Sam Durant nie wystarczył na Pacers – Thunder przegrywają w Indianapolis

Koszykarze Indiana Pacers pokonali najlepszy zespół Konferencji Zachodniej czyli Oklahoma City Thunder 103-98. Mimo porażki bohaterem spotkania w Banker Life Fieldhouse był Kevin Durant, który zdobył 44 punkty i był główną siłą ofensywną swojej ekipy.

Pierwsza kwarta rozpoczęła się raczej po myśli faworyzowanych graczy z Oklahomy, którzy po akcjach Kevina Duranta oraz Russela Westbrooka zdobywali kolejne punkty. Pierwszy sygnał alarmowy przyszedł jednak ze strony Roy’a Hibberta. Środkowy Indiany dość łatwo radził sobie pod koszem i dzięki kolejnym manewrom w polu trzech sekund zdobywał kosze. Defensywa Thunder nie radziła sobie zupełnie i to był klucz do zdobycia kilku punktowej przewagi Pacers nad rywalami. Jego rozmiary z czasem powiększały się dzięki skutecznej grze Davida Westa i po dwunastu minutach podopieczni Franka Vogel’a prowadzili 32-20.

W następnej odsłonie obraz gry nie uległ zmianie. Ze strony Thunder koncert gry kontynuował Kevin Durant, którego indywidualne popisy jednak nie motywowały kolegów z zespołu do lepszej i skuteczniejszej postawy. Pacers natomiast bardzo dobrze radzili sobie nadal w grze pod koszem. Znowu punktował Hibbert, a także rezerwowy Hansbrough. W dalszej części gry swoje dynamiczne wejścia pod kosz dołożył jeszcze lider Pacers – Danny Granger i dzięki temu gospodarze schodzili do szatni z 15 punktowym prowadzeniem.

Początek drugiej połowy to bardzo szybka gra koszykarzy z Indianapolis. Biegali, biegali i jeszcze raz biegali, a dzięki temu zdobywali łatwe pozycje rzutowe, które skutecznie zamieniali na punkty. Podopieczni Scott’a Brooksa chwilami wyglądali nieporadnie – poza Durantem, który nie odpuszczał i ciągle był głównym źródłem ofensywnym przyjezdnych. Jego efektowne wsady, rzuty z półdystansu, a także zza łuku obudziły wreszcie ambicję w jego partnerach z Thunder, którzy zrozumieli w tej części gry, że sam „Durantula” tego spotkania im nie wygra. W końcówce przebudził się Westbrook, który także dorzucił kilka punktów do dorobku gości, ale i tak po III kwarcie Oklahoma przegrywała 14 punktami.

Prawdziwe przebudzenie i istna pogoń miała miejsce w ostatniej odsłonie meczu. Durant, Westbrook, Durant, Westbrook i James Harden ( głównie z rzutów wolnych) – tak wyglądała lista kolejnych nazwisk zdobywających punkty. Zaowocowało to zmniejszaniem dystansu do wyraźnie zaskoczonych i nieco zaszokowanych takim obrotem sprawy graczy Pacers. Trzeba też wspomnieć o bardzo dobrej grze w defensywie zespołu Brooks’a, dzięki czemu stwarzali sobie okazję do szybkich kontrataków po odzyskiwaniu piłek w obronie. Dla Indiany punktowali Granger oraz grający świetny mecz Roy Hibbert, ale geniusz Duranta doprowadził do niemal wyrównania wyniku. Lider Thunder był nie do zatrzymania. Na pięć sekund przed końcem po trójce Westbrooka było 98-101 dla gospodarzy. Niestety na więcej zabrakło gościom już po prostu czasu, a więc mogą sobie tylko pluć w brodę, że przespali większość meczu. W ostatecznym rozrachunku Indiana Pacers pokonują Thunder 103-98.

Jak wspomniałem już we wstępie najlepszym graczem Thunder był oczywiście Durant zdobywca 44 pkt oraz 6 zbiórek. Dwadzieścia jeden oczek dodał jeszcze Russel Westbrook. Gracz ten omal nie zaliczył triple-double bowiem maił 11 zbiórek i 9 asyst.

Dla gospodarzy najlepiej punktował Danny Granger (26 pkt). Na największe wyróżnienie zasługuje jednak center Pacers – Roy Hibbert. Gracz ten sprawił rywalom chyba najwięcej kłopotów kończąc mecz z 21 pkt, 12 zbiórkami i 4 blokami ( chociaż, żeby dodać troszkę dziegciu do beczki miodu trzeba wspomnieć, że Durant wziął go na mega poster! – ale nie jego jednego). Najlepszym zbierającym w ekipie coacha Vogela był Paul George, który zebrał z tablic 16 piłek.

Gracz meczu: Roy Hibbert

OKLAHOMA CITY THUNDER ( 40-15) – INDIANA PACERS (34-21) 98-103

(20-32, 21-24, 20-19, 37-28)

K. Durant 44 pkt, R. Westbrook 21 pkt, J. harden 10 pkt – D. Granger 26 pkt, R. Hibbert 21 pkt, D. West 14 pkt  

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

1 Odpowiedź

  1. Boryssobieski pisze:

    Lubie Pacers i mam nadzieje ze w PO narobia zamieszania :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *