Bynum wyrzucony z boiska, a Rockets znowu lepsi od Lakers

Houston Rockets mają chyba jakiś tajemniczy sposób na rozprawianie się z Los Angeles Lakers. Pokonali ich kilkanaście dni temu (20 marca), a minionej nocy znowu powtórzyli swój sukces. Tym razem jednak w „Staples Center”. Podopieczni Mike’a Browna maja w obecnym sezonie bilans z „Rakietami” 1-2.

Drużyna Bilans I kwarta II kwarta III kwarta IV kwarta Wynik
Houston Rockets 30-25 29 21 34 28 112
Los Angeles Lakers 35-21 24 35 22 26 107

Mecz od początku wydawał się wyrównany. Houston Rockets potrafili jednak odskoczyć na kilka punktów i ostatecznie po pierwszych 12 minutach prowadzili pięcioma „oczkami”. Druga kwarta była jednak już inna. Los Angeles Lakers o wiele bardziej przyłożyli się do gry. Strasznie szalał Metta World Peace. Na początku tej odsłony, w lekko ponad minutę, zdobył 7 punktów. Udane akcje dołożyli jeszcze Josh McRoberts oraz Pau Gasol i dzięki temu ich zespół wyszedł na prowadzenie 33:35. Tym razem to „Jeziorowcy” przeważali i wyrobili sobie spokojną, kilku punktową przewagę. Tuż przed przerwą jednak jeszcze przyspieszyli. Głównie dzięki dobrym akcjom Kobe’go Bryanta wyszli na prowadzenie 48:59. „Black Mamba” był najlepszym strzelcem swojego zespołu, gdyż rzucił 28 punktów. W ostatnich meczach jego siła była skuteczność, którą utrzymywał powyżej 57%, a tym razem miał 40% (8/20 z gry). Punkty na zakończenie drugiej kwarty zdołał jeszcze dorzucić Patrick Patterson i ostatecznie na półmetku Lakers byli +9.

W przerwie meczu został uhonorowany mistrzowski skład Lakers z sezonu 1971/1972. W tym roku, 7 maja, przypada czterdziesta rocznica tego wydarzenia. Przypomnę, że był to pierwszy tytuł „Jeziorowców” zdobyty po przeprowadzce do Los Angeles. Członkowie tamtej ekipy otrzymali nowe mistrzowskie pierścienie.

Wróćmy jednak do starcia Rockets vs. Lakers. W trzeciej kwarcie „Rakiety” stopniowo niwelowały przewagę swoich rywali. Aż w końcu, mniej więcej w połowie tej kwarty, najpierw piłkę do kosza wsadził Samuel Dalembert (12 pkt i 6 zb), a w następnym posiadaniu z obwodu trafił Courthney Lee (10 pkt) i zrobiło się 75:73. Gra stała się bardzo wyrównana, a przed ostatnią kwartą Houston prowadziło trzema punktami.

Jeszcze pod koniec trzeciej kwarty Andrew Bynum został sfaulowany przez Dalemberta. Center LAL wybuchowo zareagował i został ukarany przewinieniem technicznym. Na początku czwartej kwarty wykonał udany manewr pod koszem i zdobył dwa punkty. Nie mógł się jednak powstrzymać, aby nie puścić kilku słów w stronę ławki Rockets. To oznaczało dla niego drugi faul techniczny i koniec tego meczu. Zakończył to spotkanie mając na koncie 19 punktów i 7 zbiórek. Bynum to bez wątpienia świetny środkowy, ale musi czasami bardziej się powstrzymywać przed jakimś głupimi zachowaniami. Trzeba uczciwie przyznać, że przez głupotę osłabił swój zespół.

Po stracie Bynuma, Lakers jeszcze jakoś się trzymali, ale w końcówce zupełnie odpadli. Goście z Houston dobili ich czy to celną trójką Chandlera Parsona czy świetnymi wejściami na kosz Gorana Dragicia. Właśnie ta dwójka napsuła najwięcej krwi „Jeziorowcom”. Młody Parson trafiał w bardzo ważnych momentach. Zdobył 13 punktów i miał 3/3 za trzy. Co do Dragicia, to ręce same składają się do oklasków oglądając jego grę. Pamiętam jeszcze jak to był młody uczeń Steve’a Nasha w Phoenix Suns, a teraz wychodzi, że nauka nie poszła w las. Dragic stał się rozgrywającym na poziomie. Po prostu imponuje szybkością (jest jak prawdziwa błyskawica) oraz pewnością siebie. Rzucić też potrafi. Jego statystyki przeciwko Lakers to 26 punktów i 11 asyst. Słoweniec w pełni wykorzystuje otrzymaną szansę. Ostatecznie „Rakiety” wygrały to spotkanie 112:107.

Siła Houston Rockets tkwiła również w graczach podkoszowym. Zbiórki czy punkty z pomalowanego wprawdzie przegrali, ale Luis Scola i Marcus Camby pokazali się z dobrej strony. Argentyńczyk zdobył 25 punktów. Natomiast Camby zanotował 12 punktów i 11 zbiórek. Co ciekawe, miał również 1/1 za trzy. Akcja się kończyła, więc trzeba było rzucać, a piłka wpadła do kosza. Ostatni raz Camby trafił z dystansu niemal trzy lata temu.

Jeszcze niedawno wydawało mi się, że w Los Angeles Lakers są pewne osoby, ale żeby być pewnym sukcesu musisz ktoś z poza tej grupy jeszcze zaskoczyć. Minionej nocy moja teoria została obalona. Metta World Peace zagrał świetnie, ale „Jeziorowcy” i tak przegrali. Zdobył 23 punkty, ale to nie wystarczyło. Dobra dyspozycja „Ron Rona” była jednak potrzebna, bo jego zmiennik na pozycji niskiego skrzydłowego nie błysnął. Matt Barnes miał skuteczność na poziomie 1/9 z gry i zapisał na swoim koncie 3 punkty. Jego wizerunek poprawia jedynie 12 zbiórek, które uzyskał.

2 komentarze

  1. ronin23 pisze:

    Pytałem o Dragic’a w blogowaniu na żywo:)Rockets mają dwóch równorzędnych PG i szkoda żeby jeden z nich się marnował wchodząc z ławki.Ja lubie oglądać Gorana w akcji,

    • Mac_3 pisze:

       Zgodzę się z Tobą. Lowry i Dragic to za dużo jak na jeden team. Słoweniec strasznie się rozwija.

      Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *