Kto zapuka do bram raju, a kto będzie musiał obejść się smakiem – analiza szans Play-Offowych na Zachodzie.

Kiedy wydawało się, że na wiele pytań związanych z tym jak będą wyglądały Play-Offy w tegorocznym sezonie NBA możemy już z wielkim prawdopodobieństwem dobrze odpowiedzieć, pojawiły się nowe okoliczności, które niejako zmieniają ten stan rzeczy. O ile jeszcze na Wschodzie nie powinny już zajść jakieś gwałtowne zmiany, to na Zachodzie gra idzie o ogromną stawkę. Dziś do obsadzenia pozostały cztery miejsca, o które zawalczy aż sześć ekip. To jak na tę fazę sezonu naprawdę dużo, ale wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że ta konferencja od paru sezonów przynosi nam zdecydowanie ciekawsze rozstrzygnięcia niż ta obejmująca Wschodnie Wybrzeże.

 

W tym artykule chciałbym znaleźć odpowiedź na to nurtujące wszystkich pytanie – ‚kto w końcu wystąpi w grach posezonowych’. Za narzędzia mające mi w tym pomóc uznam: aktualną dyspozycję drużyn zainteresowanych tym tematem, ich rywali do końca sezonu, a także ewentualne osłabienia, czy też problemy wewnątrz drużyny. Mam nadzieję, że nie minę się o wiele z prawdą, bo to byłaby dla mnie porażka jako potencjalnego ‚eksperta’ w tej dziedzinie. Oczywiście zachęcam wszystkich do przedstawiania swoich opinii na temat rozwoju tej sytuacji. Liczę, że wywiąże się dzięki temu prawdziwa dyskusja na argumenty.

 

5 miejsce na koniec rozgrywek – Memphis Grizzlies

 

Memphis ma jeszcze do rozegrania aż sześć spotkań, co daje największą liczbę, spośród wszystkich ekip, które ciągle nie mają pewnego udziału w Play-Offach. Większość rywali, z którymi przyjdzie im się zmierzyć to drużyny o niewspółmiernie mniejszym potencjale, aniżeli Niedźwiadki. Dodatkowo aż cztery spotkania zostaną rozegrane w FedEx Forum + wyjazdy do Target Center, do Minneapolis, a także do Time Warner Cable Arena na pojedynek z czerwoną latarnią ligi, czyli Charlotte. To stawia podopiecznych Lionela Hollinsa w bardzo korzystnym świetle przed końcówką zmagań w sezonie zasadniczym i raczej z miejsca zapewnia im udział w dalszych grach. Wprawdzie trzeba przyznać, że Memphis często w konfrontacjach z teoretycznie dużo słabszymi od siebie rywalami lubi sobie odpuścić i zlekceważyć takowe spotkanie (za przykład może posłużyć choćby ostatni pojedynek z Nowym Orleanem). Myślę jednak, że koszykarzom z Tennessee wystarczy motywacji do tego by udźwignąć to brzemię i spokojnie zakończą ten sezon na piątym miejscu w Western Conference. Podejrzewam, że choć co najmniej raz zejdą z boiska pokonani to jednak nie przeszkodzi im to w uzyskaniu tej, korzystnej, piątej lokaty. Za Grizzlies dodatkowo przemawia fakt, że w obecnej sytuacji żaden z liderów nie narzeka na jakiekolwiek groźne urazy i nawet Marc Gasol, który w meczu z Hornets doznał lekkiej kontuzji nie powinien opuścić jednak żadnego meczu. Poza tym w teorii Miśki ciągle mogą liczyć na przegonienie Clippers w batalii o przewagę własnego parkietu w pierwszej rundzie Play-Offs i zdają sobie sprawę, żeby tego dokonać nie mogą sobie pozwolić na porażki w meczach z przeciwnikami spoza czołówki. A do takich właśnie rywali należą drużyny, które pozostały na rozkładzie teamu Hollinsa. Ostatnio forma Grizzlies zdaje się być stabilna i poza tą nieprzyjemną wpadką z Hornets raczej idzie w górę. Myślę, że nie powinno to się zmienić w najbliższych rywalizacjach. Kluczem do wygranych powinna być zintensyfikowanie zaangażowania w grę Zacha Randolpha, który powinien w tej chwili grać jak najwięcej, aby przez to, wejść w meczowy rytm i uzyskać dobrą dyspozycję przed Play-Offami. Formę powinien też utrzymać Rudy Gay, który w ostatnich meczach jest liderem Memphis i to głównie dzięki jego świetnej postawie udało się w ostatnim czasie odnieść kilka bezcennych zwycięstw.

 

Terminarz:

 

Dom:

 

  • 18.04 Portland Trail Blazers
  • 21.04 New Orleans Hornets
  • 23.04 Cleveland Cavaliers
  • 26.04 Orlando Magic

 

Wyjazd:

 

  • 17.04 Minnesota Timberwolves
  • 20.04 Charlotte Bobcats

 

Osłabienia:

 

  • Marc Gasol po niedzielnym starciu z Xavierem Henry z Hornets narzeka na stłuczenie lewego kolana, jego występ w dzisiejszym spotkaniu z Minnesotą jest określany jako wątpliwy i pewnie w przypadku, gdy nie będzie potrzebny na boisku, raczej nie wybiegnie na parkiet. Jego gra w następnych spotkaniach jest uzależniona od tego, czy zespół będzie odczuwał jego brak w dużym stopniu.

 

Bilans w pozostałych spotkaniach:

 

5-1 (ew. 6-0)

 

Bilans po zakończeniu sezonu:

 

40-26 (ew. 41-25)

 

6 miejsce na koniec rozgrywek – Dallas Mavericks

 

Mistrzom NBA zostały do rozegrania jeszcze tylko cztery spotkania. Wbrew pozorom wcale nie będą to łatwe pojedynki, w których Mistrzowie NBA powinni być zdecydowanymi faworytami, ale mecze, które powinny trzymać nas w napięciu do końcowych minut. Nie wyobrażam sobie jednak, aby ekipy z Texasu zabrakło w grach posezonowych. Są na to po prostu za mocni i myślę, że tacy gracze jak Jason Terry, czy Dirk Nowitzki na pewno na to nie pozwolą. Wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że jeśli już podopieczni Ricka Carlisle’a uzyskają awans do Play-Offs to znowu będą tam bardzo groźni, a każdy team będzie musiał się z nimi liczyć. Terminarz mimo wszystko powinien sprzyjać tej drużynie. Sporą bolączką Dallas jest oczywiście zachowanie odpowiedniej równowagi fizycznej przed następującymi szybko po sobie meczami, teraz NBA zrobiło im prezent i w ciągu dziewięciu najbliższych dni Mavericks rozegrają zaledwie cztery spotkania. W tym wszystkim najtrudniejszy będzie piątkowo-sobotni back to back obejmujący najpierw pojedynek u siebie z Golden State, a później ogromnie ciężką wyprawę do United Center na mecz z prawdopodobnie najlepszą drużyną ligi po sezonie zasadniczym. W tym przypadku przewiduję co najmniej jedną porażkę (raczej z Chicago). Po tym wszystkim Nowitzkiego i spółkę czeka jeszcze nie najłatwiejszy wyjazd do Philips Areny na mecz z Atlantą. Uważam jednak, że w tej rywalizacji górą będą już niesamowicie doświadczeni zawodnicy Dallas. Za nimi przemawia bowiem aż pięciodniowa przerwa, która powinna wpłynąć na kojącą regenerację tych nieco wymęczonych już zmaganiami ciał. W sferze mentalnej gracze Carlisle’a powinni być już odpowiednio nastawieni, bo przecież sami najlepiej wiedzą, że każdy triumf jest w tej fazie sezonu na wagę złota, a każda porażka może być gwoździem do trumny. Uważam więc, że z nastawieniem nie powinno być żadnych kłopotów, a to przeważy szalę zwycięstwa na rzecz Mistrzów. Ostatnia forma nie jest być może najbardziej przekonująca, ale kiedy gra idzie o wielką stawkę to i wielkie gwiazdy uaktywniają swoje największe zalety. W drużynie nie ma kłopotów z urazami, poza grą zostaje tylko oczywiście Lamar Odom, który jak wiemy w praktyce nie jest już częścią tego teamu. Na drobny uraz narzekał też Rodrigue Beaubois, ale on powinien być gotowy już na jutrzejszy pojedynek z Houston.

 

Terminarz:

 

Dom:

 

  • 18.04 Houston Rockets
  • 20.04 Golden State Warriors

 

Wyjazd:

  • 21.04 Chicago Bulls

  • 26.04 Atlanta Hawks

Osłabienia:

  • Lamar Odom (poza zespołem)

  • Rodrigue Beaubois (łydka) – powinien być do dyspozycji trenera już na środowe derby Teksasu z Houston

Bilans w pozostałych spotkaniach:

3-1

Bilans po zakończeniu sezonu:

37-29

7 miejsce na koniec rozgrywek – Denver Nuggets

Denver zrobiło ogromny krok do Play-Offów w ostatnich dwóch meczach. Udało im się bowiem dwukrotnie pozostawić w pokonanym polu bezpośredniego kontrkandydata do awansu, czyli Houston Rockets. Widać w tym dużą zasługę George Karla, który odpowiednio dotarł do zapasów wolicjonalnych swoich zawodników i po drugiej kwarcie pierwszego pojedynku z Rakietami zmienił swój zespół nie do poznania. Atutem Bryłek jest mocny, wyrównany skład, w którym co najmniej kilku graczy może w danym spotkaniu wziąć odpowiedzialność na swoje barki. Ostatnio przoduje w tym duet Ty Lawson – Arron Afflalo, ale jest co najmniej kilku innych zawodników, którzy ze sporą intensywnością powinni umieć wspomóc team. Jeśli zaglądniemy w terminarz spotkań, które czekają jeszcze Denver to zobaczymy, że zadanie, które przed nimi stoi jest dosyć trudne. Mają oni bowiem jeszcze w planach grę z czterema drużynami, które legitymują się dodatnim bilansem (Clippers,Suns,Magic,Thunder). Na całe jednak szczęście dla siebie dwa z tych czterech meczów rozegrają oni w Pepsi Center, gdzie o zwycięstwa nigdy nie jest łatwo. Jeśli dodamy do tego stawkę tych pojedynków to już w ogóle gracze gospodarzy winni wznieść się na wyżyny swoich umiejętności. To będzie duży sprawdzian dla tych zawodników, którzy w większości są młodzi i nie znają jeszcze smaku gry o tak wielkie rzeczy. Jak już jednak wspomniałem roster jest bardzo rozbudowany i to powinno być największym handicapem dla teamu George’a Karla. Przez większość sezonu doświadczony coach Nuggets borykał się też z wieloma problemami natury personalnej – najpierw połowa jego ważnych graczy wyjechała na miłą eskapadę do Chin, a później z gry wypadali kolejni gracze. Stanowiło to olbrzymią trudność z ustabilizowaniem formy, na dzień dzisiejszy jednak zespół jest prawie w całości zdrowy i dzięki temu były szkoleniowiec m.in. Sonics może zastosować dużo szersze pole manewru. Za Denver może wskazywać też całkiem niezła dyspozycja w ostatnich tygodniach, która powinna przełożyć się na dalsze sukcesy. Uważam, że nie powinno ich zabraknąć w dalszych grach. Największą trudnością, której Denver będzie musiało stawić czoła jest za to prócz mocnych rywali w terminarzu, także rozłożenie spotkań. Cztery pojedynki w systemie back-to-back na pewno wpłyną znacząco na dezorganizację gry graczy z Kolorado. W tym właśnie największa rola i jednocześnie zadanie Karla – takie ustawienie taktyczne, aby w jak najmniejszy sposób odczuć zmęczenie po następujących po sobie spotkaniach. Bardzo dużo będzie zależeć jak będzie wyglądała sytuacja tego zespołu przed dwoma ostatnimi meczami tego sezonu zasadniczego. Jeśli jeszcze nie będą oni pewni awansu to może pojawić się myśl o odpuszczeniu Thunder i skupieniu się na T-Wolves.

Terminarz:

Dom:

  • 18.04 Los Angeles Clippers

  • 22.04 Orlando Magic

 

Wyjazd:

 

  • 21.04 Phoenix Suns
  • 25.04 Oklahoma City Thunder
  • 26.04 Minnesota Timberwolves

 

Osłabienia:

 

  • Rudy Fernandez (operacja dolnego odcinka kręgosłupa)
  • Wilson Chandler (pachwina) – według lekarzy nie jest to poważny uraz i raczej nie powinien wpłynąć na opuszczanie kolejnych spotkań przez skrzydłowego Nuggets

 

Bilans po pozostałych spotkaniach:

 

3-2 (ew. 2-3)

 

Bilans po zakończeniu sezonu:

 

37-29 (ew. 36-30)

 

8 miejsce na koniec rozgrywek – Utah Jazz

 

Wielu z was pewnie zdziwi wybór Utah jako ósmego, a więc ostatniego, zespołu, który zagra w dalszej części rozgrywek. Sam nie jestem do końca przekonany, czy Jazzmani są rzeczywiście mocniejsi od Phoenix, czy Houston, ale przemawia za nimi przede wszystkim jedna, ale za to bardzo ważna, kwestia – terminarz. Gracze Tyrone’a Corbina mają przed sobą jeszcze jedynie cztery spotkania. Trzy z nich zagrają u siebie z drużynami, które spokojnie mogą pokonać, a czwarte na wyjeździe z drużyną, która o nic już nie gra, a dodatkowo w ostatnim czasie straciła jeszcze swojego lidera. Czy to nie jest wymarzona sytuacja do tego by wykonać szarżę? Zaatakować gdzieś z drugiego szeregu? Owszem, jest i o ile bardzo osłabieni koszykarze z Salt Lake City dociągną ten sezon bez kolejnych ubytków, a liderom wystarczy pary do tego, żeby podźwignąć resztę zespołu ku wielkim sukcesie (tak trzeba nazwać ewentualny awans Jazzmanów do PO – wielu ekspertów przewidywało im bowiem rolę dostarczyciela zwycięstw, który nijak nie włączy się do walki o wygórowane cele), to jest to całkiem realne zadanie do wykonania. Corbin jawi się nam do tej pory jako bardzo mądry trener, który pomimo tego, że dysponuje ubogim, w wielkie postaci basketu, składem bardzo szybko poskładał te klocki. Nie odciął się całkowicie od tego, co robił przez tyle lat w Utah Jerry Sloan, za to dodał do tego wszystkiego coś od siebie. Wydaje mi się, że to jego ‚postawa’ może być kluczową w przypadku ewentualnego awansu Jazz do dalszych gier. Jeśli uda mu się wytrzymać presję i odpowiednio pokierować swoimi zawodnikami to droga do raju stanie przed nimi otworem. Największym rywalem do osiągnięcia tego triumfu dla Jazz nie będą inne, walczące o promocję drużyny, tylko poradzenie sobie z własnymi słabościami. Takie ustawianie zespołu, aby jak najmniej było widać fakt, że w drużynie brakuje kilku bardzo istotnych graczy (Howard, Watson, Bell). Olbrzymią rolę do odegrania będą mieli w tym ‚serialu’ pozostali gracze obwodowi, czyli głównie Harris i Hayward. Ich postawa w ostatnich meczach jest naprawdę obiecująca i wskazuje, że będą mogli oni w naprawdę znaczący sposób włączyć się do liderowania zespołowi. Absolutnie kluczowy dla losów tej kampanii będzie pojedynek z Phoenix Suns, który zostanie rozegrany w Energy Solutions Arena. Jeśli uda się Jazzmanom zdać ten egzamin i zapewnić sobie zwycięstwo w tej konfrontacji, to będą naprawdę blisko Play-Offów.

 

Terminarz:

 

Dom:

 

  • 21.04 Orlando Magic
  • 24.04 Phoenix Suns
  • 26.04 Portland Trail Blazers

 

Wyjazd:

 

  • 18.04 Portland Trail Blazers

 

Osłabienia:

 

  • Raja Bell (przywodziciel i lewe kolano)
  • Josh Howard (operacja lewego kolana)
  • Earl Watson (operacja prawego kolana)
  • Jeremy Evans (skręcona prawa kostka) – powinien wrócić do gry w tym tygodniu. Najprawdopodobniej na spotkanie z Orlando
  • C.J. Miles (naciągnięcie lewej łydki) – być może znajdzie się w składzie już na mecz z Magic, bardziej realnym terminem na jego powrót jest jednak pojedynek z Phoenix.

 

Bilans po pozostałych spotkaniach:

 

3-1 (ew. 2-2)

 

Bilans po zakończeniu sezonu:

 

35-31 (ew. 34-32)

 

9 miejsce na zakończenie sezonu – Phoenix Suns

 

Drużyna naszego jedynaka w NBA – Marcina Gortata, ma strasznego pecha, że tak późno obudziła się, z dotykającego ją przez większość sezonu, letargu. Gdyby udało im się wcześniej przestawić swoją grę na właściwe tory to pewnie teraz nawet nie zastanawialibyśmy się nad tym, czy w ogóle zagra w Play-Offach, tylko z którego miejsca to zrobi. Suns mają bowiem bardzo wyrównany skład, dodatkowo dowodzony przez jednego z najlepszych w historii generałów, a więc Steve’a Nasha. Przespanie pierwszej części sezonu będzie jednak dla Słońc brzemienne w skutki, bo w moim rozrachunku przez to, nie znajdą się oni w tegorocznych Play-Offach. Koszykarzom Phoenix nie pomoże nawet spodziewany powrót Granta Hilla, a także fakt, że większość zawodników jest w pełni sprawnych i gotowych do gry. Mają oni bowiem przeciwnika, którego pokonanie jest praktycznie niemożliwe. Nazwa tego rywala jest bardzo prozaiczna, chodzi po prostu o kalendarz, który jest bardzo niełaskawy dla ekipy Alvina Gentry’ego. Wprawdzie gracze z Arizony aż cztery z pięciu, pozostałych do końca sezonu zasadniczego, spotkań rozegrają w US Airways Center. Co z tego jednak, skoro za gości w tych spotkaniach będą robiły takie drużyny jak Thunder, Clippers, Nuggets i Spurs. Od samego patrzenia na ich wielkie nazwy można wpaść w kompleksy i zdezerterować już na wstępie. Jeśli dodam do tego, że jedyny wyjazd podczas tej trwającej tydzień kaskady meczów Słońca odbędą do głównego swojego rywala w kontekście walki o Play-Offy, czyli do Salt Lake City to kibiców, z całą pewnością, może rozboleć głowa. Największe zadanie czeka więc teraz szkoleniowca klubu Marcina Gortata – Alvina Gentry’ego.  Musi on natchnąć swoich zawodników do tego by wznieśli się na wyższy poziom, który pomoże im stawić czoła tym przeciwnościom, które stoją na ich drodze. Kluczem do odniesienia sukcesu będzie więc odpowiednie nastawienie i pełna mobilizacja w składzie. Łatwo jednak nie będzie, bo przecież gra Clippers, czy Spurs w ostatnich meczach robi wielkie wrażenie. Jeśli dodamy do tego fakt, że mecze z Thunder i Clippers będą rozgrywane dzień po dniu to dodatkowo skomplikuje i tak nie najlepsze położenie Słońc. Zespół Gentry’ego nie jest bowiem mistrzem gier toczonych w systemie back-to-back Najważniejsze jest jednak by nie stracić nadziei jeszcze przed wyjściem na parkiet, bo to byłoby najbardziej zabójcze dla wszystkich związanych z tą organizacją. Ciekawe jest to, jak w tym wszystkim odnajdzie się nasz rodzynek. Od kiedy bowiem Suns grają bardzo dobrą koszykówkę, to rola Gortata w drużynie nieco się zmieniła. Nie jest już on tak aktywny jak na początku sezonu, przez jego ręce nie przechodzi tak wiele piłek, ale jak widać na załączonym obrazku przyniosło to korzyść drużynie. Pomimo całej sympatii dla Phoenix uważam jednak, że nie poradzą oni sobie z ogromem ciężaru, jaki na nich spada i ostatecznie zabraknie ich w dalszej fazie sezonu.

 

Terminarz:

 

Dom:

 

  • 18.04 Oklahoma City Thunder
  • 19.04 Los Angeles Clippers
  • 21.04 Denver Nuggets
  • 25.04 San Antonio Spurs

 

Wyjazd:

 

  • 24.04 Utah Jazz

 

Osłabienia:

 

  • Zespół wciąż czeka na Granta Hilla, który w poniedziałek był w game-time decision. Ostatecznie nie wybiegł na boisko w starciu z Portland, ma być jednak gotowy na kolejny mecz z Thunder. Przypomnę, że wcześniej Hill opuścił trzy tygodnie z powodu innego urazu.

 

Bilans po pozostałych meczach:

 

2-3 (ew. 1-4)

 

Bilans po zakończeniu sezonu:

34-32 (ew. 33-33)

 

10 miejsce na koniec rozgrywek – Houston Rockets

 

Jeszcze jakieś dwa tygodnie temu wydawało się, że ich start w Play-Offach jest kompletnie niezagrożony. Rockets nie przejmowali się opiniami krytyków, że są za słabi by wziąć udział w dalszej części sezonu, grali swoje i po prostu punktowali kolejnych rywali z chirurgiczną precyzją. Wszystko jednak w ostatnim czasie zmieniło swój obrót – Rakiety przegrały ostatnie cztery swoje starcia i szybko z szóstego miejsca na Zachodzie osunęły się w strefę, skąd nie ma awansu do rozgrywek posezonowych. Ten spadek łączy się niejako z powrotem do gry Kyle’a Lowry’ego, co jest bardzo dziwne. Jeśli jednak głębiej przyjrzymy się temu problemowi, to jednak widać, że wraz z zakończeniem jego rekonwalescencji, reszta drużyny przestała grać. Dotyczy to w dużym stopniu, chociażby Gorana Dragicia, który mimo tego, że statystyki ciągle notuje na poziomie co najmniej zadowalającym, to jednak spadła znacząco jego efektywność. To może być spowodowane kłopotem bogactwa na tej konkretnej pozycji. Teraz tak naprawdę nie wiadomo, kto jest tam startującym, podstawowym playmakerem, a kto jego zastępcą. To bezkrólewie na newralgicznej pozycji, główno dowodzącego grą rodzi wszelkie inne kłopoty zespołu. Do tej pory największe zagrożenie pochodziło właśnie stamtąd, a że obrońcy rywali musieli skupiać się na kapitalnym duecie obwodowych sprawiał, że więcej miejsca do gry mieli utalentowani podkoszowi. Dzisiaj te proporcje troszkę się zmieniły i powoduje to spore problemy zespołu z Teksasu. Teraz przed teamem Kevina McHale’a bardzo ciężkie zadanie. Muszą oni w ciągu tych pięciu spotkań na tyle zmienić swoją sytuację by uzyskać promocję do Play-Offów. Nie będzie to łatwe. Po pierwsze tylko dwa, spośród pięciu spotkań rozegrają oni na własnym boisku. Po drugie, te trzy pozostałe zagrają oni z drużynami, albo mocniejszymi od siebie (Heat, Mavs), albo z notującymi ostatnio bardzo korzystną passę na własnych śmieciach (Hornets). Jeśli gracze Rakiet myślą jeszcze poważnie o powrocie na odpowiednią ścieżkę muszą wygrać obydwa spotkania u siebie i konfrontację z Hornets. To będzie absolutnie najważniejsze spotkanie w tym sezonie dla dwukrotnych czempionów ligi. W mojej opinii jednak ten egzamin zostanie przez nich oblany, a same zwycięstwa u siebie po prostu nie wystarczą do tego by grać dalej. Szerszenie są bowiem drużyną, którą bardzo ciężko pokonać na własnym parkiecie, nawet w obecnej sytuacji. Przekonały się o tym ostatnio chociażby Utah, czy Memphis. Okolicznością niesprzyjającą przy tym wszystkim, że pojedynek ten zostanie rozegrany dzień po ciężkich derbach Teksasu, rozgrywanych w Dallas. Zmęczenie może dać o sobie znać i przez to sparaliżować przebieg meczu. Szkoda by było, gdyby Houston zabrakło w dalszych meczach, bo przez równą formę w tym sezonie zasłużyli na to by móc zaprezentować się w Play-Offach.

 

Terminarz:

 

Dom:

 

  • 21.04 Golden State Warriors
  • 26.04 New Orleans Hornets

 

Wyjazd:

 

  • 18.04 Dallas Mavericks
  • 19.04 New Orleans Hornets
  • 22.04 Miami Heat

 

Osłabienia:

 

  • Kevin Martin (zerwane ścięgno w prawym ramieniu)
  • Marcus Camby (uraz pleców) – będzie gotowy do gry w środowym meczu z Dallas

 

Bilans po pozostałych meczach:

 

2-3 (ew. 3-2)

 

Bilans po zakończeniu sezonu:

 

34-32 (ew. 35-31)

 

 

Reasumując powyższe wywody. W dalszej fazie rozgrywek znajdą się Memphis, Dallas, Denver i Utah. Smakiem obejdą się za to ekipy Phoenix i Houston. Czy wy macie podobne odczucia, czy też widzicie to, co zostało nam jeszcze do końca sezonu zupełnie inaczej? Po raz kolejny zachęcam do prowadzenia dyskusji i rzeczowej wymiany argumentów. Poza tym, czy nie byłby to dobry temat na kolejnego livebloga?


5 komentarzy

  1. Adrian89 pisze:

    Ja przyznam że tak samo myślę że to utah będzie, ale potrafią zawsze przegrać jakieś dziwne spotkanie.

    Bardziej obawiam się o Dallas ich gra jakoś specjalnie nie powala, Dirk często ma problemy ze skutecznością.

    Ale co do Rakiet to moim zdaniem z Hornets sobie poradzą i w ostatnich meczach będzie 3-2 o ile nie 4-1.

    Będzie ciekawie, a i jeszcze Lakers z Clippersami powalczą no i czy któraś z tych ekip chce trafić na memhis czy mi się wydaje?

  2. Pingwin pisze:

    Bardzo fajny tekst:) myślę, że pomimo tego, że ostatnio odżył trochę Dirk to Mavs nie są obecnie bardzo mocni – brakuje im energii. A taką właśnie ma Josh Smiths z Atlanty i dlatego stawiam na Jastrzębie w bezpośrednim pojedynku. Mam również przeczucia, że Suns pokażą siłę na koniec sezonu i wygrają z Jazz – ich „TRENER” Marcin Gortat powinien zdominować pomalowane. Dodatkowo myślę, że pokonają Bryłki i Clippers u siebie co z odpuszczeniem ostatniego meczu sezonu przez Spurs (pamiętają kontuzję Manu) powinno dać Suns awans.

    • mag pisze:

       zdominowac pomalowane? Jazz maja jeden z najlepszych kompletow graczy na poz 4/5 w lidze
      Jefferson/Millsap/Favors/Kanter

    • Doli_nski pisze:

      Zgadzam się, Gortata czeka bardzo trudna przeprawa z czwórką podkoszowych Utah, którzy należą do ścisłej elity ligi. Śmiem zaryzykować stwierdzenie, że żadna inna drużyna nie ma takiego bogactwa na pozycjach 4/5 w całej NBA. Szanse dla Suns upatrywałbym raczej w zmęczeniu Harrisa i Haywarda, bo bez ich dobrej postawy Jazz rzadko wygrywają, a obaj nie mają w tej chwili porządnych zmienników.

    • Lanfaust pisze:

       jest jeszcze Chicago. Noah, Boozer, Gibson, Asik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *