomnianym Amare Stoudamire, ale jednocześnie bez Barona Davisa i ciągle wyłączonego z gry Jeremy Lin’a Knicks pojechali do Quick Loans Arena, aby walczyć o jak najlepszą pozycje startową w Play Off. Cavs natomiast przystąpili do piątkowego starcia bez znanego z występów w Gdyni Alonzo Gee oraz Andersona Varejao.  Mimo wszystko osłabienia gospodarzy wydawały się bardziej dotkliwe patrząc na to ile znaczą dla swoich zespołów wykluczeni z gry poszczególni gracze.

Spotkanie w zasadzie można podzielić na trzy etapy. Pierwszy przypada na początkowe dwanaście minut, kiedy to obie ekipy toczyły wyrównaną walkę. W zespole gości dość dobrze rozpoczął spotkanie Melo Anthony. Udanymi trójkami dwókrotnie popisał się J.R Smith. Kawalerzyści natomist polegali głównie na ofensywnych umiejętnościach Irvinga i Jamisona. Dobra końcówka Cavs i dużo niecelnych rzutów graczy z Madison Square Garden spowodowało, że to podopieczni Byrona Scotta prowadzili 25-20 po I kwarcie.

Drugi etap to części numer dwa i trzy, w których popis dał Kyrie Irving, a o pomstę do nieba wołała postawa w obronie Knickerbockers. Debiutant z Ohio wchodził w defensywę rywali jak w masło. Wystarczyło, że dzięki swej szybkości minął kryjącego go gracza, aby niemal bez asysty kolejnych rywali znaleźć się pod koszem i łatwo zdobyć punkty. Taki schemat gry mógł doprowadzić trenera Woodsona do zawału, ale anemiczna postawa jego graczy nie ulegała zmianie. Irving poza penetracjami pod kosz bardzo umiejętnie wypatrywał także swoich partnerów kreując pozycje punktowe Harrisowi, Parkerowi czy Jamisonowi.  Po trzech kwartach było 72-56 i kibice Cavs zacierali powoli ręce ze szczęścia.

Tutaj zaczyna się etap trzeci – ostatni, bo obejmujący swym zasięgiem kwartę kończącą mecz. Nie mający już chyba nic do stracenia gracze Woodsona zabrali się do pracy. Trzy trójki Steve’a Novaka i dobra gra Amare Stoudamire pozwalała na stopniowe niwelowanie wysokiego prowadzenia Cavaliers. Kawalerzyści na parkiecie wystawili już niemal rezerwowy skład pozostawiając jedynie Manny Harrisa, który wystarczył jednak jako gwarant utrzymania dobrej jakości gry w ofensywie. Knicksom zabrakło już i chęci i chyba przede wszystkim determinacji. W rezultacie gospodarze odnoszą zaskakująco łatwe zwycięstwo 98-90 ( chociaż wynik może tego nie odzwierciedla)

W zespole Woodsona najwięcej punktów zdobyli Stoudamire oraz Novak. Obaj rzucili po 15 pkt, z tym, że Steve Novak wszystkie punkty zdobywał zza linii trzypunktowej. Co więcej wszystkie rzuty z gry ( 5 na 12 ) to były rzuty zza łuku. Trzeba przyznać, ze to ciekawa statystyka. Carmelo Anthony rzucił 12 pkt nie grając może źle, ale bez oczekiwanego od gracza tego formatu błysku.

Błyszczał natomiast Kyrie Irving – zdobywca 21 pkt oraz autor trzech asyst. Większkość punktów jakie zdobył to kosze po wejściach pod kosz. Zupełnie nie leżał mu natomiast rzut za trzy bowiem na siedem prób trafił tylko raz. Manny Harris zdobył dla Cavs 19 pkt oraz pobił swój rekord kariery w zebranych piłkach – miał ich 12!!!. Przypomnę tylko, że nie jest on centrem, ani silnym skrzydłowym. Facet mierzy 196 i waży 83 kg – zatem mimo, że ma tylko 2 cm mniej od Charlesa Barkleya daleko mu do jego postury. Jest to kolejny dowód na to jaki poziom zaangażowania prezentowała dziś drużyna Nowego Jorku.

Gracz meczu: Kyrie Irving

NEW YORK KNICKS (33-30) CLEVELAND CAVALIERS (21-41) 90-98

(20-25, 14-20, 22-27, 34-26)

S. Novak I A. Stoudamire po 15 pkt, C. Anthony i M. Bibby po 12 – K. Irving 21 pkt, M. Harris 19, S. Samuels 15 pkt

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

2 komentarze

  1. Fixer6 pisze:

    Amar’e nie Amare, taka kosmetyczna uwaga

  2. Sikwitit pisze:

    Dla NY jest na ręke przegrywac i zająć 8 miejsce, by potem spotkac sie z Chicago. to lepsza opcja, bo Rose nie jest w tym momencie tym kim byl rok temu. Napewno to lepsza opcja niz Miami

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *