Wysoka wygrana Tłoków

Łatwe i wysokie zwycięstwo odnieśli koszykarze Detroit Pistons w starciu z Charlotte Bobcats. Dla zespołu z Północnej Karoliny była to już 14 kolejna porażka, która umocniła ich na pozycji najsłabszej drużyny w lidze NBA. Dla Tłoków wygrana 109-85 była dwudziestym drugim triumfem w rozgrywkach.

Mimo wyrównanego początku i gry kosz za kosz zespół Paula Silasa nie wytrzymał zbyt długo rytmu gry narzuconego przez graczy z Michigan i przy stanie 10-10 goście zaliczyli run 10-2. Pozwoliło im to zdobyć bezpieczną przewagę, aby kontrolować przebieg wydarzeń na boisku. Zasadniczo pierwsze cztery minuty gry to wszystko za co można pochwalić w tym spotkaniu Rysie. W Detroit od początku bardzo dobrze spisywał się Greg Monroe, który po asystach Brandona Knighta zdobywał kolejne punkty. Zresztą Knight także bardzo aktywnie współpracował z innymi partnerami, a dunk Jasona Maxiella właśnie podania filigranowego rozgrywającego Tłoków był jednym z ładniejszych zagrań wieczoru.

Druga kwarta także rozpoczęła się od w miarę wyrównanej gry, której efektem było utrzymywanie się czteropunktowej przewagi przyjezdnych. Spora w tym zasługa D.J White’a, który w tym okresie gry był główną siłą ofensywną Charlotte. Zespół Pistons jednak szybko odzyskał rezon i po kolejnych indywidualnych akcjach Monroe’a i Knighta powiększał prowadzenie. Środkowy z Mo-Town do przerwy rzucił rywalom 15 pkt, a jego drużyna prowadziła do przerwy 52-40.

Prawdziwy pogrom nastąpił jednak w trzeciej kwarcie. Gospodarze chyba myślami zostali jeszcze w szatni będąc jednocześnie fizycznie już w grze bowiem w tej części gry pozwolili rzucić przeciwnikom 40 pkt. Defensywa Bobcats zupełnie nie istniała. Run 15-2 od początku trzeciej odsłony zupełnie rzucił na kolana podopiecznych Paula Silasa. Świetnie grał Brandon Knight, który podawał, trafiał za trzy, wchodził pod kosz mijając bezradnych rywali, a jedno ze swoich wejść Knight zakończył efektownym dunkiem. W samej trzeciej kwarcie gracz ten uzbierał 17 pkt. Bardzo dobrze z Knightem uzupełniał się Rodney Stackey, który może mimo mniej efektownej gry wcale nie był mniej efektywny od swego kolegi z drużyny, zwłaszcza jeżeli chodzi o rozgrywanie piłki. Pod koszami rządzili Monroe i Maxiell pokazując młodemu Bismackowi Biyombo, że jeszcze sporo nauki przed nim. Wynik 92-62 po 36 minutach gry praktycznie jednoznacznie wskazywał zwycięzce tego meczu mimo, że do końca meczu pozostała jeszcze jedna kwarta.

W ostatniej części spotkania nie wiele uległo zmianie. Zawodnicy z miasta Forda pewnie prowadzili kontrolowali grę nie pozwalając rywalom na szalone zrywy ( z drugiej strony kompletnie nie widać było potencjału i chęci na takowe ze strony Bobcats). Końcówka meczu to już wprowadzenie na parkiet głębokich rezerw, co najdobitniej świadczy o tym, że to co ciekawego miało się zdarzyć w tym spotkaniu miał miejsce w poprzednich kwartach. Podsumowując – Detroit odnosi bardzo pewne zwycięstwo 109-85, a Charlotte chyba już raczej są myślami przy loterii draftu, a nie na skupieniu się nad walką o kolejne wygrane.

„We wanted to come out in the second half and get defensive stops early. That led to a lot of easy baskets on offense for us. We did a great job on defense and made them make mistakes. It felt good coming off my hand. They looked for me when I was open and I was able to get things taken care of when we needed. We needed to play with a lot of energy and leave it all on the court.” – tak podsumował wydarzenia na boisku Brandon Knight. Numer ósmy tegorocznego draftu zdobył w spotkaniu z Babcats rzucił 21 pkt i zaliczył 7 asyst. Trzeba przyznać, że wypadł o niebo lepiej od Kemby Walkera, który zaliczył słaby występ. ( 9 pkt i 4 asysty + faul techniczny). Najlepszym strzelcem drużyny Lawrence Franka był Greg Monroe, który zakończył zawody z 21 pkt. Do tego dorobku dorzucił jeszcze 11 zbiórek zaliczając tym samym double-double. Walka na tablicach zresztą była elementem gry wyjątkowo zdominowanym przez gości, którzy zebrali aż o 13 piłek więcej. (Det 43-30 Cha). Tłoki miały także wyraźną przewagę w punktach z pola podkoszowego zdobywając 56 pkt, gdy Charlotte Bobcats rzucili jedynie 36 punktów z „trumny”. Były to główne czynniki decydujące o okazałym zwycięstwie.

Wśród gości wyróżnić można (chociaż chyba jedynie za statystyki ta tle pozostałych kolegów) Dericka Browna i D.J Augustina. Obaj zdobyli po 13 pkt, co dało im miano najskuteczniejszych zawodników w szeregach zespołu z Północnej Karoliny. Dodatkow Augustine miał 6 asyst, co było największą liczbą skutecznych podań otwierających drogę do kosza partnerom. Charlotte przegrało z Detroit czwarte spotkanie w tym sezonie, a walkę o wynik potrafili nawiązać jedynie w trzecim meczu przegranym 107-110. Zatem widać wyraźnie, że drużyna ze stanu Michigan znalazła w tym sezonie sposób na wygrywanie z Rysiami ( z drugiej strony, kto go nie znalazł …). Nie pomogła nawet obecność na trybunach Time Warner Cable Arena zdobywcy Super Bowl – Hakeem’a Nicks’a, który był świadkiem kolejnego pogromu jakiego doznali Bobcats.

Gracz meczu: Brandon Knight

DETROIT PISTONS (22-36) – CHARLOTTE BOBCATS (7-50) 109-85

(22-18, 30-22, 40-22, 17-23)

G. Monroe 25 pkt, B. Knight 21 pkt, J. Maxiell 17 pkt – D. Brown oraz D.J Augustine po 13 pkt, D. White 12 pkt

 

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *