Ciemne strony draftu – TANKOWANIE

Dlaczego niektórym bardzo zależy na słabszym rekordzie i oddają całe sezony (vide ulubieńcy naszej redakcji Charlotte Bobcats)? Dlaczego w kilku najsłabszych klubach sadza się na ławce najlepszych zawodników pod byle pretekstem? Czy warto wierzyć w kontuzje większości pierwszej piątki Golden State Warriors? Czy stan Dorona Williamsa i Geralda Wallace’a rzeczywiście nie pozwala im grać? TANKING – tak nazywa się zjawisko oddawania meczy, a nawet sezonów, aby pozyskać dobrych graczy w przyszłym Drafcie.

Problem chronionych wyborów (protected pick)

Wszyscy wiemy, że drużyny handlują swoimi losami w Drafcie nie rzadziej niż samymi zawodnikami. Dodatkowo czasem w klauzuli sprzedaży swojego picku zastrzega się od jakiego numeru draftu pick przechodzi do kupującego, a kiedy nie zostaje wykorzystany. Taki proceder nazywa się chronionym wyborem (protected pick). Co to oznacza w praktyce? Portland Trail Blazers w ostatniej wymianie w zamians za Geralda Wallace’a dostało od Nets pick chroniony do 3 miejsca. Innymi słowy gdyby los Nets w loterii otrzymał numer od 1 do 3 trafiłby do Nets, gdyby jednak był powyżej 3 miejsca trafiłby do Golden State. Wniosek jest prosty i rozumie go nawet dziecko. Nets opłaca się przegrywać, bo korzystając z zasad loterii (o zasadach napisałem więcej we wpisie, który możesz przeczytać tutaj) każde miejsce niżej w rozstawieniu zwiększa szanse na wybór, któregoś z pierwszych trzech losów.

W pierwszym akapicie podałem jeszcze przykład Golden State. Ich pick został oddany Utah Jazz, ale jest chroniony do 7 miejsca. Obecnie Wojownicy są 8 najgorszym teamem więc przegranych potrzebują jak lodu. Z 8 miejsca szansa na ochronienie swojego wyboru leży tylko w wyborze jednego z 3 pierwszych numerów i jest minimalna (nr 1 to 2,8%, nr 2 to 3,3%, nr 3 to 3,9%). Natomiast „awansując” na 7 najgorsze miejsce prawdopodobieństwo rośnie – nr 1 to 4,3%, nr 2 to 4,9%, nr 3 to 5,8%. Nawet jeśli pierwsze trzy picki powędrowałyby gdzie indziej, szansa otrzymania losu nr 7, a więc ostatniego chronionego, to aż 59,9%! Nie wiem jak wy, ale ja zaczynam poważnie wątpić w kontuzje Davida Lee i Andrisa Biedrinsa.

 

Gdzie leży problem i czy jest jakieś rozwiązanie?

Ostatnio zabrał w tej sprawie głos znany ekspert NBA i komentator Jeff Van Gundy, brat obecnego trenera Magic Stana Van Gundy. Co Van Gundy myśli o tankowaniu?

Zespoły tankują. Nie w ostatnich 10 meczach. Teraz tankują sezony. Co się stało z Michaelem Jordanem [właściciel najgorszych w lidze Charlotte Bobcats – przyp. Autora]? To był najbardziej nastawiony na rywalizację zawodnik podczas mojego czasu w NBA. Dominujący. Teraz ma odrażający zespół. (…) Wydaje mi się, że to zaczyna się od loterii. Myślę, że obecne zasady z jednej strony służą swoim celom, ale sposób w jaki są zbudowane teraz – spróbować i przegrać najwięcej gier, aby otrzymać największe szanse na wybór 1 picku – uważam, że efekt jaki otrzymujemy jest przeciwny od zamierzonego.”

Słowa Van Gundy’ego na tle innych są i tak bardzo wyważone. Pojawiają się różne pomysły naprawy sytuacji. Jednym z nich jest, aby zmienić loterię draftu na bardziej płaską. Ci radykalni optują nawet za wzmocnieniem teamów z miejsc 10-14, które były najbliżej play-off i które najwięcej straciły – nie mają szansy na wysoki numer w drafcie i nie dostały się do play-off. Większość ekspertów uważa, że taki sezon jest praktycznie stracony pod kątem budowania dobrego zespołu. Panuje opinia – wygrywaj, albo przegrywaj. Nie bądź pośrodku.

Czy zmiana zasad Draftu rzeczywiście coś zmieni?

Przeciwnicy pomysłu spłaszczenia szans w loterii wracają do historii. W 1992 roku Orlando Magic wybrało z numerem 1 Shaquille’a O’Neal’a, najlepszą jedynkę od czasów Davida Robinsona w 1987. W trakcie sezonu 1992/1993 Orlando zanotowało znaczną poprawę i z bilansem 41-41 byli tylko o jeden wygrany mecz od play-off! Tymczasem to właśnie oni w 1993 roku wylosowali w Drafcie po raz kolejny nr 1. W środowisku zawrzało. Magic tylko dzięki szczęściu w ciągu dwóch lat zbudowało zespół mierzący w mistrzostwo. W wyniku protestów działaczy, właścicieli w 1994 zasady loterii zostały zmienione na obecne.

Pytanie jest dla mnie zasadnicze. Czy numer 1 rzeczywiście tak dużo zmienia? Patrząc na ostatnie 10 lat prawdziwą karierę na miarę Hall of Fame robią jedynie LeBron James, Dwight Howard, Derrick Rose i Blake Griffin. Co więcej presja ekspertów jest taka, że często numery 1 są już rozdane z góry. Nie trzeba być prorokiem, aby wiedzieć, że w 2012 z najwyższym numerem zostanie wybrany Anthony Davis. Osobiście mam dużą wątpliwość, czy kariera tego utalentowanego chłopaka rozwinie się w kierunku Kevina Garnetta 20p-12z-5a-4b, czy raczej Andrew Boguta – solidnego defensywnego wysokiego ze statsami na poziomie 15-10-2-3. Ja obstawiam drugą opcję, bo Davis obecnie nie jest demonem ofensywy, a ze swoimi warunkami fizycznymi nie będzie dominował trumny jak Shaq, czy nawet DH12. Tymczasem Harrison Barnes, Michael Kidd-Gilchrist czy wreszcie Thomas Robinson mają zadatki na statsy na poziomie 28-10-5. Pomyślcie chwilę. Gdyby Seattle wylosowało w 2007 numer 1 z pewnością wzięliby Grega Odena. Nie wylosowali i chwała Bogu, bo trafił im się Kevin Durant. Takich historii jest wiele. Dlaczego? Bo wybór 19-20 latka ZAWSZE jest obarczony błędem. Nie wiadomo czy jego kariery nie zniszczą kontuzje (Brandon Roy, Greg Oden), czy w ogóle ten gracz zostanie kimś więcej niż dobrym graczem (John Wall).

Jedno jest pewne. Fani nienawidzą być oszukiwani, a tym właśnie jest tankowanie. Kupują bilety wierząc, że ich drużyna będzie gryzła parkiet, aby wygrać. Właśnie dlatego właściciel Golden State Joe Lacob został niemiłosiernie wygwizdany, bo tak odczytano transfer zdrowego Ellisa za chorego Boguta i niepewne miejsce w drafcie. Czy właścicieli stać na odwrócenie się od nich ich kibiców? Najwyraźniej tak, bo w tym temacie nic się nie zmienia, a jak jest każdy widzi.

Marek Miłuński

Z racji swojego wzrostu typowy point guard, choć już na emeryturze. Po burzliwej karierze zdecydował się osiąść. Ma żonę i dwójkę synów, których już teraz wychowuje na przyszłego Chrisa Paula i Rajona Rondo (niestety przekazany materiał genetyczny nie rokuje na wyższy wzrost).

13 komentarzy

  1. Finley pisze:

    Widzę kolega zakochany w liczbach.

  2. EL pisze:

    Fajne teksty o draftach. Ale zauważ pewną tendencję. Nawet teraz sprawdzałem. ZAWSZE drużyny wybierają perspektywicznego wysokiego (PF,C) ponad dobrym niskim (PG-SF). Tym bardziej możemy być pewni takich wyborów w Drafcie 2012. Dziś w NBA niezłych wysokich- nie piszę dobrych, bo takich jest na prawdę niewielu – jest na prawdę niewielu!! Drużyny zdecydowanie wolą ryzykować. Dziwię się dlaczego np Bynuma wybrali w 2005 dopiero z 10 numerem. Tak samo szokiem jest że w tym samym drafcie CP3 czy Deron Williams poszli za Bogutem. W dniu draftu byli lepszymi zawodnikami a jednak wzrost zaważył:))

    • Marecki pisze:

      W zeszłym roku była taka bieda w drafcie, że Minnesota wybrała Williamsa, który nie był im potrzebny, bo tam na PF gra przecież Love. Bardziej naturalnym wydawał się wybór Kantera czy Valunciunasa jako perspektywiczne wypełnienie 5. Myślę, że drużyny w pierwszych pickach raczej idą na potencjał niż zgodnie z potrzebami. Tylko w drafcie 2012 masz graczy z potencjałem znacznie więcej niż w 2011, a według mnie cała pierwsza 4 ma szanse na karierę supergwiazdy.

    • EL pisze:

      A ja gdzieś czytałem że w tym roku pomimo wielkich talentów raczej nie powinniśmy się spodziewać że któryś z zawodników będzie pierwszą opcją drużyny…

  3. Finley pisze:

    Może jestem staroświecki, ale podkoszowy powinien przed wszystkim bronić, dlatego nie dziwne, że jeden najlepiej zapowiadającym się silnych skrzydłowych pod względem defensywy jest tak lansowany na numer 1. Nawet, jeśli będzie robił statystyki na poziomie tylko 10/14/3 to i tak powinien szybko zostać klasowym PF w lidze, który będzie zatrzymywał te wszystkie Boozery i Griffiny ( tak swoją drogą z tym HoF, to tak serio ? ).

    • Marecki pisze:

      No właśnie przy Griffinie się zawahałem jako jedynym. Zastanawiałem się jeszcze czy nie dorzucić Irvinga, bo talent tego gościa jest ekstremalny. Tylko jego ciało mnie przeraża, bo w NCAA też zagrał tylko kilka meczy.

  4. M2V3P pisze:

    trochę nie orientuje się w tym co dzialo sie w tym sezonie w NCAA, ale czy może mi ktoś powiedzieć, co się do jasnej cholery stało z Austin’em Rivers’em, że uznawany za jednego z najlepszych, jeżeli nie najlepszego w swojej klasie przed sezonem, ląduje nagle;e poza TOP 10?

    • kosmos11 pisze:

      Po pierwsze młody Rivers według mnie robi kompletną głupotę, one and done? No sorry men, za wcześnie… Śledzę NCAA dość uważnie i jak dla mnie Austin nie jest jeszcze gotowy, ani fizycznie, ani mentalnie. Na jego miejscu zostałbym na drugi rok u Coach K i bym okrzepł.
      Ale cóż, jego decyzja, za rok na pewno byłby w top10. Teraz jest niżej, ale też poza pamiętnym game winnerem z Tar Heels jakoś specjalnie w pamięć nie zapadł, Marcowe Szaleństwo też bez szału.
      No i trzeba pamiętać, że sporo młodych talentów rok temu zrezygnowała z Draftu w obawie przed lokautem, przystąpili w tym roku, co też obniżyło pozycję Riversa

    • EL pisze:

      100% racji! Zjedzą go fizycznie w NBA. Przez swoją decyzję będzie prawdopodobnie tylko zmarnowanym talentem. Chyba że trafi do Bostonu do tatusia:) Wtedy ma jakąś szansę:)

  5. Nerd5 pisze:

    ale to po co wizard wygrali teraz z bucks? 

    • kosmos11 pisze:

      Bo Wizards to bez różnicy,  i tak będą mieli drugi najgorszy bilans, po Bobkach. Kolejni Hornets mają AŻ 3 zwycięstwa więcej

  6. PTBlazers pisze:

    Wizards mogli sobie pozwolić teraz na zwycięstwo bo już praktycznie „zapewnili” sobie przedostatnie miejsce, a na ostatnie i tak nie mają szans ;) bucks też już w zasadzie są poza play offami więc się specjalnie już nie spinają.

    • Doli_nski pisze:

      Do wczoraj Bucks byli jeszcze zaangażowani w walkę o Play-Offy. Po tej porażce jadą na wakacje, więc mieli jeszcze w sumie o co grać. ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *