Nuggets jedną nogą w play-off

Houston Rockets przegrali kolejne ważne spotkanie z bezpośrednim rywalem w walce o miejsce w Play off. Po porażkach z Phoenix Suns oraz wczorajszej przegranej w Denver dziś ponownie okazali się słabsi od ekipy z Kolorado. Porażka 102-105 zepchnęła Rakiety na 9 miejsce w tabeli Konferencji Zachodniej i bardzo skomplikowała sytuację Teksańczyków.

Jeszcze tydzień temu fani zespołu Rakiet chodzili przeszczęśliwi bowiem ich drużyna była nawet na 6 miejscu w swojej Konferencji i niemalże każdy wróżył jej występy w Play off. Niestety trzy przegrane w meczach prawdy diametralnie odmieniły sytuację i teraz podopieczni McHale’a są w nie lada tarapatach. Odwrotnie ma się sytuacja z Denver, którzy bardzo przybliżyli się do udziału w rozgrywkach posezonowych. Obecnie zajmują siódme miejsce.

Zdający sobie sprawę ze swojej sytuacji gracze gospodarzy rozpoczęli mecz ze sporym animuszem. Mimo braku pod koszem kontuzjowanego Marcusa Camby’ego (co bardzo było odczuwalne we wczorajszym starciu) Rakiety bardzo dobrze radziły sobie „na desce” za sprawą Louisa Scoli oraz Samuela Dalamberta. Znakomicie w mecz wszedł Chandler Parsons, który w pierwszych dwunastu minutach rzucił 11 oczek. W szeregach gości aktywni byli Aaron Affalo oraz Ty Lawson, którzy stanowili spore zagrożenie dla obrony Rakiet zarówno na dystansie jak i po indywidualnych akcjach podkoszowych.

Po pierwszej części gry pewnie wygranej przez Houston 11 punktami do roboty zabrali się goście. Dzięki znakomitej dyspozycji Affalo na pięć minut przed końcem drugiej kwarty goście przegrywali tylko jednym koszem.  Run 8-0 zespołu z Denver to nie tylko zasługa indywidualnych popisów rzucającego obrońcy Nuggets, ale też nieporadności Rakiet w ataku, którzy zupełnie zagubili skuteczność i polot z pierwszych dwunastu minut. W końcówce celne trójki Courtneya Lee oraz przebudzenie Dragicia pozwoliło utrzymać prowadzenie i do przerwy widniał wynik 51-44 dla graczy z Teksasu.

W trzeciej kwarcie punkty Dalamberta i Dragicia nadal utrzymywały Rockets na prowadzeniu jednak wyraźnie było widać, że z grą gospodarzy jest coś nie tak. W obozie przeciwnym nadal doskonale spisywał się Affalo z Lowsonem. Dobrą zmianę dał Al  Harrington, który dwiema trójkami dał sygnał swojej drużynie do jeszcze bardziej zmasowanego ataku. Dzięki któremu na 2 minuty i 4 sekundy przed końcem trzeciej odsłony po punktach Affalo Denver pierwszy raz w drugiej połowie objęło prowadzenie 69-68.

Ostatnia kwarta to popis gry Haringtona. Jego celne rzuty za trzy czy indywidualne akcje pod koszem rywali były zmorą dla zagubionych obrońców Rockets. Gospodarze odpowiedzieli celnymi trójkami Parsonsa i wynik nadal oscylował wokół dwu-cztero punktowego prowadzenia, którejś z ekip. Wyróżnić także należy rezerwowego podkoszowego Rockets – Patricka Pattersona, który w ważnych momentach zdobywał cenne punkty dla swojej drużyny. Przełomowy moment meczu miał miejsce na niespełna 45 sekund, kiedy to 3-punktowy rzut Ty Lawsona wyprowadził Denver na prowadzenie 104-100.  Dał on komfort zespołowi Denver utrzymywania piłki i liczenia na faule ze strony gospodarzy, którym uciekający czas był oczywiście nie na rękę. W ostatniej akcji rozpaczliwy rzut za trzy Chandlera Parsonsa nie doszedł celu, ku rozpaczy kibicó1) zebranych w Toyota Center.  Ostatecznie zatem Nuggets nie dali już sobie wydrzeć zwycięstwa w tak ważnym meczu i w przeciągu dwóch dni drugi raz pokonali Rockets – tym razem w stosunku 105-102.

W barwach Denver najjaśniejszymi postaciami była dwójka obrońców: Aaron Affalo oraz Ty Lawson. Pierwszy rzucił 26 pkt, a drugi zanotował jeden punkt mniej. Dobre spotkanie zaliczył także Andre Miller, który wchodząc z ławki zaliczył, aż 13 asyst. Na słowa uznania zasługuje także Al  Harington, którego 15 pkt oraz 9 zbiórek walnie przyczyniły się do wygranej gości.

Rakietom na pocieszenie zostaje  kolejny dobry występ Gorana Dragica. Playmaker z Houston rzucił 21 pkt, a także siedmiokrotnie asystował. Tyle samo punktów co Słoweniec zdobył także Chandler Parsons, grający na bardzo dobrej (50% – 8 na 16 z gry) skuteczności. Sytuację Rakiet doskonale oddają słowa Courtney’a Lee, który skomentował przegraną następującymi słowami: This [loss] does [hurt] because we had the lead throughout most of the game, and a couple of mental breakdowns at the end is what cost us. … It’s frustrating. We were clicking. We were winning. We won those four games [on the road], then we come back here and we lose four games at home.”

Kolejne spotkanie Rockets rozegrają w Dallas – będzie to niezwykle ważna potyczka dla Teksańczyków patrząc z perspektywy walki o play off. Denver, które znacznie przybliżyło się do PO zagra następny mecz gra u siebie z LA Clippers.

GRACZ MECZU: Aaron Affalo

DENVER NUGGETS (34-27) – HOUSTON ROCKETS (32-29) 105-102

(21-32, 23-19, 31-23, 30-28)

A.Affalo 26 pkt, T. Lawson 25 pkt, A. Harington 15 pkt – C. Parsons oraz G. Dragic po 21 pkt, C. Lee 18 pkt

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *